5 lip 2012

Miasto Postawy i okolice na starych zdjęciach (część 2)

https://postawyiokolice.blogspot.com/2018/07/miasto-postawy-i-okolice-na-starych.html 

Postawy, pałacyk myśliwski Wyższej Sankt-Peterburskiej Oficerskiej Szkoły Kawalerii. Ośrodek myśliwski tej szkoły działał w Postawach w latach 1899-1914. Fotografia z ok. 1900 r. Skan przesłał p. Michał Makarewicz z USA, serdecznie dziękuję.
Harcerze z lat przedwojennych. Zdjęcie wykonane przypuszczalnie w Postawach. Z Ay.By
Lato 1938 roku, ludność Postaw wita powracających z manewrów ułanów 23 pułku

Na tle kościoła w Postawach. Od lewej stoją małżonkowie, nauczyciele Anna i Józef Szwed. Podczas sowieckiej okupacji, w 1939 lub 1940 r., Józef Szwed został aresztowany przez NKWD. Zdjęcie wykonane w 1936 roku. Z książki "Памяць".

Orkiestra strażacka. Pierwszy od lewej w drugim rzędzie siedzi Mikołaj Antuch. Zdjęcie wykonane w Postawach w 1935-1939 r.

Plac Rynkowy w Postawach. Litografia z Białoruskiego Muzeum Sztuki, prawdopodobnie pierwsza połowa XIX wieku


To zdjęcie wykonane w Postawach na placu Rynkowym, prawdopodobnie na przełomie lat 20-ch i 30-ch XX wieku. Przedstawia jakieś uroczystości państwowe: dzień Konstytucji 3 Maja, imieniny Marszałka Pilsudskiego albo dzień Niepodległości 11 listopada. Na dalszym planie stoją postawscy strażacy i policjanci. W górnej części fotografii od lewej widoczna prawosławna cerkiew św. Mikołaja. Zza cerkwi, od lewej, widoczna iglica kościoła katolickiego. Skan zdjęcia przesłał p. Andrzej Rodziewicz, serdecznie dziękuję.

Studenci białoruskiego Seminarium Nauczycielskiego w Postawach. Czwarty z prawej stoi Czesław Łysiński. Na odwrocie zdjęcia napisano: Pamiątka na zakończenie roku szkolnego Białoruskiego Nauczycielskiego Seminarium II kursu w Postawach, dnia 18 czerwca 1944 roku. podpis Cz. Łysiński. Skan zdjęcia przesłała p. Maria Marta Kozłowska, serdecznie zdiękuję.

Czesław Łysiński. Urodził się we wsi Żukowszczyzna postawskiego powiatu. Zdjęcie powojenne. Skan przesłała Maria Marta Kozłowska, serdecznie dziękuję.
Mikołaj Łysiński  podczas służby w wojsku w 16 p.p. Urodził się we wsi Żukowszczyzna postawskiego powiatu. Skan zdjęcia przesłała Maria Marta Kozłowska, serdecznie dziękuję.

Nieznany młodzieniec z Postaw. Przedwojenne zdjęcie. Skan przesłała p. Maria Marta Kozłowska, serdecznie dziękuję.
Skan zdjęcia przesłał Kazimierz Kowalczyk. Serdecznie dziękuję

Łuczaj – kościół pod wezwaniem św. Judy Tadeusza. Zdjęcie z 1911 roku. Skan przesłał p. Łukasz Bobiński. Serdecznie dziękuję.
Kościół w Postawach. Zdjęcie wykonane przez nieznanego niemieckiego żołnierza w lipcu 1941 roku.
To zdjęcie wykonane w miasteczku Komaje w latach 30-ch XX wieku. Skan  udostępnił Muzeum Krajoznawczy w Postawach. Serdecznie dziękuję.


Postawianie. Zdjęcie wykonane w 1929r. Skan udostępnił Muzeum Krajoznawczy w Postawach. Serdecznie dziękuję.
Szkoła Rolnicza w Łuczaju, 1933r. W centrum zdjęcia siedzi (w okularach) inżynier Kazimierz Muraszko – kierownik działu hodowlanego, wykładowca hodowli zwierząt i przemysłu rolnego. Skan zdjęcia udostępnił Muzeum Krajoznawczy w Postawach. Serdecznie dziękuję.

Postawianie w atelier zakładu fotograficznego. Zdjęcie wykonane w 1935r. Skan udostępnił Muzeum Krajoznawczy w Postawach. Serdecznie dziękuję.
Mieszkaniec Łyntup Józef Kojro. Zdjęcie z lat 20-ch. Obecnie Łyntupy znajdują się na terenie powiatu (rejonu) postawskiego. Skan udostępnił Muzeum Krajoznawczy w Postawach. Serdecznie dziękuję.
Uczniowie i nauczyciele polskiej szkoly w Duniłowiczach, 1935 r. Skan zdjęcia udostępnił Muzeum Krajoznawczy w Postawach. Serdecznie dziękuję.
Nauczyciele i uczniowie rosyjskiej tzw. «szkoły ludowej» w Postawach w 1913 roku. Skan zdjęcia udostępnił Muzeum Krajoznawczy w Postawach. Serdecznie dziękuję.
Grupa młodzieży ze wsi Olechniszki koło Postaw. W górnym rzędzie drugi od prawej stoi Antek Siwicki. W środku, z torebką, siedzi jego siostra Antonina Siwicka. Powojenne zdjęcie z własnych zbiorów.

Nauczyciel i grupa uczniów szkoły we wsi Rudzi koło Postaw. W środkowym rzędzie od prawej siedzi dziewczynka Jadwiga Kamieniecka. Powojenne zdjęcie z własnych zbiorów.
Dwór w Karolinowie koło Postaw. Zdjęcie wykonane na początku XX wieku.


Widok na miasto Postawy od strony jeziora (stawu) na rzece Miadziołka. Od lewej widoczny zalesiony pagórek, nazywany "górą Garbarką". Zdjęcie z ok. 1938 r. Skan zdjęcia przesłał p. Wiesław Makarewicz. Serdecznie dziękuję.

Siostry Garbińscy, Stanisława i Maria. Zdjęcie wykonane w Postawach, ok. 1927-1931 r. Z własnych zbiorów.
Budynek powiatowego szpitala w Postawach, pobudowany w latach 1938-1939. Były mieszkaniec Postaw E.Gaul wspominał: «Szpital budowano przy ul. Zadziewskiej, po lewej stronie na końcu ulicy. Do 1 września 1939 r. piętrową budowlę z cegły pokryto gontem. Budynek w stanie zamkniętym pozostał bez wyposażenia». Zdjęcie powojenne.
Biuro Spółdzielni Rolniczo-Handlowej «Wygoda» w Postawach. Zdjęcie prawdopodobnie z lat 30-ch XX wieku.
Plac Rynkowy w Postawach. Na pierwszym planie fotografii widoczna grupa policjantów. Z prawej strony sklep towarów kolonialnych. Zdjęcie z 1928 r.
Rynek w Postawach. Zdjęcie z 1918 r.
Kobylnik, dwór Świętorzeckich z XIX w. Zdjęcie z 1916 r. Do września 1939 r. gmina kobylnicka znajdowała się w składzie powiatu postawskiego.
 Majątek Serenczany i ostatnie jego właścicielie – rodzina Kontkowskich. Obecnie Serenczany na terenie postawskigo powiatu (rejonu) Białorusi. Do września 1939 r. – w składzie święciańskiego powiatu.
Dwór w Woropajewie postawskiego powiatu. Zdjęcie z lat 30-ch XX wieku. Obecnie w tym budynku meści się szpital.
Szkoła rolnicza w Łuczaju powiatu postawskiego. Zdjęcie z około 1929 roku

Minister spraw zagranicznych Aleksander Skrzyński (1882-1931), królowo Rumunii Maria Edynburska (1875-1938), pułkownik Konstanty Przeździecki (1879-1966) – właściciel majątku Woropajewo postawskiego powiatu. W rozległych lasach woropajewskich, należących do hrabiego pułkownika Przeździeckiego, w okresie międzywojennym odbywały się znane polowania, w których często uczestniczyli przebywający w Polsce na placówkach dyplomaci zagraniczni. To zdjęcie najszybciej wykonane w latach 1923-1924.
Małe postawianie, dzieci podchorążego 23-go Pułku Ułanów Grodzieńskich Michała Lecha. Niestety ich imiona są nieznane. Fotografia z lat 30-ch, wykonana w zakładzie fotograficznym w Grodnie. Kopię zdjęcia przesłała p. Anna Kwiecień. Serdecznie dziękuję.

Zdjęcie z 1938 r., z 1-ej komunii w kościele postawskim. Z prawej strony stoi ksiądz  proboszcz postawskiej parafii i dziekan dekanatu Nadwilejskiego Bolesław Maciejewski. W pierwszym rzędzie z prawej strony siedzi na dole p. Eugeniusz Gaul. Kopię zdjęcia przesłał p. Eugeniusz Gaul. Serdecznie dziękuję.

