11 lut 2015

Ze wspomnień Jana Brzezińskiego

Poniżej przedstawiam czytelnikom blogu ciekawe wspomnienia malarza Jana Brzezińskiego, oraz zdjęcia z jego albumu. Brał on udział, razem z innymi absolwentami Warszawskiej Szkoły Sztuk Pięknych, w renowacji iluzjonistycznych malowideł w kościele w Łuczaju na Wileńszczyźnie niedaleko Postaw. Było to przed pierwszą wojną światową. Wspomnienia przesłał p. Łukasz Bobiński. Serdecznie dziękuję.












Janina Bobińska - Paszkowska z bocianem Kubą. Łuczaj 1911 rok.
Jakubajtys i bocian Kuba. Łuczaj 1911 rok.
Zdjęcie wnętrza kościoła z Janem Brzezińskim na rusztowaniach. Łuczaj 1911 r.
Zdjęcie kościoła w Łuczaju z 1911 roku, widok zewnątrz.
Zdjęcie wnętrza kościoła w Łuczaju, 1911 rok.
Zdjęcie wnętrza kościoła w Łuczaju, 1911 rok.
Zdjęcie wnętrza kościoła w Łuczaju, 1911 rok.
Zdjęcie wnętrza kościoła w Łuczaju, 1911 rok.
Łuczaj na polskiej przedwojennej mapie
Łuczaj na mapie wileńskiego województwa
Kościół w Łuczaju. Obecny widok.

2 sty 2015

O czym pisała wileńska gazeta «Słowo»? (część2)

Posiedzenie Sejmiku Postawskiego
Dnia 15 stycznia 1926 roku odbyło się pierwsze posiedzenie Sejmiku powiatowego nowoutworzonego powiatu postawskiego. Zjechało 21 człąków Sejmiku, reprezentujących 12 gmin. Obradom przewodniczył starosta p. Kazimierz Obrocki. Dokonano wyborów Wydziału powiatowego, przyczem wybrani zostali p.p. Witko Piotr, Stabrowski Kajetan, Sawicki Jan, Rolicz Stefan, Mackiewicz Donat i dr. Chudzyński Władysław. Do komisji rewizyjnej wybrano p.p. Tajanowicza Antoniego, d-ra Kurkowskiego Józefa i Gińkę Piotra. Wreszcie wybrano 2-ch członków do Komisji Likwidacyjnej dla rozrachunków pomiędzy Wydziałami powiatowymi i gminami ze względu na zmiany, jakie zaszły w granicach powiatów. Do komisji tej wybrano p.p. d-ra Chudzyńskiego i Mackiewicza. (Słowo, Nr.14, 19 stycznia 1926 roku)

Koło sportowe w Postawach
Przed tygodniem powstało w Postawach Koło Sportowe, mające na celu krzewienie wszelkiego rodzaju sportów. Sprowadzone już zostały z Wilna saneczki i urządzony jest tor saneczkowy, obecnie zaś urządzona jest ślizgzwka, w sezonie zaś letnim mają być uruchumione sekcje: tenisowa, wioślarska, kolarska oraz piłki nożnej. Projektowane jest utworzenie w Postawach gniazda sokolego. Spodziewać się więc należy, że po utworzeniu oddziału Sokoła, Koło Sportowe połączy swą działalność z tem towarzystwem. (Słowo, Nr14, 19 stycznia 1926 roku)

Zgromadzenie Związku Ziemian w Postawach
Dnia 14 lipca 1928 r. odbyło się roczne Walne Zgromadzenie Człąków Związku Ziemian Oddziału Postawskiego. Zjazd był liczny. Przed obradami uczczono przez powstanie pamięć zmarłego przed paru miesiącami S.p. Edmunda Piłsudskiego (kuzyn Józefa Piłsudskiego, mieszkał w Mosarzu, pow. postawskiego). Przewodniczył Zebraniu Prezes Oddziału p. Oskar Wincza, który dał sprawozdanie z działalności Oddziału za rok ubiegły, zaznaczając między innemi, że w roku sprawozdawczym odbyło się 5 walnych zgromadzeń oraz 5 posiedzeń zarządu. Oddział liczy obecnie 53 człąków, reprezentujących własność 26517 ha. Zebrani jednogłośnie przyjęli do wiadomości sprawozdanie, udzielając Zarządowi absolutorjum. Zatwierdzono również budżet na rok bieżący i wice-prezes Dr. Kurkowski zreferował bardzo szczegółowo sprawy samorządowe, nawołując ziemian do jak najliczniejszego przyjmowania udziału w pracach samorządowych. Do Zarządu zostali wybrani ponownie: pp. Oskar Wińcza, jako prezes, Dr. Józef Kurkowski, jako wice-prezes, oraz jako człąkowie Zarządu pp. Antoni Siemaszko, Kalikst Piłsudski (krewny J.Piłsudskiego, rządził majątkiem w Mosarzu, pow. postawskiego) i Eugenjusz Busz. Do Komisji Rewizyjnej wybrano pp. Stanisława Oskierkę i Jana Dłużniewskiego.
(Słowo, lipiec1928r. Nr.168)

Kat Maciejewski pierwszy raz w Wilnie
Jak się dowiadujemy w dniu dzisiejszym przybył do Wilna kat p. Maciejewski, celem wykonania wyroku śmierci na osobie Aziulewicza, mordercy małżonków Masłowskich, córki ich oraz robotnika. Wstrząsający ten dramat miał miejsce w miejscowości Leśniczówka w pobliżu Łandwarowa. Kara śmierci przyznana przez Sąd Okręgowy została następnie zatwierdzona we wszystkich instsncjach, a Pan Prezydent, do którego łaski odniósł się Aziulewicz, nie skorzystał z tego prawa. Egzekucja odbędzie się prawdopodobnie we wtorek na jednym z dziedzińców więzienia łukiskiego. Będzie to w Wilnie pierwszy wypadek stracenia skazańca przez powieszenie.
(Słowo, Nr.225 z 1928 roku)

Przeszkolenie strażnicze
Kurs pożarniczy dla oficerów pow. postawskiego odbędzie się w dniach od 15 do 22 lipca r.b. w Postawach. Kandydaci z pow. postawskiego winni być delegowani na kurs w Postawach. W najbliższym czasie zostaną rozesłane do wszystkich straży pożarnych regulamin służby wewnętrznej Ochotniczych Straży Pożarnych i regulamin zawodów wraz z tablicą ocen i formularzami dla sędziów. W sprawach nabycia wszystkich wydawnictw pożarniczych należy zwracać się zawsze do Związku Wojewódzkiego R.D.
(Słowo, Nr.142 z 1928 roku)

