19 lut 2014

Żeby pamiętali

W okresie międzywojennym miasteczko Łyntupy znajdowało się w granicach Polski, na terenie powiatu święciańskiego województwa wileńskiego, a po sowieckiej agresji, od 15.01.1940r. w składzie powiatu święciańskiego Białoruskiej SSR. 25.11.1940r. administracyjnie zostało wcielone do powiatu (rejonu) postawskiego Białorusi.

O masowym rozstrzeliwaniu ludzi w Łyntupach w 1942 roku, podczas niemieckiej okupacji, po raz pierwszy usłyszałem od mojej babci jeszcze w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Opowiadała ona, że ta akcja była jakoby zemstą Niemców za to, że partyzanci radzieccy zabili wysokich urzędników niemieckiej administracji okupacyjnej. Mówiła, że Niemcy wtedy schwytali po pięćdziesięciu mężczyzn w każdej z podłyntupskich wiosek i wszystkich rozstrzelali.

Na Białorusi w czasach radzieckich wiele pisano o «bestialstwach hitlerowców», ale, chociaż bardzo to dziwne, o mordzie w Łyntupach informacji prawie nie było. W nielicznych źródłach wspomniane jest, że w odpowiedzi na zabicie przez radzieckich partyzantów wilejskiego Gebietskommissara Becka i kierownika żandarmerii Kriela, Niemcy rozstrzelali «około 200 mieszkańców Łyntup i najbliższych wsi». I to wszystko. Żadnych szczegółów tego krwawego przestępstwa nie podawano. Być może brak zainteresowania tematem u radzieckich historyków można wytłumaczyć tym, że komunistyczne władze nie chciały «rzucać cienia» na radzieckich partyzantów, a raczej dywersantów, którzy faktycznie sprowokowali Niemców do tego przestępstwa, przygotowawszy zasadzkę w gęsto zaludnionym terenie.

Były wychowanek szkoły NKWD a później partyzant N. Romanow wspominał: "Nas uczyli prowokować Niemców, żeby popełniali duże przestępstwa i w ten sposób powiększali ilość partyzantów". To znaczy, że radzieckie kierownictwo miało nadzieję, że im więcej Niemcy popełnią przestępstw, tym więcej ludzi przyjdzie do lasu do oddziałów partyzanckich.

Przygotowując poniższy materiał spróbowałem znaleźć informacje o tej zbrodni w białoruskojęzycznym Internecie i nic nie znalazłem. Widocznie od czasów ZSRR w Białorusi mało co się zmieniło. Radzieccy partyzanci są tam «bohaterami» nadal.

Więc co się naprawdę zdarzyło się w maju 1942 w Łyntupach i okolicy?

W książce "Ludzie naroczańskiego kraju: wspomnienia uczestników walki rewolucyjnej i Wielkiej Wojny Ojczyźnianej ", (Mińsk , 1975r.) jest zacytowany fragment ze wspomnień byłego oficera Armii Czerwonej a później partyzanta Włodzimierza Saulewicza, który powiedział: "W maju 1942 roku dowiedzieliśmy się, że Gebietskommissar Beck pojedzie ze Święcian do Łyntup. Postanowiliśmy zlikwidować go […]. Wyznaczono do tej operacji ludzi. W skład grupy weszli Markow, ja, Smirnow, Baluckij i Małygin. Nasz łącznik zawiadomił, że 20 maja 1942 roku Beck wyjedzie ze Święcian do Łyntup. W ten dzień o czwartej rano nasza grupa wyszła lasem do drogi […]. Koło ósmej zobaczyliśmy szybko jadący samochód osobowy. Z odległości dwudziestu metrów strzeliłem do kierowcy. W tej chwili Markow i Baluckij otworzyli ogień do siedzących w samochodzie hitlerowców. Kierowca szybko otworzył drzwi i, kulejąc, ponieważ trafiłem go w nogę, wyskoczył z samochodu. Chciał uciec w las, ale strzeliłem jeszcze dwa razy w jego plecy i upadł. […] Kiedy rozbieraliśmy Becka, Małygin zauważył na jego ręce pierścień z brylantem. Zdjął go. […]. Zabrawszy broń, dokumenty i umundurowanie, podpaliliśmy samochód i odeszliśmy do lasu … […] Ruszyliśmy do Nowosiółek, do Iwana Wasiljewa, wuja Markowa».

Tu warto wyjaśnić, że Fiodor Markow w 1941r. ukończył kurs dla dywersantów w szkole NKWD, która znajdowała się we wsi Białe Wody pod Briańskiem. W sierpniu 1941r. kierowana przez niego dywersyjna grupa «170-Б» była wysłana na niemieckie tyły do byłego powiatu postawskiego dla prowadzania tam dywersji. Później na bazie jego grupy zorganizowano partyzancki oddział im. A. Suworowa, a już w listopadzie 1942. roku, w Smyckim Lesie (pod Duniłowiczami), na bazie oddziałów im. „A. Suworowa” i „Niszczyciel”, powstała Brygada im. K. J. Woroszyłowa, dowódcą której został F. Markow.

Natychmiast po napadzie w najbliższych wsiach (Szudowce, Girucie, Łyntupy …), jak również w miasteczku Święciany Niemcy zaczęli łapać zakładników. Według wspomnień miejscowych mieszkańców - po pięćdziesięciu mężczyzn z każdej wsi.

Istnieją świadectwa, że okupanci rozpowszechnili ogłoszenia (lub ulotki), w których proponowali, by ci, którzy brali udział w napadzie poddali się, obiecując w takim przypadku wypuszczenie zakładników. W oddziale Markowa te ogłoszenia czytali, kręcili palcem przy skroni i podśmiewali się z naiwności Niemców. Mówili: «Durniów wśród nas nie ma». A Niemcy swego słowa dotrzymali i rozstrzelali kilkuset zakładników. Większości tych mordów dokonały jednostki litewskiej policji kolaboracyjnej.

Jednym z zakładników był Justyn Klip, mieszkaniec wsi Girucie. Kiedy do Giruć przyjechali Niemcy, pracował w obejściu gospodarstwa. Jego żona Apolonia, zobaczywszy Niemców, powiedziała mężowi, żeby uciekł do lasu. Ale Justyn na to odpowiedział: «Przecież nic nie zrobiłem, więc czego mam uciekać.». Niemcy wyprowadzili go i dołączyli do kolumny schwytanych Girucian. Pogoniono ich przez las w stronę Łyntup. W trakcie marszu jednemu z zakładników udało się uciec. Skoczył między drzewa i mimo strzałów konwojentów uciekł. W Łyntupach zakładników postawiono naprzeciwko karabinu maszynowego. W pewnym momencie mężczyźni odwrócili się i zaczęli uciekać do pobliskiego lasu. Niektórzy nawet mimo odniesionych ran uciekli i przeżyli. Jeden z nich opowiadał potem żonie Justyna Klipa, jak jej mąż biegł obok niego, jak w pewnym momencie krzyknął, chwycił się za głowę i upadł.

Jak później opowiadali inni mieszkańcy Łyntup leżących rannych dobijano, a kolejnych egzekucji dokonali już litewscy policjanci, którzy byli „bardziej staranni” niż Niemcy, i wtedy nikomu nie udało się uciec. Po tej masakrze Apolonia Klip pozostała sama z trzyletnią córeczką.

Gdański Oddział IPN (Instytut Pamięci Narodowej) – Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu – prowadził śledztwo w sprawie tej zbrodni zabójstwa przez rozstrzelanie w dniach 19 i 20 maja 1941r. na terenie byłego powiatu Święciany (woj. wileńskie) około czterystu osób przez funkcjonariuszy policji niemieckiej i kolaboracyjnej policji litewskiej. W toku śledztwa przesłuchano kilkudziesięciu świadków, przeprowadzono kwerendy w archiwach polskich i litewskich, uzyskując dokumenty pochodzące z różnych źródeł. Wykonane czynności pozwoliły ustalić dziesiątki nazwisk zamordowanych osób, ale, niestety, nie doprowadziły do ujawnienia dokładnej liczby ofiar.

Pretekstem do tej zbrodni było zabicie przez dywersantów radzieckich z oddziału dywersyjnego «170-Б», dowodzonego przez Fiodora Markowa, dwóch urzędników niemieckich władz okupacyjnych i komendanta obozu jenieckiego. Formalnie to był akt zemsty, a faktycznie tylko wyłącznie akt ludobójstwa, dokonany na ludności polskiej. W ramach represji zatrzymano co najmniej czterystu mieszkańców byłego powiatu święciańskiego, głównie polskich inteligentów i rolników. Zostali oni rozstrzelani w Łyntupach, w Święcianach na żydowskim cmentarzu i w kilku innych miejscowościach na terenie gmin Komaje, Hoduciszki, Kiemieliszki i Twerecz w dniach 19 i 20 maja 1942r.

Ustalono też, że tą akcją ludobójczą kierował major litewskiej policji kolaboracyjnej Jonas Maciulewicius. Brały w niej udział: niemiecka policja bezpieczeństwa, litewskie oddziały policji ze Święcian, Nowych Święcian i Łyntup oraz Wileński Oddział Specjalny.

W 1950 roku przed Sądem Apelacyjnym w Olsztynie toczyło się postępowanie karne przeciwko Jonasowi Maciulewiciusowi, schwytanemu we francuskiej strefie okupacyjnej i wydanemu władzom komunistycznym w Polsce w 1948r. Wyrokiem z 2 maja 1950r. został on skazany na karę śmierci, między innymi za branie udziału w tej zbrodni. Wyrok wykonano 12 grudnia 1950r.

Niestety, prowadzone wtedy śledztwo nie doprowadziło do wykrycia pozostałych wspólników (uczestników) tej zbrodni. W styczniu 2005r. IPN umorzył postępowanie w sprawie, w części dotyczącej skazanego już wcześniej Jonasa Maciulewiciusa oraz pozostałych sprawców, których nie wykryto. Dzięki śledztwu ustalono wiele nazwisk zamordowanych ludzi.

Robert Daniłowicz w artykule „Lenin na bocznym torze” twierdzi, że w sumie w maju 1942r. na terenie byłego powiatu święciańskiego zamordowano ponad pięćset ludzi. W każdym razie można z pewnością mówić, że liczba ofiar tej zbrodni wojennej napewno przekracza czterysta osób.

Faktycznie nie była to „akcja odwetowa” na bezsensowne zamordowanie przez sowieckich dywersantów, dowodzonych przez Fiodora Markowa, trzech niemieckich funkcjonariuszy, bo nie mordowano sowieckich dywersantów lub partyzantów. To był wyłącznie tylko akt ludobójczy, „czystka” ludności polskiej. Akcja Markowa była tylko pretekstem, bo Polacy nie mieli z tym napadem nic wspólnego, oni z bandytami Markowa nigdy nie współpracowali. Zarówno Niemcy jak i Litwini doskonale o tym wiedzieli.

Warto zaznaczyć, że w czasie wojny jednostki litewskiej policji kolaboranckiej niejednokrotnie uczestniczyły w mordowaniu polskiej ludności cywilnej na Wileńszczyźnie. Karne działania w maju 1942 r. nie były jedynymi. Żołnierz 5. Wileńskiej Brygady AK Edward Pisarczyk «Wołodyjowski» wspominał: „Przybył do Glinciszek (w 1944r.) silny oddział Litwinów i urządził rzeź polskiej ludności cywilnej. Policjanci rozstrzeliwali mężczyzn na miejscu, gdzie kto stał, kobiety zabijali kolbami, dzieciom rozbijali głowy o mur i wrzucali drgające jeszcze zwłoki do rowu. Zamordowali wtedy około czterdziestu osób, wszystkich Polaków mieszkających w Glinciszkach, a także przybyłych z innych wsi...”.

Tragedia mieszkańców byłego powiatu święciańskiego była jedną z wielu, świadczącą o planowej polityce ludobójstwa w stosunku do polskiej ludności cywilnej, którą urzeczywistniali naziści i ich pachołki z litewskich kolaboranckich jednostek na okupowanych terytoriach byłego województwa wileńskiego.

P.S. Serdecznie dziękuję blogerowi „Wojciechowi z Wrocławia” za przysłane
wspomnienia i kopie zdjęć.

Justyn Klip podczas służby w WP, stoi 10-y od prawej
Justyn Klip podczas sużby w WP
Apolonia Klip
Artykuł z wileńskiej kolaboracyjnej gazety "Goniec Codzienny" (Nr. 259, z 22.05.1942 r.)

Artykuł z wileńskiej kolaboracyjnej gazety "Goniec Codzienny" (Nr. 261, 24.05.1942 r.)

Zginął pod Postawami

W czasie pierwszej wojny światowej (1914-1918) w ciągu kilku lat linia frontu przebiegała przez terytorium współczesnego powiatu (rejonu) postawskiego Białorusi, dzieląc go od północy na południe na dwie równe części. Po niemieckiej stronie na pozycjach stanęła wtedy 10. Armia. Z tamtych czasów na Postawszczyźnie pozostało wiele betonowych bunkrów, schronów i miejsc pochówków niemieckich i rosyjskich żołnierzy.

Jednym z wielu, którzy w czasie tej krwawej wojny zginęli pod Postawmi, był szeregowy 84. Pułku Piechoty Niemieckiej Hans Hermann Schütt urodzony w 1883 roku. 11 marca 1916 roku razem ze swoim pułkiem znajdował się on w Mitawie (teraz Jełgawa na Łotwie), skąd wysłał do swojej żony w Niemczech ostatni list. Cztery tygodnie przed tym Hans został szczęśliwym ojcem córki, a w sumie miał dzieci pięcioro. W liście pisał, że ma nadzieję przeżyć tę wojnę i zestarzeć się razem z żoną i dziećmi na swojej farmie (był on chłopem, rolnikiem).

Ale los potoczył się inaczej. 84. Pułk został przerzucony pod Postawy i 22 marca 1916r. Hans Hermann Schütt zginął. Miał trzydzieści trzy lata. Został pochowany na niemieckim cmentarzu wojskowym we wsi Jarzewo (około siedmiu kilometrów od Postaw).

P.S. Dziękuję Ralfowi Schüttowi z Niemiec za przysłane opowiadanie o jego pradziadku i za kopie zdjęć.

Hans Hermann Schütt
Hans Hermann Schütt, stoi z prawej strony. Zdjęcie z 1916r.



Pozostałości niemieckiego wojskowego cmentarza we wsi Jarzewo (Jarewo) pod Postawami. Gdzieś tu znajduje się grób Hansa Hermana Schütta. Zdjęcie Andrzej Dybowski ze strony internetowej "Tut.by"
Jarzewo (Jarewo) na mapie postawskiego powiatu (rejonu) Białorusi

22 gru 2013

Wybitnej brawury i odwagi oficer

„Wybitnej brawury i odwagi oficer” –  tak napisał generał Leon Berbecki o Janie Światkowskim, legioniście  Legionów Piłsudskiego, pułkowniku  Wojska Polskiego, sybiraku, uczestniku trzech wojen.

Urodził się Jan Światkowski 25.I.1893r. w Tuszowie Narodowym, pow. Mielec, syn Mateusza i Agnieszki z domu Malec. Uczeń gimnazjum w Mielcu. Działał w ZWO i PDS. W początkach sierpnia 1914r. wyruszył w pierwszej grupie ochotników mieleckich na zbiórkę do Krakowa, do oddziałów strzeleckich. Przydzielony do plutonu „mieleckiego”, 2. kompanii VI baonu 1p.p. jako zastępca dowódcy sekcji. Ze swoim oddziałem brał udział we wszystkich bitwach legionowych, awansując do stopnia sierżanta – szefa kompanii. Maturę zdał  10.II.1915r. w terminie nadzwyczajnym, w czasie urlopu z frontu. 26.V.1916r. został ranny na tzw. „reducie Piłsudskiego”. Odznaczony Austriackim Medalem Srebrnym I klasy. W 1918 roku ukończył austriacką szkołę oficerską, z której w końcu  października 1918r. uciekł z uzbrojoną drużyną do kraju.

W listopadzie 1918r. wstąpił do organizującej się kompanii Wojska Polskiego w Mielcu, a następnie zameldował się u majora Lisa Kuli w Lublinie. W 1918 – 1919  Jan Światkowski walczył na froncie ukraińskim jako dowódca 2. kompanii 23. pp. WP pod Machnowem i Uchnowem. Wkrótce bolszewicy przekroczyli wschodnie granice Polski i rozpoczęła się wojna polsko – bolszewicka. W grudniu 1919 r. podporucznik Jan Światkowski wyruszył na front bolszewicki. 16.VI. 1920r.  pod Okuniewem na Wileńszczyźnie (obecnie Miorski rejon Białorusi) został ranny w głowę odłamkiem szrapnela, ale nie opuścił stanowiska, podtrzymując na duchu  swoich żołnierzy.

27.VII.1920r.,  podczas obrony wsi Karasino (obecnie Brasławski rejon Białorusi), gdy jego oddział został zaatakowany przez znaczne siły kawalerii i piechoty bolszewickiej, mimo silnego ognia, w ataku na bagnety zatrzymał nieprzyjaciela, a następnie zmusił go do odwrotu.  23.X.1920r., w walkach pod Brzostowicą Murowaną (Grodzieńszczyzna, Białoruś),  prowadząc swą 10. kompanię do boju, z granatami w ręku wpadł do bolszewickich okopów, wziął jeńców i zmusił nieprzyjaciela do ucieczki.

24.X.1920r.,  po przejściu bolszewików do kontrataku i cofnięciu się oddziałów polskich, wysłany został do kontrataku.  Szedł  na czele swej kompanii i walczył z nieprzyjacielem na bagnety, wypierając go z zajętych pozycji. Za czyny te został odznaczony Srebrnym Krzyżem Virtuti Militari nr. 1253. W walkach brał udział aż do rozejmu w 1921r., awansując kolejno do stopnia porucznika i kapitana. Za waleczne czyny i służbę na froncie polsko-bolszewickim Jan Światkowski został dwukrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych  i Orderem Virtuti Militari. Był także odznaczony między innymi  Krzyżem Niepodległości, Złotym Krzyżem Zasługi z Mieczami i Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Po wojnie pozostał w wojsku. Służył w 23.pp. we Włodzimierzu Wołyńskim (obecnie Ukraina) jako dowódca kompanii, a następnie batalionu. W 1928r. został awansowany do  stopnia majora.

W 1921r., 25 września, ożenił się z Józefą Jakubianiec ze Święcian (Wileńszczyzna, powiat sąsiadujący z postawskim), siostrą słynnego oficera polskiego wywiadu Alfonsa Jakubiańca (jego życie i działalność są opisane w książce pt. "Tiergarten"). Dwa lata później, 27 stycznia 1923r., urodziło się ich pierwsze dziecko – córka Wanda Janina, a 20 marca 1927 r. urodził się syn – Lech Kazimierz.

W 1934r. Jan Światkowski został dowódcą Batalionu KOP „Rokitno” na Polesiu. W 1936r. awansował do stopnia podpułkownika i otrzymał przeniesienie do Suwałk na dowódcę tamtejszego Batalionu KOP Suwałki, a następnie w grudniu 1937r. do Głębokiego na Wileńszczyźnie na zastępcę dowódcy Pułku KOP Głębokie. Tuż przed wojną został dowódcą tego pułku.

Pułk KOP „Głębokie” składał się z następujących jednostek:
Batalion KOP (Korpus Ochrony Pogranicza) "Podświle"
Batalion KOP "Łużki"
Szwadron kawalerii KOP "Podświle"
Szwadron kawalerii KOP "Łużki"
Stacja gołębi pocztowych  "Postawy".

Później w skład pułku został dodatkowo włączony Batalion KOP „Słobódka”, Szwadron KOP "Druja" oraz nowo powstały Batalion Odwodowy „Berezwecz”. Latem 1938. dowódcy pułku została podporządkowana Dziśnieńska Półbrygada Obrony Narodowej, sztab której mieścił się w Postawach.

23. marca 1939r. we wszystkich szwadronach  kawalerii pułku KOP Głębokie został ogłoszony alarm, w wyniku którego tę jednostkę wcielono do zgrupowania kawalerii „Feliks” pod dowództwo pułkownika Feliksa Kopcia. W tym samym czasie ze składu pułku został wydzielony obwodowy  batalion „Berezwecz”, który włączono do 2. Pułku KOP. W kwietniu 1939r. ze składu pułku został oddzielony jeszcze  Batalion KOP „Słobódka”, który przerzucono w rejon Augustowa. Aby wypełnić niedobór personelu, zdecydowano dołączyć do pułku „Głębokie” półbrygadę „Dzisna”, która składała się z dwóch batalionów ON (Obrona Narodowa): „Postawy” i „Brasław”. Dowódcą tej półbrygady był pułkownik Edward Perkowicz.

O świcie 17. września 1939 roku pułk KOP "Głębokie"  przyjął na siebie pierwszy cios agresora. W kierunku na Głębokie nacierały jednostki 3.  Armii Radzieckiej (dowódca W. Kuźniecow), które miały za zadanie pod dwoma  zbiegającymi się kierunkami zająć Głębokie, a potem nacierać na Postawy, Święciany i dalej – na Wilno (razem z 11. Armią).

Półbrygada ON „Dzisna” o godz. 5.00 została zaalarmowana przez kpt. C. Chodźkę. O godz. 11.00 płk Światkowski poinformował, iż pod naciskiem wroga oddziały KOP rozpoczęły odwrót na Brasław. Szef sztabu półbrygady nakazał dowódcy batalionu ON „Postawy” kpt. Józefowi Caderowi wymarsz do Wilna w celu dołączenia do wojsk,  broniących tego miasta.

Straciwszy strażnice, bataliony pułku KOP „Głębokie” zaczęły się wycofywać w kierunku Głębokiego. 17. września, pod wieczór,  5. Strzelecka Dywizja i 25. Brygada Pancerna Armii Czerwonej zbliżyły się do miasta. Biorąc pod uwagę ogromną przewagę liczebną wroga oraz rozkaz dowództwa KOP z Wilna, ppłk Jan  Światkowski jeszcze o godz. 11.oo dał wszystkim jednostkom pułku rozkaz odwrotu w kierunku granicy z Łotwą  na trasie Mosarz - Widze - Brasław. 19 (lub 20) IX.1939r. J. Światkowski wraz z kilkunastoma swymi żołnierzami przekroczył granicę z Łotwą i został tam internowany.

W 1940r., po wkroczeniu Armii Czerwonej na teren Łotwy, został aresztowany przez NKWD i osadzony w więzieniu w Rydze. Następnie władze radzieckie skazały go na dziesięć lat pozbawienia wolności i wywiozły do obozu w Komi. Jako skazaniec skierowany został do pracy przy wyrębie lasu. Wkrótce wskutek niedożywienia  i ciężkiej pracy zachorował na awitaminozę (tzw. cynga) i był bliski śmierci. Skrajnie wycieńczonego uratowało od śmierci podpisanie układu Sikorski-Majski. Uwolniony z łagru, wstąpił do armii gen. Andersa i opuścił ZSRR, udając się na Bliski Wschód. Tam ciężko zachorował na malarię, której ataki nie opuszczały go aż do śmierci.

Przez jakiś czas był komendantem placu w Jerozolimie. Tam pozostawił po sobie pamięć, biorąc udział w restauracji kościoła „Ecce Homo”, przeprowadzonej przez Wojsko Polskie gen. Andersa, co uwidoczniła pamiątkowa tablica. Za osobiste zaangażowanie otrzymał z rąk biskupa Jerozolimy Złoty Sygnet z Krzyżem Jerozolimskim, najwyższe odznaczenie kościelne. Po zakończeniu wojny został przeniesiony do Anglii, skąd w 1947 roku powrócił do Polski, gdzie czekały na niego  żona i dzieci. Zamieszkał we wsi Głogoczów pod Krakowem, w zakupionym jeszcze przed wojną gospodarstwie. Zmarł 13.VI.1963r. w wyniku choroby nerek. Pochowany na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie.

Wykorzystane źródła: 1. „Wieści Regionalne”, styczeń 1998r., Nr.1(84), artykuł Renaty Paterak „Jan Światkowski – uczestnik trzech wojen”, 2. Artur Orchał  „Słownik oficerów i chorążych KOP w Suwałkach ( 1929 - 1939 )”, 3. „Rocznik Mielecki” 1999, „Światkowski Jan”.

Serdecznie dziękuję Panu Kazimierzowi Tarapacie, który przysłał skany zdjęć z rodzinnych zbiorów, kopie artykułów o Janie Światkowskim oraz opowiedział o kilku ciekawych faktach z jego życia.

Rodzice Jana Światkowskiego - Mateusz i Agnieszka.
Fotografia przedstawia legionistów mieleckich po zdaniu matury w terminie nadzwyczajnym ( 20 Xll 1915 r.), w czasie urlopu z wojny - trzeci z lewej: Jan Światkowski późniejszy płk. WP, pierwszy z prawej: Tadeusz Niezabitowski z Tarnobrzega późniejszy płk. WP, pierwszy z lewej: Jan Weryński z Mielca późniejszy wiceprezydent Lwowa, zamordowany przez sowietów w 1939 r. w Bykowni.

Fotografia przedstawia legionistów mieleckich w okopach - pierwszy z prawej: Jan Światkowski.

Jan i Józefa Światkowscy
Jan Światkowski z dziećmi: Wandą i Lechem
Okładka książki Artura Orchała „Słownik oficerów i chorążych Korpusu Ochrony Pogranicza w Suwałkach 1929-1939”. Jan Światkowski w centrum zdjęcia. Siedzi wśród oficerów i podoficerów batalionu KOP „Suwałki”.
Na fotografii - posiadłość Jana Światkowskiego w Głogoczowie pod Krakowem, zakupiona jeszcze przed wojną. Na pierwszym planie Jego żona Józefa (z domu Jakubianiec).

Jan Światkowski
Jerozolima - wrzesień 1944 r. - na balkonie w Hotelu Gmy Dawid
Jerozolima
Palestyna - Samarja - z Arabami drugi z lewej J.Światkowski
W Iraku na pustyni - lato 1943 r. Gen. Wiatr przed frontem oddziałów - Światkowski pierwszy z lewej.
Ppłk. J. Światkowski. Szpital w Palestynie - lipiec 1944 r. - po przebytej malarii.
Ppłk. Jan Światkowski

15 gru 2013

Duniłowicze

Miasteczko na terenie byłego powiatu postawskiego (od 1925r.) województwa wileńskiego (obecnie – postawski rejon Białorusi). Pierwsza pisemna wzmianka o Duniłowiczach pochodzi z 1473 roku. W 1500 roku został tam wybudowany kościół Narodzenia NMP, przebudowany w 1690 roku (utracony w 1890 roku). W 1890 roku postawiono kościół św. Michała Archanioła (obecnie nie istnieje). W latach 1769-1773 dominikanie wznieśli tu kościół Św. Trójcy. Nowy budynek zastąpił starą drewnianą świątynię.

Po powstaniu 1863r. klasztor został skasowany, a kościół zamieniony na prawosławną cerkiew. Od 1920 roku znów służył katolikom. W latach 1949-1989 w kościele mieścił się kołchozowy magazyn nawozów sztucznych. Obecnie światynia należy do katolików. Do I wojny światowej w Duniłowiczach istniał piękny zespół dworsko-pałacowy Tyszkiewiczów z XVIII wieku.

2 czerwca 1920 roku w okolicach Duniłowicz doszło do walk stopięćdziesięcioosobowej grupy pościgowej porucznika Radzyńskiego z 8. D.P. z forpocztą rosyjskiej 12. Dywizji Strzeleckiej. Wynikiem walki było ujęcie jeńców i następnie wycofanie się na pozycje wyjściowe do Łuczaju. Następnego dnia rozpoczęły się pod miasteczkiem zacięte walki o Duniłowicze, szczególnie w rejonie cmentarza,w wyniku których rozbito dwa bolszewickie pułki.

Naprzeciwko kościoła Św. Trójcy znajduje się Cmentarz Żołnierzy Polskich, poległych podczas wojny polsko – bolszewickiej w 1920 roku. Został on uroczyście poświęcony w 1936 roku przez proboszcza Duniłowicz ks. Stanisława Możejkę w obecności prezydenta RP Ignacego Mościckiego.

Na polskim cmentarzu wojskowym w Duniłowiczach pochowany jest porucznik Antoni Święcicki (1897-1920). Pośmiertnie, za wybitne zasługi dla polskiego lotnictwa, został on odznaczony Polową Odznaką Obserwatora i orderem Virtuti Militari nr 8122. W niepodległej Polsce Antoni Święcicki skończył kurs Szkoły Obserwatorów w Warszawie i został przydzielony do 1. Eskadry Wywiadowczej. Z tą eskadrą przemierzył szlak bojowy w czasie walk z bolszewikami, będąc jednym z najlepszych obserwatorów w lotnictwie polskim.

25 czerwca 1920 zgłosił się na ochotnika do trudnego zadania zaplanowanego w rejonie Berezyny na terenach zajętych przez bolszewików. Po wykonaniu zadania bojowego zauważył koncentrację wojsk nieprzyjaciela. W czasie ataku został ciężko ranny w nogę. Pomimo ciężkich obrażeń wydał pilotowi plutonowemu Zaleskiemu rozkaz ponownego ataku na nieprzyjaciela. Po wystrzelaniu całej amunicji nakazuł powrót na lotnisko. Z powodu dużej utraty krwi umarł podczas lotu, przed lądowaniem w bazie w okolicach Duniłowicz.

16 marca 1922 r. w Duniłowiczach urodził się Bronisław Pietraszewicz– dowódca 1. plutonu batalionu „Parasol” (pseudonim "Lot", "Ryś" i "Bronek"), dowódca i główny wykonawca zamachu na Kutscherę. Zmarł 4 lutego 1944 w wyniku ran postrzałowych, odniesionych podczas akcji specjalnej, polegającej na likwidacji z wyroku sądu Polski Podziemnej Dowódcy SS i Policji na Dystrykt Warszawski SS-Brigadeführera Franza Kutschery.

Z Duniłowicz pochodzą partyzanci AK z oddziału „Burza” Antoniego Burzyńskiego i 5. Wileńskiej Brygady AK Zygmunta Szędzielarza „Łupaszko” – Edward Jarkowski «Jarek», Wanda Czyżewska «Baśka», Genia Pekarska «Grażyna», Stefan Rembalski, Franciszek Bukato, Bronisław Orłowski, Władysław Kremis, Józef Szulc, Kuckiewicz i inni. Przez jakiś czas u swojego szwagra (Kosakowskiego) w Duniłowiczach mieszkał Jerzy Łejkowski „Szpagat”, w przyszłości znany partyzant 5. Wileńskiej Brygady AK.

Współczesne Duniłowicze na terenie postawskiego powiatu (rejonu) witebskiego obwodu (obłasti) Republiki Białoruś. Centrum Duniłowickiego Sielsowietu.

Widok na Duniłowicze, lata międzywojenne XX st.

Pałac hrabiego J.Tyszkiewicza w Duniłowiczach. Fotografia wykonana w 1916 r., podczas 1-j wojny światowej. Wtedy w budynku pałacu mieścił się sztab 1-j Syberyjskiej Dywizji strzelców. Zdjęcie K.E. fon Gan i Ko.
Pałac hrabiego J.Tyszkiewicza w Duniłowiczach. Fotografia wykonana w 1916 r., podczas 1-j wojny światowej. Wtedy w budynku pałacu mieścił się sztab 1-j Syberyjskiej Dywizji strzelców. Zdjęcie K.E. fon Gan i Ko.

Pałac hrabiego J.Tyszkiewicza w Duniłowiczach. Fotografia wykonana w 1916 r., podczas 1-j wojny światowej. Wtedy w budynku pałacu mieścił się sztab 1-j Syberyjskiej Dywizji strzelców. Na pierwszym planie, od prawej, stoi car Mikołaj II. Zdjęcie K.E. fon Gan i Ko.

Pałac hrabiego J.Tyszkiewicza w Duniłowiczach. Fotografia wykonana w 1916 r., podczas 1-j wojny światowej. Wtedy w budynku pałacu mieścił się sztab 1-j Syberyjskiej Dywizji strzelców. Na zdjęciu car Mikołaj II przyjmuje defiladę. Foto K.E. fon Gan i Ko.

Pałac hrabiego J.Tyszkiewicza w Duniłowiczach. Fotografia wykonana w 1916 r., podczas 1-j wojny światowej. Wtedy w budynku pałacu mieścił się sztab 1-j Syberyjskiej Dywizji strzelców. Na zdjęciu car Mikołaj II przyjmuje defiladę. Foto K.E. fon Gan i Ko.
Fotografia wykonana w Duniowiczach w 1916 r. podczas 1-j wojny światowej. Na zdjęciu car Mikołaj II przyjmuje defiladę. Foto K.E. fon Gan i Ko.

Fotografia wykonana w Duniowiczach w 1916 r. podczas 1-j wojny światowej. Na zdjęciu car Mikołaj II przyjmuje defiladę. Foto K.E. fon Gan i Ko.

Proboszcz kościoła w Duniłowiczach (1929-1931) ks. St. Możejko
Kościół Narodzenia NMP w Duniłowiczach (tak zwany czerwony kościół), zdjęcie z 1900 r.
Ppłk. Głuchowski, mjr. Lewandowski, uł. Ścibak pod Duniłowiczami. Zdjęcie wykonane podczas wojny polsko-bolszewickiej w 1919 r.
Pomnik poległym żołnierzom z 36 p.p. w Duniłowiczach. Zdjęcie przedwojenne.
Pomnik poległym żołnierzom z 36 p.p. w Duniłowiczach. Z Filmoteki Narodowej

Porucznik Antoni Święcicki
Grób porucznika Antoniego Święcickiego w Duniłowiczach
Duniłowicze. Zdjęcie z białoruskiej strony internetowej "Tio By"

30 wrz 2013

Radzieckie służby specjalne i KPZB przeciwko polskiemu państwu (1921-1939)

Przegrawszy wojnę w latach 1919-1921, przywódcy radzieckiej Rosji i jej służby specjalne nie uspokoiły się. Przedsięwzięły aktywne terrorystyczne i propagandowe działania, zrzucając na terytorium wschodnich województw kraju uzbrojone bandy i komunistycznych agitatorów, którzy próbowali organizować tam prokomunistyczny tak zwany «ruch rewolucyjny», wzbudzać niezadowolenie ludności z władz i, na koniec, destabilizować sytuację w państwie. Należy tu pamiętać, że między Polską a ZSRR od 18.03.1921 roku istniała umowa pokojowa.

W sierpniu 1922 roku w gminie Miadzioł (powiat Postawy) przybyli z zagranicy bandyci z zasadzki rozstrzelali komendanta oddziału policji konnej, a we wrześniu napadli na oddział policji koło stacji kolejowej Zamirje. W październiku 1922 roku dobrze wyszkolona banda napadła na komisariat policji koło Prużan, zabiwszy tam sześciu policjantów. Jednocześnie został wysadzony most kolejowy na odcinku Mosty-Grodno. W grudniu 1922 roku bandyci napadli i rozgrabili majątek Brzewiszki w powiecie święciańskim. Bydło i inwentarz w celach propagandowych rozdali swoim zwolennikom z okolicznych wsi.

W tym też roku bandyci zatrzymali autobus, w którym znajdowało się kilkanaścioro ludzi, a wśród nich ksiądz parafii dołhinowskiej (dziśnieński powiat). Bandyci kazali im oddać pieniądze i wszystkie wartościowe rzeczy. Duchowny prosił, by mu nie zabierać pieniędzy, motywując to tym, że jedzie do Warszawy. Jeden z bandytów zażartował z niego, powiedziawszy: «Ojcze święty, po co ci portmonetka? W najbliższym mieście odprawisz nabożeństwo albo powiesz wzruszające kazanie, a wierni zbiorą ci tyle pieniędzy, że wystarczy na podróż do Paryża, a nie tylko do Warszawy».

Według oficjalnych danych w 1924 roku miało miejsce ponad dwieście aktów terrorystycznych, dokonanych przez radzieckich dywersantów. W miejscowości Łoszyce (pod Mińskiem) w latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku istniało tajne dywersyjno-terrorystyczne centrum OGPU-NKWD ZSRR, w którym radzieccy «specjaliści» przygotowywali terrorystów, którzy następnie potajemnie przekraczali granicę i działali na terenach wschodnich województw Polski. Tylko od kwietnia 1924 r. do listopada 1925 r. popełnili oni dwieście osiemdziesiąt aktów terrorystycznych, w których ucierpiały setki niewinnych ludzi.

W cynicznym sprawozdaniu stalinowskiego bandyty Cyryla (Kирилл) Orłowskiego, w przyszłości ”Bohatera Związku Radzieckiego”, siedemdziesiąt dwa razy przekraczającego radziecko-polską granicę, widnieje zapis: «od 1920 do 1925 roku, według wskazówki «Razwiedupra», pracowałem na terytorium Zachodniej Białorusi. Tylko w ciągu 1924 roku z mojej inicjatywy i osobiście przeze mnie zostało zabitych ponad stu ludzi». Dzisiaj w Bobrujsku i Klecku (Białoruś) są ulice, które noszą nazwisko tego kata.

Jeszcze jednym znanym funkcjonariuszem radzieckich służb specjalnych, który zajmował się rozbojem w latach 1920-1924 na Kresach Wschodnich, był Stanisław Waupszasow (Stanislavas Vaupšas, narodowości litewskiej). Ten typ dosłużył się stopnia pułkownika KGB, a jedną z ulic Mińska nazwano na jego cześć.

Apogeum radzieckiej polityki państwowego terroryzmu było wydarzenie, które miało miejsce na początku sierpnia 1924 roku. Z terytorium ZSRR na teren Polski została przerzucona uzbrojona banda, licząca około stu ludzi, na czele której stał kadrowy czekista. Połączywszy się z innymi grupami, w nocy z 3 na 4 sierpnia bandyci zaatakowali miasteczko Stołpce, położone w województwie nowogródzkim. Zniszczyli tam posterunek policji, zabili kilkunastu policjantów, spalili budynek stacji kolejowej i ograbili wszystkie sklepy.

We wrześniu 1924 roku uzbrojona banda z zagranicy (przy współudziale miejscowych zwolenników) pod miasteczkiem Łowcza zatrzymała pociąg Pińsk-Łuniniec, w którym znajdowali się: wojewoda poleski Stanisław Downarowicz, senator Bolesław Wysłouch, biskup Zygmunt Łoziński i towarzyszące im osoby. Ale głównym celem bandytów byli nie państwowi urzędnicy, lecz metalowa skrzynka ze skarbem (z pieniędzmi), która była przewożona w tym pociągu. Jak później napisał w swojej książce wspomniany wyżej pułkownik KGB Stanisław Waupszasow, pieniądze zostały wykorzystane «dla potrzeb ludzi pracy». Oczywiście «ludźmi pracy» nazywa on członków bandy. Prawda, «pracowali» przecież.

W listopadzie 1924 roku inna banda w powiecie baranowickim dokonała napadu na pociąg przy stacji Leśna. Pasażerowie stracili swoje portmonetki i kosztowności. Za napadającymi został zorganizowany pościg, w wyniku którego udało się zatrzymać czternastu radzieckich dywersantów - rabusiów. Czterej z nich zostali rozstrzelani, czterech skazano na dożywotnie więzienie, a pozostałych skazano na różne okresy pozbawienia wolności.

W pobliżu wsi Osowa bandyci urządzili zasadzkę na wojskowy wóz, przewożący skrzynkę z pieniędzmi. Ten sam, wyżej wspomniany Waupszasow pisze, że, rozbroiwszy ochronę i zdobywszy kasę, część pieniędzy oddali miejscowemu informatorowi, a pozostałą sumę wykorzystali «na potrzeby oddziału».

W tej sytuacji polskie władze zostały zobowiązane do chronienia ludności. Aby położyć kres bandytyzmowi, we wschodnich województwach został ogłoszony stan wojenny i wprowadzono sądy polowe. Osoby zatrzymane z bronią w ręku były skazywane na rozstrzelanie. W 1925 roku tylko w województwie nowogródzkim zostało aresztowanych tysiąc czterystu bandytów i ich zwolenników. Oprócz tego została podjęta decyzja o stworzeniu specjalnej jednostki wojskowej, która w sytuacji zagrożenia mogłaby zamknąć wschodnią granicę kraju. Tak w 1924 roku powstał Korpus Ochrony Pogranicza (K.O.P.). Do czasu utworzenia KOP zadania związane z ochroną państwowej granicy wypełniała polska policja.

Wkrótce nastąpiło wydarzenie, które postawiło ostateczny krzyż na działaniach radzieckich dywersyjnych oddziałów na terenie wschodniej Polski. W nocy z 7 na 8 stycznia 1925 r. oddział bandytów, przyciśnięty przez żołnierzy KOP do radzieckiej granicy, w walce przedarł się na terytorium ZSRR, zniszczywszy tam radziecką graniczną strażnicę w miejscowości Jampol. Sytuacja była niejasna z tego powodu, że bandyci byli ubrani w polskie mundury wojskowe i radziecka straż graniczna doszła do wniosku, że napadu dokonała polska regularna jednostka wojskowa.

Pilna wiadomość o walce przy granicy dotarła do Charkowa, a stamtąd do Moskwy. 8 stycznia 1925 r. rozpoczęło się nadzwyczajne posiedzenie «Politbiura», w którym uczestniczył «narkomindieł» (minister spraw zagranicznych) G. Cziczerin, jego zastępca Litwinow i «zampried» OGPU Mieńżyński. Wtedy stworzono specjalną komisją do śledztwa w sprawie «jampolskiego incydentu». Polakom przekazano notę, w której napisano, że «strona radziecka jest gotowa do załatwienia incydentu drogą pokojową».

Kiedy radzieckie służby specjalne i ich polityczne kierownictwo doszły do wniosku, że dywersyjno-bandyckie metody nie przynoszą oczekiwanych wyników, to zmieniły taktykę i metody pracy przeciwko Polsce. W 1923 r. zainicjowały one stworzenie na terytoriach wschodnich województw tak zwanej Komunistycznej Partii Zachodniej Białorusi (KPZB).

W 1924 roku wrogo nastawione elementy stworzyły i w powieсie postawskim nielegalny tak zwany «rejonowy komitet KPZB». W jego skład weszli bracia Brodowiczowie, Iwan Żuk, Ilja Osienienko, Piotr Sobol i Anton Subko. Sekretarzem wybrano Cyryla (Kiriła) Brodowicza, z wykształcenia nauczyciela. W 1926r. organizacja liczyła około stu członków.

Jak widzimy, szerokiego wsparcia wśród ludności komuniści nie mieli. Ich wydumane idee większości ludzi były obce. Świadczą o tym wyniki wyborów do polskiego sejmu, które odbyły się 23 lipca 1930 roku. Do udziału w nich zostały dopuszczone dwie prokomunistyczne listy – lista numer 13 «Komuna» i lista numer 47 «Białoruski Klub Robotniczo-Chłopski». Komuniści (piąta kolumna Moskwy) wzywali swoich zwolenników do głosowania na te listy dlatego, że oni sami nie zostali dopuszczeni do wyborów. W rezultacie w powiecie postawskim na obie listy oddano tylko tysiąc sześćset szesnaście głosów. Dla porównania - w sąsiednim powiecie święciańskim te listy uzyskały poparcie u trzech tysięcy stu wyborców.

Niektóre akcje komunistów były podobne do wybryków ludzi psychicznie chorych. Osądźcie sami: w październiku 1927 roku komunista Aleksander Lipnicki wywiesił czerwoną flagę na iglicy kościoła zadziewskiego (pod Postawami). I tylko jak on tam wlazł? Zdejmować potem tę szmatkę wypadło straży ogniowej, sprowadzonej z Postaw. A komunista Iwan Żuk powiesił czerwoną flagę koło posterunku powiatowej policji postawskiej. Na fladze był napis: «Precz policja, niech żyje milicja».

Jeszcze w XIX wieku wielki rosyjski pisarz Fiodor Dostojewski, współczesny Karolowi Marksowi, dostrzegł w jego nauce karygodne sedno, nazwawszy komunizm «bydlęcą nauką» i «niedorzecznością».

W 1932 roku na terytoriach wschodnich województw Polski działało dziewięć okręgowych komitetów KPZB, a wśród nich i postawsko-głębocki. Zgodnie z danymi za 1938 rok, w sumie w szeregach komunistycznej partii (KPZB) były cztery tysiące członków. Oprócz tego trzy tysiące pięciuset komunistów znajdowało się w więzieniach. Niestety, liczba popierających była o wiele większa. Członkowie KPZB i ich zwolennicy, wyznawcy tej «bydlęcej nauki», dostarczali władzom niemało kłopotów.

Mackiewicz, redaktor gazety «Słowo», pisał 3 października 1932 roku: «Terytorium województwa nowogródzkiego staje się terytorium walki z bolszewizmem. Ich komórki wnikają do białoruskich organizacji, do zwykłych wsi, do słabych żydowskich związków zawodowych w miasteczkach». W styczniu 1933r. gazeta «Zielony Sztandar» pisała: «Ludność powiatu mołodeczniańskiego, wilejskiego i dziśnieńskiego w znacznym stopniu znajduje się pod wpływem komunistów». «Dziennik Wileński» w numerze z 29.07.1930 r. pisał o rozpędzeniu w przygranicznym lesie, w okolicach Wilejki, komunistycznego wiecu. Zostało aresztowanych pięć osób, z których dwie okazały się obywatelami ZSRR, którzy nielegalnie przedostali się przez granicę.

W powiecie postawskim sytuacja wyglądała nieco lepiej, chociaż i tam wybryki komunistów dostarczały problemów nie tylko policji, ale też i zwykłym ludziom. Tygodnik «Nasz Przyjaciel» w numerze 9. z 22.02.1932 r. pisał: «Na cmentarzu wsi Kozicze (gmina postawska) , złapali na gorącym uczynku w czasie niszczenia krzyża na grobie rodziny Szczurków bezbożnika A. Prońkę. Należał on do kółka bezbożników (przy KPZB) i długi czas harcował po grobach, niszcząc krzyże i nagrobki. Podczas zatrzymania znaleziono przy nim piłę i inne narzędzia do niszczenia nagrobków. Zatrzymany został przekazany organom śledczo-sądowym». Ciekawe, czy nie jest A. Prońka krewnym Z. Prońko, urodzonego w tej samej wsi Kozicze, który w czasie II wojny światowej był jednym z organizatorów ruchu „partyzanckiego” na Postawszczyźnie, a następnie przewodniczącym postawskiego «rajispołkomu»?

Czasopismo «Rycerz Niepokalanej» w lutym 1935 r. pisało: «W Łuczaju (powiat postawski), na Wileńszczyźnie, w listopadzie zeszłego roku zjawili się komunistyczni agitatorzy, tak zwani bezbożnicy. Ludzie znosili ich wybryki, aż wreszcie zatrzymali trzech «agitatorów»: Kuleszonka, Liskunia i Gołowicza. Zaprowadzili ich do łaźni, rozebrali i każdemu z nich wymierzyli po pięćdziesiąt uderzeń batem. Potem ich wypędzili ze wsi … ».

Wreszcie policji postawskiej udało się zwerbować w środowisku komunistów agenta i wkrótce większość z tych przestępców znalazła się na pryczach w wileńskim więzieniu na Łukiszkach, albo w obozie «Bereza Kartuska». Tylko w pierwszej połowie 1926 r. na Postawszczyźnie zostało aresztowanych około czterdziestu członków KPZB.

Faktycznie ich organizacja została rozgromiona. Poszczególni członkowie partii, żeby uniknąć aresztu, tajnymi przejściami uciekli do swoich gospodarzy w ZSRR. Niektórych z nich, ogłosiwszy polskimi szpiegami, «przyjaciele» z NKWD represjonowali. Udało się wymknąć do ZSRR i przywódcy postawskich komunistów C. Brodowiczowi. Według wersji oficjalnej do 1927 r. znajdował się on w Mińsku, a następnie znów został przerzucony na Postawszczyznę. Mnie zaś najprawdopodobniejszą wydaje się ta wersja, że Brodowicz w tym czasie znajdował się nie w Mińsku, a w Łoszycach pod Mińskiem, gdzie uczestniczył w kursie zorganizowanym przez dywersyjno-terrorystyczne centrum OGPU-NKWD. Jak mówił W. Lenin: «Dobry komunista powinien być i dobrym czekistą».

Członkowie KPZB z polecenia radzieckich służb specjalnych zajmowali się także działalnością zwiadowczą. Służby techniczne polskiego kontrwywiadu nie jeden raz zanotowały na wschodzie kraju pracę obcych radionadajników. Zatrzymani na gorącym uczynku radiotelegrafiści najczęściej okazywali się członkami partii komunistycznej.

Jednym z wielu negatywnych następstw działania KPZB było stopniowe zamykanie szkół i gimnazjów z białoruskim językiem nauczania. Komunistyczna zaraza wnikała do białoruskich szkół, zamieniając je w kuźnie wrogo nastawionych do polskiego państwa elementów. Liczni nauczyciele-Białorusini stawali się albo członkami, albo zwolennikami KPZB.

28 lutego 1929 roku do białoruskiego gimnazjum w Wilnie wtargnęła grupa byłych uczniów, wcześniej usuniętych ze szkoły za członkostwo w nielegalnym «Komunistycznym Związku Młodzieży» przy KPZB. Młodzi chuligani rozrzucali po korytarzach ulotki i wykrzykiwali komunistyczne i antypaństwowe hasła. Do nich przyłączyli się uczniowie młodszych klas. Dyrekcja gimnazjum zwróciła się do policji z prośbą o pomoc. Część chuliganów zatrzymano, a pozostali uciekli. W tym samym dniu odbyło się posiedzenie rady pedagogicznej, na którym podjęto decyzję o usunięciu czterdziestu uczniów, biorących udział w zamieszkach.

Lewicowe idee przenikały i do polskich szkół. Wiadomo na przykład, że komunistyczna komórka istniała w święciańskim Gimnazjum Nauczycielskim imienia Józefa Piłsudskiego. Ściany tej uczelni opuściły takie wrogo nastawione do Polski osoby jak Fiodor Markow i Cyryl Brodowicz. Razem z nimi uczyli się i prawdziwi patrioci: Zdzisław Badocha, Lidia Lwow, Janina Wasiłojć - Smoleńska, i wielu innych. Ci ludzie złotymi literami zapisali swoje nazwiska w historii Polski.

O co walczyli komuniści? Być może o niezależną Białoruś? Wcale nie. Ich celem było oddanie Białorusinów we władzę barbarzyńskiego i najbardziej nieludzkiego w historii reżimu, który bez litości zniszczył miliony swoich i obcych obywateli.

Były student Państwowej Szkoły Rolniczej w Łuczaju, Józef Tołkanowicz, wspominał: «Państwowa Szkoła Rolnicza w Łuczaju, do której zostałem przyjęty w 1938 roku, znajdowała się na terytorium powiatu postawskiego. [...]». «Jakoś bez żadnego powodu, mnie, wychodzącego z gmachu, zatrzymał kolega o dropiatej twarzy, małego wzrostu Białorus. Zaproponował mi spacer. Wiedział przecież, że w tym dniu miałem dyżur w hodowli. Ale, aby go nie urazić, zgodziłem się, zastrzegając, że na krótko. Skierował swe kroki w kierunku baszty nad jeziorem. [...]. Obejrzał się na mnie, potem wyjął zza pazuchy plik ulotek, opatrzonych czerwonym nadrukiem: „Proletariusze wszystkich krajów – łączcie się!” i dalej „Niech żyje Związek Socjalistycznych Republik Rad!”. Nie chciałem już patrzeć na to, bo takie rzeczy wtykano nam w Miakczyłach, nocą, przez wybite szyby. Spojrzał na mnie jakby z niechęcią i mruknął – Co ty na to? Trzeba walczyć z wyzyskiem. O lepszą przyszłość? Spojrzałem na niego uważniej, trochę się zarumienił. Może w obawie, że coś brzydkiego powiem. Nie, nie miałem nic podobnego na myśli. Zrobiło mi się go żal... . Powiedziałem mu cicho: – Słuchaj uważnie. Zły czas znalazłeś do tej walki. Poza tym, jeśli ty walczysz o wolną i suwerenną Białoruś, to pochwalam – jesteś bohaterem. Ale jeśli o powiększenie imperium rosyjskiego kosztem Polski i Białorusi, to, wybacz mi – jesteś zdrajcą!... –skończyłem. Muszę biec na dyżur. Zbiegłem szybko na dół».

KPZB stawała się klasyczną terrorystyczną antypolską organizacją, stworzoną z inicjatywy i za środki ZSRR. W latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku przedstawiciele komórek tej «partii» nielegalnie przedostawali się «na uczobu» (na nauczanie) do ZSRR, gdzie ich uczono metod prowadzenia nie tylko propagandowej, ale też dywersyjnej wojny partyzanckiej. W przypadku konfliktu zbrojnego albo regularnej wojny między Polską a Związkiem Radzieckim członkowie KPZB byli zobowiązani organizować na tyłach polskiego wojska sabotaż, dywersję i zabójstwa. Co właściwie i odbyło się w 1939 roku.

W sierpniu 1938 r., po decyzji Komitetu Wykonawczego Międzynarodówki Komunistycznej, a faktycznie na polecenie Stalina, KPZB została zlikwidowana (przyczyna tej likwidacji to oddzielny temat). Ale byli członkowie partii i ich zwolennicy nigdzie nie przepadli. Oni bardzo nienawidzili polskiego państwa i nadal bruździli, jak tylko mogli.

W czwartym dniu wojny (4.9.1939) policja postawska przeprowadziła prewencyjne aresztowania byłych członków KPZB. Powtórnie zostali wzięci pod straż Michał (Michaił) Prońko, Aleksander Żytkowicz, Józef (Iosif) Szurpik, Paweł Jermałowicz i wielu innych. Operacyjne działania postawskich policjantów okazały się zasadne. W tych powiatach na wschodzie kraju, gdzie władze działały opieszale, działalność byłych komunistów i ich zwolenników doprowadziła do ciężkich następstw.

Jak tylko stało się wiadomym, że 17.09.1939 r. Armia Czerwona przekroczyła polską granicę, «piąta kolumna» zaczęła działać. Znanych jest wiele, organizowanych przez byłych członków KPZB, przypadków zabójstw polskich wojskowych, policjantów, członków obywatelskiej administracji i osadników. Czasem dochodziło nawet do przejęcia władzy we wsiach i miasteczkach jeszcze przed wejściem w nich radzieckiego wojska. Na przykład tak zwane «powstanie» w miasteczku Skidel, w powiecie grodzieńskim, gdzie dywersyjne działania komunistów przekształciły się w międzynarodowościowy konflikt między Białorusinami i Żydami z jednej strony, a Polakami z drugiej. Władze były zmuszone użyć wojska, które 19 września 1939 roku weszło do Skidla. Podobne incydenty miały miejsce także w Jeziorach, Wiercieliszkach, Wielkiej Brzostowicy, w Zelwie, Kobryniu, Gródku, Drohiczynie Poleskim i innych miejscowościach.

Komuniści wszędzie przygotowywali swoich zwolenników do popełniania zabójstw i dokonywania rabunków. Oto dwa charakterystyczne przykłady. Pierwszy dotyczy zabójstwa polskich oficerów w Buchowiczach na Polesiu, niedaleko Kobrynia. Polscy historycy nazywają to wydarzenie «małym Katyniem pod Kobryniem». 22 (albo 23) września 1939 roku na skraju wsi Buchowicze zatrzymała się grupa polskich oficerów, przedostających się na zachód. Wieś, jak się okazało, już została zajęta przez jakiś batalion czołgów Armii Czerwonej.

Zauważywszy Polaków, jeden z czołgów wyjechał ze wsi w ich kierunku. Za czołgiem pobiegło kilkunastu miejscowych aktywistów z czerwonymi opaskami na rękawach, a także chłopi, Białorusini-Poleszucy, uzbrojeni w widły i łopaty. W wyniku krótkotrwałego starcia zginął jeden czołgista, a Polacy skapitulowali i oddali broń. Następnie czołgiści, rozzłoszczeni śmiercią swojego towarzysza, zaczęli bezładnie strzelać do jeńców. Tych, którzy jeszcze dawali oznaki życia, chłopi Białorusini dobijali łopatami i widłami. Po dokonaniu masowego zabójstwa trupy ograbiono. Z poległych zdjęto buty, zegarki i nawet zakrwawione mundury. W 1994 roku umarł ostatni uczestnik tej strasznej rozprawy, który za życia często chwalił się tym, jak łopatą dobijał «polskich panów». Drugie masowe zabójstwo, popełnione przez komunistów, miało miejsce na Grodzieńszczyźnie, w osadzie Lerypol, w gminie Żydomla. 21 września 1939 roku, na drugi dzień po zajęciu tej miejscowości przez Armię Czerwoną, do osady przybyła grupa około piętnastu byłych członków KPZB z czerwonymi opaskami na rękawach. Wszyscy oni byli uzbrojeni w broń palną. Zabrali ze sobą osadników- mężczyzn, żeby, jak powiedzieli, odprowadzić ich do wsi Kurpiki na zebranie. Osadnicy zachowywali się spokojnie, bo znali członków tej grupy. To byli ich sąsiedzi. W najbliższym lesie wszyscy osadnicy, a było ich dziesięciu, zostali bestialsko zamordowani, a ich trupy ograbiono.

Po dwóch dniach, 23 września 1939 roku, najprawdopodobniej ci sami ludzie zabili ośmiu osadników z sąsiedniej osady Budowla. Przedtem, 20 września, osadników aresztowała tak zwana «milicja ludowa». Podstawą aresztowania stała się uchwała samozwańczego wiejskiego «komitetu biedoty».

Zabójstwo w gminie Żydomla znalazło swój niespodziewany epilog w 1941 roku. Jednym z uczestników i wykonawców tego strasznego przestępstwa był członek KPZB Włodzimierz Aplewicz, wyznaczony przez Rosjan na komendanta milicji w Obuchowie. Ale na tym stanowisku nie utrzymał się on długo. Wkrótce został przyłapany na kradzieży, otrzymał naganę i wysłano go odbywać karę pozbawienia wolności do obwodu archangielskiego. W sierpniu 1941 r., jako byłego polskiego obywatela, uwolniono go na mocy amnestii pod warunkiem wstąpienia do powstającego na terytorium ZSRR Wojska Polskiego pod dowództwem generała W. Andersa. Tam Aplewicz dostał się do zapasowego pułku 5. Kresowej Dywizji Piechoty. We wrześniu 1941 roku rozpoznali go synowie zabitych osadników z Budowli i Lerypola, którzy też znaleźli się w Wojsku Polskim. Aplewicz został aresztowany i skazany przez trybunał wojskowy na rozstrzelanie. Wyrok ten został wykonany. Niestety, to był jednostkowy przypadek ukarania przestępcy, winnego masowych zabójstw Polaków we wrześniu 1939 roku.

Napady, rabunki i zabójstwa we wrześniu 1939 roku były skierowane przede wszystkim przeciwko właścicielom ziemskim, zamożnym chłopom, osadnikom, leśniczym i członkom byłej polskiej administracji. Miały one nie tylko klasowy, ale też (o tym trzeba powiedzieć szczerze) etniczny charakter. Polski historyk Marek Wierzbicki twierdzi, że w tych przestępstwach brali udział skomunizowani Białorusini i Żydzi. Krzysztof Jasiewicz, zajmujący się tematem strat wśród polskich właścicieli ziemskich, uważa, że we wrześniu i październiku 1939 roku z rąk Białorusinów zginęło trzej razy więcej właścicieli ziemskich, niż z rąk Ukraińców na Zachodniej Ukrainie.

Powracając do sytuacji w powiecie postawskim uważam, że poszczególne przypadki wrogości do polskiego państwa miały miejsce i tam. Oto co pisał w 1940 r. roku korespondent powiatowej okupacyjnej gazety «Новый путь» (Nowa Droga) niejaki Nejfach: «Kiedy 17 września 1939 roku do Duniłowicz weszła Armia Czerwona, na placu miasteczka doszło do wiecu. Ludzie zaczęli śpiewać „Międzynarodówkę”, a z całej masy bardzo wyodrębniały się mocne głosy. To były głosy śpiewaków żydowskiego zespołu wokalnego, prowadzonego przez nauczyciela duniłowickiej żydowskiej szkoły A. Gurwicza».

Były mieszkaniec wsi Falewicze (powiat postawski), Józef Rusak, w wywiadzie dla polskiego radio opowiedział, że kiedy przyszli Rosjanie, to liczni Żydzi nagle zaczęli nosić na rękawach czerwone opaski. Szczególnie nieprzyjemne wrażenie wywołał u niego jeden kolega z klasy z polskiej szkoły, Żyd, który przy spotkaniu nagle odmówił rozmowy w języku polskim oświadczywszy, że on teraz będzie mówić tylko po rosyjsku. Jak powiedział Rusak: « … było mi bardzo nieprzyjemnie to słyszeć».

Były mieszkaniec Postaw, naoczny świadek wrześniowej tragedii Stanisław Jurkowlaniec, wspominał, że pewni Białorusini 18.09.1939 r. z radością witali radzieckie czołgi. Dalej zacytuję dosłownie: «stojąc na kolanach». Bardzo szybko niektórzy z tych nieprzewidujących ludzi, razem z setkami innych mieszkańców powiatu, zostali aresztowani przez NKWD i zamordowani lub trafili do więzień, obozów i na zesłania. Kto wie, być może te nieszczęścia, które ich dotknęły, uczyniły ich mądrzejszymi? A może oni jednak umarli jako głupcy, otrzymawszy z NKWDowskiego nagana kulę w tył głowy?

Wojewoda Downarowicz
Cyryl (Кирилл) Orłowski
Pułkownik KGB Stanisław Waupszasow (Stanislavas Vaupšas)