Prośba, jeśli ktoś z gości bloga siebie się rozpozna na tym zdjęciu, proszę o kontakt mailowy z p. Eugeniuszem Gaul 
eugeniusz.gaul@gmail.com.
Plac Rynkowy w Postawach. Od 1936 r. Plac im. Józefa Piłsudskiego
Dwór w Szemetowszczyźnie gm. kobylnickiej pow. postawskiego. Zdjęcie z 1936 r., z własnej kolekcji.
Józef Augustynowicz, mieszkaniec wsi Krewnie postawskiego powiatu. Podczas II wojny światowej, 4.07.1944r., został zastrzelony przez Niemców. Pogrzebany na cmentarzu we wsi Paździutki (obecnie Raduga). Fotografia wykonana w 1939 r.
26 czerwca 1930 r. Prezydent RP Ignacy Mościcki uczestniczy w poświęceniu pomnika Poległym w Duniłowiczach, postawskiego powiatu. Wileńska gazeta "Słowo" pisała: "Przejeżdżając przez Duniłowicze zatrzymał się Pan Prezydent Rzeczypospolitej na kilka godzin, aby wziąć udział w akcie poświęcenia pomnika, który, jak głosi napis na czarnym marmurze obelisku, ufundowali poległym bohaterom 36 pułku w 10-ą rocznicę niepodległości Rzeczypospolitej mieszkańcy gminy Duniłowicze oraz korpus oficerski i podoficerski 36 pułku piechoty. Na uroczystości przybyła z Warszawy delegacja tego pułku z dowódcą pułk. Ulrichem na czele".
Huta szkła we wsi Hołbiej postawskiego powiatu w 1929 roku. Z gazety "Kurjer Wileński".
Stary dworzec autobusowy w Postawach. Zdjęcie wykonane prawdopodobnie w latach 60-ch ХХ wieku. Ze strony internetowej "Одноклассники. ru"
Postawy. Zdjęcie wykonane najprawdopodobniej po wojnie, w latach 1945-1955. Ze strony internetowej "Однокласники ru"
Szyld na ścianie budynku przy ulicy Zarzecznej 1 w Postawach. Zdjęcie z 1934 r.
Delegacja z Wileńszczyzny na Dożynkach u prezydenta Polski  I.Mościckiego w Spale. Lata 30-e XX wieku. Zdjęcie ze strony internetowej Wiestki info.
Budowa brukowanej drogi Postawy-Juńki, 1936 r. Zdjęcie z książki "Памяць" wyd. "Белта", Mińsk, 2001r.
Nieznana postawianka. Na dalszym planie (w góry od prawej) widoczny budynek byłego hotelu. Zdjęcie wykonane w latach 30-ch XX wieku w Postawach. Ze strony internetowej "Одноклассники ru".
Nieznane postawianie. Zdjęcie wykonane w latach 30-ch XX wieku. Ze strony internetowej "Одноклассники ru".
Nieznane postawianki. Zdjęcie wykonane w latach 30-ch. w Postawach. Ze strony internetowej "Одноклассники ru".
Nieznana postawianka. Zdjęcie wykonane w latach 30-ch. w Postawach. Ze strony internetowej "Одноклассники ru".
Nieznane postawianki. Zdjęcie wykonane w zakładzie fotograficznym w latach 30-ch w Postawach. Ze strony internetowej "Одноклассники ru".
Nieznane postawianki. Zdjęcie wykonane w zakładzie fotograficznym w Postawachw w latach 30-ch. Ze strony internetowej "Одноклассники ru".
Pieczęć Publicznej 7-mio kl. Szkoły Powszechnej w Postawach
Pieczęć Publicznej Szkoły Powszechnej w Postawach
Nieznane mieszkanki miasteczka Komaje. Na dalszym planie, za drzewami, widoczny kościół Św. Jana Chrzciciela. Z prawej strony średniowieczny kamienny krzyż, który znajduje się tu i dziś. Zdjęcie wykonane w 1943r., podczas II wojny światowej. Do 1939r. miasteczko znajdowało się na terenie święciańskiego powiatu, obecnie na terenie postawskiego rejonu Białorusi. Zdjęcie ze strony internetowej Одноклассники ru.
Pałacyk Konstantego hrabiego Przeździeckiego w Woropajewie (powiat postawski). Zdjęcie sprzed 1939r., ze strony internetowej Radzima org.

Bracia Przeździeccy. Z lewej strony stoi Józef hrabia Przeździecki, z prawej strony - Konstanty hrabia Przeździecki. Między nimi, w środku, osoba nieznana. Zdjęcie wykonane w Woropajewie (powiat postawski) w 1929r. W latach międzywojennych Konstanty Przeździecki był najbogatszym w powiecie postawskim  człowiekiem. Jego młodszy brat, Rajnold Przeździecki, ostatni właściciel pałacu w Postawach, był radcą w Ministerstwie Spraw Zagranicznych międzywojennej Rzeczypospolitej Polskiej. Zmarł na emigracji w Szwajcarii w 1955r. Autor książki „Aleksander, hrabia Przeździecki. 1814-1870”. Ze strony internetowej Radzima org.

Rowerzysta na ulicy w Postawach. Zdjęcie z lat trzydziestych XX wieku.

Zdjęcie uczniów ze szkoły powszechnej w Bałajach (gmina Woropajewo, postawskiego powiatu). W trzecim rzędzie od dołu a szósta od lewej strony w czarnej przepasce na czole stoi Jadwiga Alchimowicz z domu Kuchalska. Nad nią z prawej strony stoi jej kuzyn Mietek Kazuro. Jego ojciec był we wsi Drozdowszczyźnie kowalem. Fotografia wykonana w 1932r. Kopiję zdjęcia przesłał p. Ryszard Kuchalski, serdecznie dziękuję.
Zdjęcie zostało zrobione w 1912 r. Po prawej stronie siedzi Alfons Kuchalski, zaś po lewej jego szwagier Bolesław Girjato. Alfons Kuchalski przed wojną miał we wsi Drozdowszczyzna (powiat postawski) gospodarstwo o pow. 45 ha. Po zajęciu przez Sowietów został skazany na 8 lat łagru i deportowany do obozu k. Archangielska. Oprócz niego deportowano wowczas sołtysta pobliskich Bałajów Wincentego Kuchalskiego oraz leśniczego z Dubrawy Stachowskiego. Po wojnie A.Kuchalski wrócił do Polski. Zmarł w Wałczu w 1957 r. Kopiję zdjęcia przesłał p. Ryszard Kuchalski, serdecznie dziękuję.
Kopię okumentu przesłał p. Ryszard Kuchalski, serdecznie dziękuję.
Kopię okumentu przesłał p. Ryszard Kuchalski, serdecznie dziękuję.
Kopię okumentu przesłał p. Ryszard Kuchalski, serdecznie dziękuję.
Kopię okumentu przesłał p. Ryszard Kuchalski, serdecznie dziękuję.
Zdjęcie wykonane w 1935 r. we wsi Drozdowszczyzna gm. Woropajewo, powiatu postawskiego, przedstawia młodzież ze  Stowarzyszenia Młodzieży Polskiej im. św. Stanisława Kostki . Od  dołu po prawej stronie siedzi Józef Kuchalski, dalej organista Wincenty Ugorenko. W środku siedzi ks Jan Malinowski, który był pierwszym proboszczem parafii powstałej w 1928 r. Po wojnie ks. Malinowski odbudowywał kościół w Kuźnicy, woj. białostockie. W 1939 r. nowym proboszczem został ks. Eugeniusz Łatecki. W czerwcu 1943 r. został zamordowany przez partyzantów sowieckich. Grób jego znajduje się w Dunilowiczach. Kopiję zdjęcia przesłał p. Ryszard Kuchalski, serdecznie dziękuję.

Zosia Daszczyńska, mieszkanka Postaw. Kopiję zdjęcia przesłał p. Aleksander Dąbkiewicz - serdecznie dziękuję.
Odwrotna strona zdjęcia. Kopiję przesłał p. Aleksander Dąbkiewicz - serdecznie dziękuję.
Helena i Tomasz Woroszkiewicz.  Fotografia wykonana w Postawach w 1933 roku. Kopiję zdjęcia przesłał p. Aleksander Dąbkiewicz - serdecznie dziękuję.
Helena Woroszkiewicz z synem, synową i wnukiem w Postawach na tle kościoła. Fotografia wykonana w 1974r. Kopiję przesłał p. Aleksander Dąbkiewicz - serdecznie dziękuję.
 Zdjęcie wykonane na terenie postawskiego powiatu (rejonu) w 1957 roku, przypuszczalnie we wsi Wielkie Daszki lub gdzieś obok niej. Kopiję przesłał p. Aleksander Dąbkiewicz - serdecznie dziękuję.

Zdjęcie wykonane na terenie postawskiego powiatu (rejonu), przypuszczalnie we wsi Wielkie Daszki, lub gdzieś obok niej. Na odwrocie jest napisane (w oryginale): "Posyła zdjęcie wasz brat Heronim całą swą rodzinę na pamiatkę dla swej kochanej sostry Emili, posyła 28-XII-57 roku". Kopiję przesłał p. Aleksander Dąbkiewicz - serdecznie dziękuję.
 
Zdjęcie wykonane na terenie postawskiego powiatu (rejonu), przypuszczalnie we wsi Wielkie Daszki, lub gdzieś obok niej. Na odwrocie tego zdjęcia jest napisane: "Posyła rodzięstwo Kamienieckich całej osostęcyję mojej córki Olimpij na pamjątkę dla krewnich Sobaczewskich w dzień szlubu 28-IV-57 r.". Kopiję przesłał p. Aleksander Dąbkiewicz - serdecznie dziękuję.
Postawianin Adam Gińko podczas służby w WP. Zdjęcie wykonane najprawdopodobniej w 1936-1939r.  Z Rosyjskiej strony internetowej "одноклассники. ru"
Postawianin Adam Gińko podczas służby w WP. Zdjęcie wykonane najprawdopodobniej w 1936-1939r.  Z Rosyjskiej strony internetowej "одноклассники. ru"
Postawianin Adam Gińko (drugi od lewej) podczas służby w WP. Zdjęcie wykonane najprawdopodobniej w 1936-1939r.  Z Rosyjskiej strony internetowej "одноклассники. ru"
Fotografia wykonana w Postawach w 1957 roku. Ze strony internetowej "Одноклассники ru"
Na ulicy Łuczajskiej w Postawach. Zdjęcie z lat 60-ch, z białoruskiego czasopisma "Шыпшына" (№6, 2012r.)
Budynek byłego hotelu w Postawach. Zdjęcie drugiej połowy lat 40-ch XX wieku. Ze  strony internetowej "Одноклассники ru"
Widok na cerkiew i sukiennice w Postawach. Fotografia końca XIX wieku. Ze strony internetowej "Odnoklassniki.ru"
Pałac chr. Tyzenchauza w Postawach. Grawerka drugiej połowy XIX wieku. Ze strony internrtowej"Odnoklassniki.ru"
Sukiennice w Postawach. Fotografia z lat 20-ch XX wieku. Ze strony internetowej "Odnoklassniki.ru"





















