29 lut 2016

Doktor Jan Makarewicz

Jan Makarewicz
4 stycznia 1937 roku doktor Jan Makarewicz podjął pracę jako lekarz powiatowy w miasteczku Postawy w województwie wileńskim. Pracował tu także przez czas okupacji radzieckiej, a potem niemieckiej, do lipca 1944 roku.

Jan Makarewicz urodził się 4 lutego 1902 r. w Rulewiczach w powiecie lidzkim. Jego rodzicami byli małżonkowie Jan Makarewicz i Anna z Kozakowskich. Wtedy Makarewiczowie mieszkali w osadzie Pietraszuńce w parafii raduńskiej. Pierwsze nauki młody Jan Makarewicz pobierał w szkole wiejskiej. Potem uczęszczał przez trzy lata do Państwowego Humanistycznego Gimnazjum Koedukacyjnego im. hetmana Karola Chodkiewicza w Lidzie, które ukończył 15 czerwca 1924 roku uzyskując świadectwo dojrzałości (maturalne). W tej samej klasie gimnazjalnej uczył się w Lidzie między innymi z Jerzym Putramentem, późniejszym pisarzem.

W roku akademickim 1924/1925 Jan zapisał się na Wydział Prawa Uniwersytetu Stefana Batorego (USB) w Wilnie. Jednakże w trakcie pierwszego roku studiów zmienił zainteresowania i w następnym roku akademickim 1925/1926 podjął naukę na Wydziale Lekarskim USB. Uzyskał absolutorium na Wydziale Lekarskim w 1933 r., a dyplom ukończenia studiów lekarskich w USB otrzymał z datą 14 maja 1933 roku. W międzyczasie w roku akademickim 1929/1930 odbył służbę wojskową w Centrum Wyszkolenia Sanitarnego (C.W.San.) w Warszawie.

Po otrzymaniu dyplomu roczną praktykę lekarską odbywał w Szpitalu Miejskim Sawicz w Wilnie. Po otrzymaniu prawa praktyki od 1.12.1934 r. do końca roku 1936 pracował w Miejskim Pogotowiu Ratunkowym w Wilnie. Jako wolontariusz podjął pracę w Zakładzie Anatomii Patologicznej Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie, gdzie następnie był zatrudniony od 1.12.1934 r. do 31.05.1935 r. W kwietniu 1936 r. objął stanowisko zastępcy lekarza powiatowego w Starostwie Wileńsko-Trockim, a 4 stycznia 1937 r. podjął pracę jako lekarz powiatowy w starostwie miasteczka Postawy, w województwie wileńskim, dokąd przeprowadził się z całą rodziną i zamieszkał w wynajętym domu przy ul. Polnej 2.

Syn Jana Makarewicza, Wiesław Makarewicz, pisze:

„Lata spędzone w Postawach, to był czas mego wczesnego dzieciństwa. Niewiele pamiętam z tego miasta, tylko niektóre obrazy z bezpośredniego otoczenia naszego domu. Wiem, że w pobliżu była ul. Parkowa, za nią lasek i rodzaj parku zwany Garbarka, w głębi staw czy też może jezioro. Nasz dom był drewniany z niewielkim ganeczkiem odgrodzony drewnianym płotem ze schodkami prowadzącymi do ulicy. Wchodziło się najpierw do małej werandy, następnie do przedpokoju, który pełnił funkcję poczekalni, gdyż w pokoju na prawo od wejścia był gabinet lekarski Ojca. W pobliżu, gdzieś od strony podwórka stał dość długi, chyba parterowy murowany budynek z czerwonej cegły, w którym podczas niemieckiej okupacji mieścił się Landwirtschaft.

Ojciec wkrótce po przyjeździe do Postaw, jesienią 1937 roku, wyjechał na półroczny kurs dla lekarzy administracyjnych (powiatowych, 1.10.1937 – 13. 04.1938) organizowany w Państwowej Szkole Higieny w Warszawie. Po ukończeniu kursu na wiosnę 1938 r. i zdaniu egzaminu wrócił na swoje stanowisko lekarza powiatowego w Postawach [...]. Przed wojną była to stosunkowo dobrze płatna państwowa posada, ponadto miał też możliwość prowadzenia praktyki prywatnej [...].

W tamtych latach praca lekarza w prowincjonalnym miasteczku, takim jak Postawy, dalece odbiegała od dzisiejszych warunków. Ojciec w swoim gabiniecie udzielał pomocy praktycznie wszystkim pacjentom, niezależnie z jakiego powodu się zgłaszali, nie wyłączając usuwania, czasami, zębów. Otrzymywał honorarium często w naturze, bo ludzie na wsi nie mieli pieniędzy. Były to jaja, kury, kaczki, cielęcina, miód i inne produkty żywnośniowe oraz kawałki lnianego płótna, które wówczas na wsi chłopi tkali. Żywności więc Rodzicom nie brakowało i pamiętam, że Mama częścią otrzymywanych dóbr dzieliła się ze znajomymi.

