25 lis 2016

Wileńszczyzna. Spis ludności w 1931 roku

Przedstawiam garść informacji ze spisu z 1931 roku: 9 grudnia 1931 roku na podstawie ustawy z dnia 14 października 1931 r. Państwo Polskie przeprowadziło Drugi Powszechny Spis Ludności. Rodzaj informacji jakie pozyskano w tym spisie i sposób jego organizacji ustaliła Rada Ministrów w swoim rozporządzeniu z dnia 2 września 1931 r. Wyniki zostały opublikowane w serii «Statystyka Polski». Wydawanie serii rozpoczęto w 1936 roku. Ostatecznie wydano 39 tomów, które są obecnie dostępne online http://mbc.cyfrowemazowsze.pl/dlibra/docmetadata?id=14481&from=publication

Według wyników tego spisu okazało się, że w Polsce zamieszkują 21 835 000 osoby polskojęzyczne co stanowiło 68,0% obywateli II RP. Reszta obywateli używała języków mniejszości narodowych.
 Poniżej przedstawiony podział ludności w powiatach województwa wileńskiego według języka ojczystego. 

Nazwa powiatu polski     białoruski rosyjski litewski żydowski z hebrajskim inny Suma kontrolna
Brasław

93958
65,72%
23138
16,18%
14551
10,18%
3490
2,44%
7181
5,02%
656
0,46%
142974
100%
Dzisna

62282
39,00%
79984
50,08%
5067
3,17%
0
0,00%
11762
7,36%
609
0,38%
159704
100%
Mołodeczno

35523
38,91%
49012
53,69%
735
0,81%
0
0,00%
5789
6,34%
226
0,25%
91285
100%
Oszmiana

84951
81,21%
10149
9,70%
915
0,87%
1562
1,49%
6721
6,42%
314
0,30%
104612
100%
Postawy

47917
47,99%
47707
47,78%
1364
1,37%
0
0,00%
2683
2,69%
171
0,17%
99842
100%
Święciany

68441
50,20%
8062
5,91%
8752
6,42%
42993
31,53%
7654
5,61%
439
0,32%
136341
100%
Wilejka

59477
45,44%
64337
49,15%
883
0,67%
0
0,00%
5934
4,53%
267
0,20%
130898
100%
Wilno-Troki

180546
84,41%
5549
2,59%
3714
1,74%
16935
7,92%
6508
3,04%
634
0,30%
213886
100%
m.Wilno

128628
65,99%
1737
0,89%
7372
3,78%
1579
0,81%
54596
28,01%
1009
0,52%
194921
100%
Suma kontrolna

761723
59,77%
289675
22,73%
43353
3,40%
66559
5,22%
108828
8,54%
4325
0,34%
1274463
100%




13 paź 2016

Spis abonentów sieci telefonicznej w Postawach w latach 1938-1939



Gazeta «Kurjer Wileński» w jednym z numerów z sierpnia 1936 roku napisała: «...obecnie czynione są starania nad uruchomieniem centrali telefonicznej w Postawach przez całą dobę. Dotychczasowy bowiem stan nie odpowiada życzeniom i zapotrzebowaniom miejscowej ludności. Funkcjonowanie telefonów jedynie w godzinach 7-21 stwarza wiele uciążliwości. Brak połączeń po godz. 9-j wieczorem jest powodem, że wiele osób nie instaluje aparatów u siebie w mieszkaniu».

Od tego roku centrala telefoniczna w Postawach działała przez całą dobę. Łączność telefoniczna na terenie powiatu postawskiego sprawnie funkcjonowała nawet we wrześniu 1939 roku.

Dowódca drużyny łączności pułku Korpusu Ochrony Pogranicza (KOP) «Głębokie» sierżant Marian Zawiło, wspominając o wycofywaniu się sztabu pułku 17.09.1939 r. w stronę granicy z Łotwą, napisał: «Ja tym czasem jadę do Agencji Pocztowej w Mosarzu (wtedy powiat postawski), około pół mili od miejsca zatrzymania się Oddz. Zapada zmrok. Z Agencji uzyskuję połączenie z [...] Duniłowiczami (powiat postawski), po kilku słowach rozmowy z telefonistą, odbiera mu słuchawkę ktoś inny i ja słyszę głos w języku rosyjskim:
– Czewo wam nada, kto eto goworit?
Teraz wiem już to, co chciałem wiedzieć i odpowiadam po polsku:
– Tu mówi polski żołnierz.
Słyszę odpowiedź: „ j.. twoju mać!” i trzask rzuconej słuchawki.

Teraz jeszcze uzyskuję połączenie z Postawami. Tam jeszcze spokojnie i bolszewików nie ma. Chcę uzyskać połączenie z Wilnem, co mi się nie udaje wskutek zajęcia linji telefonicznej […]». Z tymi wiadomościami wracam do d-cy i składam meldunek sytuacyjny. D-ca zadowolony, gdyż i meldunki od patroli mówią, że w bezpośrednim sąsiedztwie nepla nie ma».



16 wrz 2016

«Singer» na Wileńszczyźnie

W latach trzydziestych XX wieku w Wilnie przy ulicy Zawalnej pracowało przedstawicielstwo (dystrybutor) znanej amerykańskiej firmy Singer, które zajmowało się sprzedażą maszyn do szycia. Oprócz tego w Wilnie i niektórych miasteczkach na terenie województwa działały pracownie, urzeczywistniające gwarancyjną i pogwarancyjną naprawę maszyn do szycia. Najbliższa Postawom pracownia Singer znajdowała się w Święcianach. Było też kilka mobilnych pracowni Singer. Poniżej przedstawiam czytelnikom bloga unikatowe zdjęcia z drugiej połowy lat trzydziestych XX wieku, przedstawiające pracowników firmy Singer na Wileńszczyźnie.

Grupowe zdjęcie personelu firmy Singer. Zdjęcie wykonane w 1938 roku najprawdopodobniej w Wilnie.  Z rosyjskiej strony internetowej "odnoklassniki.ru"
Samochód służbowy firmy Singer. Prawdopodobnie koło biura albo pracowni firmy w Wilnie. Zdjęcie z około 1938 r., z rosyjskiej strony internetowej "odnoklassniki.ru"
Objazdowy warsztat naprawczy maszyn do szycia firmy Singer na wyjeździe w Postawach. Zdjęcie z około 1935 r., z rosyjskiej strony internetowej "odnoklassniki.ru"
Objazdowy warsztat naprawczy maszyn do szycia firmy Singer w okolicach Postaw. Z prawej stoi postawianin F. Osienienko. Zdjęcie z 1936 r., z rosyjskiej strony internetowej "odnoklassniki.ru"
Objazdowy warsztat naprawczy maszyn do szycia firmy Singer w okolicach Postaw. Koło samochodu stoi miejscowa ludność. Pracownicy firmy Singer uczą dziewczynę posługiwania się maszyną do szycia. Zdjęcie z około 1936 r., z rosyjskiej strony internetowej "odnoklassniki.ru"
Przedwojenna instrukcja obsługi maszyny do szycia Singer. Zdjęcie z białoruskiej strony internetowej Ay.By
Książeczka gwarancyjna maszyny do szycia firmy Singer. Zdjęcie z białoruskiej strony internetowej Ay.By
Książeczka gwarancyjna maszyny do szycia firmy Singer. Zdjęcie z białoruskiej strony internetowej Ay.By


7 sie 2016

Podział administracyjny powiatu postawskiego

Powiat postawski – Jeden z 8 powiatów województwa wileńskiego drugiej Rzeczypospolitej. Jego siedzibą było miasto Postawy. Został utworzony 1 stycznia 1926 r. z terenów zniesionego powiatu duniłowickiego, oraz trzech gmin powiatu święciańskiego.













14 cze 2016

Czy Polacy przetrwają na Białorusi?

Poniżej przedstawiam czytelnikom bloga ciekawy moim zdaniem artykuł ks. prof. Romana Dzwonkowskiego (SAC) «Czy Polacy przetrwają na Białorusi?», opublikowany na stronie internetowej Nasz Dziennik.

Czy Polacy przetrwają na Białorusi?
Niewiele osób w Polsce zna dziś ten typ polskości, jaki istnieje na dawnych Kresach Wschodnich, np. na Białorusi. Do narodowości polskiej zdecydowanie zaliczają się nie tylko nieliczni już obywatele II Rzeczypospolitej, ale także ci, którzy nimi nie byli, ale znają język polski i mają w paszporcie zapis „Polak” oraz ci, którzy nie znają polskiego i są zapisani do innej narodowości niż polska, lecz czują się Polakami, a także i ci, których samoidentyfikacja narodowa jest dwukierunkowa: polska i białoruska. Wszyscy są innymi, ale wcale nie gorszymi Polakami niż Polacy w Polsce.

Często ich przywiązanie do Polski jest głębsze i bardziej żywe niż rodaków w kraju

Polskość na Kresach od dawna nie jest związana ze znajomością języka polskiego, lecz polega na duchowej odrębności w stosunku do otaczającej i przeważającej kultury ruskiej, na uczuciowym związku z polskością i na ukrytym patriotyzmie polskim. Trudno ten związek opisać w kategoriach ściśle naukowych. Wyraża się on przede wszystkim w przywiązaniu do języka polskiego w Kościele jako od dawna jedynej, dostępnej formy manifestowania polskości i najważniejszego oparcia tożsamości narodowej.

Stąd wielka wrażliwość Polaków na zmiany językowe w Kościele na Wschodzie. Odbierane są one bowiem jako największe zagrożenie dla ich tożsamości.

