3 mar 2018

Ks. kan. Czesław Wierzbicki – kapłan i żołnierz ZWZ–AK rodem z Postaw.

Postawy – wielokulturowe miasteczko powiatowe w woj. wileńskim, położone nad rzeką Miadziołką, dopływem Dzisny, w pobliżu jeziora Narocz. Kiedyś były własnością hrabiów Przeździeckich. Przed wojną miasteczko liczyło około 15000 mieszkańców. Ponad 50 %, mieszkańców powiatu stanowiła ludność polska wyznania katolickiego.Większość Polaków zajmowała się rolnictwem. W miasteczku był kościół, synagoga, cerkiew, dwie szkoły powszechne i gimnazjum. W rynku dom, w którym ukrywał się we wrześniu 1908 r. marszałek Piłsudski - po akcji pod Bezdanami. Od września 1939 r. Postawy przynależą do Białorusi.

Przyszły żołnierz i kapłan urodził się tu 13 listopada 1923 r. w rodzinie Ignacego Wierzbickiego i Pauliny z domu Tanana. Powołanie do kapłaństwa rodziło się od najmłodszych lat, lecz zanim został kapłanem – był żołnierzem. Po ukończeniu miejscowej szkoły powszechnej kształcił się w nowo powstałym w Postawach gimnazjum, założonym przez 23. Pułk Ułanów Grodzieńskich przy udziale Towarzystwa Oświaty. Kapelanem Pułku był proboszcz parafii Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, ks. dziekan Bolesław Maciejewski.

Kościół w Postawach. Przedwojenne zdjęcie.
Ze szkoły powszechnej ks. kan. Czesław Wierzbicki zachował w pamięci niemal wszystkich nauczycieli: "Kierownikiem szkoły był p. Szutowicz, wychowawcą klasy piątej –matematyk p. Jerzy Surwiłło. Pani Tarchalska uczyła śpiewu, katechetką była p. Śmieszkówna, a p. Molis uczyła historii i geografii. Zapamiętał: W klasie piątej z matematyki byli zdolni Żydzi. Ale ja chyba byłem zdolniejszy od nich. Pewnego dnia potwierdziła to klasówka ze specjalnie przygotowanym przez nauczyciela zadaniem. Ja jedyny rozwiązałem to zadanie.

Po ukończeniu sześciu klas nie mogłem iść do gimnazjum, gdyż był to okres kryzysu gospodarczego. Ojciec był z zawodu murarzem, nie stać go było finansowo na opłacenie nauki w gimnazjum prywatnym. Pracował przy budowie koszar 23. Pułku Ułanów Grodzieńskich. Ukończyłem więc dodatkowo klasę siódmą, która przygotowywała do zawodu. Gdy powstały koszary, przyszło wojsko, sprowadziły się rodziny. Wiadomo, wojskowi chcieli, aby ich dzieci kształciły się dalej. Potrzebne było gimnazjum. Oddali więc kasyno oficerskie na szkołę, tzw. gimnazjalną. Było to gimnazjum koedukacyjne. Mieszkańcy Postaw powołali na ten cel Towarzystwo Oświaty. Mój ojciec także opłacał składki".

Cz.Wierzbicki. Fotografia dziecięca.
Czesław był najstarszym dzieckiem w rodzinie Ignacego i Pauliny Wierzbickich: "Antoni Łopuszyński był moim ojcem chrzestnym. Mama ochrzciła mnie pod nieobecność ojca. Podobno zzieleniałem i bali się, że coś może nie tak z moim zdrowiem. Potem przyszły na świat siostry: Janina i Leokadia. Rodzice gospodarzyli na wydzierżawionym od plebanii majątku Sutoki (Plebanka). Ojciec wziął od księdza w dzierżawę 47 ha ziemi z majątku kościelnego i obrabiał je. Każdego roku ojciec miał za to wybudować jeden budynek gospodarczy. Ksiądz Grabowski uczył mnie ratownictwa wodnego oraz innych praktycznych spraw. Wtedy też zaczęło się budować gimnazjum. Ojciec też je budował i ksiądz namówił go do mojego wstąpienia do gimnazjum. Egzaminy zdawałem eksternistycznie. Wybuchła wojna...".

Wojna i przysięga na wierność Bogu i Polsce

Gdy wybuchła wojna, Czesław Wierzbicki miał 16 lat. Już 17 września nadleciały samoloty z gwiazdami, a 18 września do miasteczka wkroczyły czołgi sowieckie. Czołgiści zabłądzili i trafili na podwórko Wierzbickich. Czesław pokazał im drogę przez most na rzece Miadziołce. Jeszcze nie wiedział, że kolejne dni radykalnie zmienią jego życie. Od pierwszych dni sowieckiej władzy miejscowa ludność polska, zwłaszcza inteligencja i zamożni rolnicy, poddana została aresztowaniom, wywózkom, rozstrzeliwaniom i mordom. Niszczono dobra materialne i duchowe dziedzictwo narodu polskiego, likwidując pałace, dwory, zamki i kościoły – ślady naszej tożsamości narodowej. Zdewastowano pomnik obok mogiły poległych w wojnie 1919-1921, próbowano go przewrócić za pomocą czołgów. Tylko się pochylił. Następnie chciano go wysadzić w powietrze, jednak nie zrobiono tego w wyniku protestów mieszkańców. Żelazne krzyże usunięto, a kości leżących tam żołnierzy wywieziono podobno w okolice Postaw.

Szkoły objęła sowietyzacja. Gimnazjum zostało przekształcone w sowiecką dziesięciolatkę. Usunięto dotychczasowych nauczycieli i dyrektora. Zatrudniono sowieckich nauczycieli i Żydów. Nawet komitet szkolny wybierano pod przymusem komendanta miasta z pistoletem, położonym na katedrze. Czesław Wierzbicki był jednym z kilkunastu gimnazjalistów Towarzystwa Oświaty w Postawach, którzy sprzeciwili się sowietyzacji młodzieży szkolnej. Ich protest wyraził się przerwaniem nauki i złożeniem przysięgi na wierność Bogu i Polsce. Wychowani na wzorcach „Małego Piłsudczyka” usiłowali te wzorce wcielać we własne poczynania niepodległościowe. Rodziła się cicha konspiracja na rzecz przyszłej Armii Krajowej.

Już w maju 1940 r. w lesie na uroczym wzniesieniu, zwanym Garbarką, nad rzeką Miadziołką, padały słowa indywidualnego przyrzeczenia każdego z kilkunastu młodych patriotów wspomnianego gimnazjum. Ze względu na konieczność zachowania bezpieczeństwa każdy przysięgał oddzielnie: "W obliczu Boga Wszechmogącego i Najświętszej Marii Panny, Królowej Korony Polskiej, kładę swe ręce na ten Święty Krzyż, znak męki i zbawienia, i przysięgam być wiernym Ojczyźnie mej, Rzeczypospolitej Polskiej, stać nieugięcie na straży jej honoru i o wyzwolenie Jej z niewoli,walczyć ze wszystkich sił – aż do ofiary mego życia. Prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej i rozkazom Naczelnego Wodza oraz wyznaczonemu przezeń Dowódcy Armii Krajowej będę bezwzględnie posłuszny, a tajemnicy niezłomnie dochowam, cokolwiek by mnie spotkać miało".

Akceptacja aktu zaprzysiężenia brzmiała: "Przyjmuję cię w szeregi żołnierzy Armii Polskiej, walczącej z wrogiem w konspiracji o wyzwolenie Ojczyzny. Twym obowiązkiem będzie walczyć z bronią w ręku. Zwycięstwo będzie twoją nagrodą. Zdrada karana jest śmiercią". Przysięgę odbierał Wiktor Obolewicz, najstarszy z trzech braci Obolewiczów. Miał za sobą Szkołę Podchorążych Artylerii Ciężkiej im. gen. Józefa Bema oraz walki Grupy Operacyjnej „Polesie” pod dowództwem gen. Franciszka Kleeberga. Po zaprzysiężeniu dawni koledzy istnieli tylko pod pseudonimami.