Pamiętam też z wczesnego dzieciństwa i po części z późniejszych opowieści Ojca, że nieraz wyjeżdżał saniami lub konnym wozem do sąsiednich wiosek na wezwanie do powikłanego porodu lub ciężko chorego i bywało, że wracał po dwóch dniach. Badanie rentgenowskie nie było wówczas dostępne w promieniu dziesiątków kilometrów, więc wszelkie urazy załatwiano praktycznie bez żadnej możliwości diagnostyki i kontroli, także o jakichkolwiek badaniach laboratoryjnych, oczywiście, nie mogło być mowy. Wszawica, świerzb i tzw. kołtun były na porządku dziennym. Dzieci często umierały na dyfteryt, a tyfus plamisty występował endemicznie stale, nasilając się gwałtownie w warunkach wojny i okupacji, podobnie jak i gruźlica.

W Postawach zastał nas wybuch wojny 1 wrzwśnia 1939 r., a niebawiem, 17 września tegoż roku tereny te zajęła Armia Czerwona w wyniku realizacji ustaleń tajnego paktu Ribbentrop-Mołotow. Niewiele, oczywiście, pamiętam z tego okresu, a to, co pamiętam, pochodzi raczej z rozmów zasłyszanych od moich Rodziców. Rozpoczął się ponury okres okupacji bolszewickiej. Do miasteczka przyjechało wielu radzieckich oficerów z rodzinami, lokowanych często w domach po eksmisji polskich czy żydowskich mieszkańców. Ojca, którego z racji zawodu potrzebowano, nie usunięto z wynajmowanego dotychczas domu [...].

Poza ogólnym zastraszeniem i donosicielstwem najbardziej dramatyczne były akcje wywózek, deportacji na Sybir i do Kazachstanu, które dotknęły wielu rodzin ze środowiska miejscowej inteligencji zaprzyjaźnionych z moimi Rodzicami. Wstrząsające były wiadomości o zbrodni katyńskiej, które do nas docierały [...]. Wychowany w tym czasie i w tym środowisku, jako małę dziecko poznałem istotę radzieckiego systemu....

Będąc nadal lekarzem powiatowym podczas okupacji niemieckiej, od stycznia 1943 roku Ojciec jednocześnie pełnił funkcję dyrektora Szpitala Powiatowego w Postawach i kierownika oddziału chorób wewnętrznych i zakaźnych. Te obowiązki pełnił aż do wyjazdu z Postaw w lipcu 1944 r. [...].

W latach okupacji niemieckiej 1942-1944, kiedy nasilił się ruch oporu i okoliczne lasy pełne były oddziałów partyzanckich, powstała bardzo niebezpieczna sytuacja, gdyż lekarz potrzebny był zarówno władzom okupacyjnym, jak i partyzantom. Zdarzało się, że nocą partyzanci przyprowadzali do Ojca jakiegoś rannego, lub przychodzili z bronią w ręku i zabierali Ojca do lasu, aby tam komuś udzielił pomocy. Nigdy nie było wiadomo , czy z takiej wyprawy wróci i czy nie nastąpi aresztowanie przez Niemców!

Po klęsce Niemców pod Stalingradem i podczas trwającej ofensywy Armii Czerwonej Ojciec, obawijąc się ponownego wejścia Rosjan, wysłał jesienią 1943 r. mnie wraz z Mamą oraz babcią Stanisławą do Wilna, sam pozostając w Postawach, bowiem nie było mowy, aby Niemcy zgodzili się na jego wyjazd. Ojciec zorganizował (zapewnie za złoto) nasz transport do Wilna z wojskową kolumną niemiecką. Pamiętam, że Babcia jechała wraz z bagażami, [...] w wojskowej ciężarówce, a Mama ze mną w osobowym samochodzie jakiegoś niemieckiego oficera. Kolumna w drodze do Wilna miała odpowiednią eskortę z uwagi na zagrożenie akcjami partyzantów. I rzeczywiście w pewnym momencie doszło do strzelaniny, kolumna się zatrzymała i wszyscy położyli się plackiem w przydrożnym rowie.