Postawy, plac Rynkowy (obecnie Plac Lenina), lata 50-e XX wieku. Zdjęcie z białoruskiego czasopisma "Шыпшына" (№6, 2012r.)
19.03.1939r. Defilada 23 Pułku Grodzieńskich Ułanów w Postawach. Na trybunie, od prawej strony stoi ppłk Zygmunt Miłkowski, dowódca pułku. Zdjęcie przesłał Franciszek Chomicz. Serdecznie dziękuję.
Podpis z tyłu zdjęcia: 18/VIII. 31r. Pamiątka z Kongresu Eucharystycznego w Postawach. Oraz pieczątka: Zakład fotograficzny I. Sznajder m. Postawy. Kopiję zdjęcia przesłał p. Aleksander Dąbkiewicz - serdecznie dziękuję.
Kondukt żałobny. W latach 1935-1939 w Postawach stacjonował 23 Pułk Grodzieńskich Ułanów. Oczywiście, że zdjęcie przedstawia pogrzeb jednego z oficerów tego pułku. Możliwie to podporucznik Wacław-Dominik  Warakomski, króry zmarł 19 kwietnia 1937r. w wieku 25 lat.  Z lewej strony sdjęcia widoczny budynek cerkwi prawosławnej, która obecnie nie istnieje: została zniszczona w czasie reżimu komunistycznego w latach pięćdziesiątych XX wieku. Do 1815r. w tym budynku mieścił się sąd, ale kiedy stara drewniana cerkiew spłonęła podczas pożaru, Konstanty hrabia Tyzenhauz oddał budynek sądu prawosławnym parafianom. W 1893 r. w Postawach została zbudowana nowa murowana prawosławna cerkiew pod wezwaniem Św. Mikołaja. Kopiję zdjęcia przesłał p. Aleksander Dąbkiewicz - serdecznie dziękuję.
Kondukt żałobny. W latach 1935-1939 w Postawach stacjonował 23 Pułk Grodzieńskich Ułanów. Oczywiście, że zdjęcie przedstawia pogrzeb jednego z oficerów tego pułku. Możliwie to podporucznik Wacław-Dominik  Warakomski, króry zmarł 19 kwietnia 1937r. w wieku 25 lat. Kopiję zdjęcia przesłał p. Aleksander Dąbkiewicz - serdecznie dziękuję.
Postawy, 1938 rok. Zbiorowe zdjęcie. Trzecia od lewej - Zofia Sobaczewska (Dąbkiewicz). Kopiję zdjęcia przesłał p. Aleksander Dąbkiewicz - serdecznie dziękuję.
Postawy, 1938 r. Zbiorowe zdjęcie. Od lewej strony stoi - Zofia Sobaczewska (Dąbkiewicz). Kopiję zdjęcia przesłał p. Aleksander Dąbkiewicz - serdecznie dziękuję.
Zbiorowe zdjęcie (1938) na tle kościoła w Postawach. Od lewej strony stoi - Zofia Sobaczewska (Dąbkiewicz). Kopiję zdjęcia przesłał p. Aleksander Dąbkiewicz - serdecznie dziękuję.

Uroczystość w postawskiej Publicznej Szkole Powszechnej №1. Jedna z dziewczynek na tym zdjęciu - Zofia Sobaczewska (Dąbkiewicz). Fotografia wykonana w 1932-1938r. Kopiję zdjęcia przesłał p. Aleksander Dąbkiewicz - serdecznie dziękuję.
Uroczystość (obchodzone jest święto 3-go maja) w postawskiej Publicznej Szkole Powszechnej №1. Jedna z dziewczynek na tym zdjęciu - Zofia Sobaczewska (Dąbkiewicz). Fotografia wykonana w 1932-1938r. Kopiję zdjęcia przesłał p. Aleksander Dąbkiewicz - serdecznie dziękuję.

Uroczystość (obchodzone jest święto 3-go maja) w postawskiej Publicznej Szkole Powszechnej №1. Jedna z dziewczynek na tym zdjęciu - Zofia Sobaczewska (Dąbkiewicz). Fotografia wykonana w 1932-1938r. Kopiję zdjęcia przesłał p. Aleksander Dąbkiewicz - serdecznie dziękuję.
Kołchoźnicy ze wsi Glińszczyzna koło Duniłowicz (postawski rejon). Fotografia z lat 50-tych XX wieku. Kopię zdjęcia przesłał p. Franciszek Chomicz. Serdecznie dziękuję.
Kołchoźnicy ze wsi Glińszczyzna koło Duniłowicz (postawski rejon RB). Fotografia z lat 50-tych XX wieku. Kopię zdjęcia przesłał p. Franciszek Chomicz. Serdecznie dziękuję.
Fotografia wykonana w maju 1969 roku w Postawach. Po prawej stronie - sklep uniwersalny, w centrum - kino, po lewej stronie - stołówka i restauracja. Kopiję zdjęcia przesłał p. Aleksander Dąbkiewicz - serdecznie dziękuję.
Plac rynkowy w Postawach. Po prawej stronie stoi pomnik Lenina. Fotografia wykonana w maju 1969 roku. Kopiję zdjęcia przesłał p. Aleksander Dąbkiewicz - serdecznie dziękuję.
Postawy. Fotografia wykonana w maju 1969 roku. Z lewej strony zdjęcia - dom, w którym do 1939 (lub 1945) meścił się jeden z 3-ch młynów. Kopiję zdjęcia przesłał p. Aleksander Dąbkiewicz - serdecznie dziękuję.
Postawy, ogólny widok. Fotografia powojenna z ok. 1948 r. Kopiję zdjęcia przesłał p. Aleksander Dąbkiewicz, serdecznie dziękuję.

1 cze 2012

Rok 1812 na Litwie

W tym roku mija 200. rocznica nieudanego pochodu Napoleona na Rosję. Dla naszych przodków, Polaków i Litwinów, była to szansa na odzyskanie utraconej blisko dwadzieścia lat wcześniej niepodległości i odrodzenie wspólnego państwa - Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Taką obietnicę, choć z pewnymi zastrzeżeniami, złożył w każdym razie Napoleon.

Wielki syn polskiej ziemi – Adam Mickiewicz – w „Panu Tadeuszu” tak opisywał nastroje panujące w Wielkim Księstwie Litewskim w przededniu wojny:
„O wiosno! kto cię widział wtenczas w naszym kraju,
Pamiętna wiosno wojny, wiosno urodzaju!
O wiosno, kto cię widział, jak byłaś kwitnąca
Zbożami i trawami, a ludźmi błyszcząca,
Obfita we zdarzenia, nadzieją brzemienna!
Ja ciebie dotąd widzę, piękna maro senna!
Urodzony w niewoli, okuty w powiciu,
Ja tylko jedną taką wiosnę miałem w życiu”.
Jak się okazało, nadzieje te nigdy nie miały się spełnić. Ale zacznijmy od początku.
 
U podłoża wojny 1812 roku tkwił konflikt między imperatorami Francji i Rosji. Napoleon domagał się, aby Rosja przyłączyła się do kontynentalnej blokady Anglii. Car Aleksander I nie chciał w tym uczestniczyć. Co więcej, podniósł cło na francuskie towary. Dlatego też można sądzić, że pochód Napoleona na Rosję był przede wszystkim kampanią przeciw sojuszowi rosyjsko-angielskiemu. Marszałek Murat, król Neapolu, miał powiedzieć „Na Dźwinie i Dnieprze bijemy nie tylko Rosjan, ale i Anglików”.

Rosja była z kolei niezadowolona z faktu, że Francja, wbrew postanowieniom traktatu pokojowego z Tylży, rozmieściła swoje garnizony w Prusach, tuż przy granicy Imperium Rosyjskiego. Niemałe znaczenie miała też osobista niechęć Napoleona do rosyjskiego cara. W kręgu bliskich znajomych Napoleon miał nazywać Aleksandra I „ojcobójcą”. Była to aluzja do udziału Aleksandra w spisku, celem którego było zgładzenie jego ojca - Pawła I.

O tym, że atak Francuzów jest nieunikniony, Rosjanie wiedzieli już w 1811 roku. Zaczęli się więc do niego przygotowywać. Plan carskich generałów pierwotnie zakładał prowadzenie działań ofensywnych, w związku z czym składy amunicji zostały rozmieszczone przy samej granicy. Na zachodnim brzegu Dźwiny rozpoczęto budowę tzw. „obozu w Dryssie”, gdzie miała stacjonować armia rosyjska. Tam właśnie miało dojść do walnej bitwy z Francuzami. Do prac przy budowie obozu ściągnięto tysiące chłopów. Później jednak, pod wpływem rosyjskiego głównodowodzącego, gen. Barclay’a de Tolly, car zmienił koncepcję. Podjęto decyzję o prowadzeniu działań obronnych mających zmylić przeciwnika. Jak pokazał czas, właśnie ten plan zgubił Wielką Armię. Stał się też jednak osobistą tragedią jego twórcy.

Dodać należy, że nie wszyscy historycy wierzą w istnienie planu Barclay’a zakładającego celowe cofanie się wojsk rosyjskich w głąb Rosji. Uważają, że innego wyjścia zwyczajnie nie było. Jeden z pierwszych historyków wojny 1812 roku, rosyjski generał Michajłowski-Danilewski, w latach trzydziestych XIX w. pisał, że to, co się stało „nie było efektem wcześniej podjętych decyzji, a jedynie konsekwencją pewnych okoliczności”.

Funkcjonują też jednak inne opinie. Jeszcze w 1807 roku, będac na leczeniu w Konigsbergu po bitwie pod Pruską Iławą, w rozmowie z niemieckim historykiem Niburem, Barclay miał powiedzieć, że w przypadku wejścia Francuzów do Rosji „wyprowadziłby armię pod Moskwę, a nawet zgotował Napoleonowi nad Wołgą drugą Połtawę”. Rzeczywiście w tym samym czasie poinformował o swoim planie cara, z którym rozmawiał przez cztery godziny. Jednak w 1812 roku, po utracie Smoleńska, wielu osobom w Petersburgu zaczęły puszczać nerwy. Na Barclay’a naciskał zarówno car jak i oficerowie oraz opinia publiczna. Barclay zaczął szukać miejsca do rozegrania głównego starcia z Francuzami.

Wówczas jednak pojawił się Kutuzow, który zastąpił gen. Barclay’a na stanowisku głównodowodzącego. „I wygodne pozycje pod Gżatskiem zostały zamienione na niewygodne pod Borodinem” – tak napisano w amerykańskiej encyklopedii. Kutuzow bez najmniejszych wyrzutów sumienia obarczył Barclay’a winą za upadek Moskwy: „nie doszłoby do tego, gdybyśmy nie stracili Smoleńska”, pisał on w liście do cara. W efekcie w 1812 roku Barclay de Tolly stał się najmniej popularnym człowiekiem w Rosji, mimo że, moim zdaniem, to właśnie Barclay, a nie Kutuzow, wniósł decydujący wkład w zwycięstwo.

Wiosną 1812 roku dowództwo rosyjskie zaczęło przerzucać wojska na zachód. 9. marca z Sankt-Petersburga wymaszerowała Gwardia. Komendantem 9. kompanii 3. batalionu Pułku Siemionowskiego był kpt. Paweł Puszczyn (przyjaciel Aleksandra Puszkina). Pamiętnik prowadzony przez niego podczas całej kampanii wojennej stał się jednym z bardziej interesujących dokumentów tego okresu. Nie brak w nim zapisów poświęconych ludziom i miejscowościom współczesnej północno-zachodniej Białorusi. Od kwietnia do 15. czerwca 1812r. Pułk Siemionowski stacjonował w wioskach dzisiejszego rejonu (powiatu) postawskiego. Oderwijmy się na chwilę od wojny i zajrzyjmy do pamiętnika Puszczyna:

„21. kwietnia 1812 roku. Niedziela. Wielkanoc. W tych dniach w Polsce ciągle jedzą. Stół cały czas jest nakryty. Siadają do stołu o zwykłej porze po to tylko, żeby zjeść trochę zupy”.