Na tle innych nacji w ZSRS Polacy byli najbardziej „dotknięci przemocą” jako „wragi naroda”. Setki tysięcy znalazło się na Syberii i w innych miejscach zsyłek, dziesiątki tysięcy w łagrach, wielu straciło tam życie jedynie z tego powodu, że byli Polakami i katolikami. Często, by przeżyć, ukrywali narodowość polską i nie przekazywali dzieciom języka polskiego.

W wyniku likwidacji szkolnictwa polskiego w zaborze rosyjskim język polski już w XIX w. przestał należeć do tzw. wartości rdzennych Polaków na Kresach, to znaczy takich, które decydują o przynależności narodowej. Wartością taką stało się wyznanie katolickie obrządku łacińskiego. Dlatego, jak wspomniano, często spotyka się tam ludzi słabo znających język polski, lecz głęboko identyfikujących się z narodowością polską.

Podobną sytuację w b. ZSRS spotykamy wśród innych narodowości. Są Białorusini i Ukraińcy mówiący tylko po rosyjsku oraz świadomi swej narodowości Żydzi nieznający jidysz czy hebrajskiego. Dlatego przyjęcie języka jako kryterium przynależności narodowej nie odpowiada rzeczywistości i może służyć manipulacji politycznej. Decydującym kryterium w tym względzie powinno być osobiste oświadczenie człowieka.

Takie kryterium przynależności narodowej przyjęły władze litewskie w Karcie Litwina. Ewentualne nadużycia z tym związane nie mają większego znaczenia. W ustawie o Karcie Polaka jest inaczej. Trzeba tę przynależność udowodnić za pomocą dokumentów, co przy tragicznych losach Polaków na Wschodzie jest często niemożliwe i staje się przyczyną dramatów ludzkich, a także strat dla Polski w dziedzinie tego wielkiego potencjału kulturowego, jakim są Polacy na Kresach.

Po II wojnie światowej na Białorusi pozostała uboga, głównie wiejska ludność polska, administracyjnie zatrzymana w kołchozach przez pozbawienie jej dowodów osobistych. W sposób godny wielkiego uznania przekazała ona w rodzinach swoim dzieciom i wnukom wiarę w Boga i przywiązanie do Kościoła katolickiego. Była jednak bezradna, poza wyjątkami, wobec antypolskiego programu nauczania historii i literatury w szkołach rosyjskich czy białoruskich i wobec realizujących podobny program mediów.

Z polskich rodzin wyszli więc nierzadko zdecydowani Białorusini, widoczni obecnie wśród młodszego pokolenia duchowieństwa katolickiego i inteligencji. Wiarę w Boga zawdzięczają swoim babciom, głęboko przywiązanym do niej i do polskości, rzadziej rodzicom. Ich białoruska samoidentyfikacja jest rezultatem informacji i formacji narodowej otrzymanych w miejscowych szkołach i organizacjach młodzieżowych.

Na wielonarodowych, wieloetnicznych i wielokulturowych dawnych Kresach Wschodnich I i II Rzeczypospolitej, będących pod tym względem zjawiskiem niespotykanym w Europie, samookreślanie się narodowe bywało różne nawet w tej samej rodzinie. W ziemiańskiej rodzinie Iwanowskich na Litwie na przełomie XIX i XX w. każdy z trzech braci wybrał inną narodowość: polską, białoruską i litewską. Podobnie było na Ukrainie. W hrabiowskiej rodzinie Szeptyckich Stanisław Maria Szeptycki (1867-1950) był generałem Wojska Polskiego, a jego brat Roman Aleksander Szeptycki (1865-1944), początkowo Polak, wybrał narodowość ukraińską i został metropolitą Kościoła greckokatolickiego.

Nieznanym w Polsce rysem Polaków na dawnych Kresach Wschodnich Rzeczypospolitej jest także i to, że do niedawna wszyscy, a obecnie ogromna większość w sferze religijnej posługuje się nadal językiem polskim, natomiast w komunikacji codziennej na wsi tzw. językiem prostym, czyli gwarą białoruską, a w miastach – językiem rosyjskim. Ten ostatni dla wszystkich jest środkiem komunikacji społecznej, choć nie jest narodowym językiem Białorusinów.

Osobliwość Kościoła katolickiego na Białorusi

Pomimo ogromnych strat osobowych Kościoła katolickiego na Białorusi w wyniku II wojny światowej oraz zmian w narodowościowym składzie jego wiernych, w dalszym ciągu ich większość stanowią wierni zdecydowanie utożsamiający się z narodowością polską. Przeprowadzone w 2003 r. badania socjologiczne, które objęły 43 parafie, czyli 12 proc. ich ogólnej liczby, a w nich 860 osób w różnym wieku, poczynając od mających 12 lat, wykazały, że 63 proc. katolików na Białorusi uważa się za Polaków.

W diecezji grodzieńskiej odsetek ten wynosi 80 proc., w pińskiej – 70 proc., w witebskiej – 57 proc., a w archidiecezji mińsko-mohylewskiej – 35 procent. Aż 82 proc. katolików podało, że ma pochodzenie polskie, w tym 66 proc. pochodzi z rodzin całkowicie polskich, a 16 proc. z mieszanych. Tylko 18 proc. pochodzi z rodzin niepolskich. Największy odsetek katolików polskiego pochodzenia, bo 95 proc., jest w diecezji grodzieńskiej, a najmniejszy w archidiecezji mińsko-mohylewskiej, bo 73 procent.

Dane te ukazują osobliwość Kościoła katolickiego obrządku łacińskiego na Białorusi polegającą na tym, że mniejszość narodowa, jaką stanowią Polacy, jest jednocześnie większością w Kościele w tym kraju. Oni też stanowią jego najważniejsze oparcie religijne, społeczne i ekonomiczne. W wyniku kilkudziesięciu lat realizacji w ZSRS polityki depolonizacyjnej większość ta jednak kurczy się w sposób widoczny. Ponieważ znaczna część młodszego pokolenia duchowieństwa przyjęła białoruską samoidentyfikację narodową, rzutuje to zdecydowanie na podobne samookreślanie się młodego pokolenia katolików.

Katolicy narodowości polskiej ocalili Kościół katolicki

Po II wojnie światowej celem władz sowieckich było powtórzenie na zajętych ziemiach II Rzeczypospolitej, wcielonych do Białoruskiej SRS, scenariusza zrealizowanego w ZSRS w okresie międzywojennym, to znaczy likwidacji Kościoła katolickiego. Do 1953 r. aresztowanych zostało ponad 90 proc. księży, którzy po wojnie pozostali z wiernymi. Ponad połowa z nich została skazana na 25 lat łagrów. Z 387 kościołów istniejących w 1945 r. w 1986 r. pozostało jedynie 86 (24 proc.). Wszędzie ludność katolicka utożsamiająca się z narodowością polską broniła kościołów przed zamknięciem, często cierpiąc dotkliwe represje. Jej zasługą było to, że nie wszystkie zostały zamknięte. Ona je też utrzymywała, starała się o duszpasterzy i o ich rejestrację przez władze.

Zasadniczą rolę w zachowaniu wiary odegrał ukryty Kościół katolicki. Jakkolwiek istnienie kilkudziesięciu otwartych kościołów i obecność w nich kapłanów była bardzo ważna, to jednak nie mogły one objąć liczącej ponad milion osób społeczności katolickiej. Toteż wszędzie tam, gdzie kościoły były zamknięte, a także na terenach, na których były one otwarte, istniało ukryte życie religijne w chatach wiejskich, mające niekiedy wielowiekową tradycję.

Był to konspiracyjny Żywy Różaniec, nabożeństwa majowe, czerwcowe, październikowe, pogrzebowe, spotkania modlitewne na cmentarzach i inne. Trwało ono w języku polskim, doskonale rozumianym przez ogół wiernych, dzięki liczącej niemal pół tysiąca lat paraliturgii w tym języku w Kościele i religijnej tradycji rodzinnej. Był to język wiary kilkudziesięciu pokoleń.

Ukryte życie religijne budowało więź społeczną, wyzwalało aktywność wiernych w walce o swobody religijne, stanowiło formę przekazu wiary najmłodszemu pokoleniu i podtrzymywało zmysł religijny w społeczeństwie. Było także bezcennym wsparciem moralnym w ciężkiej psychicznie rzeczywistości sowieckiej.

To Kościół ukryty zachował i przygotował grunt do masowych wystąpień w czasie pierestrojki, a często i przed nią, wiernych kilkuset parafii zamkniętych przez władze sowieckie. Dzięki nim w ciągu ostatnich dwudziestu lat wróciły one do życia na byłych ziemiach wschodnich II RP i za jej wschodnią granicą, na dawnej Białorusi sowieckiej.

Kościół na Białorusi czy Kościół białoruski

Przez kilka stuleci Kościół katolicki obrządku łacińskiego na Białorusi był nazywany polskim. Określenie „katolik” oznaczało to samo co „Polak”, a „Polak” równało się „katolik”. Tworzyło to wielką siłę oporu przeciwko rusyfikacji. Dzięki niemu nie powiodły się w XIX w. plany władz carskich wprowadzenia do paraliturgii i nauczania Kościoła katolickiego języka rosyjskiego, co byłoby niezwykle skutecznym środkiem rusyfikacji i uzależnienia go od władz carskich.