Wywiązała się zaciekła strzelanina. Dla mnie największym przeżyciem był niewątpliwie widok wielkiego pożaru – to stojąca tuż obok drogi stodoła w trakcie tej potyczki stanęła w płomieniach. Czułem na plecach gorąco bijące od tych płomieni. Pamiętam, że kiedy strzelanina ustała, mówiło się, że w niektórych samochodach kolumny byli zabici i ranni! To było właściwie moje pierwsze bezpośrednie wojenne przeżycie, które pozostało w mojej pamięci, a miałem wówczas około 8 lat! Tak pożegnałem Postawy.

[...] Losy Ojca były wówczas następujące. Postawy mógł opuścić transportem kolejowym dopiero razem z ewakuującymi się Niemcami w lipcu 1944 r., zabierając tylko osobiste rzeczy. Transport ten w drodze na Wilno zatrzymał się m.in. w miejscowości Podbrodzie, gdzie pracował kolega Ojca, dr. Sielicki. Po rozmowie z nim Ojciec zdecydował się samowolnie odłączyć od transportu i wędrując pieszo nocami z płócianym plecakiem, dostał się do Wilna, a stamtąd po uzyskaniu informacji, gdzie może nas odnaleźć, dołączył się do nas [...].

W Postawach, wkrótce po jego wyjeździe, na dom przy ul. Polnej, w którym mieszkaliśmy, spadła bomba i mimo że podobno nie wybuchł pożar, dom został całkowicie zniszczony. Tak więc zostaliśmy z tym, co udało się rok wcześniej przewieźć do Wilna! Ojciec po „wyzwoleniu” od sierpnia 1944 roku podjął pracę jako kierownik oddziału i zastępca dyrektora Szpitala Zakaźnego w Wilnie [...].

Pod koniec lata 1945 r. Rodzice rozpoczęli przygotowanie do wyjazdu z Wilna, które stało się stolicą sowieckiej Litewskiej Republiki, do nowej, pojałtańskiej Polski. Dla tych, którzy wyrażali wolę wyjazdu, władze organizowały transporty kolejowe. Zajmował się tym powołany w październiku 1944 r. Państwowy Urząd Repatryacyjny PUR. Alternatywą było pozostanie i zgoda na przyjęcie obywatelstwa radzieckiego. Transporty repatryacyjne docierały w Polsce do terenów tzw. Ziem Odzyskanych. Rodzice zdecydowali się na taki transport opuszczający Wilno około połowy września 1945 r., którego docelową stacją miał być Gdańsk. [...].

Do Gdańska trafiło już wcześniej wielu lekarzy z Wilna i z USB, a potrzeby były ogromne, toteż Ojciec mógł dość szybko otrzymać zatrudnienie. Już 9 października 1945 r. objął stanowisko kierownika Oddziału Profilaktyki w Wydziale Zdrowia Zarządu Miejskiego w Gdańsku i jednocześnie od 1 czerwca 1946 r. – stanowisko asystenta Miejskiego Szpitala Powszechnego w Gdańsku na oddziale chorób wewnętrznych. [...].


P.S. Serdecznie dziękuję Wiesławowi Makarewiczowi za przesłane wspomnienia i kopie zdjęć z rodzinnego albumu.


Spacery ulicami Postaw, ok. 1938 r. Jan Makarewicz z żoną Katarzyną i synem Wiesławem
Przed siedzibą starostwa w Postawach, ok. 1938 r. Jan Makarewicz stoi pośrodku, pierwsza z lewej Maria Żero. Pierwsy z prawej nieznany oficer, najprawdopodobniej z 23-go Pułku Ułanów Grodzieńskich.

Jan Makarewicz na spacerze z żoną Katarzyną i Aliną Kmitówną. Postawy, ok. 1938 r.

Spacery ulicami Postaw, ok. 1938 r. Katarzyna Makarewicz z synem Wiesławem,

Spacery ulicami Postaw, ok. 1938 r. Jan Makarewicz stoi pośrodku. Z lewej żona Katarzyna z synem Wiesławem.

Na moście nad rzeczką Miadziołką w Postawach, lipiec 1939 r. W głębi kościół pw. św. Antoniego z Padwy. Pierwszy z prawej stoi Jan Makarewicz. Pierwszy z lewej Bronisław Siedlar - nauczyciel Gimnazjum w Postawach. Druga od lewej Katarzyna Makarewicz.

Zimowe spacery w Postawach, ok. 1938 r. Katarzyna Makarewicz z synem Wiesławem.
Na jeziorze w Postawach, ok. 1937 r. Jan Makarewicz z Anielą Bryszewską

Wyprawa na jezioro Narocz, wakacje 1938 r. Obok Jana i Katarzyny Makarewiczów pani Aniela Bryszewska.

Wyprawa na jezioro Narocz, wakacje 1938 r. Obok Jana i Katarzyny Makarewiczów pani Aniela Bryszewska (w centrum).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz