30 wrz 2013

Radzieckie służby specjalne i KPZB przeciwko polskiemu państwu (1921-1939)

Przegrawszy wojnę w latach 1919-1921, przywódcy radzieckiej Rosji i jej służby specjalne nie uspokoiły się. Przedsięwzięły aktywne terrorystyczne i propagandowe działania, zrzucając na terytorium wschodnich województw kraju uzbrojone bandy i komunistycznych agitatorów, którzy próbowali organizować tam prokomunistyczny tak zwany «ruch rewolucyjny», wzbudzać niezadowolenie ludności z władz i, na koniec, destabilizować sytuację w państwie. Należy tu pamiętać, że między Polską a ZSRR od 18.03.1921 roku istniała umowa pokojowa.
 

W sierpniu 1922 roku w gminie Miadzioł (powiat Postawy) przybyli z zagranicy bandyci z zasadzki rozstrzelali komendanta oddziału policji konnej, a we wrześniu napadli na oddział policji koło stacji kolejowej Zamirje. W październiku 1922 roku dobrze wyszkolona banda napadła na komisariat policji koło Prużan, zabiwszy tam sześciu policjantów. Jednocześnie został wysadzony most kolejowy na odcinku Mosty-Grodno. W grudniu 1922 roku bandyci napadli i rozgrabili majątek Brzewiszki w powiecie święciańskim. Bydło i inwentarz w celach propagandowych rozdali swoim zwolennikom z okolicznych wsi.

W tym też roku bandyci zatrzymali autobus, w którym znajdowało się kilkanaścioro ludzi, a wśród nich ksiądz parafii dołhinowskiej (dziśnieński powiat). Bandyci kazali im oddać pieniądze i wszystkie wartościowe rzeczy. Duchowny prosił, by mu nie zabierać pieniędzy, motywując to tym, że jedzie do Warszawy. Jeden z bandytów zażartował z niego, powiedziawszy: «Ojcze święty, po co ci portmonetka? W najbliższym mieście odprawisz nabożeństwo albo powiesz wzruszające kazanie, a wierni zbiorą ci tyle pieniędzy, że wystarczy na podróż do Paryża, a nie tylko do Warszawy».
 

Według oficjalnych danych w 1924 roku miało miejsce ponad dwieście aktów terrorystycznych, dokonanych przez radzieckich dywersantów. W miejscowości Łoszyce (pod Mińskiem) w latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku istniało tajne dywersyjno-terrorystyczne centrum OGPU-NKWD ZSRR, w którym radzieccy «specjaliści» przygotowywali terrorystów, którzy następnie potajemnie przekraczali granicę i działali na terenach wschodnich województw Polski. Tylko od kwietnia 1924 r. do listopada 1925 r. popełnili oni dwieście osiemdziesiąt aktów terrorystycznych, w których ucierpiały setki niewinnych ludzi.
 

W cynicznym sprawozdaniu stalinowskiego bandyty Cyryla (Kирилл) Orłowskiego, w przyszłości ”Bohatera Związku Radzieckiego”, siedemdziesiąt dwa razy przekraczającego radziecko-polską granicę, widnieje zapis: «od 1920 do 1925 roku, według wskazówki «Razwiedupra», pracowałem na terytorium Zachodniej Białorusi. Tylko w ciągu 1924 roku z mojej inicjatywy i osobiście przeze mnie zostało zabitych ponad stu ludzi». Dzisiaj w Bobrujsku i Klecku (Białoruś) są ulice, które noszą nazwisko tego kata.
 

Jeszcze jednym znanym funkcjonariuszem radzieckich służb specjalnych, który zajmował się rozbojem w latach 1920-1924 na Kresach Wschodnich, był Stanisław Waupszasow (Stanislavas Vaupšas, narodowości litewskiej). Ten typ dosłużył się stopnia pułkownika KGB, a jedną z ulic Mińska nazwano na jego cześć.
 

Apogeum radzieckiej polityki państwowego terroryzmu było wydarzenie, które miało miejsce na początku sierpnia 1924 roku. Z terytorium ZSRR na teren Polski została przerzucona uzbrojona banda, licząca około stu ludzi, na czele której stał kadrowy czekista. Połączywszy się z innymi grupami, w nocy z 3 na 4 sierpnia bandyci zaatakowali miasteczko Stołpce, położone w województwie nowogródzkim. Zniszczyli tam posterunek policji, zabili kilkunastu policjantów, spalili budynek stacji kolejowej i ograbili wszystkie sklepy.
 