Duszpasterstwo w języku polskim było wówczas, za czasów sowieckich i jest obecnie – nie polonizowaniem białoruskiej ludności katolickiej, jak głosi wielu publicystów białoruskich i polskich, lecz odpowiedzią na jej oczekiwania. Wynikały one z jej dążenia do zachowania własnej, duchowej odrębności w otaczającym ją społeczeństwie prawosławnym i ruskim.

Wprowadzenie po II Soborze Watykańskim języka białoruskiego do Kościołów było konieczne. Przede wszystkim pozwalało na przełamanie stereotypu polegającego na utożsamianiu Kościoła katolickiego obrządku łacińskiego z narodowością polską. Stanowił on przeszkodę w zrozumieniu przez niektórych jego katolickości, to znaczy prawdy, że jest on dla wiernych każdej narodowości. Było także odpowiedzią na oczekiwania tej części wiernych, niewielkiej zresztą, która była dotychczas nieobecna w kościołach, nie brała udziału w walce o ich utrzymanie i odzyskanie, lecz pojawiła się dopiero wówczas, gdy nastała swoboda religijna.

Miała już ona białoruską orientację narodową i liturgia w języku polskim była dla niej niezrozumiała. Pojawił się też, niepodnoszony przedtem, problem duszpasterstwa dzieci i młodzieży nieznającej języka polskiego. Od najdawniejszych czasów wchodziła ona w życie religijne w języku polskim przez samo uczestniczenie w nim w Kościele i w rodzinie. Obecnie jest ona katechizowana zwykle w języku białoruskim, co stało się powodem wielkiego niepokoju rodziców.

Wprowadzenie języka białoruskiego do liturgii katolicy na Białorusi przyjęli ze zdziwieniem. Aprobowali je jednak bez trudności, gdy nie oznaczało ono ograniczania języka polskiego lub, co się zdarzało i zdarza, jego całkowitej eliminacji z liturgii oraz przekonywania ich, że są Białorusinami i powinni modlić się po białorusku. Powoli zarysował się problem zasadniczy z punktu widzenia misji Kościoła i przyszłości w nim Polaków.

Ma on swoje źródło w dążeniu znacznej części młodej kadry miejscowego duchowieństwa, w tym księży z Polski, do całkowitej białorutenizacji języka używanego w Kościele i nadania mu wyłącznie charakteru kulturowo i narodowo – białoruskiego.

Odrodzenie się Republiki Białoruskiej po rozwiązaniu ZSRS wyzwoliło wśród inteligencji białoruskiej dążenia narodowe, w tym także wśród części duchowieństwa katolickiego. Jest to proces nieunikniony i naturalny. Białoruś powinna tworzyć własną kulturę niezależną od polskiej, z którą jest zresztą ideowo bardzo ściśle związana, czy narzuconej, rosyjskiej. Problem polega na tym, jaki punkt wyjścia w tej pracy przyjmą liderzy tego dążenia.

Czy będzie to patriotyzm, czy nacjonalizm. Różnica jest zasadnicza. Wskazał na nią Papież Jan Paweł II, mówiąc: „Charakterystyczne dla nacjonalizmu jest bowiem to, że uznaje tylko dobro własnego narodu i tylko do niego dąży, nie licząc się z prawami innych. Patriotyzm natomiast jako miłość ojczyzny przyznaje wszystkim innym narodom takie samo prawo jak własnemu, a zatem jest drogą do uporządkowanej miłości społecznej”.

Sytuacja kulturowa Białorusi jest trudna, ponieważ Białorusini w swej podstawowej masie nie posiadają tożsamości narodowej. Nie określają się przez swoje wyznanie jak Polacy przez swój język, ponieważ posługują się rosyjskim. W tej sytuacji po stronie białoruskiej Kościół zaczął być postrzegany jako czynnik budowania białoruskiej świadomości katolików obrządku łacińskiego. Tym bardziej że stanowią oni ok. 1/5 ogółu mieszkańców liczącej 10 milionów Białorusi i są najbardziej aktywną religijnie i społecznie częścią jej ludności. Białorutenizacja języka liturgii, nauczania, katechezy dzieci i młodzieży temu celowi doskonale służy.

Należy postawić pytanie, jaką ma ona motywację: duszpasterską czy inną, pozareligijną, etyczną czy etniczną. Wiadomo, że ta ostatnia dochodzi do głosu. Księża, którzy się nią kierują, są dobrze widziani przez władze.

Język białoruski jest w takim lub innym wymiarze obecny w liturgii i paraliturgii na terenie całego kraju. W części zachodniej stosowane są zwykle dwa języki w odrębnych liturgiach, co jest optymalnym rozwiązaniem. Ci wierni bowiem, którzy oczekują języka polskiego w Kościele, mają prawo do tego, by ich pragnienia i postulaty były uszanowane i wysłuchane.

Takie jest nauczanie Kościoła, który nie akceptuje odgórnego decydowania o języku liturgii wbrew samym wiernym lub o ich przynależności narodowej przez duszpasterza, miejscowe władze kościelne czy państwowe. Byłoby to bowiem zaprzeczeniem zasadniczej misji Kościoła katolickiego, jego otwarcia dla każdej narodowości i jej języka.

W dyskusjach na temat poruszanych tu problemów można usłyszeć zdanie, że zadaniem Kościoła nie jest służenie zachowaniu świadomości narodowej Polaków i uczenie ich języka polskiego. Jest ono całkowicie słuszne. Lecz zadaniem tym nie jest także zmienianie tej świadomości na inną, za pomocą języka w Kościele, jeśli wierni tego nie oczekują.

Ma to jednak miejsce tam, gdzie pragną oni mieć w liturgii swój język, lecz w wyniku decyzji duszpasterza są go pozbawieni. Wypowiadany jest także niekiedy bezkrytyczny argument w postaci zdania: „Tu nie Polska, tu Białoruś”, jak gdyby język modlitwy zależał od miejsca zamieszkania, a nie od wewnętrznej potrzeby człowieka.

Nowe języki narodowe w liturgii i duszpasterstwie Kościoła katolickiego obrządku łacińskiego na Białorusi, Ukrainie i dalej na Wschodzie są, jak powiedziano, oczywistą potrzebą i koniecznością. Wynikła ona z nowego składu narodowego wiernych, jaki się w nim pojawił, i z potrzeby duszpasterskiej. W ciągu ubiegłych 20 lat Kościół ten, przedtem kulturowo polski, ze względu na oczekiwania ogółu wiernych staje się także kulturowo białoruski, ukraiński czy rosyjski.

Powstał jednak poważny problem wynikający z obecnej w nim ludności polskiej oczekującej języka polskiego w Kościele. Uznania i respektowania tego oczekiwania wymaga natura Kościoła i jego nauczanie. Jest to wymogiem sprawiedliwości, szacunku dla najgłębszych uczuć religijnych i duchowego dobra wiernych.

Czy polski język na Białorusi jest rekwizytem minionej epoki?

Zwolennicy białorutenizacji języka w Kościele głoszą opinię, że język polski w kościołach w tym kraju jest już rekwizytem minionej epoki. Publicysta polski pisał na ten temat: „Kultura polska rozwijana na Białorusi jest coraz bardziej obca wszystkiemu, co miejscowe, własne, autentyczne. (…) Na Białorusi nie ma miejsca na autentyzm i rozwój życia duchowego w przyszłości nigdzie poza językiem białoruskim. (…) Polska Msza św. i polska paraliturgia staje się coraz bardziej sentymentalnym rekwizytem minionej epoki. (…) Kościół na Białorusi staje się stopniowo Kościołem białoruskim i innej drogi dla niego nie ma. Alternatywą jest tu bowiem tylko sztuczne podtrzymywanie polskości, która po wymarciu ich nosicieli sama zniknie, co może wprowadzić Kościół w duchową pustkę tubylczej rosyjskości”.

Jest to wypowiedź arbitralna, oparta na powierzchownej znajomości problemu, charakterystyczna dla obserwatora z zewnątrz. Nieuprzedzeni duszpasterze wiedzą, że język polski w Kościele na Białorusi nie jest jedynie „sentymentalnym rekwizytem minionej epoki”, lecz wyrazem głębokich i żywych uczuć religijnych oraz przekonań wielkiej i najbardziej zasłużonej dla Kościoła części jego wiernych.

Wspomniane wyżej badania wskazały na wciąż bardzo wysoką rangę języka polskiego w odczuciach ludności polskiej, gdy chodzi o życie religijne i system wyznawanych przez nią wartości. Dlatego broniła go ona w przeszłości i broni obecnie, choć nie jest w stanie czynić tego w sposób głośny i zorganizowany z powodu trudnej sytuacji politycznej, w jakiej się znalazła, i braku własnej elity intelektualnej zdolnej do formułowania jej postulatów w dziedzinie życia religijnego. Nie jest też język polski „sztucznym podtrzymywaniem polskości”, ponieważ jest odpowiedzią na zdecydowane oczekiwanie wiernych.

Zaskakujące jest twierdzenie cytowanego autora o obcości kultury polskiej na Białorusi, gdzie jest ona obecna, swojska i tak lub inaczej znana od niemal 600 lat. Kultura ta, pomimo jej barbarzyńskiego niszczenia w czasach komunizmu, trwa tam nadal w postaci nie tylko piękniejszych często niż w Polsce kościołów, lecz także rozbrzmiewającego w nich z wielką siłą języka, odwiecznych pieśni o tych samych co w Polsce melodiach, choć nieraz z białoruską już wersją językową.

Pesymistyczna perspektywa rychłego wymarcia „nosicieli” polskości, którą autor ten dostrzega, nie jest przekonująca. Najbardziej świadoma część liczącej na Białorusi, według oficjalnych danych, ok. 400 tys. osób mniejszości polskiej, nie chce iść za sugestią popełnienia samobójstwa narodowego przez wyrzeczenie się języka polskiego w Kościele. Przetrwała pomimo straszliwych represji w czasach Związku Sowieckiego i może przetrwać obecny, ciężki dla niej okres, ze względu na bezprecedensową w jej dziejach, niesprzyjającą często sytuację w Kościele i w państwie.

Stoi jednak przed nią niezwykle trudne zadanie pogłębienia i utrzymania w nowych warunkach własnej tożsamości. Niezastąpiona będzie tu rola miejscowej inteligencji polskiej, zdolnej do formułowania, obrony i reprezentowania w Kościele i w państwie spraw polskiej mniejszości narodowej na Białorusi.

Jest natomiast prawdą stwierdzenie wspomnianego publicysty, że „Kościół na Białorusi staje się stopniowo Kościołem białoruskim”. Budzi ono jednak duży niepokój. Określenie „Kościół białoruski” może bowiem prowadzić do całkowitej eliminacji z kościołów języka polskiego, którego oczekuje ogromna część wiernych, i do nadania mu charakteru językowo wyłącznie białoruskiego i narodowego.

Takie dążenie byłoby przeciwne katolickości Kościoła i jego misji oraz stanowiłoby przejaw nietolerancji, która – jak pisze Jan Paweł II – „może się wkradać w każdą dziedzinę życia społecznego”, także religijnego. W tym wypadku jest ona zawsze niezwykle bolesna dla ludzi, krzywdząca i niszcząca życie religijne.

Właściwym określeniem jest określenie „Kościół na Białorusi”. Wyraża ono bowiem pojmowanie Kościoła jako instytucji i społeczności otwartej na współpracę wiernych należących do różnych narodowości bliskich sobie kulturowo i wyznających tę samą wiarę. W wypadku Białorusi łączą ich także wspólne, zgodne, pozbawione krwawych konfliktów, trwające kilkaset lat dzieje.

Wydaje się, że w wypadku Białorusi źródłem inspiracji mogłaby być sytuacja istniejąca od stuleci w Szwajcarii i w tamtejszym Kościele katolickim. Zrezygnowano tam z tworzenia jednojęzycznego i monokulturowego państwa narodowego i stworzono jedność innego typu, zgodnie z tradycyjną zasadą Kościoła unum e pluribus – jedność w wielości. Szwajcarskie doświadczenie pokazuje to, że jeden i ten sam język nie jest koniecznym warunkiem zaistnienia zwartej wspólnoty narodowej i religijnej.

W Szwajcarii są trzy główne języki urzędowe – francuski, niemiecki i włoski. Podobnie jest w Kościele katolickim i w Kościołach innych wyznań. Jest jednak jeden Kościół katolicki, jeden naród i jeden patriotyzm.

Ks. prof. Roman Dzwonkowski SAC. Źrudło: Nasz Dziennik http://www.naszdziennik.pl/

8 cze 2016

Zginęli za Polskę

Ciekawą informację przysłał mi historyk Pan Dominik Szulc. Podczas badań mogił żołnierzy, zmarłych z ran i chorób na przełomie 1944 i 1945 r., na cmentarzu żołnierzy WP w Kraśniku pod Lublinem okazało się, że część z nich pochodziła z okolic Postaw. Służyli oni w 7. zapasowym pułku WP w garnizonie miasta Kraśnik około Lublina. Są to:

  • Edward Giryn - szeregowy I kompanii, ur. w 1902 r. w Rokitowszczyźnie w powiecie postawskim, syn Michała i Julii z Turczynowiczów, mąż Amelii; zmarł 3.I.1945 r. w szpitalu PCK w Kraśniku
  • Edward Zebrzyk - żołnierz I Baonu Piechoty, syn Konstantego i Marii, ur. w 1920 w Komajach w powiecie postawskim; zmarł w szpitalu PCK w Kraśniku 27.XI.1944 r.
  • Jan Szyłko - szeregowy I kompanii, ur. w 1907 we wsi Maciuszonki w powiecie postawskim, syn Wincentego i Teofilii Najłowicz, żonaty z Michaliną; zmarł 5. I.1945 r. w szpitalu PCK w Kraśniku.
  • Stanisław Malec - szeregowy WP, syn Franciszka, ur. w 1910 w Woropajewie w powiecie postawskim; zmarł 30.XII.1944 r. w szpitalu PCK w Kraśniku.

Według jednej z wersji nasi rodacy wcześniej mogli być żołnierzami 6. wileńskiej brygady AK. Ta brygada spośród jednostek AK ma najdłuższy szlak bojowy. Z Wileńszczyzny przewędrowała latem 1944 r. aż pod Warszawę, zaś po upadku powstania AK-owcy przedostali się do województw kieleckiego i lubelskiego. Tu, na Lubelszczyźnie, formowano 7. Zapasowy Pułk WP, do którego, po sprawdzeniu, oni mogli być wceleni.

Być może na Białorusi lub w Polsce żyje ktoś z krewnych tych zmarłych żołnierzy i do dziś nie zna miejsce śmierci i pochówku bliskich im ludzi. W takim razie ta publikacja, mam nadzieję, przyniesie im kilka informacji. Może odezwie się ktoś z krewnych i opowie o wcześniejszych losach tych żołnierzy?

15 maj 2016

23 Pułk Ułanów Grodzieńskich na łamach przedwojennej prasy

Ułan z 23-go pułku. Zdjęcie z ok. 1931r.
W roku 1935 przeniesiono 23 Pułk Ułanów Grodzieńskich z Podbrodzia do Postaw, gdzie pułk stacjonował do września 1939 r.

Wypadki
W nocy z dn. 25 września szeregowiec 23 p.uł. grodzieńskich pełniący słuśbę wartowniczą około magazynów pułkowych w Podbrodziu, został postrzelony przez nieznanych osobników, którzy jednak korzystając z ciemności skryli się w lesie. Stojąc na warcie ułan ten zauważył mężczyznę skradzającego się od strony magazynów. Następił przepisany okrzyk „Stój!”, po którym skradzający się rzucił się do ucieczki.

Wartownik strzelił do uciekającego, a w tym samym momencie usłyszał za sobą szmer. Zanim żołnierz zdolał odwrócić się padł strzał, a sprawca jego pobiegł w stronę lasu. Żołnierz został postrzelony w rękę. Na odgłos strzałów z wartowni nadbiegli żołnierze. Zorganizowano obławę z udziałem pieszych i konnych, lecz to nie dało żadnego rezultatu. Zagadka nie została wyjaśniona. Zachodzi podejrzenie, że miało miejsce tu usiłowanie kradzieży, a przynajmniej przygotowanie do niej.
(Słowo, Nr.220 z 1927 r.)

Ucieczka z pod eskorty pędzącego pociągu
Oniegdaj w dzień z pociagu zbliżającego się do stacji Marcinkańce a zdążącego do Wilna, uciekł spod eskorty dezerter 23-go Pułku Ułanów Grodzieńskich Henryk Krzywicki. W pobliżu stacji został on wyprowadzony przez eskortojącego go żołnierza na korytarz, gdzie zdolał zmylić czujność żołnierza i wyskoczyć oknem. Zarządzony natychmiastowy sościg nie dał żadnego rezultatu.
(Słowo, Nr.99 z 1929 roku)

Święto 23-go Pułku Ułanów Grodzieńskich w Podbrodziu
W dniu 1 czerwca 1933 r. odbyło się w Podbrodziu Święto 23-go pułku ułanów Grodzieńskich. O godzinie 9.30 odbyła się uroczysta Msza św. polowa na placu ćwiczeń, celebrowana przez kś. kapelana Nowaka, który wygłosił również podniosłe, piękne kazanie, kreśląc dzieje pułku i nawiązując do jego bohaterskich czynów. Po skończonem nabożeństwie odbyła się defilada pułku . Defiladę przyjmował generał brygady Przewłocki w otoczeniu pp. oficerów jako przedstawicieli pokrewnych pułków kawaleryjskich, ponadto miejscowego społeczeństwa na czele z p. burmistrzem Rożnowskim.

Po szwadronach 23-go pułku przemaszerował dziarsko szwadron krakusów powiatu święciańskiego, który specjalnie przybył na święto pułku. W dalszym ciągu uroczystości o godzinie 12-ej zostały rozdane przez dowódcę pułku p. ppłk. Świerczyńskiego sznurki i odznaki pułkowe dla zasłużonych ułanów. Poczem o godzinie 1-ej po południu w świetlicy pułku odbył się w miłym nastroju obiad żołnierski. Po obedzie została zgotowana owacja na cześć p. majora Święcickiego, kwatermistrza pułku, który został przeniesiony do 4-go pułku ułanów Zaniemeńskich, a który zdobył wielki szacunek nie tylko wśród pp. oficerów i ułanów 23-go pułku, lecz i całego społeczeństwa m. Podbrodzia.

Uroczystość pułku została zakończona zawodami hipicznemi, podczas których pp. oficerowie i podoficerowie brali przeszkody w brawurowych skokach raz po raz, to też nic dziwnego że i nagród nie mało zdobyli, które zostały wręczone zwyciężcom przez p. ppłk. Świerczyńskiego. Zawodom przyglądały się tłumy miejscowej ludności. Na zakończenie należy zasnaczyć że chociaż święto pułku wypadło nie w dzień świąteczny, jednakże w mieście panował nastrój świąteczny. Ludność miejscowa brała udział w święcie pułkowem, który co raz więcej zdobywa szacunku i przywiązania miejscowego społeczeństwa i który jest nazywany "naszym pułkiem".

Święto Wileńskiej Brygady Kawalerji
W uzupełnieniu sprawozdania ze Święta Wileńskiej Brygady Kawalerji w Opsie (pow. brasławskiego) dodać należy, że kierownictwo pokazu spoczywało w wytrwałych rękach ppłk. dypl, Józefa Świerczyńskiego, dowódcy 23-go p. uł. (z Postaw) i mjr. dypl. Schaittera szefa sztabu brygady. Pomysłowy i urozmaicony program, jak również sprawność organizacyjna całości oraz wykonanie poszczególnych fragmentów chlubnie świadczą o wysokim poziomie wyszkolenia naszej kawalerji... Kilkutysięczna rzesze ludności brasławszczyzny, dla których pokaz był nieladą atrakcją, zachowają na długo we wdzięcznej pamięci obchód Święta Brygady.
(Słowo, Nr.236 z 29 sierpnia 1934 r.)

Dowódca Wileńskiej Brygady Kawalerii, gen. Marian Przewłocki (w środku) w otoczeniu oficerów ze swojego sztabu, przed dworem w Opsie, pow. brasławskiego. Na drugim planie widoczna armata polowa 75 mm., wz.1902/26, t.zw. "prawosławna" lub "putiłówka". Zdjęcie E.Łozińskiego z gazety "Słowo", sierpień 1934 r.
Siatkówka
Na boisku sportowem PW i WF w Postawach odbyła się gra towarzyska w siatkówkę między drużynami 23-go p. ułanów a „Spartą” Związku Strzeleckiego, zakończona w punktacji ogólnej 30:10 na korzyść „Sparty”. (Kurjer Wileński, Nr. 179 z 1935 r.)

Dzień konia
Dzień konia zorganizowano również i w Postawach. Rozdano kilka nagród i dla aktrakcji urządzono przy pomocy 23-go p.uł. gonitwy koni, w których brały udział oddziały „Krakusów”.
(Kurjer Wileński, Nr. 179 z 1935 r.)

Zawody strzeleckie w Postawach
W dniu 19 b.m. zostały zorganizowane w Postawach staraniem zarządu powiatowego Zw. Oficerów Rezerwy zawody strzeleckie i ćwiczenia aplikacyjne, na które przybyło z terenu powiatu 30 osób, z ogólnej liczby 36 człąków. Do zawodów stanęło 26 zawodników, z których 16 zdobyło O.S. III-ej klasy i 6-ciu II-j. O godz. 17-j w Sali konferencyjnej starostwa powiatowego rozpoczęły się ćwiczenia aplikacyjne z mapą, które trwały do godz. 20-ej. Ćwiczenia prowadził rtm. Stanisław Żukowski z 23-go pułku ułanów grodzieńskich. W godzinach wieczornych w salach Klubu Urzędniczego odbyła się zabawa taneczna, z której dochód w sumie zł. 104 Z.O.R. przeznaczył na rzecz LOPP, w związku z akcją Tygodnia LOPP-u. Podkreślić należy nader życzliwe ustosunkowanie się do opisanych imprez dowódcy 23 p. uł. Grodzieńskich w Postawach, jak również i całego korpusu oficerskiego.
(Kurjer Wileński, Nr.290 z 1935r.)

Bieg Św. Huberta
27 b.m. stacjonujący w Postawach 23 p. uł. grodzieńskich zorganizował tradycyjny bieg św. Huberta, w którym wzięły udział delegacje pułkowe z 4 i 12 p. ułanów oraz z 3 DAK. Pierwszą nagrodę w tym biegu zdobył por. Sztark z 23 p. uł., drugą por. Romanowski  z tegoż pułku. Wieczorem w kasynie oficerskiem odbyła się zabawa taneczna.
(Kurjer Wileński, Nr. 299 z 1935 r.)  

Postawy
Prąd elektryczny potanieje z 1 zł. do 60 groszy. Do starosty powiatowego wpłynęła zbiorowa petycja mieszkańców Postaw w sprawie obniżenia cen prądu elektrycznego. Dostarczająca prąd prywatna elektrownia pobiera dotychczas 1 zł. za 1 kwg., co przy obecnej ogólnej obniżce cen stanowi zbyt wygórowaną stawkę. Konsumenci prądu domagają się obniżki do 60 gr. za kwg. tj. do tej ceny, za jaką ewentualnie mogłaby dostarczać elektrownia wojskowa, znajdująca się w koszarach 23-go p. uł. [...]. Starosta Powiatowy p. Korbusz w dniu 25 b.m. odbył konferencję z kierownikiem elektrowni p. Pergamentem, przedstawiając żądania ludności. W dniach najbliższych zapadnie decyzja w tej sprawie, i jak można przypuszczać z przebiegu konferencji, prawdopodobnie uwzgledniająca żądania konsumentów. (Kurjer Wileński, Nr.14 z 1936 r.)

Dowódca O.K. III w Postawach
Dnia 3 b.m. przybył do Postaw do 23-go p. uł. Grodzieńskich Dowódca O.K. III Grodno gen. bryg. Tokarzewski. Podczas pobytu w Postawach p. gen. Tokarzewski odbył w konferencję ze starostą powiatowym p. Bronisławem Korbuszem.
(Słowo, sobota, 7 marca 1936 r.)

Postawy
Celem przyjścia z pomocą w dziedzinie kulturalno-oświatowej dla żołnierzy 23 Pułku Ułanów Grodzieńskich, powstała myśl założenia w Postawach koła Polskiego Białego Krzyża. 21 b.m. w Sali konferencyjnej miejscowego starostwa odbyło się zebranie organizacyjne, któremu przewodniczył d-ca pułku. Po wysłuchaniu referata przybyłego z Wilna wiceprezesa Okręgu o celach i zadaniach Białego Krzyża, zebrani zadeklarowali swe wstąpienie do nowopowstałej organizacji, poczem wybrali zarząd w składzie: p. Korbuszowa (żona starosty), dr. Moroz, p. Świerczyńska (żona d-cy 23-go pułku) i p. Szutowicz. (Kurjer Wileński, Nr. 111 z 1936 r.)

Święto pułkowe 23-go pułku ułanów
Postawy. Dnia 1 czerwca 1936 r. stacjonujący w Postawach 23 pułk ułanów grodzieńskich obchodził swoje święto pułkowe. Święto miało w roku bieżącym charakter ściśle wewnętrzny. W godzinach południowych w koszarach pułku odbyła się Msza polowa, poczem był obiad żołnierski, w którym wzięli udział przedstawiciele władz i społeczeństwa z p. starostą Korbuszem na czele. Należy dodać, iż z inicjatywy i na wezwanie Oddziału Polskiego Białego Krzyża w Postawach, miasto zostało w dniu tym udekorowane chorągwiami o barwach pułkowych.
(Kurjer Wileński, 2 czerwca 1936 r.)

Przygotowania do Święta Morza w Postawach
Odbyło się w Postawach pod przewodnictwem wiceprezesa L.M. i K. Wacława Białkowskiego zebranie Komitetu „Święta Morza”. Po wyborze przewodniczącego Komitetu, którym został p. insp. Zieliński, omówiono szczegółowo program święta. W przededzień Świeńta, t.j. dn. 27 b.m. zostanie podniesiona na przystani nad jeziorem bandera oraz wręczony ufundowany przez Zarząd Ligi proporzec dla koła szkolnego L.M. i K., poczem przemaszeruje ulicami capstrzyk. 28 b.m., po nabożeństwie, odprawionem przy pomniku na placu Marszałka Piłsudskiego, uformuje się pochód propagandowy i zostanie wygłoszone przemówienie. W godzinach popołudniowych i wieczornych odbędą się zawody pływackie i kajakowe, defilada udekorowanych łodzi, wianki, ognie sztuczne i iluminacja. W przygotowaniach do uroczystości zadeklarował swój udział stacjonujący w Postawach 23 p. uł. grodzieńskich.
(Kurjer Wileński, Nr.173 z 1936 r.)

19 marca 1936 r. w Postawach
W związku z obchodem Imienin ś.p. Marszałka Józefa Piłsudskiego dn. 18. b.m. w Postawach na rynku oraz w kilku lokalach zamkniętych, zostały zainstalowane głośniki radjowe, umożliwiające szerokim warstwom ludności wysłuchanie przemówienia Pana Prezydenta Rzeczypospolitej. W Domu Ludowym o godz. 19-ej zgromadzili się przedstawiciele władz, organizacyj oraz szkoły, gdzie w skupieniu wysłuchano tego przemówienia.

Dnia 19 b.m. o godz. 9 rano odbyły się nabożeństwa w świątyniach wszystkich wyznań z udziałem przedstawicieli władz. W kościele parafjalnym nabożeństwo odprawił ks. proboszcz Maciejewski, wyłączając przytem kazanie, poświęcone uczczeniu pamięci Wielkiego Marszałka. Na nabożeństwie był obecny ze sztandarem 23 pułk ułanów grodzieńskich z dowódcą pułku płk. dypl. Świerczyńskim na czele. Podczas nabożeństwa grała orkiestra tego pułku oraz śpiewał chór kościelny.
(Słowo, Nr. 80 z 1936 r.)