„30. kwietnia 1812r. Wczoraj widziałem w Komajach [18 km od Postaw] katolicki kościół, zbudowany w czasach Gedymina trzysta dziewięćdziesiąt siedem lat temu. Ściany z cegły, niezwykłej grubości. Kaplica kościelna zbudowana czterdzieści lat temu ze środków hrabiów Sulistrowskich. Obraz Św. Jana i portret Gedymina zachowały się od samego początku. Obraz jest w lepszym stanie niż portret. Podziemia kościelne używane jako sklepy [sklepienia, mogiły] dla członków rodu hrabiów Sulistrowskich, widać nawet kości zmarłych”.

„1. maja 1812r. Pogoda cudowna. Cały dzień spacerowałem. Miejscowość bardzo malownicza. Po drugiej stronie jeziora widać miasteczko Postawy”.

„5. maja 1812r. Niedziela. Trubeccy wyjechali do Święcian, a ja do Postaw. W miasteczku jest szkoła dla stu uczniów, oraz kwadratowy plac zabudowany sklepikami. Handel, jak mi się zdaje, idzie słabo, ale dyrektor szkoły twierdzi, że 9. maja będzie jarmark, i wtedy zobaczę, jak wszystko się zmieni. Zaprosił mnie na ten dzień do siebie na obiad....”.

„19. maja 1812 r. Udałem się do miasteczka Komaje. Zaszedłem do Żadowskiego. Zaprowadził mnie do piwnic znajdujących się pod podwórzem przy domu mieszkalnym. Sklepienia z cegły. W sklepieniach z rzadka rozmieszczone są otwory, które wpuszczają niewiele światła. Zapewniano mnie, że niegdyś te piwnice służyły jako więzienie…”

Teraz wróćmy do wydarzeń wiosny 1812 roku. Jak już wspomniałem, dowództwo rosyjskie ściągało wojska na zachodnią granicę. W rejonie Kowno-Grodno stacjonowała I Armia dowodzona przez samego Michaiła Andreasa Barclay de Tolly (127 000 żołnierzy). Dalej, nieco na południu, pozycje zajęła armia księcia Piotra Bagrationa (45 - 50 000 żołnierzy) i dalej III Armia gen. Aleksandra Tormasowa (46 000 żołnierzy). W Mołdawii stanął korpus gen. Pawła Cziganowa (55 000 żołnierzy). W Finlandii stacjonował korpus gen. Steingella (19 000 żołnierzy). Kierunek ryski obstawiał korpus gen. Essena (18 000 żołnierzy). Rosja dysponowała jeszcze czterema korpusami rezerwowymi stacjonującymi w głębi kraju. Liczebność nieregularnych wojsk kozackich sięgała 110 000 lekkiej kawalerii, ale w walkach udział brało jedynie ok. 20 - 30 000.

Armia Napoleona liczyła około 450 000 żołnierzy i oficerów, przy czym Francuzi stanowili zaledwie połowę. W pochodzie na Rosję uczestniczyli także Niemcy, Włosi, Holendrzy, Hiszpanie, Polacy i inni (byli tu przedstawiciele około dwudziestu narodowości). Zaraz po Francuzach najliczniejszą grupę stanowili Polacy (z Księstwa Warszawskiego), nieco ponad 100 000 osób. Całkowicie polski był tylko V korpus pod dowództwem księcia Poniatowskiego oraz dywizja Dąbrowskiego. Pozostali żołnierze rozmieszczeni byli w pułkach francuskich.

Dla mieszkańców dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego Rosjanie byli obcymi, którzy odebrali im wolność i pozbawili państwa. Aby nie dopuścić do mobilizacji na tych terytoriach, władze rosyjskie już kilka lat wcześniej zaczęły przeprowadzać pobór rekrutów, wcielając w ten sposób do armii rosyjskiej około 130 000 ludzi. Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy takie działania przyniosły efekty. Faktem jest, że w 1812. dezercja Polaków i Litwinów (Białorusinów) z armii rosyjskiej była zjawiskiem masowym. Przykład tego znajdujemy w pamiętniku Pawła Puszczina. 20. czerwca 1812r. napisał tak: „...nasz korpus wyruszył o godzinie czwartej trzydzieści rano. Mój unteroficer zameldował mi, że trzej polscy żołnierze zdezerterowali”. Podobnych zapisów w pamiętniku jest kilka i to wszystko wypadki dezercji tylko z jednej kompanii.

W 1869 roku gazeta „Permskie Wieści Gubernialne” (Nr 20-21) donosiła: „lato 1812 roku było naznaczone różnego rodzaju zjawiskami nadprzyrodzonymi, szczególne znaczenie miało pojawienie się na zachodzie ogromnej komety”. Prosty lud odebrał to jako widomy znak nadciągającej wojny. I nie pomylił się.

Wieczorem 11. (23.) czerwca 1812., nad Niemnem, około trzech wiorst od Kowna, oddział lejbgwardii pułku kozackiego zauważył podejrzane poruszenie na przeciwległym brzegu rzeki. Gdy się ściemniło, na łodziach i tratwach przeprawiła się kompania francuskich saperów. Doszło do starcia z Kozakami, w wyniku którego ci ostatni musieli się wycofać. Około 6. rano 12. (24.) czerwca wojska francuskie weszły do Kowna.

Rosyjski car znajdował się wówczas w Wilnie. W mieście znajdowała się wtedy kwatera główna I rosyjskiej armii. Podczas balu u Beningsena poinformowano cara o wtargnięciu Francuzów. Unikając starcia, Rosjanie pospiesznie zaczęli wycofywać się w kierunku Święcian, a stamtąd mieli udać się do obozu w Dryssie. Car opuścił Wilno wraz ze swoją armią. Razem z bratem – wielkim księciem Konstantym – udali się do Święcian, a potem przez Postawy do miasteczka Widze (powiat brasławski).

16. (28.) czerwca 1812 r.

Francuzi zajęli Wilno. Miejscowa ludność witała Wielką Armię jako wybawców od rosyjskiej okupacji. Młode kobiety obrzucały żołnierzy kwiatami, a stateczne damy gościły ich chlebem i mlekiem. Na terytorium Wielkiego Księstwa Litewskiego przybycie Napoleona było wyczekiwane chyba jeszcze bardziej niż w Warszawie. Oto jak opisywał tamte wydarzenia ich naoczny świadek, M. Baliński: „Owej nocy (w wigilię wejścia Francuzów) prawie nikt z mieszkańców miasta nie zmrużył oka. Zgasiwszy ogień i zamknąwszy okna, przy blasku gwiazd i księżyca, wszyscy śledzili poczynania wojsk rosyjskich. Rankiem co odważniejsi byli już na Pohulance, pragnąc zobaczyć Napoleona, a wokół niego – swoich rodaków…”. O 12. Napoleon wszedł do Wilna witany przez tłumy jak zbawca, który odbuduje dawne państwo. W tym samym czasie w Warszawie odczytano manifest o powołaniu Królestwa Polskiego i ponownym połączeniu dwóch części dawnej Rzeczypospolitej.

Pierwszym pułkiem, który wkroczył do stolicy byłego Wielkiego Księstwa, był 8. Pułk Kawalerii Polskiej dowodzony przez księcia Dominika Radziwiłła. Niewątpliwie był to jeden z bardziej podniosłych momentów w historii Wilna, a zarazem dobre posunięcie taktyczne ze strony Napoleona, który misję wyzwolenia miasta spod władzy rosyjskiej powierzył potomkowi książąt litewskich. Niektórzy oczekiwali, że Napoleon obwoła się królem Polski. W jednym z listów do swego ministra Agara, król neapolitański (i marszałek Francji) Joachim Murat pisał: „w przededniu zajęcia polskich ziem można było zakładać, że Napoleon ogłosi się królem Polski. Sam ośmieliłem się mu to zaproponować”. Jednak, z sobie tylko wiadomych względów, Napoleon tego nie uczynił.

W mińskim (Białoruś) wydawnictwie Wiktora Hursika niedawno została wydana bardzo ciekawa ilustrowana książka «Часовая мінская газета» (“Tymczasowa Gazeta Mińska”), która opowiada o dyslokacji na terenie miasta w 1812r. francuskich wojsk. W wywiadzie dla „БелаПАН” W. Hursik opowiadał, że do książki włączono (w tłumaczeniu z polskiego) dwadzieścia pięć numerów gazety wydawanej w Mińsku wtedy, gdy stacjonowały tam jednostki francuskiej armii. W Rosji były już opublikowane książki, które zawierały cytaty z materiałów z tych gazet. „Ale nigdy Rosjanie nie cytowali artykułu z pierwszego numeru „Tymczasowej Gazety Mińskiej”, który mówi o tym, jak uroczyście napoleońskie wojsko, chlebem i solą, witali mieszkańcy Mińska w ten radosny dla nich dzień 8. lipca (starego stylu) 1812 roku. Gazeta zawiera nazwiska dwudziestu mieszkańców byłego WKL, kawalerów najwyższej nagrody Francji - Orderu Honorowego Legionu, którzy otrzymali to odznaczenie za bohaterstwo na polach walk przeciwko Rosji. Tam także mówi się o pieniężnych i innych darowiznach mieszkańców miasta Mińsk dla francuskiego wojska – wyzwoliciela. W tamtych czasach w miaście znajdował się wielki garnizon ze szpitalami i magazynami”, powiedział W. Hursik.

Imperator Francji zatrzymał się w Wilnie na dwadzieścia dni, aby ustanowić rząd tymczasowy w Księstwie Litewskim. Wyjedzie stąd za swoją nacierającą armią dopiero 16. lipca. Z rozkazu Napoleona powołano Komisję Rządową Litwy, w skład której weszło siedmiu powszechnie szanowanych mieszkańców Księstwa. Jej wpływy rozciągały się na gubernie wileńską, mińską, grodzieńską i białostocką. Należy zauważyć, że w okresie działań wojennych, prawa i obowiązki Komisji były dość ograniczone. Sprowadzały się głównie do zbierania prowiantu i furażu dla armii, organizowaniu w Wilnie gwardii municypalnej i żandarmerii litewskiej. W każdym powiecie zaplanowano utworzenie jednej kompanii żandarmerii o liczebności stu siedmiu ludzi. Na oficerów i podoficerów wyznaczano przedstawicieli miejscowej szlachty. Reprezentantem władz francuskich na Litwie był komisarz Binion.

Komisja zarządzała pobór darowizn dla armii. Nie jest tajemnicą, że księżna Radziwiłł podarowała trzydzieści beczek mąki, dwie beczki kaszy, dziesięć wołów i dwanaście baranów. Jednak zebranych środków było zdecydowanie za mało. Postanowiono więc, że w mocy pozostaną obowiązki nałożone na chłopów jeszcze za rządów Rosjan. Z każdego gospodarstwa zbierano po dwa pudy siana i słomy, po pięć kilogramów grochu, dziewięćdziesiąt kilogramów owsa i jęczmienia. Spotkało się to z niezadowoleniem ze strony chłopów, którzy mieli nadzieję jeśli nie na całkowite zniesienie danin, to przynajmniej na ich obniżenie. Niezadowolenie to pogłębiał fakt, że lato 1812 roku zapowiadało się na deszczowe, a co za tym idzie – nieurodzajne.

5. lipca Napoleon wydał dekret o utworzeniu sił zbrojnych Litwy. Rozpoczęto formowanie dziewięciu pułków. Tylko w powiecie święciańskim, do którego w tamtych czasach należała także połowa dzisiejszego rejonu postawskiego, zostało zmobilizowanych około tysięcy mężczyzn. Do końca września pułki były skompletowane. Ułański pułk gwardii składał się wyłącznie ze szlachty. W innych oddziałach szlachta zajmowała stanowiska oficerskie. Część ludzi została wcielona do pułków francuskich (129. Pułk Liniowy, 2. Pułk Illiryjski...).

Do formującej się armii przyłączyli się również właściciele Postaw, bracia Tyzenhauzowie. Starszy z nich, Rudolf, z własnych funduszy sformował w Wilnie konno-artyleryjską kompanię, a młodszy – Konstanty – stanął na czele 19. Pułku Piechoty. Wybiegając nieco w przyszłość dodam, że po porażce Francuzów, Konstanty, dosłużywszy się stopnia pułkownika, osiadł w centralnej Francji, a z czasem przeniósł się do Niemiec. Za udział w kampanii przeciwko Rosji groziła mu konfiskata majątku i zsyłka na Sybir. Gdy 12. grudnia 1812 r. Aleksander I ogłosił amnestię dla Polaków z guberni zachodnich, którzy przeszli na stronę Napoleona i ogłosił „wszechmiłosierne przebaczenie, oddające wszystko wiecznemu zapomnieniu i głębokiemu milczeniu”, Konstanty Tyzenhauz wrócił do Ojczyzny w 1814 roku i zamieszkał w swoim majątku w Postawach.

2. lipca 1812 r.

Król Neapolu, marszałek Francji, Joachim Murat, dowodzący kawalerią, przypuścił atak na Święciany, gdzie znajdowała się I Armia Barclay’a de Tolly.

3. lipca 1812 r.

Gen. Montbrun wygnał z miasta Rosjan, którzy przez Postawy wycofali się do miasteczka Widze (powiat brasławski). Murat umieścił w Święcianach swoją tymczasową kwaterę główną.

4. lipca 1812 r.

Niezadowolony z zaistniałej sytuacji car Aleksander I nocą opuścił Widze.

5. lipca 1812 r.

Niedaleko miasteczka Widze konnica Murata atakowała rosyjską ariergardę. Bitwa kawalerii trwała od 18. do 22. godziny. Francuzi wzięli do niewoli dwustu pięćdziesięciu Rosjan, których pod konwojem wysłali do Wilna. W liście do swego ministra finansów J. Murat pisał: „5. lipca odrzuciłem dziesięć tysięcy kawalerii przeciwnika za niewielką rzeczkę Dzisna, przed Widzami. Nieprzyjaciel w tej bitwie poniósł duże straty. Nasze straty małe. Zdrowie moje bardzo dobre”.

Tego dnia francuska I Dywizja gen. Morana (z 3. Korpusu marszałka Davout’a) zajęła Postawy. (24. czerwca 1812 r. gen. Charles Antoine Moran jako pierwszy przedostał się na prawy brzeg Niemna, otwierając tym samym kampanię rosyjską).

9. lipca 1812 r.

Rankiem, około 9.00, konnica Murata weszła do Widz (powiat brasławski). Wieczorem Murat wysłał do Napoleona raport, w którym informował, że delegacja miejscowych mieszkańców nalega na utworzenie tymczasowego zarządu administracyjnego zgodnie z dekretem imperatora, podpisanym w Wilnie 1. lipca 1812r. Następnego dnia dywizja lekkiej kawalerii gen. Sebastianiego zajęła Brasław. W przededniu brasławczanie z wrogością odprowadzali wzrokiem wycofujące się w pośpiechu kolumny wojsk rosyjskich. Z ich pamięci jeszcze nie były skasowane wspomnienia o 1794 roku, kiedy w miasteczku odbył się bój pomiędzy powstańcami i oddziałem wojsk rosyjskich. Po tej bitwie Rosjanie spalili Brasław. Z Brasławia gen. Sebastiani skierował brygadę Saint Genis na Belmont (teraz Achremowce w powiecie brasławskim Białorusi.

11. lipca 1812 r.

Marszałek Murat donosił Napoleonowi, że Rosjanie wrogo odnoszą się do Polaków za ich przychylność wobec Francuzów i gotowi są zniszczyć wszystko „ogniem i mieczem”, byle ich ukarać. Sęk w tym, że kiedy Francuzi zajmowali miasta i miasteczka byłego Księstwa Litewskiego, powszechnie dochodziło do uroczystych spotkań, podczas których ogłaszano powstanie nowego ustroju. Ludność miejscowa witała Francuzów jako wyzwolicieli spod ucisku rosyjskiego.
 
12. lipca 1812r.

Murat, wyruszając z Widz do Opsy (powiat brasławski), meldował raportem Napoleonowi o tym, że główne siły rosyjskiej armii skoncentrowały się koło Dryssy. Powiadomił także imperatora, że ma zamiar umieścić swoją główną kwaterę w Belmoncie, w pobliżu Brasławia. W ten sam dzień chłop-Polak, który wcześniej pod przymusem Rosjan pracował przy budowie wojskowego umocnionego obozu w Dryssie, poinformował Murata o tym, że wszystkie fortyfikacyjne umocnenia wybudowane są tam w trzech liniach, i że w obozie na pozycjach stoi sto armat, a przez rzekę Dźwinę wybudowano trzy pontonowe mosty, po których Rosjanie przeprawiają się na prawy brzeg rzeki.

15. lipca 1812r.

Rankiem tego dnia oddziały generałów Sebastianiego i Saint Genis, po drodze z Brasławia do Druji, stoczyły nieudaną bitwę z Rosjanami. Francuzi stracili trzystu ludzi zabitych i rannych. Generał Saint Genis został wzięty do niewoli. Do Francji wrócił dopiero po dwóch latach. Z rosyjskiej strony w tej bitwie uczestniczyły oddziały gen. Jakowa Kulniewa z korpusu gen. Wittgenstaina.

Na wojskowej radzie w Dryssie car Aleksander zdecydował wycofywać się w kierunku Witebska, gdzie miał nadzieję na połączenie z II Armią gen. Piotra Bagrationa. Od tego momentu wycofywanie się w głab kraju i połączenie armii stało się głównym celem Rosjan.

16. lipca 1812r.

O godzinie 22. Napoleon nareszcie wyjechał z Wilna do Święcian. Jechał całą noc i przybył do miasteczka następnego dnia, 17.07.1812r., a o godzinie 22.00 imperator wyjechał ze Święcian. Przebywając w drodze całą noc, Napoleon przejechał przez Postawy o godzinie 3.30 i o 12.30 18. lipca przybył do Głębokiego.

19. lipca 1812 r.

Wieczorem Joachim Murat opuścił Belmont (Achremowce). Opowieść o jego pobycie na brasławszczyźnie nie byłaby pełna, gdyby nie wspomnieć o jego miłosnych przygodach. W Belmoncie neapolitański król zakochał się w miejscowej piękności - Konstancji Plater. Romans rozwijał się, a fakt, że Murat był w związku małżeńskim z siostrą Napoleona, nie stanowił przeszkody.... We francuskich archiwach znaleziono poematy, napisane w Belmoncie ręką neapolitańskiego króla. Pierwsza zwrotka naczyna się od słów: „Jeden moment w Belmoncie przymusza mnie zapamiętać Bellon...”.
 
P.S. Wkrótce miało dojść do bitew pod Mirem, Witebskiem, Smoleńskiem i Borodino…, ale to już inna historia. Kampania wojenna przeciwko Rosji zakończyła się fiaskiem, a mieszkańcy dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego na długie lata pogrążyli się w mroku rosyjskiej, a później sowieckiej, okupacji. Kilkakrotnie (1830, 1863...) nasi przodkowie podejmowali próby walki o niepodległość. Tysiące patriotów zginęło w walce, zginęło zamęczonych w więzieniach, było powieszonych lub zesłanych na Sybir. Kto wie, może gdyby Napoleon zwyciężył w tej wojnie, to dziś żylibyśmy w zjednoczonym polsko-białorusko-litewskim państwie?


Król neapolitański i marszałek Francji Joachim Murat.
Genarał Charles Antoine Moran, dowódca 1-j dywizji, która 5 lipca 1812r. zajęła Postawy.
Mieszkaniec Postaw, Pułkownik Konstanty Tyzenhauz, dowódca 19 Litewskiego Pułku w armii Napoleona.


11 maj 2012

Żołnierze Wyklęci na postawszczyźnie i w innych regionach Białorusi w latach 1944-1956

Po zwycięstwie nad faszystowskimi Niemcami i Japonią, Związek Radziecki przez wiele lat toczył wyczerpującą i skrajnie okrutną wojnę na froncie wewnętrznym. Wybuchały walki partyzanckie w republikach bałtyckich, w zachodniej Białorusi i Ukrainie. Historia antysowieckiego ruchu partyzanckiego na Białorusi w latach 1944-56 do dziś okrywa zasłona tajemnicy. Dokumenty na ten temat znajdują się w zamkniętych archiwach KGB-FSB i nikt nie spieszy się z ich ujawnieniem. Informacje, jakie przedostają się do mediów, są bardzo oszczędne, często sprzeczne i tendencyjne.

Wszelkie formy polsko-białoruskiego oporu podejmowane w okresie powojennym prasa białoruska i rosyjska określa mianem "bandytyzmu", a samych partyzantów nazywa "bandytami". Nie ma w tym nic dziwnego: historię piszą przecież zwycięzcy - tak, jak im wygodnie. Niestety, historia to nauka, w której nader często interpretacja bierze górę nad faktami, a każdy z interpretatorów ma własne polityczne, nacjonalne i inne upodobania. Oficjalna wersja historii, prezentowana przez podporządkowanych Łukaszence historyków i publicystów, przefiltrowywana jest przez pryzmat ideologii lat 1930-40 ubiegłego stulecia. Zgodnie z nią, w ZSRR, a więc także w BSRR, wszystko było dobre, szczęśliwi ludzie tańczyli i śpiewali, nie było ani obozów koncentracyjnych, ani masowych egzekucji tysięcy niewinnych ludzi. I tylko źli „bandyci” przeszkadzali w budowaniu „świetlanej przyszłości”.

Tak, niewątpliwie istnieli w tym czasie bandyci i kolaboranci, którzy ukrywali się w lasach, chcąc uniknąć odpowiedzialności za współpracę z Niemcami. Takie są fakty. Jednak znakomita większość partyzantów to ludzie, którzy walczyli z sowiecką władzą z pobudek czysto ideologicznych. Tym, co ich łączyło i co nimi kierowało, była nienawiść do krwawego stalinowskiego reżimu. Dlatego też wielce niesprawiedliwym jest stawianie w jednym szeregu powojennych bojowników ruchu oporu i zwykłych bandytów.

Polscy i białoruscy partyzanci nie mieli wspólnego dowództwa, przyświecały im też inne cele. Jednak ani jedno z ugrupowań nie zamierzało odnieść zwycięstwa w tej wojnie. Wszyscy rozumieli, że to niemożliwe. Strategia oporu opierała się na oczekiwaniu na interwencję wrogich Moskwie sił zewnętrznych. Dlatego też na szeroką skalę wykorzystywano metody wojny zaczepnej i akcje dywersyjno-terrorystyczne.

Jedni żywili nadzieję na odrodzenie niepodległego państwa polskiego w jego granicach z 1939 roku, inni walczyli o niepodległą Białoruś. Obie strony doskonale zdawały sobie jednak sprawę z tego, że cele te mogą osiągnąć jedynie z pomocą z zewnątrz. Widzieć jedynie te dwa powody, dla których Polacy i Białorusini chwycili za broń, byłoby jednak zbytnim uproszczeniem. Wielu uciekało do lasu, aby uniknąć więzienia lub zsyłki na Sybir, ktoś chciał uniknąć odpowiedzialności za współpracę z Niemcami, dla innych decydujące znaczenie miała chęć zemsty. Pragnęli pomścić niesłusznie skazanych i rozstrzelanych przez sowieckie władze krewnych i przyjaciół.

Duże znaczenie miała też chęć uniknięcia przymusowej służby w Armii Czerwonej. W owym czasie Polacy (i wielu Białorusinów) uważało Rosję sowiecką za okupanta. W dokumentach archiwalnych nie brak tragicznych opisów przebiegu mobilizacji do Amii Czerwonej. To tylko jeden z nich: „15. lipca 1944, gdy prowadzono z miasteczka Soły do Wilejki stu pięćdziesięciu dziewięciu poborowych, część zaczęła uciekać do lasu. Eskortujący ich żołnierze użyli broni, w wyniku czego zabito osiemnaście osób, a dwadzieścia zostało rannych. Pozostali uciekli. Do Wilejki dotarło tylko trzech....

Las dawał schronienie także uciekinierom ze szkół kształcenia fabrycznego, do których młodzież rekrutowana była pod przymusem. Ucieczka z takiej szkoły była "przestępstwem". Przyczyny, dla których ludzie zbiegali do lasu, były różne, niekiedy dosyć kuriozalne. Przykładem może być historia stróża z kołchozu – Gierasima Mielnika. W październiku 1945 r. w Zarządzie NKWD obwodu mińskiego zgłoszono „akt terrorystyczny”, do którego doszło w kołchozie „Czerwona Kalina”. W jego wyniku zginął przewodniczący kołchozu Mikołaj Łukaszewicz. W toku dochodzenia ustalono następujący przebieg wydarzeń: „8. października wspomniany Łukaszewicz, będąc pod wpływem alkoholu, namówił swojego towarzysza, aby pójść do gospodarstwa nr 10 w celu przeprowadzenia rewizji u obywatelki Strzelec Eleny, na okoliczność znalezienia i zarekwirowania żyta, które ona rzekomo przywłaszczyła. Zabrali ze sobą dwóch młodych aktywistów. Około 9.00 wieczorem wspomniani obywatele przyszli do domu ob. Strzelec i wszyscy czterej zaczęli przeprowadzać rewizję”.

Ale o kołchozowym życie zapomnieli zaraz po przekroczeniu progu. Przewodniczący kołchozu zaczął bić dziesięcioletniego syna Strzelec, chcąc się dowiedzieć, gdzie ukrywają skórzane buty. Elena pobiegła po pomoc do brata, Gierasima Mielnika, kołchozowego stróża, który z niemieckim karabinem strzegł spichlerza. Widząc zapłakaną siostrę, Gierasim pobiegł do jej domu. Wróćmy teraz do protokołu czekistów: „Mielnik zapytał Łukaszewicza – „co ty tu robisz”, i w tym momencie padł wystrzał, w wyniku którego śmierć poniósł Łukaszewicz Mikołaj, a pozostali uciekli. Przewodniczący ubrany był w półkożuch należący do Strzelec Eleny”. Jak podaje raport NKWD, Mielnik uciekł w nieznanym kierunku, z karabinem.

Radzieckie propagandowe zdjęcie, wykonane w 1949 roku na Białorusi
Opierając się na informacjach, które udało mi się zdobyć, jedynie nakreśliłem problem, który, mam nadzieję, w przyszłości będzie dogłębnie zbadany przez historyków. Zdaję sobie sprawę z tego, że w tekście mogą być błędy lub pewne nieścisłości, wynikające z niemożliwości weryfikacji niektórych faktów.
Polscy badacze szacują, że w oddziałach wileńskiego, nowogródzkiego i poleskiego okręgu AK, w pierwszych latach po wojnie działało około dwadzieścia tysięcy osób, a kolejne czterdzieści tysięcy prowadziło działalność konspiracyjną.
Dla porównania: w oddziałach Białoruskiej Wyzwoleńczej Armii (BWA lub „Czarny Kot”) służyło nie więcej niż trzy - cztery tysięcy ludzi, a dziesięć- piętnaście tysięcy działało w konspiracji. Ponadto w niektórych południowych rejonach republiki działało kilka tysięcy członków Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA).

Niekiedy na terytoria przygranicznych rejonów BSRR przedostawali się partyzanci z „Lietuvos laisves armija” (Litewska Armia Wolności), prześladowani w swoim kraju przez służby bezpieczeństwa. Na przykład na Brasławszczyźnie (Białoruś) przez pewien czas istniał oddział (czy raczej grupa) dowodzony przez niejakiego „Rokasa”. Najliczniejszą i najlepiej zorganizowaną grupę na terytorium BSRR w okresie powojennym stanowiła polska Armia Krajowa.

W rejonie postawskim i pobliskich terenach bardzo aktywny był oddział AK pod dowództwem „Orlika”. Nie udało mi się niestety ustalić tożsamości dowódcy. Prawdopodobnie był to porucznik Witold Orlik ps. „Tur”. Według szacunków strony sowieckiej, jego oddziały, stacjonujące w Smyckim lesie w rejonie Duniłowicz (pod Postawami), liczyły około dwieście osób.

Poza oddziałem „Orlika” na Postawszczyźnie funkcjonowały też pomniejsze grupy. W notatce z 9.08.1945r. Ławrentij Beria donosił Stalinowi o likwidacji 26.04.1945r. „bandy” w okolicach Duniłowicz. Jej przywódca, Józef Maciuszonek, został wzięty do niewoli.

W tej samej miejscowości działał również antysowiecki oddział partyzancki Kobylińskiego. Sam dowódca mógł być krewnym Wiktora Kobylińskiego, aresztowanego w 1940 r. przez NKWD (jak podawał tekst oskarżenia, we wrześniu 1939. Kobyliński miał zorganizować grupę zbrojną, która ostrzelała kolumnę sowieckich wojsk). Po rozgromieniu oddziału Kobylińskiego dowództwo nad resztką jego ludzi przejął były podoficer Wojska Polskiego, kapral Antoni Tajnowicz, ps. „Gil”. Okupanci zlikwidowali jego grupę w 1947 r. W dokumentach MGB (Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwowego, odpowiednik Polskiego UB) figuruje ona jako „polska banda”.

Jedna z najstarszych mieszkanek wsi Żyguny (postawski powiat Białorusi) wspominała, że po wojnie do wsi przychodzili polscy partyzanci z AK, żeby umyć się w łaźni. Z jakiegoś powodu ci młodzi chłopcy pozostali w pamięci staruszki nie z automatami w rękach, a w białych koszulach, rozgrzani kąpielą i umyci. Po łaźni bawili się z wiejskimi dziećmi, grali z nimi, wycinali drewniane zabawki. "Żałosne było, kiedy tych chłopców NKWD zabito" mówiła babcia. "Ktoś ich wydał, kiedy nocowali w sąsiedniej wsi Mickiany (postawski powiat). Wtedy Aкowcy ostrzeliwali się długo, a potem ostatnimi nabojami zastrzelili się. Młode takie byli chłopaki, wesołe. Bardzo mnie ich żal...".

A to historia, jaką opowiedział w wywiadzie dla Polskiego Radia partyzant AK, były mieszkaniec wsi Falewicze, powiatu postawskiego, Józef Rusak: „Kiedy w lipcu 1944 r. przyszli Sowieci, to my (moja grupa) już nie walczyliśmy z nimi aktywnie. Pewnego razu przyszła do mnie grupka miejscowej ludności. Skarżyli się na przewodniczącego swojej rady wiejskiej. Twierdzili, że pije, kradnie i zachowuje się jak zwykły bandyta. Na koniec poprosili, żebyśmy go zastrzelili. Zgodziłem się, ale potem pomyślałem, że jednak nie godzi się zabijać człowieka bez śledztwa i wyroku sądu. Jestem człowiekiem wierzącym, nie chciałem mieć na sumieniu ciężkiego grzechu, postanowiłem więc działać inaczej. Wziąłem ze sobą ośmiu ludzi. Przebraliśmy się w sowieckie mundury. Ja założyłem mundur starszego lejtnanta (oficerski stopień wojskowy). Powiedziano nam, dokąd ten człowiek będzie jechał, którędy. Zastawiliśmy na niego pułapkę w lesie.

Gdy zobaczyłem bryczkę, wyszedłem na drogę i kiwnąłem, żeby się zatrzymała. Widząc „sowieckiego” oficera, przewodniczący zatrzymał się, niczego nie podejrzewając. Wówczas dwóch moich ludzi zabrało mu pistolet TT, teczkę z dokumentami, i zaciągnęło go do lasu. Tam wyjaśniliśmy „towarzyszowi”, że nie należy tak postępować z ludźmi. Mieliśmy ze sobą kilka butelek samogonu i zmusiliśmy go, żeby to wypił. Nie chciał, więc wlaliśmy mu go do gardła siłą. Po pewnym czasie stracił przytomność. Wziąłem jego pistolet i ostrzelałem bryczkę. Potem posadziliśmy go w bryczce, do kieszeni włożyliśmy mu jego pistolet i wyprowadziliśmy pojazd na drogę. Koń sam poszedł do wioski, do sielsowietu. Zrobił się raban, wezwano milicję. Tak jak myślałem, milicja doszła do wniosku, że przewodniczący napił się, zgubił służbowe dokumenty i jeszcze po pijaku ostrzelał bryczkę. Jeden z milicjantów powiedział mu: „konia mogłeś zastrzelić, łachudro”.

Przewodniczący próbował się tłumaczyć, płakał, mówił, że bandyci go spoili i zabrali dokumenty, ale nikt mu nie wierzył. Nie zabili go przecież, nie zabrali nawet pistoletu. Sąd skazał go na dziesięć lat pozbawienia wolności. I tak wybawiliśmy ludzi od tego człowieka, a sumienie miałem czyste […].

Bliżej zimy 1944/45 pojawiły się ulotki, nawołujące, żebyśmy się poddali, wyszli z lasu. Wiedzieliśmy, że jeśli wyjdziemy, to albo na miejscu nas rozstrzelają, albo wyślą na Sybir. Nadeszła zima. Rosjanie mieli nadzieję, że uda im się nas wytropić po śladach na śniegu. Podzieliliśmy się na grupy trzy- czteroosobowe i zatrzymaliśmy się u polskich rodzin. Nikt nam nie odmówił schronienia i nikt nas nie wydał. Najczęściej ukrywaliśmy się w jamach „wykopanych” w sianie. A jak tylko śnieg stopniał, podziękowaliśmy gospodarzom i wróciliśmy do lasu…”.

W sprawozdaniu z działalności CK KP(b)B od lipca 1944 r. do lipca 1946 r. czytamy: „bandyckie ugrupowania, które uformowały się w ciągu pierwszego roku po wygnaniu Niemców, to duże, dobrze uzbrojone i wyposażone jednostki wojskowe, dowodzone przez doświadczonych konspiratorów i oficerów. Podczas likwidacji band zarekwirowano 211 miotaczy min, 195 broni przeciwczołgowej, 3587 karabinów, 68 777 automatów i wintowek, 2979 pistoletów, 36078 granatów i min, 40 aparatów kopiujących, 47 krótkofalówek”.

Dla stłumienia oporu w zachodnich i północno-zachodnich obwodach Białorusi, Moskwa stworzyła sześć centrów operacyjnych MGB, między innymi w Mołodecznie. Na terytoria te w 1945 r. wysłano trzynaście pułków wojsk NKWD, łącznie 18 890 żołnierzy i oficerów.

Zwróćmy uwagę, jak ogromna była to ilość wojsk. A propaganda sowiecka utrzymywała, że ich armia walczy z „bandytami i przestępcami”. Dowództwo nad antypartyzanckimi operacjami w BSRR objęli ministrowie MWD i MGB (Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Ministerstwo Państwowego Bezpieczeństwa) Canawa i Bielczenko.

W obwodzie mołodeczańskim (do którego po wojnie włączyli i rejon postawski) operacjami dowodził naczelnik zarządu MGB, pułkownik Wiktor Alencew. Mimo podjętych wysiłków sowietom nie udało się osiągnąć zamierzonych celów. Ludność polska wspierała partyzantów, zaopatrywała ich w żywność, ukrywała rannych.

Pierwszy sekretarz juratyskiego (Juraciszki) komitetu rejonowego pisał o sytuacji w rejonie: „przeważnie bandyci z miejscowej ludności. Są rodziny, w których dwóch, trzech mężczyzn należy do bandy. Z rodzinami bandytów należy się bezwzględnie rozprawić, przesiedlić ich, zarekwirować majątek, a samych bandytów, złapanych chociażby bez broni, bezwzględnie rozstrzelać lub zesłać na ciężkie roboty”.

W czerwcu 1945 r. na graniczących z Litwą terytoriach Białorusi przeprowadzono na szeroką skalę operację antypartyzancką, w której uczestniczyło 3250 żołnierzy i oficerów wojsk NKWD. Partyzantom udało się wyrwać z pułapki, jednak, jak podała strona sowiecka, ponieśli duże straty – sto jedenaście osób zginęło, trzydzieści sześć dostało się do niewoli.

W sąsiadującym z postawskim, brasławskim i widzewskim rejonach, działały oddziały AK liczące około pięćset ludzi. Do walki z nimi władze sowieckie wykorzystywały nie tylko regularne jednostki bojowe, ale również siły powietrzne (bombardowanie lasu). NKWD niejednokrotnie donosiło o całkowitym rozgromieniu „bandytów”, ale zawsze okazywało się to nieprawdą.

W rezultacie świetnie przygotowanej operacji partyzantom udało się przejąć szesnaście teczek z dokumentami przeznaczonymi dla brasławskiego oddziału MGB (UB). Wszystkie dokumenty nosiły adnotację „tajne” i „ściśle tajne”. Złotymi zgłoskami zapisali się na kartach historii dowódcy brasławskich i widzewskich partyzantów Stanisław Bieluś „Skrzetuski”, Kazimierz Stabułaniec „Miłosz”, Franciszek Wiśniewski (niestety te nazwiska w Polsce do dziś są mało znane). Partyzanci dysponowali radiostacją, co pozwalało im utrzymywać kontakt ze strukturami w Londynie. Ostatnia grupa uzbrojonych Polaków na brasławszczyźnie była zlikwidowana dopiero w 1954 r., a więc dziesięć lat po zakończeniu wojny.

Mimo że 19. stycznia 1945 r. gen. Okulicki wydał rozkaz o rozwiązaniu AK, większość ludzi, spodziewając się represji ze strony sowietów, z lasu nie wyszła. W 1946 r. władze rozpoczęły szczególnie aktywną walkę z „bandytyzmem” . Pierwsza operacja na szeroką skalę przeprowadzona była w obwodzie mołodeczańskim (do którego należał i rejon postawski) jako najbardziej „skażonym bandytyzmem”. Wysłano tam specgrupy NKWD, MGB i regularne oddziały wojskowe. Według sowieckich danych, w ciągu pięciu miesięcy zlikwidowano dwadzieścia pięć grup partyzanckich (do końca czerwca w całej republice zlikwidowano dziewięćdziesiąt siedem oddziałów i organizacji podziemnych).

Była mieszkanka rejonu postawskiego, Jadwiga K., tak wspomina tamte lata: „...okres po wojnie był trudny, ale młodość brała, co do niej należy. Młodzi spotykali się, razem śpiewali, organizowali potańcówki. Przy akordeonie tańczyli tak, że szyby w oknach się trzęsły. Wszyscy razem, Polacy, Białorusini. Nikogo nie obchodziło, jakiej kto jest narodowości. Jeśli zdarzały się bójki, to albo z powodu dziewczyny, albo wieś przeciwko wsi. Wtedy nasi chłopcy walczyli z sowietami, dlatego NKWD często organizowało obławy. Wtedy cały rejon znał Zwieriewa. Nie pamiętam już, kim on dokładnie był, minęło tyle lat…. może naczelnikiem postawskiego NKWD, a może zwykłym oficerem, ale wszyscy się go bali. Raz, pamiętam, ten Zwieriew przyszedł z żołnierzami na potańcówkę. Rozkazał, aby wszyscy pozostali na miejscach. Na pewno szukał naszych chłopców. Ktoś rozbił lampę naftową i zrobiło się ciemno. Posypały się szyby w oknach, a nasi chłopcy rozbiegli się na wszystkie strony, rozległo się kilka wystrzałów. W tym czasie my, dziewczyny, całe trzęsłyśmy się ze strachu...”.

Na rejonowej partyjnej konferencji w Postawach, która odbyła się 1.-11. sierpnia 1946 roku, stwierdzono: „W rejonie działa rozbudowana sieć bandyckich formacji. Wielu partyjnych, sowieckich i komsomolskich aktywistów boi się wyjeżdżać z Postaw do wiejskich miejscowości z powodu aktywnej działalności bandytów”. Na tej samej konferencji naczelnik rejonowego oddziału MGB powiedział: „W ostatnim czasie polsko-białoruscy nacjonaliści zabili jedenastu partyjno-sowieckich i komsomolskich pracowników”.

W 1946 r. w każdej gminie (sielsowiet) znajdowały się uzbrojone grupy ochrony, formowane z miejscowych aktywistów (komsomolców, komunistów), które miały wspierać MGB w walce z partyzantami. Jednak żadne z podejmowanych działań nie przynosiły oczekiwanych rezultatów. Gdy zapadał zmierzch, realną władzę na terenie postawskiego rejonu przejmowali partyzanci. Aktywiści znikali aż do rana.

W biurze postawskiego RK KP(b)B 20. grudnia 1947r. mówiono: „Przez ostatnie cztery miesiące na terenie rejonu ostro aktywizowała się działalność bandyckich nacjonalistycznych polsko-białoruskich band. Przez ten czas bandyci zabili kilkanaście partyjno-radzieckich aktywistów. A w takich sielsowietach (gminach) jak Hruzdowski, Miaguński, Sawicki, Nowosiółkowski-1 i Nowosiółkowski-2, Świlelski...., działalność partyjno-radzieckiego aktywu zupełnie sparaliżowana...”.

A oto cytat z raportu pierwszego sekretarza Postawskiego Komitetu Rejonowego KP(b)B skierowanego do obwodowego komitetu partii: „Polska ludność, mieszkająca na terenie rejonu postawskiego, ustosunkowana do władz radzieckich nieprzyjaźnie, a niektórzy nawet wrogo...”.