Siedemnastoletni wówczas Czesław Wierzbicki przyjął pseudonim „Kula” – żywo tkwił w jego pamięci obraz bohaterskiego Lisa-Kuli, ulubionego ułana Piłsudskiego, który „gdy ruszył na wojenkę, miał siedemnaście lat”. I nie była to tylko zabawa w wojaczkę. Wspomina: „Byliśmy Polakami i tak się organizowaliśmy. Praca nasza polegała na zdobywaniu informacji i prowadzeniu drobnych akcji dywersyjnych. Współdziałały z nami dwie siostry Jankowicz. Jedna pracowała w policji niemieckiej, była łączniczką, ostrzegała o akcjach [...]. Z tymi siostrami kontakty były towarzyskie, np. graliśmy w siatkówkę, nagle podane było hasło i już wiadomo - koniec gry”.

Czesław Wierzbicki przysięgę traktował zawsze jako początek swej drogi życiowej żołnierza, a zmiana sytuacji politycznej od 22 czerwca 1941 r. (atak Hitlera na ZSRR) pozwoliła na wyraźną dywersję antysowiecką. Nasi „zaprzysiężeni” junacy włączyli się do współpracy z działającymi w okolicy „leśnymi” ppor. Antoniego Burzyńskiego ps.”Kmicic”. Był to samorzutny oddział leśny bez większej organizacji. Współpraca polegała na uczestniczeniu w zatrzymywaniu pociągów udających się na wschód Sowietów, w odbijaniu zarekwirowanego bydła i sprzętu wojennego itp. Pierwsze wrażenie ze spotkania z Niemcami były raczej pozytywne. Podziwiałem niemieckie samochody, mundury. Mam w oczach wygląd żołnierzy niemieckich. Byłem ministrantem, służyłem do mszy, przyglądałem się i podziwiałem ich jako ministrant. Nabożeństwa były odprawiane przez niemieckich kapelanów. Podziwiałem detale. Na paskach napis: „Gott mit uns". Jaki kontrast w zestawieniu z mundurami żołnierzy radzieckich!

Wkrótce przekonał się, jak wielkim bluźnierstwem wobec Boga i wiary była dewiza „Bóg z nami”, wyryta na pasie żołnierskim żołdactwa germańskiego. Niemcy zaczęli likwidować Żydów, utworzyli w Postawach getto: wydzielili i ogrodzili kilka ulic, następnie spędzili tu kilka tysięcy Żydów z całej okolicy. Przy likwidacji getta całą dzielnicę spalono. W lipcu 1942 r. aresztowano i rozstrzelano w Berezweczu ks. dziekana Maciejewskiego wraz z czterema innymi kapłanami. Okupacja niemiecka wymusiła dalsze działania konspiracyjne, by ustrzec młodych obywateli narodowości polskiej przed wywózką na roboty przymusowe do Niemiec, także przed wcieleniem do zmilitaryzowanych organizacji niemieckich oraz do działającej w okolicy coraz silniejszej partyzantki sowieckiej, rekrutującej się z niedobitków Armii Czerwonej, dezerterów, zbiegów z niewoli oraz miejscowych Żydów, którym udało się uchronić przed zagładą.

Miasto Postawy podczas niemieckiej okupacji. Zdjęcie wykonane w 1943 roku
Niemiecki terror, obliczony na zastraszanie Polaków, wywołał tworzenie się zbrojnych struktur partyzantki polskiej. Od 25 marca 1943 r. zaczął działać formalnie pierwszy oddział partyzancki Okręgu Wileńskiego AK pod dowództwem ppor. ”Kmicica”. Powstał z inicjatywy własnej ppor. Antoniego Burzyńskiego ps. „Kmicic”. Liczył około 100 ludzi, przeważnie „spalonych”. Próba wspólnej walki przeciwko Niemcom z działającą w okolicy partyzantką sowiecką pod dowództwem ppłk. Fiodora Markowa skończyła się dla oddziału „Kmicica” tragicznie. W dniu 23 sierpnia 1943 r. został zaproszony na odprawę operacyjną do bazy sowieckiej i tam podstępnie aresztowany wraz z towarzyszącymi osobami. W tym samym czasie baza jego oddziału została okrążona przez żołnierzy sowieckich. W czasie rozbrajania doszło do morderczej walki. Zginęło około 80 żołnierzy oraz ppor. „Kmicic”. 

Ci, którzy ocaleli od śmierci, weszli do brygady mjr. ”Łupaszki”, zwanej „Brygadą Śmierci”. Brygada ta wkrótce zasłynęła ze zwycięskiej bitwy pod Worzianami. W dniu 31 stycznia 1944 r. podczas lustracji mjr. „Węgielnego” w oddziale mjr. „ Łupaszki” usłyszano strzały. Doszło do boju spotkaniowego między 5. Brygadą „Łupaszki”, liczącą nieco ponad 200 ludzi, a oddziałem niemieckim, który przybył w tę okolicę na ekspedycję karną przeciw oddziałom partyzanckim. Niemcy początkowo walczyli bardzo dobrze, lecz gdy zostali okrążeni, rzucili się do ucieczki, zostawiając na polu walki wielu zabitych, broń maszynową i tabor. Mjr „Łupaszka” został niegroźnie ranny w rękę. Straty polskie wyniosły 19 zabitych i 9 rannych. Poległych pochowano pod wsią Worziany. 

Od tej pory Niemcy poruszali się wyłącznie po głównych liniach komunikacyjnych. W czasie okupacji niemieckiej część inteligencji polskiej powiatu postawskiego, działającej w konspiracji, znalazła zatrudnienie na niższych szczeblach urzędów administracji niemieckiej. (Takie było zalecenie Komendy AK). Czesławowi także udało się uniknąć wywózki do Niemiec dzięki zgłoszeniu się do pracy gońca (bez wynagrodzenia) w Urzędzie Starostwa Powiatowego. Z czasem znajomość języków rosyjskiego i białoruskiego utorowała mu drogę do kancelarii. Zatrudniono go do pisania na maszynie z kolejnym awansem na sekretarza kancelarii głównej Starostwa Powiatowego. To stanowisko okazało się niezwykle przydatne, można było wyłowić wiele cennych informacji o działających w powiecie szpiclach i ostrzec ich ofiary przed zagrożeniem. Na uwagę zasługuje też fakt „podwójnej gry” w samoobronie niemieckiej, powołanej w Postawach w celu zwalczania partyzantki sowieckiej. Tworzyli ją Polacy z upoważnienia Niemców. Faktycznie członkami byli sympatycy AK.

Zdarzyło się, że pewien pracownik starostwa, członek samoobrony, podjął broń, a następnie przeszedł do oddziału mjr. „Łupaszki”. Gdy coraz wyraźniej uaktywniła się działalność partyzantki sowieckiej, Niemcy zarządzili obowiązek posiadania dowodów osobistych w jęz. niemieckim i białoruskim, ażeby ułatwić legitymowanie mieszkańców powiatu: "Kiedy przyszła akcja pilnego wydawania dowodów osobistych wiedziałem, że to stanowisko będzie mi potrzebne. Kontrolowałem podania o dowód, stan cywilny i inne dane. W ten sposób przygotowałem 64 egzemplarze podpisanych „in blanco” dowodów, które były mi potem potrzebne dla kolegów z konspiracji. Dla siebie przygotowałem kilka. Dzięki temu wyjechałem szybciej z Rosji. Doświadczenie kancelisty przydało się także w okresie późniejszym, gdy potrzebne były legitymacje partyzanckie dla oddziału mjr. „Węgielnego”(...).

Eleonora Jankowicz
Aktywnością konspiracyjną wyróżniała się Ela Jankowicz, pracująca przy remoncie koszar, a następnie w Starostwie Powiatowym, w Gminnym Zarządzie Drogowym. Gdy „zaprzysiężeni” koledzy słyszeli w pobliżu wyraźny stuk obcasów jej oficerek, wiedzieli, że jest coś do zrobienia w terenie. Łączniczką była jej młodsza siostra Irena. (Eleonora Jankowicz zm. w 2003 r. jako prof. Akademii Medycznej w Gdańsku, Irena została żoną gen. policji Sylwestra Kaliskiego, rektora WAT-u).