We wrześniu 1924 roku uzbrojona banda z zagranicy (przy współudziale miejscowych zwolenników) pod miasteczkiem Łowcza zatrzymała pociąg Pińsk-Łuniniec, w którym znajdowali się: wojewoda poleski Stanisław Downarowicz, senator Bolesław Wysłouch, biskup Zygmunt Łoziński i towarzyszące im osoby. Ale głównym celem bandytów byli nie państwowi urzędnicy, lecz metalowa skrzynka ze skarbem (z pieniędzmi), która była przewożona w tym pociągu. Jak później napisał w swojej książce wspomniany wyżej pułkownik KGB Stanisław Waupszasow, pieniądze zostały wykorzystane «dla potrzeb ludzi pracy». Oczywiście «ludźmi pracy» nazywa on członków bandy. Prawda, «pracowali» przecież.
 

W listopadzie 1924 roku inna banda w powiecie baranowickim dokonała napadu na pociąg przy stacji Leśna. Pasażerowie stracili swoje portmonetki i kosztowności. Za napadającymi został zorganizowany pościg, w wyniku którego udało się zatrzymać czternastu radzieckich dywersantów - rabusiów. Czterej z nich zostali rozstrzelani, czterech skazano na dożywotnie więzienie, a pozostałych skazano na różne okresy pozbawienia wolności.
 

W pobliżu wsi Osowa bandyci urządzili zasadzkę na wojskowy wóz, przewożący skrzynkę z pieniędzmi. Ten sam, wyżej wspomniany Waupszasow pisze, że, rozbroiwszy ochronę i zdobywszy kasę, część pieniędzy oddali miejscowemu informatorowi, a pozostałą sumę wykorzystali «na potrzeby oddziału».
 

W tej sytuacji polskie władze zostały zobowiązane do chronienia ludności. Aby położyć kres bandytyzmowi, we wschodnich województwach został ogłoszony stan wojenny i wprowadzono sądy polowe. Osoby zatrzymane z bronią w ręku były skazywane na rozstrzelanie. W 1925 roku tylko w województwie nowogródzkim zostało aresztowanych tysiąc czterystu bandytów i ich zwolenników. Oprócz tego została podjęta decyzja o stworzeniu specjalnej jednostki wojskowej, która w sytuacji zagrożenia mogłaby zamknąć wschodnią granicę kraju. Tak w 1924 roku powstał Korpus Ochrony Pogranicza (K.O.P.). Do czasu utworzenia KOP zadania związane z ochroną państwowej granicy wypełniała polska policja.
 

Wkrótce nastąpiło wydarzenie, które postawiło ostateczny krzyż na działaniach radzieckich dywersyjnych oddziałów na terenie wschodniej Polski. W nocy z 7 na 8 stycznia 1925 r. oddział bandytów, przyciśnięty przez żołnierzy KOP do radzieckiej granicy, w walce przedarł się na terytorium ZSRR, zniszczywszy tam radziecką graniczną strażnicę w miejscowości Jampol. Sytuacja była niejasna z tego powodu, że bandyci byli ubrani w polskie mundury wojskowe i radziecka straż graniczna doszła do wniosku, że napadu dokonała polska regularna jednostka wojskowa.
 

Pilna wiadomość o walce przy granicy dotarła do Charkowa, a stamtąd do Moskwy. 8 stycznia 1925 r. rozpoczęło się nadzwyczajne posiedzenie «Politbiura», w którym uczestniczył «narkomindieł» (minister spraw zagranicznych) G. Cziczerin, jego zastępca Litwinow i «zampried» OGPU Mieńżyński. Wtedy stworzono specjalną komisją do śledztwa w sprawie «jampolskiego incydentu». Polakom przekazano notę, w której napisano, że «strona radziecka jest gotowa do załatwienia incydentu drogą pokojową».

Kiedy radzieckie służby specjalne i ich polityczne kierownictwo doszły do wniosku, że dywersyjno-bandyckie metody nie przynoszą oczekiwanych wyników, to zmieniły taktykę i metody pracy przeciwko Polsce. W 1923 r. zainicjowały one stworzenie na terytoriach wschodnich województw tak zwanej Komunistycznej Partii Zachodniej Białorusi (KPZB).

W 1924 roku wrogo nastawione elementy stworzyły i w powieсie postawskim nielegalny tak zwany «rejonowy komitet KPZB». W jego skład weszli bracia Brodowiczowie, Iwan Żuk, Ilja Osienienko, Piotr Sobol i Anton Subko. Sekretarzem wybrano Cyryla (Kiriła) Brodowicza, z wykształcenia nauczyciela. W 1926r. organizacja liczyła około stu członków.
 

Jak widzimy, szerokiego wsparcia wśród ludności komuniści nie mieli. Ich wydumane idee większości ludzi były obce. Świadczą o tym wyniki wyborów do polskiego sejmu, które odbyły się 23 lipca 1930 roku. Do udziału w nich zostały dopuszczone dwie prokomunistyczne listy – lista numer 13 «Komuna» i lista numer 47 «Białoruski Klub Robotniczo-Chłopski». Komuniści (piąta kolumna Moskwy) wzywali swoich zwolenników do głosowania na te listy dlatego, że oni sami nie zostali dopuszczeni do wyborów. W rezultacie w powiecie postawskim na obie listy oddano tylko tysiąc sześćset szesnaście głosów. Dla porównania - w sąsiednim powiecie święciańskim te listy uzyskały poparcie u trzech tysięcy stu wyborców.
 

Niektóre akcje komunistów były podobne do wybryków ludzi psychicznie chorych. Osądźcie sami: w październiku 1927 roku komunista Aleksander Lipnicki wywiesił czerwoną flagę na iglicy kościoła zadziewskiego (pod Postawami). I tylko jak on tam wlazł? Zdejmować potem tę szmatkę wypadło straży ogniowej, sprowadzonej z Postaw. A komunista Iwan Żuk powiesił czerwoną flagę koło posterunku powiatowej policji postawskiej. Na fladze był napis: «Precz policja, niech żyje milicja».
 

Jeszcze w XIX wieku wielki rosyjski pisarz Fiodor Dostojewski, współczesny Karolowi Marksowi, dostrzegł w jego nauce karygodne sedno, nazwawszy komunizm «bydlęcą nauką» i «niedorzecznością».
 

W 1932 roku na terytoriach wschodnich województw Polski działało dziewięć okręgowych komitetów KPZB, a wśród nich i postawsko-głębocki. Zgodnie z danymi za 1938 rok, w sumie w szeregach komunistycznej partii (KPZB) były cztery tysiące członków. Oprócz tego trzy tysiące pięciuset komunistów znajdowało się w więzieniach. Niestety, liczba popierających była o wiele większa. Członkowie KPZB i ich zwolennicy, wyznawcy tej «bydlęcej nauki», dostarczali władzom niemało kłopotów. 

Mackiewicz, redaktor gazety «Słowo», pisał 3 października 1932 roku: «Terytorium województwa nowogródzkiego staje się terytorium walki z bolszewizmem. Ich komórki wnikają do białoruskich organizacji, do zwykłych wsi, do słabych żydowskich związków zawodowych w miasteczkach». W styczniu 1933r. gazeta «Zielony Sztandar» pisała: «Ludność powiatu mołodeczniańskiego, wilejskiego i dziśnieńskiego w znacznym stopniu znajduje się pod wpływem komunistów». «Dziennik Wileński» w numerze z 29.07.1930 r. pisał o rozpędzeniu w przygranicznym lesie, w okolicach Wilejki, komunistycznego wiecu. Zostało aresztowanych pięć osób, z których dwie okazały się obywatelami ZSRR, którzy nielegalnie przedostali się przez granicę.
 

W powiecie postawskim sytuacja wyglądała nieco lepiej, chociaż i tam wybryki komunistów dostarczały problemów nie tylko policji, ale też i zwykłym ludziom. Tygodnik «Nasz Przyjaciel» w numerze 9. z 22.02.1932 r. pisał: «Na cmentarzu wsi Kozicze (gmina postawska) , złapali na gorącym uczynku w czasie niszczenia krzyża na grobie rodziny Szczurków bezbożnika A. Prońkę. Należał on do kółka bezbożników (przy KPZB) i długi czas harcował po grobach, niszcząc krzyże i nagrobki. Podczas zatrzymania znaleziono przy nim piłę i inne narzędzia do niszczenia nagrobków. Zatrzymany został przekazany organom śledczo-sądowym». Ciekawe, czy nie jest A. Prońka krewnym Z. Prońko, urodzonego w tej samej wsi Kozicze, który w czasie II wojny światowej był jednym z organizatorów ruchu „partyzanckiego” na Postawszczyźnie, a następnie przewodniczącym postawskiego «rajispołkomu»?
 

Czasopismo «Rycerz Niepokalanej» w lutym 1935 r. pisało: «W Łuczaju (powiat postawski), na Wileńszczyźnie, w listopadzie zeszłego roku zjawili się komunistyczni agitatorzy, tak zwani bezbożnicy. Ludzie znosili ich wybryki, aż wreszcie zatrzymali trzech «agitatorów»: Kuleszonka, Liskunia i Gołowicza. Zaprowadzili ich do łaźni, rozebrali i każdemu z nich wymierzyli po pięćdziesiąt uderzeń batem. Potem ich wypędzili ze wsi … ».
 

Wreszcie policji postawskiej udało się zwerbować w środowisku komunistów agenta i wkrótce większość z tych przestępców znalazła się na pryczach w wileńskim więzieniu na Łukiszkach, albo w obozie «Bereza Kartuska». Tylko w pierwszej połowie 1926 r. na Postawszczyźnie zostało aresztowanych około czterdziestu członków KPZB.
 

Faktycznie ich organizacja została rozgromiona. Poszczególni członkowie partii, żeby uniknąć aresztu, tajnymi przejściami uciekli do swoich gospodarzy w ZSRR. Niektórych z nich, ogłosiwszy polskimi szpiegami, «przyjaciele» z NKWD represjonowali. Udało się wymknąć do ZSRR i przywódcy postawskich komunistów C. Brodowiczowi. Według wersji oficjalnej do 1927 r. znajdował się on w Mińsku, a następnie znów został przerzucony na Postawszczyznę. Mnie zaś najprawdopodobniejszą wydaje się ta wersja, że Brodowicz w tym czasie znajdował się nie w Mińsku, a w Łoszycach pod Mińskiem, gdzie uczestniczył w kursie zorganizowanym przez dywersyjno-terrorystyczne centrum OGPU-NKWD. Jak mówił W. Lenin: «Dobry komunista powinien być i dobrym czekistą».
 

Członkowie KPZB z polecenia radzieckich służb specjalnych zajmowali się także działalnością zwiadowczą. Służby techniczne polskiego kontrwywiadu nie jeden raz zanotowały na wschodzie kraju pracę obcych radionadajników. Zatrzymani na gorącym uczynku radiotelegrafiści najczęściej okazywali się członkami partii komunistycznej.
 

Jednym z wielu negatywnych następstw działania KPZB było stopniowe zamykanie szkół i gimnazjów z białoruskim językiem nauczania. Komunistyczna zaraza wnikała do białoruskich szkół, zamieniając je w kuźnie wrogo nastawionych do polskiego państwa elementów. Liczni nauczyciele-Białorusini stawali się albo członkami, albo zwolennikami KPZB.
 

28 lutego 1929 roku do białoruskiego gimnazjum w Wilnie wtargnęła grupa byłych uczniów, wcześniej usuniętych ze szkoły za członkostwo w nielegalnym «Komunistycznym Związku Młodzieży» przy KPZB. Młodzi chuligani rozrzucali po korytarzach ulotki i wykrzykiwali komunistyczne i antypaństwowe hasła. Do nich przyłączyli się uczniowie młodszych klas. Dyrekcja gimnazjum zwróciła się do policji z prośbą o pomoc. Część chuliganów zatrzymano, a pozostali uciekli. W tym samym dniu odbyło się posiedzenie rady pedagogicznej, na którym podjęto decyzję o usunięciu czterdziestu uczniów, biorących udział w zamieszkach.
 

Lewicowe idee przenikały i do polskich szkół. Wiadomo na przykład, że komunistyczna komórka istniała w święciańskim Gimnazjum Nauczycielskim imienia Józefa Piłsudskiego. Ściany tej uczelni opuściły takie wrogo nastawione do Polski osoby jak Fiodor Markow i Cyryl Brodowicz. Razem z nimi uczyli się i prawdziwi patrioci: Zdzisław Badocha, Lidia Lwow, Janina Wasiłojć - Smoleńska, i wielu innych. Ci ludzie złotymi literami zapisali swoje nazwiska w historii Polski.
 

O co walczyli komuniści? Być może o niezależną Białoruś? Wcale nie. Ich celem było oddanie Białorusinów we władzę barbarzyńskiego i najbardziej nieludzkiego w historii reżimu, który bez litości zniszczył miliony swoich i obcych obywateli.
 

Były student Państwowej Szkoły Rolniczej w Łuczaju, Józef Tołkanowicz, wspominał: «Państwowa Szkoła Rolnicza w Łuczaju, do której zostałem przyjęty w 1938 roku, znajdowała się na terytorium powiatu postawskiego. [...]». «Jakoś bez żadnego powodu, mnie, wychodzącego z gmachu, zatrzymał kolega o dropiatej twarzy, małego wzrostu Białorus. Zaproponował mi spacer. Wiedział przecież, że w tym dniu miałem dyżur w hodowli. Ale, aby go nie urazić, zgodziłem się, zastrzegając, że na krótko. Skierował swe kroki w kierunku baszty nad jeziorem. [...]. Obejrzał się na mnie, potem wyjął zza pazuchy plik ulotek, opatrzonych czerwonym nadrukiem: „Proletariusze wszystkich krajów – łączcie się!” i dalej „Niech żyje Związek Socjalistycznych Republik Rad!”. Nie chciałem już patrzeć na to, bo takie rzeczy wtykano nam w Miakczyłach, nocą, przez wybite szyby. Spojrzał na mnie jakby z niechęcią i mruknął – Co ty na to? Trzeba walczyć z wyzyskiem. O lepszą przyszłość? Spojrzałem na niego uważniej, trochę się zarumienił. Może w obawie, że coś brzydkiego powiem. Nie, nie miałem nic podobnego na myśli. Zrobiło mi się go żal... . Powiedziałem mu cicho: – Słuchaj uważnie. Zły czas znalazłeś do tej walki. Poza tym, jeśli ty walczysz o wolną i suwerenną Białoruś, to pochwalam – jesteś bohaterem. Ale jeśli o powiększenie imperium rosyjskiego kosztem Polski i Białorusi, to, wybacz mi – jesteś zdrajcą!... –skończyłem. Muszę biec na dyżur. Zbiegłem szybko na dół».
 

KPZB stawała się klasyczną terrorystyczną antypolską organizacją, stworzoną z inicjatywy i za środki ZSRR. W latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku przedstawiciele komórek tej «partii» nielegalnie przedostawali się «na uczobu» (na nauczanie) do ZSRR, gdzie ich uczono metod prowadzenia nie tylko propagandowej, ale też dywersyjnej wojny partyzanckiej. W przypadku konfliktu zbrojnego albo regularnej wojny między Polską a Związkiem Radzieckim członkowie KPZB byli zobowiązani organizować na tyłach polskiego wojska sabotaż, dywersję i zabójstwa. Co właściwie i odbyło się w 1939 roku.
 

W sierpniu 1938 r., po decyzji Komitetu Wykonawczego Międzynarodówki Komunistycznej, a faktycznie na polecenie Stalina, KPZB została zlikwidowana (przyczyna tej likwidacji to oddzielny temat). Ale byli członkowie partii i ich zwolennicy nigdzie nie przepadli. Oni bardzo nienawidzili polskiego państwa i nadal bruździli, jak tylko mogli.
 

W czwartym dniu wojny (4.9.1939) policja postawska przeprowadziła prewencyjne aresztowania byłych członków KPZB. Powtórnie zostali wzięci pod straż Michał (Michaił) Prońko, Aleksander Żytkowicz, Józef (Iosif) Szurpik, Paweł Jermałowicz i wielu innych. Operacyjne działania postawskich policjantów okazały się zasadne. W tych powiatach na wschodzie kraju, gdzie władze działały opieszale, działalność byłych komunistów i ich zwolenników doprowadziła do ciężkich następstw.
 

Jak tylko stało się wiadomym, że 17.09.1939 r. Armia Czerwona przekroczyła polską granicę, «piąta kolumna» zaczęła działać. Znanych jest wiele, organizowanych przez byłych członków KPZB, przypadków zabójstw polskich wojskowych, policjantów, członków obywatelskiej administracji i osadników. Czasem dochodziło nawet do przejęcia władzy we wsiach i miasteczkach jeszcze przed wejściem w nich radzieckiego wojska. Na przykład tak zwane «powstanie» w miasteczku Skidel, w powiecie grodzieńskim, gdzie dywersyjne działania komunistów przekształciły się w międzynarodowościowy konflikt między Białorusinami i Żydami z jednej strony, a Polakami z drugiej. Władze były zmuszone użyć wojska, które 19 września 1939 roku weszło do Skidla. Podobne incydenty miały miejsce także w Jeziorach, Wiercieliszkach, Wielkiej Brzostowicy, w Zelwie, Kobryniu, Gródku, Drohiczynie Poleskim i innych miejscowościach.
 

Komuniści wszędzie przygotowywali swoich zwolenników do popełniania zabójstw i dokonywania rabunków. Oto dwa charakterystyczne przykłady. Pierwszy dotyczy zabójstwa polskich oficerów w Buchowiczach na Polesiu, niedaleko Kobrynia. Polscy historycy nazywają to wydarzenie «małym Katyniem pod Kobryniem». 22 (albo 23) września 1939 roku na skraju wsi Buchowicze zatrzymała się grupa polskich oficerów, przedostających się na zachód. Wieś, jak się okazało, już została zajęta przez jakiś batalion czołgów Armii Czerwonej.
 

Zauważywszy Polaków, jeden z czołgów wyjechał ze wsi w ich kierunku. Za czołgiem pobiegło kilkunastu miejscowych aktywistów z czerwonymi opaskami na rękawach, a także chłopi, Białorusini-Poleszucy, uzbrojeni w widły i łopaty. W wyniku krótkotrwałego starcia zginął jeden czołgista, a Polacy skapitulowali i oddali broń. Następnie czołgiści, rozzłoszczeni śmiercią swojego towarzysza, zaczęli bezładnie strzelać do jeńców. Tych, którzy jeszcze dawali oznaki życia, chłopi Białorusini dobijali łopatami i widłami. Po dokonaniu masowego zabójstwa trupy ograbiono. Z poległych zdjęto buty, zegarki i nawet zakrwawione mundury. W 1994 roku umarł ostatni uczestnik tej strasznej rozprawy, który za życia często chwalił się tym, jak łopatą dobijał «polskich panów». Drugie masowe zabójstwo, popełnione przez komunistów, miało miejsce na Grodzieńszczyźnie, w osadzie Lerypol, w gminie Żydomla. 21 września 1939 roku, na drugi dzień po zajęciu tej miejscowości przez Armię Czerwoną, do osady przybyła grupa około piętnastu byłych członków KPZB z czerwonymi opaskami na rękawach. Wszyscy oni byli uzbrojeni w broń palną. Zabrali ze sobą osadników- mężczyzn, żeby, jak powiedzieli, odprowadzić ich do wsi Kurpiki na zebranie. Osadnicy zachowywali się spokojnie, bo znali członków tej grupy. To byli ich sąsiedzi. W najbliższym lesie wszyscy osadnicy, a było ich dziesięciu, zostali bestialsko zamordowani, a ich trupy ograbiono.
 

Po dwóch dniach, 23 września 1939 roku, najprawdopodobniej ci sami ludzie zabili ośmiu osadników z sąsiedniej osady Budowla. Przedtem, 20 września, osadników aresztowała tak zwana «milicja ludowa». Podstawą aresztowania stała się uchwała samozwańczego wiejskiego «komitetu biedoty».
 

Zabójstwo w gminie Żydomla znalazło swój niespodziewany epilog w 1941 roku. Jednym z uczestników i wykonawców tego strasznego przestępstwa był członek KPZB Włodzimierz Aplewicz, wyznaczony przez Rosjan na komendanta milicji w Obuchowie. Ale na tym stanowisku nie utrzymał się on długo. Wkrótce został przyłapany na kradzieży, otrzymał naganę i wysłano go odbywać karę pozbawienia wolności do obwodu archangielskiego. W sierpniu 1941 r., jako byłego polskiego obywatela, uwolniono go na mocy amnestii pod warunkiem wstąpienia do powstającego na terytorium ZSRR Wojska Polskiego pod dowództwem generała W. Andersa. Tam Aplewicz dostał się do zapasowego pułku 5. Kresowej Dywizji Piechoty. We wrześniu 1941 roku rozpoznali go synowie zabitych osadników z Budowli i Lerypola, którzy też znaleźli się w Wojsku Polskim. Aplewicz został aresztowany i skazany przez trybunał wojskowy na rozstrzelanie. Wyrok ten został wykonany. Niestety, to był jednostkowy przypadek ukarania przestępcy, winnego masowych zabójstw Polaków we wrześniu 1939 roku.
 

Napady, rabunki i zabójstwa we wrześniu 1939 roku były skierowane przede wszystkim przeciwko właścicielom ziemskim, zamożnym chłopom, osadnikom, leśniczym i członkom byłej polskiej administracji. Miały one nie tylko klasowy, ale też (o tym trzeba powiedzieć szczerze) etniczny charakter. Polski historyk Marek Wierzbicki twierdzi, że w tych przestępstwach brali udział skomunizowani Białorusini i Żydzi. Krzysztof Jasiewicz, zajmujący się tematem strat wśród polskich właścicieli ziemskich, uważa, że we wrześniu i październiku 1939 roku z rąk Białorusinów zginęło trzej razy więcej właścicieli ziemskich, niż z rąk Ukraińców na Zachodniej Ukrainie.
 

Powracając do sytuacji w powiecie postawskim uważam, że poszczególne przypadki wrogości do polskiego państwa miały miejsce i tam. Oto co pisał w 1940 r. roku korespondent powiatowej okupacyjnej gazety «Новый путь» (Nowa Droga) niejaki Nejfach: «Kiedy 17 września 1939 roku do Duniłowicz weszła Armia Czerwona, na placu miasteczka doszło do wiecu. Ludzie zaczęli śpiewać „Międzynarodówkę”, a z całej masy bardzo wyodrębniały się mocne głosy. To były głosy śpiewaków żydowskiego zespołu wokalnego, prowadzonego przez nauczyciela duniłowickiej żydowskiej szkoły A. Gurwicza».
 

Były mieszkaniec wsi Falewicze (powiat postawski), Józef Rusak, w wywiadzie dla polskiego radio opowiedział, że kiedy przyszli Rosjanie, to liczni Żydzi nagle zaczęli nosić na rękawach czerwone opaski. Szczególnie nieprzyjemne wrażenie wywołał u niego jeden kolega z klasy z polskiej szkoły, Żyd, który przy spotkaniu nagle odmówił rozmowy w języku polskim oświadczywszy, że on teraz będzie mówić tylko po rosyjsku. Jak powiedział Rusak: « … było mi bardzo nieprzyjemnie to słyszeć».
 

Były mieszkaniec Postaw, naoczny świadek wrześniowej tragedii Stanisław Jurkowlaniec, wspominał, że pewni Białorusini 18.09.1939 r. z radością witali radzieckie czołgi. Dalej zacytuję dosłownie: «stojąc na kolanach». Bardzo szybko niektórzy z tych nieprzewidujących ludzi, razem z setkami innych mieszkańców powiatu, zostali aresztowani przez NKWD i zamordowani lub trafili do więzień, obozów i na zesłania. Kto wie, być może te nieszczęścia, które ich dotknęły, uczyniły ich mądrzejszymi? A może oni jednak umarli jako głupcy, otrzymawszy z NKWDowskiego nagana kulę w tył głowy?



Wojewoda Downarowicz
Cyryl (Кирилл) Orłowski
Pułkownik KGB Stanisław Waupszasow (Stanislavas Vaupšas)

2 komentarze:

  1. Bardzo interesujący tekst!

    OdpowiedzUsuń
  2. Szukam korzeni mojego dziadka Józefa Obuchowskiego, który był gajowym w Nowej Rudzie, pomagał partyzantom i za to został wysłany do obozu Shtuthoff, gdzie zginął. Jeżeli ktoś zna rodzinę Obuchowskich z Nowej Rudy, prosze o kontakt e-mail: iborodzicz@gmail.com

    OdpowiedzUsuń