Pokłóli ułana
W dniu 6 b.m. (września) około godz. 20.30 na ulicy Bazyljańskiej w Postawach  5 osobników  napadło na ułana 23-go P.U.G. K.Kolesińskiego, rozmawiającego w tym czasie ze Stanisławą Kobiakówną. Napastnicy zadali Kolesińskiemu 3 rany nożem. Ustalono, że jednym z napastników był Leon Łapuszyński, m-c Postaw, który również doznał obrażeń cielesnych, wskutek czego pozostaje obecnie w łóżku. (Kurjer Wileński, Nr247 z 1936r.)
 
Powitanie ułanów w Postawach
16 września powracał do Postaw z manewrów 23-ci pułk ułanów. Rzucone w formie odezwy przez oddział Polskiego Białego Krzyża hasło powitania przez miejscową ludność powracającego wojska, zmieniło się w samorzutną i spontaniczną owację. Już przed południem ulice miasta i domy udekorowano flagami o barwach narodowych i pułku a koło gmachu starostwa wzniesiono triumfalną bramę.

O godz, 16-ej poczęły się gromadzić rzesze ludności oraz młodzież szkolna, tworząc wzdłuż ulic szpalery. Przy bramie zajęli miejsca przedstawiciele władz i delegacje, przyczem powszechną uwagę zwracała delegacja włościańska w regionalnych strojach trzymająca chleb i sól.

Wkrótce ukazały się proporczyki ułańskie. Na czele jechał d-ca pułku. Gdy zbliżył się do bramy i zatrzymał konia, wystąpił wójt gminy postawskiej Długowski i imieniem zgromadzonej ludności wygłosił powitalne przemówienie, wznoszące okrzyk na cześć naczelnego wódza gen. Śmigłego Rydza, a następnie na cześć pułku. Równocześnie wręczono pułkownikowi wiązanki kwiatów. Przejeżdżające oddziały wojsk zgromadzona publiczność i młodzież obrzucała kwiatami, wznosząc okrzyki.

Po defiladzie miejscowe społeczęstwo podejmowało podwieczorkiem  w Klubie Urzędniczym oficerów pułku. Dowódca pułku w szczerych i gorących słowach dziękował za przyjęcie, jakie ludność zgotowała powracającemu z manewrów pułku. Dla żołnierzy zostanie w najbliższą niedzielę urządzona zabawa ludowa oraz przedstawienie. 
(Kurjer Wileński, Nr.257 z 1936 r.)


Powiązane posty:
http://postawyiokolice.blogspot.com/2011/06/23-puk-uanow-grodzienskich-z-garnizonu.html 
http://postawyiokolice.blogspot.com/2016/03/swiat-ktorego-juz-nie-ma.html 


 

3 kwi 2016

Spis przedwojennych ulic postawskich

W 1939 roku w powiatowym miasteczku Postawy było siedemnaście ulic і trzy place. Po 17 września 1939 r. okupanci zmienili nazwy trzynastu ulic i wszystkich placów. Do dziś zachowały swoje historyczne nazwy tylko cztery ulice. Są to: Kolejowa (Железнодорожная), Dworcowa (Вокзальная), Cicha (Тихая) i Parkowa (Парковая). 
  • ul. Wileńska – obecnie Sowieckа (ул. Советская).
  • ul. Zadziewska – obecnie 17 września (ул. 17 сентября).
  • ul. Brasławska – obecnie Leninskaja (ул. Ленинская).
  • ul. Łuczajska (od 1936r. ul. Br. Pierackiego) – obecnie Czerwonoarmiejskaja (ул. Красноармейская).
  • ul. Kolejowa – obecnie Żeleznodorożnaja (ул. Железнодорожная).
  • ul. Dworcowa – obecnie Wokzalnaja (ул. Вокзальная).
  • ul. Cicha – obecnie Cichaja (ул. Тихая).
  • ul. Parkowa – obecnie Parkowaja (ул. Парковая).
  • ul. 11 listopada – obecnie Komsomolskaja (ул. Комсомольская).
  • ul. Polna – obecnie Oktiabrskaja (ул. Октябрьская).
  • ul. Bazyliańska – obecnie Gorkogo (ул. Горького).
  • ul. Jurysdyka – obecnie Pawlika Morozowa (ул. Павлика Морозова).
  • ul. Zarzeczna – obecnie Gagarina (ул. Гагарина).
  • ul. Sosnowa - obecnie Krupskoj (ул. Н.Крупской).
  • ul. K. Tyzenhauza – obecnie W.Klara (ул. B.Кляра).
  • ul. Topolowa – obecnie Pionierskaja (ул. Пионерская).
  • ul. Klonowa – obecnie Trudowaja (ул. Трудовая).
  • Plac Rynkowy (od 1936r. Plac Piłsudskiego) – obecnie płoszczad’ Lenina (Площадь Ленина).
  • Plac Rynek Zadziewski – obecnie Komsomolskaja płоszczad’ (Комсомольская площадь). 
  • Plac Nowy Rynek (koło szkoły Nr 2) – obecnie nie posiada nazwy. 


16 mar 2016

Świat, którego już nie ma

Pomnik w Postawach. Zdjęcie z ok. 1938 r.
Tęsknota, sentyment, oczarowanie – Kresy... Świat, którego już nie ma. Próbujemy odnaleźć go w książkach, na starych zdjęciach, we wspomnieniach…

Pan Eugeniusz Gaul urodził się w 1929 roku w wolnej i niepodległej Polsce w miasteczku Postawy na Wileńszczyźnie. Był naocznym świadkiem rozpoczęcia drugiej wojny światowej, sowieckiej, a potem niemieckiej okupacji i powojennych represji wobec ludności polskiej. Pan Eugeniusz uprzejmie zgodził się na wywiad dla bloga internetowego "Miasto Postawy i okolice", za co serdecznie mu dziękuję.

Jeżeli Pan pozwoli, rozpoczniemy od pierwszej wojny światowej, trwającej w latach 1914-1918. Wtedy w ciągu kilku lat linia frontu przebiegała przez terytorium współczesnego powiatu postawskiego, dzieląc go od północy na południe na dwie równe części. Co Pan słyszał o tamtych wydarzeniach od ludzi starszego pokolenia?

Z relacji mojego ojca Ignacego Gaula, naocznego obserwatora, wynika, że front niemiecko-rosyjski w czasie pierwszej wojny światowej przebiegał od jeziora Narocz, Kupa, Kobylnik, po Jeziorze Zadziewskim obok miasta Postawy w kierunku na Brasław – Dyneburg. W tym czasie ojciec miał siedemnaście lat. Mieszkał w zaścianku Benapol z ojcem i sześcioma braćmi. Prowadzili gospodarstwo rolne o powierzchni czterdziestu hektarów. Dwóch braci ojca, Feliksa i Floriana, wcielono do wojska rosyjskiego. Florian posiadał gospodarstwo rolne między jeziorami Szwakszty Duże i Szwakszty Małe. Niemcy z zachodu doszli do Jeziora Zadziewskiego i tak miasto Postawy zostało po stronie rosyjskiej, natomiast zaścianek Benapol - po stronie niemieckiej.

Mieszkańcy żyjący przy linii frontu zostali wysiedleni ze swoich domów, ponieważ domy były drewniane i rozebrano je na budowę okopów, zarówno po stronie niemieckiej jak i rosyjskiej. Front utrzymywał się przez trzy lata. Po stronie niemieckiej był głód, natomiast po stronie rosyjskiej głodu nie było. Ojciec w początkowej fazie przechodził przez front po żywność, jednak został złapany przez Niemców i osadzony w obozie pracy we wsi Mićkiany, w okolicy Szwakszt. Ludzie osadzeni w obozie budowali umocnienia na linii frontu. Podobnie Rosjanie budowali okopy i również wysiedlali mieszkańców miasteczka. Moja mama Apolonia, wówczas dwunastoletnia dziewczynka, mieszkała u siostry Marii, żony rosyjskiego urzędnika, w Postawach przy ul. Zadziewskiej nr 21, w dużym drewnianym domu. Później cała rodzina została ewakuowana do miasta Tuły (Rosja).

W czasie walk rosyjska artyleria zniszczyła murowany kościół katolicki za jeziorem w Zadziewiu, natomiast w Postawach kościół i cerkiew nie ucierpiały. Po froncie niemieckim pozostał betonowy bunkier przed wsią Duki i przeszkody z kolczastego drutu na dnie Jeziora Zadziewskiego. Po stronie rosyjskiej natomiast, przed rzeką, na wzgórzu, częściowo zachowały się okopy ziemne, w których, gdy paśliśmy tam konie, wykopywaliśmy naboje do rosyjskich karabinów. Pozyskiwany z tych naboi proch był używany do rozsadzania kamieni potrzebnych na podmurówki budynków.

Panie Eugeniuszu, jak wyglądały Postawy przed drugą wojną światową?
W centrum Postaw był wybrukowany rynek. W południowej jego części znajdowały się sukiennice – okrągłe kramy żydowskie. W północnej części rynku rozpoczynała się ulica Brasławska, w południowej ulica Wileńska, we wschodniej Łuczajska, a w zachodniej Zadziewska. U wylotu tej ulicy na murowanym budynku była umieszczona tablica pamiątkowa, informująca, że Józef Piłsudski na początku XX wieku ukrywał się tu przed aresztowaniem. Nauczycielka pani Maria Sołowiej podczas wycieczki naszej klasy opowiedziała, że Ziuka przebrano w strój kobiety, w chustę na głowę i długą suknię. W czasie rewizji doił krowę. Żandarmi nie wykryli tego fortelu.

Po prawej stronie na początku ul. Wileńskiej w piętrowym budynku była apteka państwa Kęstowiczów, rodziców znanego aktora, którzy byli spokrewnieni z rodziną Piłsudskich. Sam Zygmunt Kęstowicz w wywiadzie dla Telewizji Polskiej wspominał, że będąc dzieckiem siedział na kolanach Marszałka. Gdy miałem sześć lat, nosiłem na rękawie czarną opaskę żałobną po Marszałku i uczestniczyłem w kościele postawskim w mszy żałobnej. Do szkoły, usytuowanej w pałacu Tyzenhauza przy ul. Wileńskiej, chodziłem od pierwszej klasy. Obserwowałem budowę szosy do Wilna, gmachu sądu, szpitala i nowego budynku szkoły. Chodziłem do kina mieszczącego się przy ul. Łuczajskiej i Zarzecznej na rogu w Domu Ludowym. Na ulicach przedwojennych Postaw oświetlenie było elektryczne. Pracowały 2 elektrownie, prywatna Żyda Pergamenta przy młynie, i w koszarach 23-go Pułku Ułanów.

Bardzo dobrze pamiętam budynek starostwa. Jak wspomniałem, obok, z jeziorka parkowego, przepływał strumyk, w którym wiosną w okresie tarła okoni łowiłem je rękoma. Zimą niefortunnie na żelaznych sankach z góry Garbarka zjechałem wprost do ogrodzonego drutem kolczastym sadu hrabiego Przeździeckiego. Niebezpiecznie skaleczyłem twarz, byłem cały zakrwawiony. Urzędnik ze starostwa zaniósł mnie do przychodni, gdzie na rozdarte wargi lekarze założyli klamry. Niestety pamiętam tylko to, że na te sanki popchnęli mnie koledzy. Po zjechaniu z góry straciłem przytomność.

W roku 1935 przeniesiono 23 Pułk Ułanów Grodzieńskich z Podbrodzia do Postaw, gdzie już wcześniej wybudowano najnowocześniejsze w Polsce koszary. Co Pan pamięta o stacjonowaniu tego pułku w Postawach?
Nowoczesne koszary 23 Pułku Ułanów Grodzieńskich usytuowano w lesie, na wschód od stacji kolejowej Postawy. Do koszar prowadziła brukowana droga, którą plutony maszerowały do kościoła. Lubiłem uczestniczyć w świętach państwowych, pułkowych i capstrzykach. Często odbywały się zawody i pokazy sprawności ułańskiej. Obserwowałem ćwiczenia ułanów na dużym placu przy ul. Zarzecznej w Postawach. Kibiców częstowano grochówką z kuchni wojskowej. Latem w pogodne dni w muszli na Garbarce grała pułkowa orkiestra. Młodzież uczestniczyła w zabawie i tańcach.

Na placu ćwiczeń za dużym stawem przy ulicy Zarzecznej odbywały się turnieje, zawody i pokazy. Pamiętam, jak na placu rynkowym w Postawach odbywały się defilady 23 pułku ułanów. Plac był sporych rozmiarów, cały brukowany. Pośrodku placu były żydowskie sukiennice, tak zwane ”okrągłe kramy”. Wejścia do sklepików były od wewnątrz. Cały plac okalał chodnik z betonowych płyt, na którym ustawiali się mieszkańcy miasta i oglądali defiladę. Trybunę przeważnie ustawiano przy kasynie oficerskim. Na podwyższeniu stali wyżsi dowódcy i władze powiatu. Z ulicy Łuczajskiej na prawo na plac pierwsza skręcała orkiestra pułkowa, za nią poczet ze sztandarem pułkowym, szwadrony ułanów, wszyscy w szyku marszowym dookoła rynku.

Widziałem „Hubertowiny” w 23 pułku. Jeden z ansamblu oficerów miał przyczepiony do ramienia ogon rudego lisa. Pozostali na koniach w gonitwie przez różne wertepy starali się zdobyć (zerwać) ogon lisa i w ten sposób zostać zwycięzcą „pogoni za lisem”.

W 1935 roku uczestniczyłem w uroczystej mszy świętej żałobnej za duszę Marszałka. W naszym kościele było wtedy kilka plutonów ułanów w pełnym uzbrojeniu (broń, szable, lance).

W czasie okupacji niemieckiej mój Ojciec kilka razy pełnił w koszarach okresowy dyżur przeciwpożarowy, ponieważ należał do ochotniczej straży pożarnej. Wówczas mogłem zwiedzić koszary byłego 23 Pułku Ułanów Grodzieńskich. Podobały mi się wanny w łazienkach, prysznice i centralne ogrzewanie.

Według statystyk w latach trzydziestych XX wieku 52% mieszkańców powiatu postawskiego stanowili Polacy, a 48% Białorusini i Żydzi. Jakim językiem posługiwała się wtedy większość ludności?
W Postawach przed wojną większość mieszkańców rozmawiała po polsku. Część używała języka tak zwanego „tutejszego”, według mnie „slangu” mużyckiego, czyli mieszanki polsko– rosyjsko– białoruskiej.

Przed wojną w Postawach rozpoczęto budowę powiatowego szpitala, ale nie wiem przy jakiej ulicy on się mieścił?
Szpital budowano przy ul. Zadziewskiej, po lewej stronie na końcu ulicy. Do 1 września 1939 r. piętrową budowlę z cegły pokryto gontem. Budynek w stanie zamkniętym pozostał bez wyposażenia. W sąsiedztwie szpitala wcześniej wybudowano publiczną szkołę, do której uczęszczałem jako uczeń 3 i 4 klasy. Rozpoczęto też budowę gmachu sądu przy ul. Wileńskiej, za strumykiem płynącym z jeziorka parkowego, obok gmachu starostwa.

Co Pan pamięta o Komendzie Policji Państwowej w Postawach? Może zna Pan losy któregoś z policjantów? Pytam o to dlatego, że po 17 września 1939 r. część z nich została przez NKWD rozstrzelana w Berezweczu (koło Głębokiego), a część uwięziona w sowieckich łagrach.
Komenda Policji mieściła się przy ul. Wileńskiej. Wtedy miałem dziesięć lat. Nie chuliganiłem i nie miałem żadnego kontaktu z policją. Nie pamiętam żadnych nazwisk. W mojej klasie był syn policjanta; imienia nie pamiętam, nazwisko Ciężarek, albo przezwisko, bo jego ojciec był gruby. Ogólnie policja postawska „dokuczała” mieszkańcom. Pilnowała porządku. Sypały się mandaty za końskie ekskrementy i tym podobne. Mieszkańcy byli zobowiązani przed swoją posesją codziennie uprzątać chodnik i pół szerokości brukowanej jezdni.

Co Pan pamięta o początku drugiej wojny światowej i o wtargnięciu Sowietów?
We wrześniu 1939r. w Postawach nie spodziewano się okupacji sowieckiej. Najbardziej baliśmy się nalotów samolotów niemieckich. Kopaliśmy w ogrodach schrony. Szyby w oknach zaklejaliśmy taśmami z papieru. Organizowano szkolenia przeciwgazowe. Sąsiad nasz Sartatowicz miał radio lampowe, toteż sąsiedzi słuchali komunikatów; najczęściej cyfrowe „nadchodzi, przeszedł...”. Pan Masalski miał radio kryształkowe, które dobrze odbierało radiostację wileńską.

Ojciec mój był magazynierem w hurtowni Polskiego Monopolu Spirytusowego. Mając pieniądze i doświadczenie z pierwszej wojny światowej, zaprzągł do wozu konia i pojechał do żydowskich sklepów. Nakupił dużo worków soli, cukru, skrzynię mydła „Jeleń”, skrzynię tytoniu grodzieńskiego i tutek z gilzy oraz wiele artykułów pierwszej potrzeby. W tym czasie zauważyłem większy nadzór władz Rzeczypospolitej Polskiej nad niektórymi mieszkańcami Postaw. Rozchodziły się pogłoski o niemieckich szpiegach. Słyszałem, że ogólnie znany żebrak, sekciarski kaznodzieja, okazał się szpiegiem niemieckim, gdyż został przyłapany na gorącym uczynku szkodzenia łączności.

Moi rodzice posiadali tak zwany dom na dwa końce: jedną część wynajmowali Żydówce Chajce-Chaicie, która prowadziła koszerną kuchnię dla żydowskich kupców. Od nich mieliśmy dużo aktualnych wiadomości o ogólnej sytuacji.

Poza tym w jednym z pokoików mieszkało u nas dwóch robotników, którzy mieli zakaz mieszkania przy granicy sowieckiej i byli pod nadzorem policji. Jako tak zwani „polityczni” po odbyciu kary mieli pomoc finansową od Stefanii Sempołowskiej. Co miesiąc otrzymywali po 80 zł zasiłku. Byli zwolennikami Sowietów i kontaktowali się z miejscowymi komunistami. Od nich ojciec dowiedział się o możliwości napadu Sowietów na Polskę i o wielu aresztowaniach. Radził, aby A. Markiewicz – właściciel hurtowni i inni zagrożeni uciekli. Ojciec nawet proponował konia z wozem, aby udać się na Litwę, jednak panowie nie dali wiary i pozostali na miejscu.