Strajk rabotników budowlanych
Strajk rabotników budowlanych w Postawach. Informują nas, iż robotnicy, zatrudnieni przy robotach budowlanych w Postawach, ogłosili strajk ekonomiczny, żądając 15% podwyżki dotychczasowych opłac. (Słowo, Nr.154 z 1928 roku)

Rozstrzelanie kaprala Jagiełłowicza
Szpiegostwo wojskowe. Onegdaj został rozstrzelany w Baranowiczach z wyroku sądu doraźnego kapral Wiktor Jagiełłowicz, za zdradę główną (szpiegostwo). Kapral Jagiełłowicz zatrudniony był w sztabie 9-j brygady jazdy. Schwytano go na gorącym uczynku kopjowania dokumentów wojskowych, które przy pomocy podrobionego klucza wydobył z szafy kancelaryjnej i przeniósł na noc do własnego mieszkania. Przyłapanie Jagiełłowicza było wynikiem dłuższej obserwacji, dzięki czemu zreszto trafiono na całą dobrze zorganizowaną sprawną ręką pełnomocnika „razwiedupra” G.P.U. w Mińsku, niejakiego Łarina. Jagiełłowicz był obywatelem polskim wyznania prawosławnego. Urodził się w Sankt-Petersburgu, gdzie ukończył 5 klas gimnazjum.
(Słowo, Nr.222 z 1928 roku)

Dziki Człowiek w lasach Nowogródzkich
Na dziwnego mieszkańca lasów między wioskami Berezówka a Tartakami w powiecie baranowickim, województwa nowogródzkiego natrafili oniegdaj odbywający ćwiczenia rezerwy w 22 pułku piechoty podchorążowie, Stanisław Szmulski, nauczyciel z Olkuskiego, Michał Siemieniuk, buhalter z Brześcia n. Bugiem i inż. agr. Konstanty Masłowski z Siedlec. Maszerując z kompasem na kierunek przez część olbrzymiego lasu, podchorążowie zauważyli pod jednym z drzew, zwiniętą w kłębek, kosmatą postać wzrostu tęgiego mężczyzny.

Siemieniuk i Szmulski zbliżyli się ostrożnie do dziwnego człowieka który spał, chcąc go jbejrzeć zbliska; podch. Masłowski pozostał nieco w tyle. Był on całkowicie goły, porośnięty czarnym włosem, posiadał rudą popas brodę i długie nieobcinane widocznie wcale paznokcie u górnych i dolnych konczyn. Włosy na głowie były tak długie, że zakrywały całkowicie twarz i oczy. „Leśny człowiek” przepasany był jedynie słomianym powrosłem. Nagle któryś z obserwujących go nadepnął na suchą gałązkę, która pękła z trzaskiem, budząc śpoącego. Porwał się on na nogi, ryknął niesamowicie i kilkoma sprężystymi susami znikł w gęstwinie i zbiegł mimo zarządzonej natychmiast obławy. Jak opowiadają mieszkańcy okoliczni, leśny człowiek bardzo rzadko daje się podejść i zauważyć ludziom. Miejscowi myśliwi mają zamiar w najbliższym czasie zorganizować walną obławę celem pojmania osobliwego mieszkańca puszczy kresowej.
(Słowo, Nr.199 z 1928 roku)

Postawy. Uroczystość oswobodzenia Wilna
W dziesiątą rocznicę oswobodzenia Wilna i Wileńszczyzny od najeźdźców, Postawy przybrały odświętny wygląd. Domy były udekorowane chorongwiami, w kościołach wszystkich wyznań zostały odprawione uroczyste nabożeństwa. W kościele katolickim zebralo się sporo ludzi i miejscowej inteligencji, jak również przedstawicieli organizacyj społecznych jak to SMP, Kół. P. Mac. Szkolnej, Strzelc., kilku reprezentacyj urzędów i wojskowości.

Ks. proboszcz Nurkowski w podniosłych słowach zobrazował doniosłość, dla tutejszego kraju, jak również i dla całej Rzeczypospolitej Polski, faktu wyzwolenia Wilna i Wileńszczyzny, tej skarbnicy patryotyzmu i kolebki wielkich ludzi, jakich ziemia wileńska wydała.

O godzinie 1-j odbył się odczyt p. Jerzego Niedziałkowskiego, zastępcy starosty postawskiego, o wyzwoleniu Wilna. Przyjemnie było usłyszeć z ust p. Niedziałkowskiego, prawdziwego syna tej ziemi, który wyrósł i zrósł się z tradycjami naszemi wileńskiemi, mocne słowa uznania i przyznania, „że wiara nasza katolicka i miłość do świątyń wileńskich i tradycyj, które pieści każdy wilnian w sercu swem, były największym bodźcem do wyzwolenia Wilna z pod obcego jarzma”.
(Słowo, Nr. 94 z 1929r.).

Starosta dziśnieński przejechał wilka
Z wiarygodnego źródła dowiadujemu się o przygodzie, jaka spotkała niedawno starostę dziśnieńskiego p. Jankowskiego. Wracając autem z Wilna do Głębokiego w pewnym miejscu przejechał p. Starosta psa. Chcąc dobić męczące się zwierze zatrzymał auto i wówczas dopiero zauważył ku niemałemu swemu zdziwieniu, że przejechany jest wilkiem prawdziwym. Drugi wilk uciekł do lasu. (Słowo. Nr.207 z 1929 roku)

Ucieczka z pod eskorty pędzącego pociągu
Oniegdaj w dzień z pociagu zbliżającego się do stacji Marcinkańce a zdążącego do Wilna, uciekł spod eskorty dezerter 23-go Pułku Ułanów Grodzieńskich (w latach 1934-1939 pułk ten stacjonował w Postawach) Henryk Krzywicki. W pobliżu stacji został on wyprowadzony przez eskortojącego go żołnierza na korytarz, gdzie zdolał zmylić czujność żołnierza i wyskoczyć oknem. Zarządzony natychmiastowy sościg nie dał żadnego rezultatu.
(Słowo, Nr.99 z 1929 roku)

Napad w Łyntupach
Został dokonany napad na Józefa Błożewicza gajowego lasów łyntupskich przez detraudantów leśnych Nikodema Żuromskiego oraz Bronisława Fiedorowicza [...]. W biały dzień, w Łyntupach (obecnie na terenie rejonu postawskiego Białorusi) uderzono gajowego kilkakrotnie polanem z napędzonemi gwoździami po głowie. Motyw – zemsta za gorliwość gajowego: parę dni przedtem na podstawie zeznań gajowego został jeden z dzikusów Nikodem Żuromski osądzony za kradzież leśną. Gajowego po 4-dniowym pobycie w szpotalu w Święcianach odesłano do kliniki w Wilnie, gdzie dokonano trepanacji czaszki. (Słowo. Nr.17 z 1930 roku)

Zjazd Pracowników Administracji Gminnej pow. postawskiego
Dnia 19 b.m. w lokalu urzędu gminy postawskiej w Postawach odbył się zjazd pracowników administracju gminnej tut. powiatu, który zgromadził bardzo wielu członków, z przedstawicielem wydziału pow. p. insp. samorządu Jakowickim. Poza sprawami organizacyjnemi, omówiono też sprawy fachowe, któremi przyobiecał zainteresować się p. insp. Jakowicki, gdyż wiele działów służby gminnej wymagających natychmiastowego zorganizowania pozostają w prowizorjum i śmiało stwierdzić można, że każda gmina pracuje na własną rękę.

W przeddzień zjazdu odbył się bal samorządu gminnego, zorganizowany staraniem pracowników urzędu gminy postawskiej, z którego dochód został przeznaczony na skompletowanie bibljoteki Oddziału, której celem jest samokształcenie pracowników.
(Słowo, Nr.24 z 1930 roku)

Uniwersytet powszechny w Duniłowiczach, pow. postawskiego
Dzięki staraniom obecnego kierownika 7-mio klasowej szkoły powszechnej w Duniłowiczach p. Br. Frąckiewicza, Duniłowicze zaczynają obudzać się i nawet wykazują inicjatywę. Został tu zorganizowany bodaj czy nie pierwszy na wileńszczyżnie Uniwersytet Powszechny, przy dość licznej, jak na tutejsze stosunki, bo przeszło 35 słuchaczy obojga płci. Program zakreślony umiarkowanie, nieprzesądzający rozszerzenia w przyszłości. Udział w wykładach biorą ks. prob. Możejko, pracujący bardzo wiele społecznie, etyka chrześcijańska, oraz zwyczaje towarzyskie, p. Zalewska – zagadnienia z historji i literatury cyklami genetycznie, p. Frąckiewicz – nauka o wszechświecie, pogodzie, ziołach lekarskich i ratownictwo, p. Andrasz – Polska współczesna, oraz obce ludy i obce kraje – cyklami. P. Nowicki prowadzi chór ludowy, który powstał jako osobna sekcja. Sekretarz Gminy p. Nawrocki zgłosił swój udział co do pogadanek o Samorządzie i zaznajomienia słuchaczy z obowiązującemi ustawami, z któremi ludność najczęściej spotyka się w życiu.

Wykłady odbywają się 3 razy tygodniowo po 3 godziny dziennie, zaś w soboty zajęcia śwetlicowe. W przyszłym roku szkolnym zaprowadzony zostanie dwuletni kurs. Zaznaczyć należy, że powstanie tego Uniwersytetu zależy zawdzięczać w dużej mierze Wydziałowi Powiatowemu Sejmika Postawskiego, którego przewodniczący p. starosta Woktor Niedźwiecki interesuje się bardzo sprawami oświaty pozaszkolnej. Życzyćby sobie należało by i gmina wspomogała w tej mierze oświatę pozaszkolną, co i Wydział.
(Słowo, Nr. 24 z 1930 roku)

Chrześcijański Bank Spółdzielczy w Duniłowiczach, pow. postawskiego
Od 6 lat istnieje w Duniłowiczach ten Bank, rozwijając się bardzo dobrze z 474 człąkami, przy udziałach 100 złotowych i odpowiedzialności 20-sto krotnej. Zarząd Banku stanowią pp. Jan Dłużniewski, Wiktor Kozłowski – zarazem dyrektor banku, oraz Eugenjusz Rutkiewicz.

Kapitał własny stanowi 5675,82 zł. Bank posiada dom własny na zakupionym placu wartości 6140 zł. W ciągu roku 1929 udzielono pożyczek 1163 na ogólną sumę 229291 zł 67 gr. Zaznaczyć należy, że suma udziałów stale od założenia wzrasta, lecz smutniejszy objaw świadczy o zubożeniu ludności, to zmniejszanie się rachunku wkładów. Rachunek ten zwiększający się w latach 1925 i 1926 a dochodzący w roku 1927 do sumy 30,319 zł. Zmniejsza się w roku 1928-ym następnie w 1929 i obecnie wynosi już tylko 22,783 zł. Bank bardzo wydatnie współpracuje z rolnictwem, starając się terminowo sprowadzać nzwozy sztuczne i inne potrzebne utensylia rolnicze. Finansuje spółdzielnie skupu lnu „Siemięf”. (Słowo, Nr.24 z 1930 roku)

Wielki pożar w hucie szklanej hr. Przeździeckiego
W dniu 5 b.m. o godz. 4-j na terenie zabudowań fabrycznych w hucie szklanej Woropajewo (powiat postawski) wybuchł pożar. Straty wynoszą 120 tys. złotych. Ogień powstał w gonczarni, w której znajdowała się duża ilość materiału. Zanim zorganizowano akcję ratowniczą ogień objął cały budynek wraz ze znajdującemi się w nim materjałami. Suche drzewo rozpaliło się momentalnie, a wiatr rozdmuchał ogień do kołosalnych rozmiarów, co utrudniało w znacznym stopniu akcję ratowniczą. Po kilku godzinach energicznej walki z rozszalałym żywiołem udało się ogień umiejscowić, jednak budynek gonczarni spłonął doszczętnie. Dochodzenie prowadzone w kierunku ustalenia przyczyn powstania pożaru nie dało konkretnego wyniku, zachodzi jednak przypuszczenie, że przyczyną było nieostrożne obchodzenie się z ogniem.
(Słowo, Nr.5 z 1930 roku)

Rekruci z głębi Polski wywołali awantury
Wczoraj nadeszły do Wilna wiadomości o licznych awanturach, wywołanych przez poborowych jadących z Warszawy do pułków Wileńskich. Do poważniejszych zajść doszło na stacji w Białymstoku a następnie w Oranach (teraz na Białorusi). Gdy jadący do Wilna pociąg osobowy minął Grodna, awantury około 300 pijanych poborowych doszły do zenitu. Poza niepokojeniem podrożnych, awanturnicy wywołali zajście z obsługą pociągu która nie mogąc dać z nimi rady, porozumiała się policją w Oranach z prośbą o przedsięwzięcie kroków zaradczych. Poborowi tak byli pijani że usiłowali zdemolować urządzenie wagonów i powybijali szyby. W chwili gdy rano pociąg zatrzymał się w Oranach, tamtejszy pasterunek policji wezwał pomocy załogi Korpusu Ochrony Pogranicza stacjonującej w pobliżu, i wezwał rekrutów do zaprzestania awantur. Wobec tego że wszelkie upomnienia nie odniosły skutku, żolnierze K.O.P. i policjanci otoczyli wagony zajęte przez awanturników i wobec oporu z ich strony siłą zmusili do wyjścia na peron. W trakcie usuwania, 37 najbardziej awanturujących się aresztowano, zaś pozostałych załadowano do trzech osobnych wagonów i pod silną eskortą odesłano do Wilna. Zlikwidowanie awantur zajęło dość dużo czasu co też pociągnęło za sobą opóźnienie się pociągu. Ponadto z Białegostoku nadeszły wiadomości, że doszło tam do zajśćz poborowymi i że likwidujące zajście organy bezpieczeństwa zmuszone były użyć broni. (Słowo, Nr.62 z 1930 roku)

Awantury rekruckie w pociągu
Oniegdaj pociąg osobowy, zdążający z Wilna, przybył do Głębokiego silnie uszkodzony, jadoncy bowiem do Mołodeczna rekruci zdemolowali w Woropajewie (pow. postawski) wagony, powybijali szyby i połamali ławki, przyczem sami pokaleczyli sobie dotkliwie ręce. Zaalarmowany komendant posterunku wysłał silny oddział policji, która wysadziła z pociągu awanturujących się. Na miejsce przybył także lekarz powiatowy, który udzielił pomocy rannym i pokaleczonym, poczem najbardziej awanturujący się osobnicy zostali odprowadzeni do aresztu.
(Słowo, Nr.103 z 1934 roku)

Zajście z rekrutami
Grodno. Dnia 15 b. m. Przybył do Grodna pociąg z poborowymi z Warszawyz dużem opóźnieniem. Powodem opóźnienia były awantury pijanych poborowych, które rozpoczęły się już na dworcu w Warszawie. Pod Wołominem wyrzucono z wagonu jednego z poborowych, który dostał się pod koła pociągu. W wagonach, a nawet w parowozie powybijano szyby. Mijające pociągi obrzucano flaszkami i innemi twardemi przedmiotami. Koło Tłuszcza wyrzucono z wagonu drugiego poborowego na tor.

Podczas przejazdu przez most nad Bugiem jeden z poborowych wypadł z wagonu do rzeki. Gdy zatrzymano pociąg słychać było wołanie tonącego o pomoc, lecz z powodu trudności była akcja ratownicza niemożliwa, tem więcej, że pijani poborowi wszczęli nowe awantury. Dopiero po przybyciu pociągów do Białegostoku żandarmeria przywróciła porządek. Jeden wagon musiano odczepić. (Słowo, Nr.75, 17 marca 1935 roku)

Postawska reduta
Dnia 1 marca 1930 r. staraniem zarządu Towarzystwa Ochotniczej Straży Pożarnej urządzono w Sali Domu Ludowego przedstawienie i zabawę taneczną, a osiągnięte 450 zł czystego dochodu przeznaczono na inwestycje tegoż Towarzystwa. Odegrano świetną komedję Jastrzęb-Zalewskiego „Gobelin”, przy udziale pań: Karszniewiczowej Emilji, Łozicząkówny Marji, Różbickiej Heleny i panów: Aponowicza Stanisława, Burycza Albina, Jankowicza Moiżesza, Karszniewicza Jana, Kozłowskiego Pawła, Moroza Stefana, Pawłowskiego Henryka i Turczynowicza Romana. Należy stwierdzić, że komedję odegrano doskonale, a to dzięki reżyserji i udziałowi w grze zamiłowanego w sztuce teatralnej dr. Moroza Stefana i nieprzeciętnym zdolnościom naszych amotorów: pani Karszniewiczowej i panów Turczynowicza i Kozłowskiego. Mam nadzieję, że po tak udanej próbie sił, nasz „reduciany” zespół będzie nam częściej uprzyjemniał czas żywem słowem z estrady.
(Słowo, Nr.69 z 1930 roku)

Zderzenie pociągów zakorkowało linję
Na stacji kolejowej Nowodruck (Postawy) w czasie pracy przetokowej lokomotywą pociągu Nr 104 nastąpiło zderzenie z pociągiem Nr 591, skutkiem czego wykoleiły się dwa wagony pogotowia mostowego, nienależące do składu pociągu. W związku z wykolejeniem się wagonów pociąg Nr 591 z powodu zatarasowanej linji przestał na stacji 30 minut.
(Słowo, Nr. 64 z 1932 roku)

Samobójstwo leśniczego
Przedwczoraj w leśniczówce Obołonie gminy woropajewskiej (postawski powiat) popełnił samobójstwo usunięty niedawno leśniczy dóbr woropajewskich Antoni Czyżewski. Samobójca strzelił z rewolweru w usta i poniósł śmierć na miejscu. Czyżewskiemu zarzucano dopuszczenie się nadużyć podczas pełnienia funkcji leśniczego, co w konsekwencji pociągnięło za sobą zwolnienie go z posady. Zamach samobójczy pozostaje w bespośrednim związku z temi nadużyciami.
(Słowo, Nr.115, 29 kwietnia 1933 roku)

Odsłonięcie pomnika w Postawach ku czci poległych w walce o Niepodległość
W dniach 1 i 2 września w Postawach odbyła się uroczystość związana z odsłonięciem pomnika ku czci poległych i koncentracja oddziałów zwartych federacji P.Z.O.O. pow. postawskiego. W uroczystości wzięli udział z ramienia M.S.W. komendant organizacyj wojskowych płk. Skokowski, z zarządu głównego federacji P.Z.O.O. kpt. Zdrojewski, z zarządu wojewódzkiego prezes dr. Góra, prezes podokręgu zw. Rezerwistów mjr. Zmigrodzki, komendant podokręgu mjr. Długowski i sekretarka wojewódzka federacji Podoska. 1 b.m. odbył się uroczysty apel poległych a uroczystości niedzielne objęły odsłonięcie pomnika i defiladę oddziałów zwartych w iliści przeszło 1000 umundurowanych rezerwistów.
(Słowo, 4 września 1934 roku)

Wycieczka prezesów Izb Rolniczych nad Narocz
Postawski powiat. W sobotę dnia 6 b.m. bawiła nad Naroczem wycieczka prezesów i dyrektorów Izb Rolniczych w iliści 24-ch osób. Po odpoczynku w schronisku Towarzystwa Miłośników Narocza uczestnicy wycieczki źwiedzili szereg gospodarstw przykładowych, przystań rybacką, fermę hodowlaną srebrnych lisów, oraz zorganizowaną w Kobylniku wystawę wyrobów lnianych.
(Słowo, Nr.166 z 1936 roku)

Pożar lasów woropajewskich 
Postawy. W dniach od 10 do 15 b.m. na terenie gm. woropajewskiej powstał z nieustalonych przyczyn pożar lasu w 10 kwadratach maj. Woropajewo (własność Konstantego Przeździeckiego), przyczem uległo zniszczeniu około 100 ha lasu w wieku od 4 do 5 lat i około 5 ha lasu w wieku około 40 lat. Zarząd majątku oblicza straty na 15 tys. zł. (Słowo, Nr.226, 18.08.1939 roku)
 
Powiązane posty http://postawyiokolice.blogspot.com/2014/04/o-czym-87-lat-temu-pisaa-wilenska.html

14 kwi 2014

O czym 87 lat temu pisała wileńska gazeta “Słowo”?

Ułan szpiegiem sowieckim

Ostatnio władze bezpieczeństwa wykryły na terenie województwa wileńskiego tajną organizację, której kierownik, Władysław Taraszkiewicz, mieszkaniec powiatu postawskiego, wciągnięty do roboty swego brata stryjecznego, ułana 4-go pułku Jana Taraszkiewicza, zbierał dokładne informacje o składzie personalnym korpusu oficerskiego, ilości koni, uzbrojeniu pułku i t. p. Materiał ten, zbierany przez wspomnianego ułana Taraszkiewicza, przewożony był przez jego siostrę Annę z Wilna do Postaw. Tam odpowiednio przerobiony transportowany był do Mińska. Obydwu Taraszkiewiczów aresztowano i osadzono na Łukiszkach.
(„Słowo”, Nr. 159 z 1927 roku)

Olbrzymi pożar pochłonął wieś Ziemce

Komunikują nam z Postaw o okropnym pożarze, jaki miał miejsce w gminie Woropajewo. W jednym z domów mieszkalnych z niewiadomych przyczyn powstał ogień. Suche drzewo zajęło się natychmiast i zanim domownicy mogli rozpocząć akcję ratowniczą, dom spłonął, a iskry roznoszone przez wiatr przeniosły ogień na sąsiednie zabudowania. Pożar rozwinął się z zastraszającą prędkością, a słabe pogotowie ratownicze nie mogło zapobiec nieszczęściu. Mieszkańcy widząc, że wysiłki ich są bezsilne, uciekli, ratując jedynie ubranie i pościel. Pożar szalejący kilkanaście godzin strawił dwadzieścia dwa zabudowania gospodarcze z wszystkim, co się w nich znajdowało. Jak dotąd wyjaśniono, w płomieniach zginął koń i dwie owce. Na szczęście wypadku z ludźmi nie było. Wysokość strat i przyczyny pożaru dotychczas niewyjaśnione. („Słowo”, Nr. 165 z 1927 roku)

Szesnastoletni bandyta

W lesie, o trzy kilometry od wsi Jacyny gminy Zośniańskiej powiatu postawskiego, na powracającą do domu mieszkankę wsi Lejce tejże gminy Domicetę Myszko ktoś napadł z tyłu, zakrywając jej oczy i skręcając głowę, a drugą ręką usiłował poderżnąć jej nożem gardło. Wieśniaczka poczęła się bronić i wreszcie z pokaleczonym podbródkiem i rękoma wyswobodziła się z ucisków bandyty, po czym zbiegła. W tym jednak momencie zauważyła, że jest to kilkunastoletni wyrostek, syn Józefa Januszkiewicza ze wsi Jacyny, dokąd zachodziła i opowiadała, że sprzedała za trzy złote płótno.

Rozmowie tej przysłuchiwał się późniejszy napastnik, który po wyjściu Myszko udał się w jej ślady i w lesie rzucił się na nią. Aresztowany przyznał się do winy i oświadczył, że postanowił zawładnąć trzema złotymi, by moc odegrać się w karty. Dodał przy tym, że usiłował Myszko zarżnąć, ponieważ bał się, że obrabowana poskarży się jego ojcu. Lekarze orzekli, iż zbrodniarz ma lat szesnaście i że z czynu swego zdawał sobie dokładnie sprawę. Sąd Okręgowy w czasie sesji w Postawach, po przeprowadzeniu przewodu, skazał małoletniego bandytę na trzy lata więzienia. Do pełnoletniości sąd nakazał skazanego zamknąć w domu poprawczym w Wilucianach z tym, że jeżeli przez ten czas poprawi się, to wyrok nie będzie wykonany. („Słowo”, Nr. 173 z 1927 roku)

Straż sowiecka strzela do żołnierzy K.O.P.

W pobliżu strażnicy Podświle (sąsiadujący z postawskim powiat dziśnieński) w nocy na szesnastego lipca, korzystając z ciemności, nieujawnieni sprawcy ostrzelali naszą placówkę. Zarządzona natychmiast obława nie dała pozytywnych rezultatów. Sądząc z kierunku strzałów, zamach ten zgotowany został przez straż sowiecką, co zresztą praktykowane jest ostatnio dość często. („Słowo”, Nr. 187 z 1927 roku)

Znów porwana przez sowiecką straż
 
Nowy system zdobywania wiadomości przez wywiad sowiecki. Do strażnicy KOP w rejonie Kopciewa (sąsiadujący z postawskim powiat dziśnieński) zgłosił się rolnik Antoni Furs i zameldował, że jego żona Krystyna lat trzydzieści siedem podczas grabienia siana w pobliżu wsi Łozówka została porwana przez sowiecką straż graniczną. Zaprowadzono ją do strażnicy, gdzie jakiś młody człowiek w cywilnym ubraniu przeprowadził badanie, dopytując się o polskie siły zbrojne, stacjonujące przy granicy. Podczas śledztwa wystraszonej kobiecie grożono rewolwerem. Po czterogodzinnym badaniu znękana i wystraszona Krystyna Furs została zwolniona do domu. Jest to już trzeci wypadek porywania ludności dla zdobycia informacji („Słowo”, Nr.179 z 1927 roku)

Aresztowanie szpiegów

Przez kilkoma dniami żołnierze KOP zatrzymali na granicy przeprowadzającego się do Rosji Sowieckiej Piotra Łukaszewicza, podejrzewanego o uprawianie szpiegostwa na rzecz Sowietów. Śledztwo przeprowadzone w tej sprawie doprowadziło do aresztowania mieszkańców wsi Tanasewicze: K. Kowszyka i Wł. Aloszki oraz mieszkańca wsi Kurzenice F.Dziemieszki i K. Łukszy. Wszyscy wymienieni tworzyli organizację szpiegowską, działającą na rzecz Sowietów. Na czele organizacji stał Łuksza. Aresztowanych osadzono w więzieniu na Łukiszkach. („Słowo”, Nr.162 z 1927 roku)

Ujęcie trzech wysłanników do Mińska

Władze bezpieczeństwa pow. postawskiego zarządziły aresztowanie czterech osobników o nazwiskach: Kempe J., Racin H., Gorfain A. i Zareżewski R. Aresztowani tłumaczyli się policji, że przybyli w poszukiwaniu pracy, gdy tymczasem, jak stwierdzono, czynili oni pewne starania przedostania się przez granicę. Z posiadanych wcześniejszych informacji wynika, że operująca na terenie Wilna jaczejka komunistyczna nosi się z zamiarem wysłania do Mińska na specjalne kursy agitacyjno-polityczne swych przedstawicieli. Zachodzi podejrzenie, że zatrzymani w Postawach są właśnie wysłańcami wileńskiej organizacji. („Słowo”, Nr. 192 z 1927 roku).

Krewki syn pobił ojca

Na polu w pobliżu wsi Nowe Huby gminy Zośniańskiej powiatu postawskiego rozegrała się gorsząca scena. Czterdziestoletni Marcin Maciuszonok dopadł swego ojca Jana, jadącego na wozie z sianem, i tak niemiłosiernie okładał go grabiami, że staruszek stracił przytomność i zwalił się pokaleczony do rowu. Policja wszczęła dochodzenie przeciwko krewkiemu Marcinowi i w rezultacie stanął on przed wydziałem karnym sądu okręgowego jako podsądny. Po rozpoznaniu sprawy sąd na sesji wyjazdowej w Postawach, biorąc pod uwagę okoliczności łagodzące, skazał Marcina Maciuszonka za pobicie rodziciela - staruszka na osadzenie w więzieniu na pół roku. („Słowo”, Nr. 176 z 1927 roku)

Kronika wojskowa

W Postawach powstaje nowa Powiatowa Komenda Uzupełnień. Z dniem 1 października bieżącego roku zostaje uruchomiona Powiatowa Komenda Uzupełnień w Postawach. Właściwość terytorialna P.K.U. Postawy obejmować będzie powiaty: postawski i dziśnieński. Organizowanie tej P.K.U. było potrzebą palącą, gdyż dotychczas ludność zmuszona była tracić dużo czasu, aby dopełnić formalności związanych z obowiązkiem służby wojskowej. („Słowo”, Nr. 214 z 1927 roku)

Echa krajowe – Postawy

W zeszłym tygodniu odbyła się w Postawach uroczystość poświęcenia sztandaru siedmioklasowej szkoły powszechnej. Fundusz na sztandar ofiarował były starosta powiatu, obecnie radca województwa wileńskiego, pan Kazimierz Obrocki, za co zarząd szkoły składa mu w tym miejscu staropolskie „Bóg zapłać”. („Słowo”, Nr. 220 z 1927 roku)

Wilcze niebezpieczeństwo w powiecie święciańskim

Jak to było łatwo przewidzieć, silne mrozy panujące od pewnego czasu postawiły ludność powiatów wschodnich wobec kwestii niebezpieczeństwa napadów wilków. Duża ilość tych niebezpiecznych szkodników, z powodu trudności zdobycia sobie pokarmu w lasach, przybliża się do domów, zagrażając świniom i owcom. Gminy komajska, łyntupska (obecnie w składzie rejonu postawskiego Białorusi) i inne z powiatu święciańskiego cierpią na tym najbardziej, bowiem liczne rozrzucone tam zaścianki są terenem operacyjnym wilczych zgrai. Na wzór ludzi – włamywaczy wilki podkopują się do chlewów, unosząc przebywające tam zwierzęta. Bezradni mieszkańcy oczekują pomocy od władz administracyjnych w sensie urządzenia dużych obław. Dowiadujemy się, że starostwo święciańskie organizuje taką obławę. Będzie to na pewno kropla w morzu, ale pens do pensa, a będzie szyling. („Słowo”, Nr.6 z 1927 roku)

Napad wilków na patrol K.O.P.

W pobliżu Glinciszek patrol K.O.P. podczas obchodu swego obwodu zaatakowany został przez stado wilków. Pobudzane głodem do odwagi dzikie bestie utworzyły okrąg, nie ryzykując jednak podchodzenia bliżej. Żołnierze rozpoczęli strzelaninę, podczas której padły cztery sztuki. Strzelanina wywołała alarm. Pomoc nadbiegła tylko po to, aby pomóc zabrać cenne trofea. („Słowo”, Nr.280 z 1927 roku)

Powiązane posty http://postawyiokolice.blogspot.com/2015/01/o-czym-pisaa-wilenska-gazeta-sowoczesc-2.html
 



19 lut 2014

Żeby pamiętali

W okresie międzywojennym miasteczko Łyntupy znajdowało się w granicach Polski, na terenie powiatu święciańskiego województwa wileńskiego, a po sowieckiej agresji, od 15.01.1940r. w składzie powiatu święciańskiego Białoruskiej SSR. 25.11.1940r. administracyjnie zostało wcielone do powiatu (rejonu) postawskiego Białorusi.

O masowym rozstrzeliwaniu ludzi w Łyntupach w 1942 roku, podczas niemieckiej okupacji, po raz pierwszy usłyszałem od mojej babci jeszcze w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Opowiadała ona, że ta akcja była jakoby zemstą Niemców za to, że partyzanci radzieccy zabili wysokich urzędników niemieckiej administracji okupacyjnej. Mówiła, że Niemcy wtedy schwytali po pięćdziesięciu mężczyzn w każdej z podłyntupskich wiosek i wszystkich rozstrzelali.

Na Białorusi w czasach radzieckich wiele pisano o «bestialstwach hitlerowców», ale, chociaż bardzo to dziwne, o mordzie w Łyntupach informacji prawie nie było. W nielicznych źródłach wspomniane jest, że w odpowiedzi na zabicie przez radzieckich partyzantów wilejskiego Gebietskommissara Becka i kierownika żandarmerii Kriela, Niemcy rozstrzelali «około 200 mieszkańców Łyntup i najbliższych wsi». I to wszystko. Żadnych szczegółów tego krwawego przestępstwa nie podawano. Być może brak zainteresowania tematem u radzieckich historyków można wytłumaczyć tym, że komunistyczne władze nie chciały «rzucać cienia» na radzieckich partyzantów, a raczej dywersantów, którzy faktycznie sprowokowali Niemców do tego przestępstwa, przygotowawszy zasadzkę w gęsto zaludnionym terenie.

Były wychowanek szkoły NKWD a później partyzant N. Romanow wspominał: "Nas uczyli prowokować Niemców, żeby popełniali duże przestępstwa i w ten sposób powiększali ilość partyzantów". To znaczy, że radzieckie kierownictwo miało nadzieję, że im więcej Niemcy popełnią przestępstw, tym więcej ludzi przyjdzie do lasu do oddziałów partyzanckich.

Przygotowując poniższy materiał spróbowałem znaleźć informacje o tej zbrodni w białoruskojęzycznym Internecie i nic nie znalazłem. Widocznie od czasów ZSRR w Białorusi mało co się zmieniło. Radzieccy partyzanci są tam «bohaterami» nadal.

Więc co się naprawdę zdarzyło się w maju 1942 w Łyntupach i okolicy?

W książce "Ludzie naroczańskiego kraju: wspomnienia uczestników walki rewolucyjnej i Wielkiej Wojny Ojczyźnianej ", (Mińsk , 1975r.) jest zacytowany fragment ze wspomnień byłego oficera Armii Czerwonej a później partyzanta Włodzimierza Saulewicza, który powiedział: "W maju 1942 roku dowiedzieliśmy się, że Gebietskommissar Beck pojedzie ze Święcian do Łyntup. Postanowiliśmy zlikwidować go […]. Wyznaczono do tej operacji ludzi. W skład grupy weszli Markow, ja, Smirnow, Baluckij i Małygin. Nasz łącznik zawiadomił, że 20 maja 1942 roku Beck wyjedzie ze Święcian do Łyntup. W ten dzień o czwartej rano nasza grupa wyszła lasem do drogi […]. Koło ósmej zobaczyliśmy szybko jadący samochód osobowy. Z odległości dwudziestu metrów strzeliłem do kierowcy. W tej chwili Markow i Baluckij otworzyli ogień do siedzących w samochodzie hitlerowców. Kierowca szybko otworzył drzwi i, kulejąc, ponieważ trafiłem go w nogę, wyskoczył z samochodu. Chciał uciec w las, ale strzeliłem jeszcze dwa razy w jego plecy i upadł. […] Kiedy rozbieraliśmy Becka, Małygin zauważył na jego ręce pierścień z brylantem. Zdjął go. […]. Zabrawszy broń, dokumenty i umundurowanie, podpaliliśmy samochód i odeszliśmy do lasu … […] Ruszyliśmy do Nowosiółek, do Iwana Wasiljewa, wuja Markowa».

Tu warto wyjaśnić, że Fiodor Markow w 1941r. ukończył kurs dla dywersantów w szkole NKWD, która znajdowała się we wsi Białe Wody pod Briańskiem. W sierpniu 1941r. kierowana przez niego dywersyjna grupa «170-Б» była wysłana na niemieckie tyły do byłego powiatu postawskiego dla prowadzania tam dywersji. Później na bazie jego grupy zorganizowano partyzancki oddział im. A. Suworowa, a już w listopadzie 1942. roku, w Smyckim Lesie (pod Duniłowiczami), na bazie oddziałów im. „A. Suworowa” i „Niszczyciel”, powstała Brygada im. K. J. Woroszyłowa, dowódcą której został F. Markow.

Natychmiast po napadzie w najbliższych wsiach (Szudowce, Girucie, Łyntupy …), jak również w miasteczku Święciany Niemcy zaczęli łapać zakładników. Według wspomnień miejscowych mieszkańców - po pięćdziesięciu mężczyzn z każdej wsi.

Istnieją świadectwa, że okupanci rozpowszechnili ogłoszenia (lub ulotki), w których proponowali, by ci, którzy brali udział w napadzie poddali się, obiecując w takim przypadku wypuszczenie zakładników. W oddziale Markowa te ogłoszenia czytali, kręcili palcem przy skroni i podśmiewali się z naiwności Niemców. Mówili: «Durniów wśród nas nie ma». A Niemcy swego słowa dotrzymali i rozstrzelali kilkuset zakładników. Większości tych mordów dokonały jednostki litewskiej policji kolaboracyjnej.

Jednym z zakładników był Justyn Klip, mieszkaniec wsi Girucie. Kiedy do Giruć przyjechali Niemcy, pracował w obejściu gospodarstwa. Jego żona Apolonia, zobaczywszy Niemców, powiedziała mężowi, żeby uciekł do lasu. Ale Justyn na to odpowiedział: «Przecież nic nie zrobiłem, więc czego mam uciekać.». Niemcy wyprowadzili go i dołączyli do kolumny schwytanych Girucian. Pogoniono ich przez las w stronę Łyntup. W trakcie marszu jednemu z zakładników udało się uciec. Skoczył między drzewa i mimo strzałów konwojentów uciekł. W Łyntupach zakładników postawiono naprzeciwko karabinu maszynowego. W pewnym momencie mężczyźni odwrócili się i zaczęli uciekać do pobliskiego lasu. Niektórzy nawet mimo odniesionych ran uciekli i przeżyli. Jeden z nich opowiadał potem żonie Justyna Klipa, jak jej mąż biegł obok niego, jak w pewnym momencie krzyknął, chwycił się za głowę i upadł.

Jak później opowiadali inni mieszkańcy Łyntup leżących rannych dobijano, a kolejnych egzekucji dokonali już litewscy policjanci, którzy byli „bardziej staranni” niż Niemcy, i wtedy nikomu nie udało się uciec. Po tej masakrze Apolonia Klip pozostała sama z trzyletnią córeczką.

Gdański Oddział IPN (Instytut Pamięci Narodowej) – Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu – prowadził śledztwo w sprawie tej zbrodni zabójstwa przez rozstrzelanie w dniach 19 i 20 maja 1941r. na terenie byłego powiatu Święciany (woj. wileńskie) około czterystu osób przez funkcjonariuszy policji niemieckiej i kolaboracyjnej policji litewskiej. W toku śledztwa przesłuchano kilkudziesięciu świadków, przeprowadzono kwerendy w archiwach polskich i litewskich, uzyskując dokumenty pochodzące z różnych źródeł. Wykonane czynności pozwoliły ustalić dziesiątki nazwisk zamordowanych osób, ale, niestety, nie doprowadziły do ujawnienia dokładnej liczby ofiar.

Pretekstem do tej zbrodni było zabicie przez dywersantów radzieckich z oddziału dywersyjnego «170-Б», dowodzonego przez Fiodora Markowa, dwóch urzędników niemieckich władz okupacyjnych i komendanta obozu jenieckiego. Formalnie to był akt zemsty, a faktycznie tylko wyłącznie akt ludobójstwa, dokonany na ludności polskiej. W ramach represji zatrzymano co najmniej czterystu mieszkańców byłego powiatu święciańskiego, głównie polskich inteligentów i rolników. Zostali oni rozstrzelani w Łyntupach, w Święcianach na żydowskim cmentarzu i w kilku innych miejscowościach na terenie gmin Komaje, Hoduciszki, Kiemieliszki i Twerecz w dniach 19 i 20 maja 1942r.

Ustalono też, że tą akcją ludobójczą kierował major litewskiej policji kolaboracyjnej Jonas Maciulewicius. Brały w niej udział: niemiecka policja bezpieczeństwa, litewskie oddziały policji ze Święcian, Nowych Święcian i Łyntup oraz Wileński Oddział Specjalny.

W 1950 roku przed Sądem Apelacyjnym w Olsztynie toczyło się postępowanie karne przeciwko Jonasowi Maciulewiciusowi, schwytanemu we francuskiej strefie okupacyjnej i wydanemu władzom komunistycznym w Polsce w 1948r. Wyrokiem z 2 maja 1950r. został on skazany na karę śmierci, między innymi za branie udziału w tej zbrodni. Wyrok wykonano 12 grudnia 1950r.

Niestety, prowadzone wtedy śledztwo nie doprowadziło do wykrycia pozostałych wspólników (uczestników) tej zbrodni. W styczniu 2005r. IPN umorzył postępowanie w sprawie, w części dotyczącej skazanego już wcześniej Jonasa Maciulewiciusa oraz pozostałych sprawców, których nie wykryto. Dzięki śledztwu ustalono wiele nazwisk zamordowanych ludzi.

Robert Daniłowicz w artykule „Lenin na bocznym torze” twierdzi, że w sumie w maju 1942r. na terenie byłego powiatu święciańskiego zamordowano ponad pięćset ludzi. W każdym razie można z pewnością mówić, że liczba ofiar tej zbrodni wojennej napewno przekracza czterysta osób.

Faktycznie nie była to „akcja odwetowa” na bezsensowne zamordowanie przez sowieckich dywersantów, dowodzonych przez Fiodora Markowa, trzech niemieckich funkcjonariuszy, bo nie mordowano sowieckich dywersantów lub partyzantów. To był wyłącznie tylko akt ludobójczy, „czystka” ludności polskiej. Akcja Markowa była tylko pretekstem, bo Polacy nie mieli z tym napadem nic wspólnego, oni z bandytami Markowa nigdy nie współpracowali. Zarówno Niemcy jak i Litwini doskonale o tym wiedzieli.

Warto zaznaczyć, że w czasie wojny jednostki litewskiej policji kolaboranckiej niejednokrotnie uczestniczyły w mordowaniu polskiej ludności cywilnej na Wileńszczyźnie. Karne działania w maju 1942 r. nie były jedynymi. Żołnierz 5. Wileńskiej Brygady AK Edward Pisarczyk «Wołodyjowski» wspominał: „Przybył do Glinciszek (w 1944r.) silny oddział Litwinów i urządził rzeź polskiej ludności cywilnej. Policjanci rozstrzeliwali mężczyzn na miejscu, gdzie kto stał, kobiety zabijali kolbami, dzieciom rozbijali głowy o mur i wrzucali drgające jeszcze zwłoki do rowu. Zamordowali wtedy około czterdziestu osób, wszystkich Polaków mieszkających w Glinciszkach, a także przybyłych z innych wsi...”.

Tragedia mieszkańców byłego powiatu święciańskiego była jedną z wielu, świadczącą o planowej polityce ludobójstwa w stosunku do polskiej ludności cywilnej, którą urzeczywistniali naziści i ich pachołki z litewskich kolaboranckich jednostek na okupowanych terytoriach byłego województwa wileńskiego.

P.S. Serdecznie dziękuję blogerowi „Wojciechowi z Wrocławia” za przysłane
wspomnienia i kopie zdjęć.

Justyn Klip podczas służby w WP, stoi 10-y od prawej
Justyn Klip podczas sużby w WP
Apolonia Klip
Artykuł z wileńskiej kolaboracyjnej gazety "Goniec Codzienny" (Nr. 259, z 22.05.1942 r.)

Artykuł z wileńskiej kolaboracyjnej gazety "Goniec Codzienny" (Nr. 261, 24.05.1942 r.)

Zginął pod Postawami

W czasie pierwszej wojny światowej (1914-1918) w ciągu kilku lat linia frontu przebiegała przez terytorium współczesnego powiatu (rejonu) postawskiego Białorusi, dzieląc go od północy na południe na dwie równe części. Po niemieckiej stronie na pozycjach stanęła wtedy 10. Armia. Z tamtych czasów na Postawszczyźnie pozostało wiele betonowych bunkrów, schronów i miejsc pochówków niemieckich i rosyjskich żołnierzy.

Jednym z wielu, którzy w czasie tej krwawej wojny zginęli pod Postawmi, był szeregowy 84. Pułku Piechoty Niemieckiej Hans Hermann Schütt urodzony w 1883 roku. 11 marca 1916 roku razem ze swoim pułkiem znajdował się on w Mitawie (teraz Jełgawa na Łotwie), skąd wysłał do swojej żony w Niemczech ostatni list. Cztery tygodnie przed tym Hans został szczęśliwym ojcem córki, a w sumie miał dzieci pięcioro. W liście pisał, że ma nadzieję przeżyć tę wojnę i zestarzeć się razem z żoną i dziećmi na swojej farmie (był on chłopem, rolnikiem).

Ale los potoczył się inaczej. 84. Pułk został przerzucony pod Postawy i 22 marca 1916r. Hans Hermann Schütt zginął. Miał trzydzieści trzy lata. Został pochowany na niemieckim cmentarzu wojskowym we wsi Jarzewo (około siedmiu kilometrów od Postaw).

P.S. Dziękuję Ralfowi Schüttowi z Niemiec za przysłane opowiadanie o jego pradziadku i za kopie zdjęć.

Hans Hermann Schütt
Hans Hermann Schütt, stoi z prawej strony. Zdjęcie z 1916r.



Pozostałości niemieckiego wojskowego cmentarza we wsi Jarzewo (Jarewo) pod Postawami. Gdzieś tu znajduje się grób Hansa Hermana Schütta. Zdjęcie Andrzej Dybowski ze strony internetowej "Tut.by"
Jarzewo (Jarewo) na mapie postawskiego powiatu (rejonu) Białorusi