W miarę jak front wschodni posuwał się w kierunku zachodnim, na okupowanych przez Niemcy terenach zaostrzał się terror. Już pod koniec 1943 r. praca w konspiracji stawała się coraz bardziej niebezpieczna. Nasiliły się aresztowania i rozstrzeliwania. Coraz więcej młodzieży uciekało do lasu. Rosły w siłę oddziały partyzanckie Armii Krajowej. Pacyfikacja objęła także powiat postawski. W obrębie 5 km od miasta zabierano wszystko (zwierzęta, żywność). Ja po pracy w sobotę przyszedłem na majątek Sutoki, (ten, który dzierżawił ojciec) do rodziców. Nacierała tyraliera (Estończycy w niemieckich mundurach). Ojciec interweniował, aby mnie wykupić. Starosta również zabiegał o wykupienie. Starostę Dasiukiewicza zastrzelili. Mnie zabrali do tymczasowego obozu (w budynku gimnazjalnym). Wymknąłem się i dostałem wolność. Pacyfikacja zakończona". Czesław Wierzbicki 14 czerwca 1944r. uciekł do lasu.Trafił do nowo powstałego Zgrupowania nr 2 Inspektoratu BC wraz z 1 Brygadą „Wileńską”.

"Doświadczenie kancelisty w starostwie powiatowym okazało się tu bardzo przydatne. Został sekretarzem kancelarii polowej mjr. Mieczysława Potockiego ps. „Węgielny”, dzięki temu rozkazy dzienne i bojowe były teraz codziennie pisane na maszynie. Tam (chodzi o wspomnienia „Węgielnego”) mojego nazwiska nie ma, ale to właśnie ja pisałem na maszynie".

Sekretarz polowy Czesław Wierzbicki miał do swej dyspozycji także ”zdobyczny” sprzęt powielaczowy - został maksymalnie wykorzystany pewnej lipcowej nocy 1944 roku do przygotowania 2000 legitymacji, stwierdzających przydział żołnierzy mjr. „Węgielnego” do Zgrupowania nr 2. Armii Krajowej (...)". Swoją kancelarię żołnierz Wierzbicki zawsze miał przy sobie w walizce z dykty, przewożonej na wózku z konikiem.

23 czerwca 1944 r. rozpoczęła się wielka ofensywa wojsk sowieckich na szerokim froncie. Padł Witebsk i Bobrujsk. W zgrupowaniu mjr. „Węgielnego” szykowano się do wielkiej akcji „Burza”. Kancelaria polowa działała na postoju i w marszu - raporty ukazywały się błyskawicznie.

Akcja „Burza” i operacja „Ostra Brama”

2 lipca 1944 r. sygnał radiowy z Londynu zapowiedział początek akcji „Burza” w Okręgu Wileńskim i Nowogródzkim. Operacja „Ostra Brama” stanowiła część akcji „Burza”. Celem operacji „Ostra Brama” było samodzielne oswobodzenie Wilna z rąk okupanta niemieckiego siłami AK, by wystąpić wobec zbliżającej się Armii Czerwonej „w roli gospodarza terenu”. Plan operacji, opracowany w czerwcu 1944 r., zakładał zdobycie miasta przez połączone siły wileńskiego i nowogrodzkiego okręgu AK. Nie przewidziano, że Wilno stanie się silnie ufortyfikowaną twierdzą Hitlera. Dowództwo przekazano ppłk. Aleksandrowi Krzyżanowskiemu ps. „Wilk”.

Operacja rozpoczęła się w nocy z 6 na 7 lipca 1944 r. od strony Kolonii Wileńskiej. Bunkry i pociąg pancerny oraz doskonale uzbrojeni żołnierze Wehrmachtu odparli atak. Poległo kilkudziesięciu akowców i akcję wstrzymano. Mimo to dwie kompanie brygady „Szczerbca” i inne nacierały na Belmont. Po 10 godzinach od rozpoczęcia akcji do rejonu walk doszły oddziały Armii Czerwonej i oddziały AK podporządkowały się sowieckiemu dowództwu. Po zaciekłych tygodniowych bojach Wilno zdobyto.W czasie operacji „Ostra Brama” Zgrupowanie nr 2. mjr. „Węgielnego” znajdowało się w okolicy Mejszagoły (około 25-30 km od Wilna).

Wspólnie z żołnierzami Armii Czerwonej zdobyli Mejszagołę i rozległe sąsiednie tereny. Razem posuwali się w kierunku przeprawy przez Wilię. Po tygodniu wspólnych walk przyszedł rozkaz dowództwa okręgu AK, polecający przybycie Zgrupowania 2. pod Wilno. W dniu 12 lipca 1944 r. Zgrupowanie 2. wyruszyło na koncentrację oddziału w kierunku Wilna. W trakcie postoju pod Krawczunami-Nowosiółkami 13 lipca o godz. 4.30 rano żołnierze AK dostrzegli idące z Wilna im naprzeciw trzy kolumny piechoty niemieckiej (ok. 3000 żołnierzy). Podjęli „bój spotkaniowy”, zakończony stratą ok. 1000 żołnierzy wroga przy stosunkowo niedużych stratach polskich: 80 poległych, w tym dowódca 1 Brygady kpt. Czesław Grombczewski ps. „Jurand”, 10 zaginionych, 40 rannych. Zdobyto wieleamunicji, broni i innego sprzętu wojskowego.

Brawurowa akcja Zgrupowania nr 2. Została nagrodzona uznaniem ppłk. „Wilka”: "Dziękuję wam, żołnierze, za dzielną postawę wobec wroga. Zadanie powierzone wam wykonaliście. Czekają nas nowe zadania, ale już w ramach 19 Dywizji Piechoty, w której Zgrupowanie nr 2. utworzy 85 pułk piechoty pod dowództwem majora "Węgielnego". Armia Czerwona obiecała Polakom zapewnić uzbrojenie, wyposażenie i wyżywienie. (Wspomnienia „Węgielnego” s.109). Niestety, Moskwa nie zaakceptowała projektu utworzenia korpusu AK niezależnego od armii Berlinga. Gen. Czerniachowski musiał podporządkować się naczelnemu dowództwu. Stalin zakazał współpracy z AK, jako wrogo nastawionej do PKWN.

Powtórzyła się podstępnie przygotowana tragedia Armii Krajowej... 17 lipca 1944 r. sztab 3. Frontu Białoruskiego zaprosił ppłk. Krzyżanowskiego na odprawę w Boguszach, do kwatery gen. Czerniachowskiego. Tam strony miały uzgodnić szczegóły utworzenia z oddziałów AK nowej jednostki. Po przybyciu na miejsce ppłk."Wilk" został jednak aresztowany i uwięziony przy ul. Ofiarnej (więzienie NKWD). W podobny sposób aresztowano dowództwo niższego szczebla. Zostali osadzeni głównie w więzieniu na Łukiszkach.

Kierunek Kaługa

Czesław Wierzbicki pozbawiony kancelarii polowej, po całodziennym marszu pod eskortą wraz z 6000. żołnierzy AK został osadzony 18 lipca w obozie przejściowym w Miednikach Królewskich. Niektórym udało się uciec, mimo że ucieczka równa była śmierci. Jeńców starano się włączyć do nowo powstałej armii Berlinga. Zachęcał ku temu także Jerzy Putrament, lecz go wygwizdano. Pobyt w Miednikach i deportację jeniec Wierzbicki zapamiętał na zawsze: "Rewidowano nas, po kilku tygodniach wsadzono do wagonów bydlęcych, gdzie spaliśmy po 40 w wagonie. Wieźli przez tydzień do Kaługi. Obudziła nas orkiestra. Ustawili po 10 osób. Zakwaterowano młodocianych osobno przy koszarach, starszych w drewnianych barakach.

Miałem dwa zapalniki do granatu. Wrzuciłem je do rzeki, aby nie dostały się do baraku z dezynfekcją, gdzie było „odwszawianie” odzieży. Jedzenie na powietrzu i na poligon w swoim umundurowaniu partyzanckim. Byliśmy przygotowani jako obrona przeciwczołgowa. Pewnego dnia kazano zdjąć, spiąć paskiem i oddać nasze mundury do magazynu. Była kąpil i dali nam sowieckie mundury i zostaliśmy radzieckimi żołnierzami. Kazali uczyć się sowieckich pieśni albo nie dadzą obiadu... Nie chcieliśmy przysięgi składać, to kazano rozebrać się z galowego munduru (...).

Zostałem zwolniony z obozu. Gdy pracowałem w starostwie, zabrałem ze sobą 64 egzemplarze dowodów osobistych „in blanco”. Wywiozłem. Zmieniałem daty urodzenia. Sam sobie wpisałem datę zmienioną 7.04.1928 r. (zamiast 13.11.1923 r.). Zwolniony - wróciłem do rodziców. Przyjechałem pociągiem. To był październik. Rodzice kopali ziemniaki. Mama była bardzo twarda, a ojciec pytał mnie, czy się orientuję w sprawach, które nastąpiły. Zanim zostałem zwolniony, pisałem do rodziców. Ojciec przysłał mi pieniądze do Kaługi. Listy do rodziców trafiły prawie z moim przyjazdem. Wracałem z najmłodszym Obolewiczem, dwaj starsi bracia skierowani zostali do wyrębu lasu".

Ponieważ wszyscy akowcy wcieleni siłą do Armii Czerwonej odmówili złożenia przysięgi, zostali skierowani do wyrębu lasu. Czesław Wierzbicki, dzięki sfałszowanej metryce (odmłodzony o 5 lat), znalazł się w grupie żołnierzy niepełnoletnich, których na mocy porozumienia londyńsko-sowieckiego zwolniono z internowania 24 września 1944 r. wrócił do rodziny w majątku Sutoki, lecz na drugi dzień po powrocie (był jeszcze w mundurze sowieckim) zatrzymali go pijani enkawudziści. Uratowało go ukazanie „sprawki” o zwolnieniu, którą przedstawił jako zezwolenie urlopowe, „otpusk”. Kazano mu, zgodnie z procedurą, zarejestrować się w Wojskowej Komendzie Wojennej. W obawie przed ponownym wcieleniem do Czerwonej Armii ojciec wywiózł go na zabitą wieś, lecz tam czekało nowe zagrożenie. Uciekł do Wilna.

Wilno

Doktor Jan Makarewicz
W Wilnie bezdomny i bezrobotny Czesław Wierzbicki tułał się po mieście, poszukując kąta na schronienie. Szansę na nocleg pod dachem znalazł w składzie drewna na opał, należącym do szpitala zakaźnego na Zwierzyńcu. Pracował fizycznie, nielegalnie. Pewnego razu spotkał znajomego lekarza z Postaw. Okazało się, że lekarz Jan Makarewicz był zastępcą dyrektora szpitala zakaźnego (przywozili tu żołnierzy sowieckich zarażonych tyfusem). Dzięki tej znajomości bezdomny Czesław Wierzbicki otrzymał zatrudnienie jako pomocnik intendenta – funkcję te pełnił przedwojenny sędzia Jerzy Karwowski, którego syn w tym czasie przebywał w Kałudze. - Gdy przyznałem się, że wróciłem z Kaługi, zaprosił mnie do rodziny na obiad.

Koniec wojny 9 maja 1945 r. dla żołnierzy AK nie okazał się łaskawy. Macki Stalina, na mocy porozumienia „Wielkiej Trójki”, objęły pół Europy. Granica Polski została przesunięta nad rzekę Bug, a Wileńszczyzna rozszarpana między Litwą i Białorusią. Powiat postawski włączono do Białorusi. Nie było dokąd wracać, by bezpiecznie przetrwać. Jedynym wyjściem było opuszczenie rodzinnej Wileńszczyzny.

"Gdy przyszła repatriacja, byłem zapisany do transportu z teatrem. Potrzebne dokumenty udało mi się pozyskać dzięki nawiązaniu kontaktu z szefem sztabu Zgromadzenia nr 2. kpt. Janem Drozdowiczem, ps. „Gerwazy”. Personel teatralny ewakuował się do Torunia wraz z kadrą personalną Uniwersytetu Stefana Batorego".

W Polsce

Do Torunia Czesław Wierzbicki przybył 15 maja 1945 roku: "Właśnie
w Toruniu, w garkuchni, znów spotkałem Jerzego Karwowskiego. Dowiedziałem się, że jego syn wrócił z Kaługi i studiuje medycynę w Warszawie. Razem studiuje minister aprowizacji i handlu Sztachelski i jego starszy syn. Jedziemy do Warszawy (by załatwić pracę w Spółdzielni „Społem”). Miałem kartę repatriacyjną, dostałem odzienie, m.in. angielską koszulę i jedziemy. Na drugi dzień „podchodów” dostaliśmy się do ministra. Dał nam zaświadczenie i referencje. Wracamy do Torunia i otrzymujemy pracę w „Społem”. Zamieszkali w Toruniu, żeby być razem z synem Czesławem.

W sukurs przyszli krewni z Mazur. Uruchomili wszystkie swoje znajomości i pomogli ojcu znaleźć mieszkanie i pracę w Mrągowie. Do Mrągowa przeprowadziła się też młodsza siostra, starsza siostra pozostała wraz z matką i Czesławem w Toruniu.

Z czasem cała rodzina przeprowadziła się do Mrągowa. Do dzisiaj mieszka tam
siostra Janina. – Mrągowo, to moja druga rodzinna miejscowość. Tam byli moi bliscy, tam są moje groby rodzinne: ojciec zmarł 9 listopada 1969 r., matka 27 listopada 1983 r., a siostra Leokadia 27 stycznia 1995 r. Pracując w Powszechnej Spółdzielni Spożywców „Społem”, Czesław Wierzbicki zarabiał na utrzymanie siebie, rodziców i młodszych sióstr. Jednocześnie kształcił się w wieczorowym Liceum dla Dorosłych im. Stefana Żeromskiego, które ukończył w 1947 roku.

Przygotowywał się też duchowo do wstąpienia do Wyższego Seminarium Duchownego w Pelplinie. Bliskość Boga i Kościoła odczuwał od dziecka. W domu pielęgnowano tradycje katolickie: śpiewano pieśni maryjne, wielkopostne, wielkanocne, adwentowe i kolędy. Pieśniom patronowała matka. Przed niedzielnym śniadaniem ojciec prowadził Godzinki. Potem prowadzenie przejmowały kolejno dzieci. W latach szkolnych Czesław był ministrantem, a następnie członkiem Sodalicji Mariańskiej, także po przyjeździe do Torunia, gdy prefektem był ks. Zygfryd Kowalski.

Ks. Bolesław Maciejewski
Przed wojną rodzice dzierżawili Plebankę, więc miał częsty kontakt duchowy z proboszczem i dziekanem ks. Bolesławem Maciejewskim. Jeździli razem na odpusty, przyszły kapłan poznawał objawienia siostry Faustyny oraz jej spowiednika: -ks. Sopoćko...Szczególny wpływ na rozwój duchowy Czesława miał ks. Aleksander Grabowski, zwłaszcza w okresie nasilonego terroru niemieckiego. Objął probostwo w Postawach po rozstrzelaniu proboszcza Maciejewskiego. Kilka lat później ks. Grabowski stał się także celem terroru SS. W znacznej mierze do uratowania go od aresztowania przyczynił się ojciec Czesława, Ignacy Wierzbicki.

W styczniu 1944 r. podczas kolędy bezpiecznie wywiózł go saniami do Zadziewia - do ks. Jana Laski, który umieścił ks. Grabowskiego u swego parafianina Holaka we wsi Daszki. Gdy ks. Laska wrócił z tej wyprawy, został powiadomiony, że Niemcy jadą też po niego. Goniec z Postaw przyjechał na skróty przez zamarznięte jezioro i odwiózł go także do Holaka, a stamtąd odebrali ich (5 stycznia 1944 r.) ludzie mjr. „Łupaszki”. Ks. Grabowski przyjął pseudonim„Ignacy”-może w dowód wdzięczności memu ojcu za uratowanie przed SS?. Ks. Grabowski został kapelanem V brygady AK, a ks. Laska – kapelanem VI brygady. 

Ks. Aleksander Grabowski
Fakt ten utrwalił w swoich wspomnieniach partyzant Pisarczyk ps. „Wołodyjowski”: "Dołączył do nas wikary z Postaw, ks. „Ignacy” (Aleksander Grabowski). Niecodzienną atmosferę wprowadzały msze polowe, przy pięknie ozdobionym polowym ołtarzu. My – w pełnym rynsztunku i cała ludność wioski. A kiedy pod niebiosa buchnęło kilka zwrotek „Boże, coś Polskę”, to nastrój jeszcze bardziej się potęgował i niejednemu popłynęły łzy....". Jemu też jako kapelanowi „Łupaszki”, ps. „Ignacy”, „Piotr” przypadło w udziale odprawienie modłów przy pochówku 19 poległych w Worzianach w dniu 31 stycznia 1944 r.

Działalność duszpasterska

Święcenia kapłańskie alumn Czesław Wierzbicki otrzymał w 1952 roku. Prymicyjną mszę św. odprawił 21 grudnia 1952 r. w Mrągowie w kościele Św. Wojciecha. W uroczystości licznie uczestniczyli krewni, rodzina oraz ks. Aleksander Grabowski. Ks. Czesław Wierzbicki został skierowany do duszpasterstwa na stanowisku wikariusza w Miłobądzu, a następnie w Czersku, Gdyni oraz w Wąbrzeźnie. Od roku 1960 objął stanowisko proboszcza w Orzechowie. Z notatek Służby Bezpieczeństwa, udostępnionych przez IPN Bydgoszcz,wynika, że nie należał do pokornych administratorów parafii. Już w 1960 r. pozbawiono go prawa nauczania religii w szkole w związku z „wrogim oddziaływaniem na młodzież”.

W sierpniu 1961 r. ukarany przez Wydział Oświaty Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Wąbrzeźnie grzywną za „prowadzenie i niezarejestrowanie punktu katechetycznego”. Wymienionej kary nie zapłacił, więc „dokonano zajęcia stołu i tapczanu na poczet grzywny”, „wrogo ustosunkowany do obozu socjalistycznego, nie podporządkowuje się zarządzeniom władz świeckich i do tego inspiruje innych księży, karany administracyjnie”. Podobne adnotacje poczyniono także w latach następnych. Kilkakrotnie sądzony i więziony w Toruniu, wykupiony przez parafian. Był założycielem parafii w Hopowie. Następnie zarządzał parafią w Cekcynie i w Miechucinie.

Parafię w Cekcynie objął w 1968 r. Odszedł do kolejnej parafii w 1986 r., pozostawiając trwały ślad w postaci zakupienia dwóch nowych dzwonów. W czasie ich konsekracji 16 sierpnia 1970 r., w dniu uroczystośc i patronalnej Podwyższenia Krzyża Świętego, ks. bp. Ordynariusz Kazimierz Józef Kowalski nadał ks. Wierzbickiemu tytuł radcy duchownego ad honores. W uzasadnieniu tego odznaczenia kościelnego podkreślił zasługi ks. Wierzbickiego dla rozwoju parafii Orzechowo oraz zaangażowanie w administrowaniu parafiącekcyńską: „intensywnie wpłynął na rozwój ducha liturgicznegoi wyposażył kościół we wszystkie przedmioty potrzebne do przeprowadzenia posoborowego odrodzenia liturgicznego”.

Spotkania z przyjaciółmi z konspiracji

Pełniąc posługę duszpasterską i administracyjną jako proboszcz, ks. Wierzbicki zawsze wracał pamięcią do tych stron i postaci, z którymi połączył go los żołnierski do miejsc pamięci narodowej na terenie Wileńszczyzny i Białorusi. Na tym tle rodziły się też przyjaźnie indywidualne, sprawdzające się w trudnych sytuacjach życiowych. Rodzinne Postawy odwiedził po raz pierwszy dopiero po roku 1990, zostawił tam swój ból i groby patriotów, którym nie było dane przetrwać reżimu sowieckiego czy niemieckiego. Mógł jedynie poświęcić ich groby i odprawić modły. Z tymi, co przetrwali, odnawiał kontakty nawet po kilku czy kilkunastu latach.

Czesław Wierzbicki
Podczas studiów w Seminarium Duchownym w Pelplinie kleryk Wierzbicki odwiedził swego przyjaciela z Postaw, ks. Aleksandra Grabowskiego, który wówczas administrował w parafii Tryczówka diecezji białostockiej. Na uwagę zasługuje fakt nawiązania kontaktu ze swym przełożonym z czasów działalności w AK -mjr. „Węgielnym”. Ks. Wierzbicki, będąc proboszczem parafii w Cekcynie, odwiedził go w Łodzi, a następnie gościł u siebie w Cekcynie. W 1989 r. odprowadził swego dowódcę na miejsce wiecznego spoczynku na cmentarzu w Łodzi. -Było pięciu kapelanów z garnizonów Łodzi, lecz to mnie przypadło w udziale odprowadzenie mjr. „Węgielnego” na cmentarz. Z por. Wiktorem Obolewiczem, mieszkającym we Wrocławiu, ks. Wierzbicki utrzymywał łączność telefoniczną. Do spotkania doszło dopiero po pogrzebie mjr. „Węgielnego”.

Kolejny kontakt telefoniczny od Wiktora brzmiał: "Czy wiesz, że pochowaliśmy "Węgielnego"? Na pogrzebie byli obok siebie, lecz nie rozpoznali się. Nie widzieli się od czasów pobytu w Kałudze. Teraz spotykali się często. Przebywał u mnie w Cekcynie na plebanii. Łowił ryby. Ja odwiedzałem go we Wrocławiu. Do końca jego życia utrzymywaliśmy kontakty. Zmarł w sierpniu 2014 r. Szczególnie serdeczne kontakty łączyły z siostrami Jankowicz. Odwiedzali się nawzajem. Był w Szczytnie na ślubie Ireny z Sylwestrem Kaliskim, przyszłym generałem i rektorem WAT. Odwiedzał ich w Warszawie.

Przyjaźnił się też z nieco starszym kolegą szkolnym Stanisławem Jasiukiewiczem - znanym aktorem teatralnym i filmowym, kreującym rolę m.in. przeora Kordeckiego w „Potopie”. W Postawach wyróżniał się swymi zdolnościami artystycznymi. Miał za sobą udział w kampanii wrześniowej, a następnie w Brygadzie AK „Narocz” oraz wycinkę lasu w Kałudze. Zanim zdobył sławę - „bywał u mnie w Toruniu na Mickiewicza. Pracowałem wówczas z żoną prof. Tymona Niesiołowskiego z Uniwwrsytetu Mikołaja Kopernika. Poprosiłem ją, aby nim się zaopiekowała. Pomogłamu wystartować w chóralnym zespole wojskowym oraz w podjęciu studiów. Za żonę miał piękną aktorkę. Skończył studia i był sławny. Odwiedzałem ich w Warszawie.

Podobną więź utrzymywał z postawianinem Zygmuntem Kętowiczem, także aktorem teatralnym i filmowym, szczególnie dobrze znanym z programu dla dzieci: „Pora na Telesfora”. Z kolegą szkolnym Pawłem Przeradowskim razem odwiedzaliśmy Wiktora Obolewicza w Warszawie, mieszkał w dzielnicy rządowej. Z kolegą Sobolewskim spotkałem się na pielgrzymce. Koledzy Raginia i Pisarczyk ps.”Wołodyjowski” byli u nas na stancji, gdy mieszkaliśmy w Postawach. Majątek Sutoki był oddalony o trzy kilometry. Do centrum Postaw było chyba około 7 km. Tam już mieszkał z nami tylko Feliks Raginia i wspomniany Pisarczyk, który z czasem zaistniał jako „Wyrwa”, bo wyrwał sztandar szkolny z rąk sowieckich. Ozdobiony, stał się sztandarem bojowym „Brygady Śmierci”. Pisarczyk był sztandarowym u „Łupaszki”.

Losy kolegów i przyjaciół potoczyły się różnie. Ks. Czesław Wierzbicki przetrwał, przez cały czas „burzy i naporu” był wierny przysiędze złożonej na Garbarce (w Postawach). Nie należał dożadnej partii ani organizacji politycznej. Nie ujawniał się. Nawet przyjaciele niewiele wiedzieli o jego patriotycznym działaniu.

Kapłan i żołnierz – kapelan ZWZ-AK

Legitymację kapelana ks. kan. Czesław Wierzbicki otrzymał 15 sierpnia 1999 r. wraz z przyznaniem Złotego Krzyża – Odznaki Patriotyczno-Religijnej Kapelana Wojska Polskiego, przyznawanej przez Kapitułę Krzyża w Krakowie. Faktycznie tę powinność pełnił już znacznie wcześniej. Nie ujawnił się, ale też nie stronił od zobowiązań wobec przyjaciół z AK i nie był personą incognito. Zachowane dokumenty świadczą, że z kręgami akowskimi ks. Wierzbicki utrzymywał kontakt także przed decyzją ujawnienia się, bowiem uprawnienie do noszenia Honorowej Odznaki Żołnierza Armii Krajowej Wileńskiego „Wiano” i Nowogródzkiego „Nów” zostało mu wydane 15 sierpnia 1984 r. na Jasnej Górze - z przydziałem dowódczym! Komisję Odznaki Okręgu AK Wilno reprezentują podpisy mjr. dypl. Mieczysława Potockiego „Węgielnego” i Edwarda Azarewicza „Józefa”(sekretarz). 

Najwcześniej na zasługi Czesława Wierzbickiego jako żołnierza AK zareagowały polskie władze wojskowe w Londynie, przyznając mu już w sierpniu 1948 roku – na mocy Zarządzenia Biura Sztabu Głównego z dnia 1lipca 1948 roku Krzyż Armii Krajowej oraz Medal Wojska Polskiego „Polska Swemu Obrońcy”. Do roku 1987 otrzymywał go czterokrotnie! W roku 1987 ks. Wierzbicki brał udział w uroczystościach akowskich w koncelebrze z bp. Józefem Kraszewskim w kościele św. Jacka u oo. Dominikanów podczas poświęcenia sztandaru AK Okręgu Wilno.

Po ujawnieniu się ks. Wierzbicki bardzo aktywnie uczestniczył w ustawianiu krzyży w miejscach uświęconych krwią żołnierza polskiego, święcił pomniki pamięci, odprawiał okolicznościowe msze święte w Michaliszkach, Koleśnikach, Worzianach, Ponarach; w koncelebrze z bp. gen. Leszkiem Głódziem na Rossie; celebrował uroczyste poświęcenie sztandaru w Ponarach, Skorbucianach, Krawczunach.

Pierwsze kroki po ujawnieniu się ks. Czesław Wierzbicki skierował w stronę Wileńszczyzny. Już 18 listopada 1990 r. przybył na cmentarz w Kalwarii, gdzie się znajdują groby żołnierzy Armii Krajowej, w tym mogiła 76 żołnierzy ze Zgromadzenia nr 2., poległych w Krawczunach-Nowosiółkach 13 lipca1944r.

Po wojnie groby akowskie nagminnie niszczono, groby te rekonstruował w 1989 roku Związek Polaków na Litwievprzy pomocy Budimexu. Kolejną tablicę,
umieszczonąw 1990 roku, zniszczyli wandale. Odbudowała ją społeczność polska. Ks. Czesław Wierzbicki zastał tu tylko krzyż brzozowy, który poświęcił i nad którym odprawił modlitwy. Bywał tu potem wiele razy. Jednocześnie odprawiał modły w pobliskich Krawczunach. Bój spotkaniowy 13 lipca 1944 r. trwał tu kilka godzin i obie strony poniosły straty. W miejscu, gdzie padł dowódca 1.Brygady „Jurand”, 1 listopada 1989 r. postawiono pomnik z kamienia, poświęcony bohaterskim żołnierzom AK. W 2012 r. wymieniono stojący obok pomnika stary krzyż drewniany na nowy, dębowy. W 70. rocznicę operacji „Ostra Brama” szczególnie uroczyście oddano tu hołd poległym, a prasa odnotowała: "Niezwykle przejmujące były relacje trzech ostatnich uczestników tej bitwy ks. kpt. Czesława Wierzbickiego „Kula”, kpt. Czesława Sawicza oraz kpt. Lecha Rudzińskiego".

Ze szczególnym wzruszeniem ks. Czesław Wierzbicki przybywał zawsze do miejsca zbrodni, dokonanej przez partyzantkę sowiecką na żołnierzach „Kmicica”. Ustalono, że baza polska znajdowała się w okolicach Miadzioła i Kobylnika. W 1992 r. Straż Mogił Polskich na Wschodzie uhonorowała poległych żołnierzy „Kmicica” stalowym krzyżem ze stosowną tablicą w języku polskim, usytuowanym przy kościele św. Andrzeja w Kobylniku (obecna nazwa Narocz). Czterech żołnierzy od „Kmicica” spoczywa na cmentarzu w dawnej wsi Buraki – obok grobów powstańców 1863 r. i 14 żołnierzy Wojska Polskiego, poległych w latach 1918-1920. 

Groby 19 poległych w Worzianach uporządkowano na początku lat 90-tych XX w., dzięki staraniom środowisk kombatanckich z Wileńszczyzny. Opiekuje się nimi miejscowa ludność polska. Na uroczystość poświęcenia cmentarza w dniu 10 czerwca 1995 r. przybyli akowcy Wileńszczyzny z całej Polski, wojsko, delegacje władz białoruskich oraz oficjele z Warszawy. Mszę świętą celebrował ks. kapelan Czesław Wierzbicki...wraz z wamibiegnę do tych minionych lat naszej żołnierskiej tułaczki, zmagań i walki, podjętej w duchu hasła Bóg, honor i Ojczyzna, walki o wolność i sprawiedliwość przeciw okrutnemu wrogowi, który ze swą ideą „Drang nach Osten” niósł nam niewolę, grabiąc nasz kraj, pokrywając pożogą wojennych zniszczeń.

Ciepłe słowa uznania padły pod adresem miejscowej ludności: Wasza postawa życzliwa dla żołnierzy AK, wasza pomoc dla nich, wasza współpraca z nimi a często i ofiara (spalona stodoła czy też inne zabudowania) podczas akcji bitewnych jest wielką zasługą, za którą należy się wam cześć i chwała. Zaznaczył też, że bez bohaterstwa matek i córek polskich nie do pomyślenia byłaby akcja podziemia.

W 50. rocznicę akcji „Burza” na Wileńszczyźnie, dnia 17 lipca 1994 r., ks. kan.
Czesław Wierzbicki celebrował Mszę świętą w Bazylice Mariackiej w Gdańsku. Uroczystość przygotowali żołnierze AK z Wileńszczyzny. W kazaniu nawiązał
do początków wrześniowego zniewolenia i rozkazu marszałka Rydza-Śmigłego w sprawie powołania armii podziemia do walki z najeźdźcą oraz do przysięgi gen. Michała Karaszewicza-Tokarzewskiego, który podjął to wyzwanie. Wyzwanie to podjęły także tysiące synówi córek Wileńszczyzny i Nowogródczyzny.

W 70. rocznicę operacji„Ostra Brama” ks. kap. Wierzbicki koncelebrował Mszę świętw Kaplicy Ostrobramskiej. Podczas kilkudniowych uroczystości na apel narodowy stawiły się poczty sztandarowe żołnierzy Armii Krajowej oraz harcerzy, w tym Stowarzyszenia Łagierników Żołnierzy AK, Klubu Weteranów Armii Krajowej w Wilnie oraz Stowarzyszenia Polskich Kombatantów na Litwie i szereg innych.

Kolejna dokumentacja wizualna aktywności patriotycznej ks. kapelana Czesława Wierzbickiego dotyczy także 70-lecia operacji „Ostra Brama”. Główna ceremonia uroczystości miała miejsce na cmentarzu na Rossie, przy mauzoleum „Matka i Serce Syna”, gdzie spoczywają polscy żołnierze polegli w walkach o Wilno w latach 1919-1920, a także podczas operacji „Ostra Brama” w 1944 r. Przy ich kwaterach zgromadzili się żołnierze Okręgu Wileńskiego i Nowogródzkiego AK, którzy przybyli na obchody 70. rocznicy walk o Wilno z Polski, Białorusi i Litwy.

Emerytura i uhonorowania zasług

Transformacja ustrojowa 1989 r. stała się nowym etapem w życiu ks. Wierzbickiego. Teraz mógł się ujawnić i wytłumaczyć się z błędnej daty urodzenia. Chciał ten fakt sprostować, będąc alumnem pierwszego roku studiów w Pelplinie, „ale ksiądz rektor Grochocki nie mógł tego zrozumieć. Ja natomiast nie mogłem się ujawnić”.

Nowy dowód osobisty ks. Czesław Wierzbicki otrzymał w 1990 r. decyzją niezawisłego już sądu w Warszawie. Teraz starszy o pięćlat otrzymał zaszczytny tytuł Weterana Walk o Wolność i Niepodległość Ojczyzny (1991) oraz legitymację. Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej (1991).

Zaczął przygotowywać się do emerytury. Na tzw. zasłużony odpoczynek przeszedł w lipcu 1992 r. Niestety, odpoczynek nie leży w naturze ks. Wierzbickiego, zwłaszcza że ukrywane dotychczas zasługi dla Ojczyzny ujrzały światło dzienne i dały znać o sobie. Spłynęła lawina wyrazów uznania dla jego działalności konspiracyjnej oraz żołnierskiej w ZWZ AK: listy gratulacyjne, odznaczenia państwowe, wojskowe oraz awanse wojskowe.

W styczniu 1994 r. biskup diecezjalny pelpliński ks. Jan Bernard Szlaga nadał ks. Wierzbickiemu tytuł kanonika honorowego, wyrażając swoje wysokie uznanie za wiele prac, zwłaszcza za posoborową adaptację kościoła w Cekcynie. Z wielkim wzruszeniem ks. Wierzbicki przyjął przekazane mu mianowanie na stopień podporucznika Wojska Polskiego, wydane przez Prezydenta RP w dniu 20 października 2000 r. Odbierając je podczas sesji Rady Miejskiej w Tucholi z rąk przedstawicieli Wojskowej Komendy Uzupełnień w Świeciu przyznał: Każdy z nas podlega wyrokom boskim. Dzięki temu dożyłem dnia, w którym jako były żołnierz AK otrzymałem stopień oficerski. Jest to dla mnie niezmiernie wzruszające wydarzenie.

Kolejny awans wojskowy na stopień porucznika z nadania Ministra Obrony Narodowej ks. kanonik Wierzbicki odbierał w sierpniu 2009 r. podczas sesji Rady Miejskiej w Tucholi z rąk komendanta Marka Magowskiego. A odbiór
tego, najbardziej zaszczytnego – na stopień kapitana, także z nadania Ministra Obrony Narodowej z okazji 11 listopada 2012 r. przypadł na grudzień tegoż roku. Odbierał go w Urzędzie Miejskim w Tucholi z rąk komendanta Wojskowej Komendy Uzupełnień w Bydgoszczy mjr. Bogdana Ziołka.

Rok 2012 zaowocował szeregiem innych uhonorowań zasług księdza kanonika Wierzbickiego: wiosną tego roku przyznano mu Medal „Pro Patria”, jesienią Medal „Pro Memoria, a 17 września, podczas uroczystości Uhonorowania Okręgu Wileńskiego AK w Pałacu Prezydenckim, prezydent Bronisław Komorowski odznaczył ks. kan. Wierzbickiego - kapelana Wojska Polskiego Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Poza tym w dokumentacji ks. kan. Wierzbickiego znajdujemy odznaczenia z lat wcześniejszych: zaangażowanie patriotyczne ks. Wierzbickiego doceniły czterokrotnie władze londyńskie, przyznając Medal Wojska „Polska Swemu
Obrońcy”, Krzyż Armii Krajowej już w sierpniu 1948 r., zweryfikowane w lutym 1987 r. przez Koło Byłych Żołnierzy Armii KrajowejHonorowa Odznaka Żołnierzy AK Okręgu „Wiano” i „Nów” (1984), Odznaka pamiątkowa „Akcji BURZA” z tytułu 50-lecia powstania warszawskiego (1994), Odznaka Weterana Walk o Niepodległość (1995), Krzyż Partyzancki (1997), Patriotyczno-Religijna Odznaka –Złoty Krzyż Kapelana Wojska Polskiego (1999) oraz Odznaka Za Zasługi dla Związku Inwalidów Wojennych Represjonowanych Politycznie (2009).

Od kilkunastu lat emerytowany ks. kan. Czesław Wierzbicki zamieszkuje w Domu Kapłana Seniora w Chojnicach. Nie jest członkiem Związku Kombatantów Rzeczypospolitej Polskiej i Byłych Więźniów Politycznych Koła w Tucholi, lecz bierze udział w okolicznościowych spotkaniach wymienionego koła, przewodniczy w modlitwach. Jesienią 2012 r. w kaplicy Domu Seniora kapłani rocznika święceń 1952 obchodzili swój jubileusz 60-lecia święceń kapłańskich. Jubilatami byli ks. kan. Wacław Kalkowski ze Świecia oraz ks. kan. Czesław Wierzbicki. Mszy świętej przewodniczył biskup pomocniczy diecezji pelplińskiej ks. Wiesław Śmigiel. Obecny na uroczystości minister Jan Stanisław Ciechanowski w laudacji, skierowanej do ks. kan. Wacława Kalkowskiego podziękował za lata posługi w diecezji pelplińskiej, która w czasie II wojny światowej spłynęła krwią polskich kapłanów.

Natomiast w słowach, skierowanych do jubilata Czesława Wierzbickiego, kpt. Wojska Polskiego, zabrzmiały następujące wyrazy uznania dla jubilata jako żołnierza Armii Krajowej:„To była jedna z najwspanialszych armii w historii Polski, ale nie było piękniejszego pokolenia niż pokolenie Kolumbów, do którego należy ksiądz kapitan. Armia Krajowa na Wileńszczyźnie to symbol tego, że ci żołnierze nigdy nie pogodzili się, że Polska będzie kiedyś w obcych rękach. Jakże to wspaniałe połączenie kapłaństwa i zbrojnej walki o niepodległość. Ukoronowaniem uroczystości jubileuszowej było wręczenie Jubilatowi szabli z napisem „Pro Memoria”: Z okazji Diamentowego Jubileuszu kapłaństwa Ks. Kan. Kapit. Czesławowi Wierzbickiemu Jan Stanisław Ciechanowski p.o. Kierownika Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych Chojnice, 20 grudnia 2012 r. Dzięki łasce Bożej ks. kan. Czesław Wierzbicki, kpt. kapelan Wojska Polskiego, w ciągu kilku ostatnich lat swego życia uroczyście święcił wszystkie swoje wielkie jubileusze: 90-lecie urodzin, 75- lecie drogi żołnierskiej oraz 60-lecie kapłaństwa.

Autor: Alina Wajda, Zyta Ważna

Źródło: Kwartalnik Stowarzyszenia Łagierników Żołnierzy AK. Nr.2(79) z 2016 rokuhttp://armiakrajowa-lagiernicy.pl/wp-content/uploads/2012/11/kwartalnik-2-79-20161.pdf

Opublikowane za pozwoleniem p. Aliny Wajdy. Serdecznie dziękuję.

Czesław Wierzbicki z rodzicami i siostrami. Skan zdjęcia przesłała p. Alina Wajda, serdecznie dziękuję.



3 sty 2018

Jezioro Narocz

Jezioro Narocz. Foto A.Wisłockiego
Jezioro Narocz ma przeszło 8000 hektarów powierzchni i głębokość sięgającą 25 metrów. Położone jest w północno-zachodniej Białorusi. Swoim ogromem robi niesamowite wrażenie: z północy na południe rozciąga się na 10 km, z zachodu na wschód – na 13 km.

Przed II wojną światową jezioro Narocz znajdowało się na terenie powiatu postawskiego woj. wileńskiego. W latach 1921-1939 Narocz było największym jeziorem Polski, zwano je wtedy Kresowym albo Wileńskim Morzem. Z Postaw do jeziora możno było dojechać autobusem lub piciągiem przez Łyntupy. Z Wilna nad Narocz można się było dostać autobusem, ale najłatwiej pociągiem. Natomiast do schronisk i domów wypoczynkowych, znajdujących się bezpośrednio nad brzegami jeziora, kursowały samochody i furmanki, które regularnie dowoziły turystów również nad samo jezioro. Narocz odwiedzało każdego roku wielu turystów nie tylko z Wileńszczyzny, ale i z najodleglejszych zakątków Polski i nawet innych krajów Europy.

Jezioro było popularnym miejscem wypoczynku, o którym znany fotograf Jan Bułhak pisał tak: "Podobnie jak nasz Bałtyk, ma doskonałe plaże z drobnym i czystym piaskiem, z wysoką i czystą falą; ma przeźroczystą głębię twardego równego dna, a gdzieniegdzie nawet przygięte wiatrem zachodnim karłowate sosny tak charakterystyczne dla pejzażu nadmorskiego. Odznacza się także rozmaitością terenów brzegowych, od zaklęsłych moczarzysk do wzniosłych wzgórz leśnych, stromo panujących nad ogromem wielkiej przestrzeni (...)". J.Bułhak jest autorem wydanego w 1935 roku albumu, którego tytuł brzmiał „Narocz. Największe jezioro w Polsce. 38 ilustracji autora”.

Na rozwój przedwojennej turystyki największy wpływ miała renowacja dawnej, niemieckiej linii wąskotorowej. Gdy przedłużono ją na brzeg jeziora, dojazd stał się łatwiejszy. Narocz było celem wielu wycieczek, prywatnych i grupowych wyjazdów młodzieży i pasjonatów żeglugi, zrzeszonych w działającej wówczas „Lidze Morskiej i Kolonialnej”. Trzeba powiedzieć, że „Liga Morska i Kolonialna” odegrała znaczącą rolę w promocji jeziora Narocz. Corocznie organizowała ona kursy żeglarskie dla młodzieży, spływy kajakowe, regaty i zawody.

Sprzyjali rozwoju turystyki i stosunkowo niskie ceny za pobyt w okolicach jeziora, które wahały się w przedziale od 1 do 1,50 zł za nocleg w schroniskach szkolnych oraz od 3 do 3,50 zł za pobyt w ośrodku prywatnym. W 1936 roku, pod koniec sierpnia, odbył się nad Naroczem VIII ogólnopolski Zjazd Harcerstwa Starszego.

Józef Tołkanowicz w książce "Człowieczy los" pisze: "Jeszcze pod koniec miesiąca czerwca, (1939) dyrekcja szkoły (rolniczej) zorganizowała wycieczkę nad jezioro Narocz. Popływaliśmy trochę jachtem i łodziami. Zjedliśmy sporo węgorza wprost z dużej wędzarni nad jeziorem. Podziwialiśmy z daleka piękne schronisko nad którym w tym czasie powiewała polska flaga, bowiem obecnie przebywał tam na wypoczynku kontradmirał polskiej floty wojennej - Józef Unrug...".

Centralnym punktem nad Naroczem było miasteczko Kobylnik, centrum gminy kobylnickiej powiatu postawskiego. W lipcu 1936 roku gazeta "Kurjer Wileński" pisała: „15 b.m. została uruchomiona nowa linja telefoniczna, łącząca posterunek policji w Zanaroczy z centralą telefoniczną w Kobylniku. W ten sposób jezioro Narocz, nad którem do niedawna odczuwało się brak telefonów, zyskało 3-ci punkt obsługi telefonicznej. Jak wiadomo oba schroniska: t-wa Miłośników Naroca k. Wsi Hatowicze i Szkolne k. Wsi Kupa posiadają już połączenia telefoniczne. W dniach najbliższych zostanie również zainstalowany aparat w przystani rybackiej Dyrekcji Lasów Państwowych”.

We wrześniu 1939 roku wybuchła wojna. Była partyzantka AK Lidia Lwow, pochodząca z miasteczka Kobylnik, wspominała: „Siedemnastego gruchnęła wieść, że Sowiety weszły przez pustą granicę. Zaczęła się okupacja”.

Obecnie jezioro Narocz znajduje się na terenie Białorusi. Nad jego brzegami działają liczne sanatoria, domy wczasowe, kolonie dziecięce, schroniska, skupione głównie na północnym i zachodnim brzegu jeziora. W 1964 r. na północnym brzegu Naroczy założono kurort Narocz.

Przedwojenna kronika filmowa z 1933 roku: „Jezioro Narocz oraz wycieczka pociągiem popularnym w dolinę Świcy” http://www.repozytorium.fn.org.pl/?q=pl/node/9900

Widok na jezioro Narocz. Foto: Jan Bułhak.
Schronisko Związku Harcerstwa Polskiego nad jeziorem Narocz. Widok zewnętrzny. Zdjęcie z Kurier Codzienny.

Stacja kolejowa w Naroczy, wygląd zewnętrzny. Zdjęcie z Kurier Codzienny.
Nad jeziorem Narocz. Przedwojenne zdjęcie z czasopisma «Turystyka w Polsce».

Nauczyciele i uczniowie Komajskiej Szkoły Podstawowej na przystani jachtowej podczas wycieczki nad jeziorem Narocz. Zdjęcie z 1937 r.


Pociąg pasażerski na linii kolejowej Kobylnik-Narocz. Zdjęcie wykonane w 1937r., z N.A.C.
Jezioro Narocz. Foto A.Wisłockiego

Doktor Jan Makarewicz z Postaw z żoną Katarzyną i Anielą Bryszewską nad Naroczą. Wdali schronisko turystyczne Towarzystwa Miłośników Jeziora Narocz (otwarte w 1929r.), zbudowane z wykorzystaniem elementów stylu zakopańskiego. Zdjęcie wykonanne w 1938 roku. Skan przesłał Wiesław Makarewicz, serdecznie dziękuję.

Doktor Jan Makarewicz z Postaw z żoną Katarzyną i synem Wiesławem nad Naroczą. Zdjęcie wykonanne w 1938 roku. Skan przesłał Wiesław Makarewicz, serdecznie dziękuję.

Doktor Jan Makarewicz z Postaw z żoną Katarzyną, synem Wiesławem i Anielą Bryszewską nad Naroczą. Zdjęcie wykonanne w 1938 roku. Skan przesłał Wiesław Makarewicz, serdecznie dziękuję.

Doktor Jan Makarewicz z Postaw z żoną Katarzyną (od lewej) i Anielą Bryszewską nad Naroczą. Zdjęcie wykonane w 1938 roku. Skan przesłał Wiesław Makarewicz, serdecznie dziękuję.

Doktor Jan Makarewicz z Postaw z żoną Katarzyną i Anielą Bryszewską nad Naroczą.
Zdjęcie wykonane w 1938 roku. Skan przesłał Wiesław Makarewicz, serdecznie dziękuję.

Szkolne schronisko turystyczne braci Henryka i Tadeusza Głowackich (otwarte w 1933 roku) w miejscowości Kupa nad jeziorem Narocz. Spalone podczas 2-j wojny światowej we wrześniu 1943 roku. Zdjęcie z internetu.

Szkolne schronisko turystyczne braci Henryka i Tadeusza Głowackich (otwarte w 1933 roku) w miejscowości Kupa nad jeziorem Narocz. Spalone podczas 2-j wojny światowej we wrześniu 1943 roku. Zdjęcie z gazety "Kurjer Wileński".
Schronisko turystyczne Towarzystwa Miłośników Jeziora Narocz (otwarte w 1929 r.), zbudowane z wykorzystaniem elementów stylu zakopańskiego. Przedwojenne zdjęcie z N.A.C.

Schronisko turystyczne Towarzystwa Miłośników Jeziora Narocz (otwarte w 1929 r.), zbudowane z wykorzystaniem elementów stylu zakopańskiego. Przedwojenne zdjęcie.
Samochody nad jeziorem Narocz. Przedwojenne zdjęcie.

Jezioro Narocz. Przystań jachtowa obok szkolnego schroniska turystycznego braci Głowackich. Przedwojenne djęcie.

Jezioro Narocz. Przystań jachtowa obok szkolnego schroniska turystycznego braci Głowackich. Przedwojenne djęcie.
Z gazety "Kurjer Wileński".