Do czasu wkroczenia bolszewików nie słyszałem o Białorusi. Nie było literatury białoruskiej i państwa. Miejscowi komuniści i Żydzi szybko wystawili powitalną bramę z napisem "Dobro Pożałować" i witali kwiatami i chlebem z solą pierwsze sowieckie czołgi. Zorganizowali „miting”, na którym przemawiali komuniści, elegancko świątecznie ubrani w garnitury i skórzane buty. Narzekali, że "panowie" ich gnębili. Żydzi cieszyli się, że nastanie ich władza, a sąsiad rymarz powiedział do mojego ojca: "No i co, panie Gaul, Żyd parch zniknie, a będzie ogólnie szanowany jewrej".

Przed wjazdem radzieckich czołgów do Postaw komitet obywatelski miasta zdążył zniszczyć przez potłuczenie butelki wódki w magazynie Polskiego Monopolu Spirytusowego, gdzie mój tata był magazynierem i posiadał klucze. Byłem przy tym, znam miejsce zniszczenia wódki na brzegu stawu, gdzie pozostała kupa szkła po butelkach. Kilka wrzucono do stawu na pamiątkę. Utworzono też grupę obywatelską uzbrojoną w broń myśliwską do pilnowania względnego porządku w mieście. Do tej grupy należał mój kuzyn, syn mojej cioci Jan Adamkowicz, niestety nie żyje.

Gdzie w Postawach w latach 1939-1941 mieściła się siedziba NKWD i co Pan pamięta o represjach?
Trudno mi określić, gdzie była siedziba NKWD. W okresie 1939-1941 na ulicę Brasławską, do podpiwniczonego budynku w pobliżu kapliczki, nosiłem przez kilka dni jedzenie dla aresztowanych Markiewicza, Więckowskiego, Rembalskiego i Urbana. Od pierwszego dnia wszystkie piwnice w miasteczku wykorzystali enkawudziści, osadzając w nich aresztowanych urzędników, nauczycieli i inteligencję. Na ulicę Wileńską do aresztu w gmachu po izbie skarbowej żołnierze w charakterystycznych czapkach, z bagnetami na karabinach, doprowadzali ludzi.

Według wspomnień niektórych byłych mieszkańców Wileńszczyzny podczas pierwszej sowieckiej okupacji (1939-1941) Żydzi aktywnie współpracowali z NKWD, chodzili z czerwonymi opaskami na rękawach i pomagali NKWD-zistom w aresztowaniu Polaków. Czy przydarzało się coś podobnego w Postawach?
Potwierdzam to. Żydzi w okresie „pierwszych Sowietów” współpracowali z nową władzą, do której szybko dostali się młodzi obejmując stanowiska kierownicze i z drobnych handlarzy stali się nauczycielami, "predsiedatielami" i innymi "czynownikami". Przyjęli szybko sposób ubierania się i zachowania okupantów.

Żydzi, szczególnie młodzi, lubowali ubierać się w "briuki i rubaszki" (spodnie i koszule) wojskowe, strzygli się „na zerówkę” i upodabniali do żołnierzy. Po zajęciu Postaw przez Niemców w 1941r. wielu już w pierwszym dniu trafiło do niewoli razem z "krasnoarmiejcami". Znam przypadek, gdy tak ubrany Żyd wyszedł na ulicę popatrzeć na niemieckie wojsko i został zatrzymany. Jego rodzina wstawiła się za nim, tłumaczyła, że on nie jest żołnierzem. Całą rodzinę z ulicy Zadziewskiej, kilka domów dalej za naszym, zaprowadzono za cmentarz przy ul. Cichej i rozstrzelano. Niemcy zebrali z miasta Żydów i umieścili ich pod sukiennicami jako zakładników, a w środku kramów zamknęli Rosjan. Ogłosili, że jeśli zginie chociaż jeden niemiecki żołnierz, to rozstrzelają wszystkich zakładników.

Co działo się w Postawach 22 czerwca 1941r., kiedy rozpoczęła się wojna niemiecko-radziecka? Dobrze zapamiętałem 22 czerwca 1941 roku. Była to niedziela. Głośniki na słupach od rana wrzeszczały: „niemiecko- faszystowskaja świnia wlezła w nasz sowieckij agarod”. Rankiem zwożono rannych lotników; w latach 1940-1941r. w Postawach mieściła się szkoła pilotów. Nie pamiętam daty wkroczenia Niemców do miasta. Pamiętam ogólny chaos, od samego początku ucieczki Rosjan i Żydów-czynowników na wschód. Dużo radzieckich żołnierzy przechodziło z zachodu na wschód, prosząc o cokolwiek do zjedzenia. Ojciec przyprowadził czterech do domu; mówili, że „odstali od czaści” (jednostki wojskowej), nie mieli broni. Żołnierzy z bronią zatrzymywano do zorganizowanej obrony.

Mówili: „Bez boja Postawy nie oddadzim”. Skutek był taki, że Niemcy od strony wsi Zadziewie (mieszkaliśmy przy ul. Zadziewskiej ) w ciągu dwóch godzin walki zabili kilkuset czerwonoarmistów, a Niemców zginęło chyba tylko siedmiu. Okupacja niemiecka to szeroki temat. Oni umocnili teren pałacu Tyzenhauza i parku u wylotu ulicy na Wilno, wybudowali bunkry ziemne i ogrodzili się drutem kolczastym. Komendantura żandarmerii była w lokalu izby skarbowej. Było 11 żandarmów i 90 białoruskich policjantów. Policją białoruską dowodził żandarm Willy, który dobrze mówił po polsku. Do policji wstąpili Polacy - ochotnicy z miasta i okolic, aby uniknąć wysyłki na roboty. Byli to synowie znajomych gospodarzy i naszych krewnych, spośród których większość znałem osobiście.

Pod wieczór mieli zwyczaj maszerowania po ulicach i dookoła rynku ze śpiewem polskich piosenek np. „Wojenko, wojenko”, „Przybyli ułani pod okienko”. Czterech krewnych mieszkało w naszym domu. Większość należała do AK. Uzbrojeni byli w holenderskie karabiny i naboje. Nocami często organizowali koło swoich wiosek zasadzki na sowiecką partyzantkę. Zaoszczędzone naboje dawali mi na przechowanie. Niemcy im wydzielali tylko po 20 sztuk. Codziennie chodzili na ćwiczenia i musztrę białoruską, komendy której wyśmiewali. Broń przechowywano u Niemców.

Za co Niemcy rozstrzelali księdza Bolesława Maciejewskiego, proboszcza postawskiej parafii?
Ks. Bolesław Maciejewski został rozstrzelany przez Niemców, ponieważ nie wydał dzwonów z naszego kościoła. Miejsce jego pochówku nie jest znane. Przy kościele znajduje się symboliczny nagrobek, wykonany przez pana Mariana Bumblisa.

Co Pan wie o polskiej konspiracji w Postawach podczas drugiej wojny światowej?
W Postawach podczas drugiej wojny światowej istniała polska konspiracja związana z AK. Należeli do niej moi kuzyni Gaule, Mieczysław Kryczało, Czesław Siwicki (w PRL-u był prokuratorem w Olsztynie), Władysław Krakuć, Franciszek Pietkiewicz, Dalecki, Kuksa, Lewkowicz i prawie cały skład policji białoruskiej. W swojej królikarni, w pustakach z betonu, ukrywałem amunicję do karabinów holenderskich, rosyjskich i niemieckich oraz materiały wybuchowe, kostki trotylu, miny i pociski do moździerzy. Znałem Naumczyka, Alchimowicza i Eugeniusza Łukjańca, z którym do dzisiaj się koleguję. Mieliśmy kontakt z „Łupaszką” (Zygmunt Szendzielarz, dowódca 5 Wileńskiej Brygady AK).

Czym podczas wojny zajmowali się sowieccy partyzanci, a raczej bandyci, z brygady Fiodora Markowa, która działała na terenie powiatu postawskiego?
Banda Fiodora Markowa zajmowała się rabunkami; okradali okolicznych rolników. Nasi akowcy ich zwalczali.

W jakim nastroju w lipcu 1944r. spotykali postawianie drugie przyjście Sowietów?
Drugie przyjście Sowietów przeżyliśmy 8 km poza Postawami, we wsi Rodzie, u stryja Michała. Byliśmy tu przez kilka dni na linii frontu. Sowieci ostrzelali z "katiuszy" wioskę, w której zapalili kilka budynków. Armaty niemieckie odjechały wieczorem. Rankiem przyszli z karnej pierwszej linii sowieccy „szpicy” bez broni, z kilkoma śmierdzącymi śledziami, i prosili, by dać im cokolwiek "pokuszać". Kilka dni po zajęciu okupacyjnym dowiedzieliśmy się, że granicę Polski przesunięto na zachód za rzekę Bug.

Ogłoszono mobilizację mężczyzn. Wszystkich z Postaw pognano pieszo 70 km do Krasnego koło Mołodeczna. Mój ojciec też tam był przez siedem dni. Zmobilizowanych posegregowano według narodowości. Polaków w wieku do 45 lat do polskiego wojska, a przedstawicieli innych nacji do Armii Czerwonej. Po trzech dniach szkolenia wysłano wszystkich na front. Ojca zwolniono (miał 47 lat). Powrócił i zatrudnił się w "Ochranie Pocztowoj Świazi" (łączność pocztowa). Nastrój postawian był fatalny. Aresztowania ukrywających się przed poborem do wojska, sądy i wysyłka do łagrów. W takiej atmosferze ojciec zapisał rodzinę na repatriację do województwa poznańskiego, aby nie trafić do Kazachstanu lub na Syberię.

Dziękuję, że zgodził się Pan odpowiedzieć na moje pytania.