12.08.1947r., podczas służbowej podróży do Hruzdowa, wpadł w zasadzkę samochód zastępcy przewodniczącego Postawskiego Rejonowego Komitetu Wykonawczego. W rezultacie napadów partyzantów zostali zabici przewodniczący Świlelskiego, Komajskiego, Łuczajskiego, Redutskiego i Starodworskiego sielsowietów, sekretarz Wereńkowskiego sielsowietu, sekretarz Miaguńskiej partyjnej organizacji, instruktor postawskiego rejonowego komitetu KP(b)B, kilku funkcjonariuszy rejonowego oddziału MGB (UB) i milicji, oraz ponad stu żołnierzy garnizonu postawskiego.

Biorąc pod uwagę złożoność sytuacji, władze powiatowe wpadły w panikę. Rejonowy komitet partii został zmuszony zwrócić się do władz obwodowych z prośbą skierowania do rejonu postawskiego operacyjnej grupy wojskowej „Dla likwidacji band”. Sił znajdującego się w Postawach pułku, rejonowej milicji i MGB, a także „niszczycielskiego plutonu” i uzbrojonego partyjnego aktywu już nie wystarczało.

Oto fragment wspomnień byłego sierżanta radzieckiej armii, Nikołaja Izotowa, który od 1947 do 1950r. służył w Postawach: „...w 1947r. nasz pułk został przeniesiony do Białorusi, do miasteczka Postawy, gdzie służyłem do 1947 roku [...]. Znajdując się na Białorusi, doświadczyłem i zobaczyłem dużo różnych rzeczy. Sytuacja była bardzo napięta. Było dużo wypadków napadów i zabójstw żołnierzy i oficerów. Popełniali je bandyci, którzy walczyli o niepodległość. Było niebezpiecznie chodzić samemu, bo nawet w biały dzień mogli zabić. Pamiętam, że kilka razy w pułku był ogłoszony alarm.

Wychodziliśmy w teren w celu zlikwidowania band [...]. Między wsiami Juńki (koło Postaw) i [...] zamknęliśmy pierścień okrążenia. W tym boju straciliśmy siedemdziesięciu żołnierzy i pięćdziesięciu ludzi z milicji. I działo się to pomimo faktu, że wojna się już skończyła. Niebezpieczeństwo groziło mi nieustannie aż do samego dnia mojej demobilizacji z wojska – 22. kwietnia 1950r. [...]”.

Jak po wojnie niekomfortowo czuli się sowieci w zachodniej i północno-zachodniej Białorusi, mówią fragmenty listów radzieckich żołnierzy do swoich rodzin: „bardzo tu u nas niebezpiecznie, pojawiła się duża banda. Zabijają dziennie czterech, pięciu oficerów, ale żołnierzy nie ruszają”. Inny żołnierz pisał w liście do swojej matki: „u nas chodzą bandy, jak tylko kto wyjdzie, zaraz słyszysz, że zabity albo przepadł bez wieści. W naszej kompanii zabili jednego gefreitera, chodzą słuchy, że nie ma starszyny, nie ma oficera, sierżanta…”.

Jeszcze jeden żołnierz pisał: „Ciągle tu chodzą bandy. Otrzymaliśmy rozkaz o ich likwidacji. Było nas stu siedemdziesięciu, a powróciło tylko dziewięćdziesięciu. Pozostali zginęli...”.

Nikołaj Szurpik, były przewodniczący sielsowietu, wspominał: „W roku 1946, po demobilizacji z wojska radzieckiego, postawski RK LKSM skierował mnie na partyjno-radzieckie kursy przy Mołodzeczańskim Obwodowym Komitecie Partii. Po ich ukończeniu, w latach 1947-1950, pracowałem na stanowisku przewodniczącego ockowiczskiego (Ockowicze) Sielsowietu (gminy), w rejonie postawskim. To był niewiarygodnie ciężki czas. Byliśmy zmuszeni walczyć z bandytyzmem. Zawsze miałem przy sobie automat (RKM) i pistolet. Bandyci grozili mi zamordowaniem. Każdej nocy szedłem spać do innego domu. Można tak powiedzieć, że to był „drugi front” [...].

Kiedy w styczniu 1947 r. polscy i białoruscy partyzanci przeszkodzili w wyborach do Rady Najwyższej BSRR, w Mińsku miało miejsce zamknięte posiedzenie KC KP(b)B, na którym ministrom Cynawie i Bielczence zalecono „zdecydowane wzmocnienie działań” podejmowanych w celu walki z antysowieckim podziemiem i „bandytyzmem”. W efekcie podjętych kroków zlikwidowano, jak donosiła strona sowiecka, trzydzieści sześć aktywnie działających „band”.
Oprócz prowadzenia działań czysto wojennych, władze sowieckie prowadziły przeciw partyzantom także akcję propagandową. Każde przestępstwo, od kradzieży kury po zabójstwo dokonane w stanie nietrzeźwym, przypisywano „bandytom z lasu”. Ponadto w każdej miejscowości werbowano agentów, którzy mieli za zadanie donosić swoim kuratorom z MGB (UB) o wszystkim, co wyda im się podejrzane.

Funkcjonowały fałszywe partyzanckie grupy, w skład których wchodzili pracownicy MGB (UB) i byli sowieccy partyzanci. Krążyli po lasach i wsiach, zdobywali zaufanie miejscowej ludności i informacje o ludziach związanych z antysowieckim podziemiem. Niekiedy pseudopartyzanci napadali na niewielkie grupy lub pojedynczych partyzantów, zabijając ich lub biorąc do niewoli.

W tym strasznym okresie także Białorusini chwycili za broń. Do 1950 r. funkcjonowała tak zwana „Białoruska Armia Wyzwoleńcza” czyli "Czarny Kot". Powołana została niejako dzięki Białoruskiej Partii Narodowej, statut której głosił: „Celem BPN jest uzyskanie i zabezpieczenie niepodległości Białorusi”. To właśnie BPN była inicjatorem powojennej walki Białorusinów o niepodległość. NKWD udało się rozgromić kilka partyzanckich oddziałów i wziąć do niewoli przewodniczącego BPN Wsiewołoda Rodźko, którego w 1946 r. skazano na karę śmierci i rozstrzelano. Białoruskim antyradzieckim partyzantom udało się przeprowadzić wiele udanych akcji. Ale warto dodać, że informacje na ten temat zachowały się tylko w publikacjach emigracyjnych. Archiwa KGB milczą w tej sprawie.

Warto wspomnieć o działalności oddziału białoruskich partyzantów dowodzonych przez nauczyciela – Eugeniusza (Jewgienija) Żychara. Urodził się on we wsi Nowodruck (powiat postawski) w rodzinie prawosławnej. Przed wojną ukończył polską siedmioletnią szkołę w Osinogródku. Podczas okupacji niemieckiej uczył się w Postawskim Seminarium Nauczycielskim, pisał wiersze. Jako zwolennik niepodległej Białorusi wstąpił do SBM i BNP. Jak podają sowieckie źródła, latem 1944 r. Żychar miał być rzekomo zmobilizowany przez Niemców i wysłany do obozu szkoleniowego „Dallwitz”. Na początku 1945, na terenie Niemiec, dostał powołanie do Armii Czerwonej i walczył w jej szeregach do końca wojny. Miał być nawet odznaczony.

Po demobilizacji pracował jako nauczyciel w wiejskiej szkole, we wsi Werecieje koło Postaw. W 1946. wychodzi na jaw jego współpraca z SBM i BNP. Bojąc się aresztowania, Żychar przyłączył się do działającej w rejonie postawskim antysowieckiej grupy Korolenki. Wkrótce Żychar stanął na czele tej grupy i na jej bazie stworzył niewielki oddział partyzancki. Jego ludzie dokonali kilku udanych akcji dywersyjnych na kolei, zlikwidowali ponad trzydziestu sowieckich i partyjnych działaczy. MGB (UB) polowało na Żychara i jego ludzi, ale bezskutecznie. W niektórych sowieckich źródłach oddział ten figuruje jako „białorusko-polska banda Żychara”, co pozwala wyciągnąć wnioski co do jego wielonarodowego składu.

W 1950. w rejonie postawskim władze zaczęły przeprowadzać masową kolektywizację. Partyzanci Żychara przeprowadzili szereg akcji, mających nie dopuścić do stworzenia kołchozów. Palili dokumentację, a zagrabione przez państwo mienie zwracali chłopom. Aby stworzyć kołchoz, zwoływano zebranie. Mieszkańcy niektórych wsi, wiedząc o przyjeździe z Postaw „pełnomocników” i agitatorów, uciekali do lasu. W domach zostawały tylko dzieci i starcy. Z braku „quorum”, utworzenie kołchozu odraczano.

Do 1955 r. niemal wszyscy ludzie Żychara zginęli w licznych starciach z przeciwnikiem. W sierpniu Żychar został okrążony przez siły MGB (UB) w jednym z leśnych chutorów, siedem kilometrów od Postaw. W stronę żołnierzy poleciały kule z jego RKM-u. Ostatni nabój Żychar zostawił dla siebie. Popełnił samobójstwo. Miał trzydzieści lat.

Okres 1948-1956 charakteryzował się tym, że partyzanci prowadzali działania w niewielkich grupach. Typowy polski lub białoruski oddział funkcjonujący w tym okresie składał się z pięciu, dziesięciu osób. Akcje wykonywały grupki dwu- pięcioosobowe. Partyzanci musieli zrezygnować z ataków na dobrze chronione obiekty wojskowe. Częściej dochodziło natomiast do likwidacji osób kolaborujących z okupantem.

Realnie rzecz biorąc, aktywność bojowa była w tych latach skierowana przeciwko wszystkim, którzy reprezentowali władzę sowiecką. Na owej liście znajdowali się pracownicy rejonowego komitetu partii, rejonowego komitetu wykonawczego, przewodniczący rad wiejskich, kołchozów, pracownicy MGB (UB) i MWD (MSW), komsomolcy, członkowie partii, a niekiedy, niestety, także ich rodziny. Grupy partyzantów ukrywały się nie tylko w lasach, ale też w wioskach, w „schronach” – zamaskowanych kryjówkach.

Bardzo ciekawym jest sprawozdanie dowódcy jednej z radzieckich „specgrup”, która walczyła z polskimi partyzantami na terenie obwodu mołodeczańskiego (rejon postawski też należał do tego obwodu): „...kontynuując walkę, żołnierze znaleźli schron (kryjówkę) z bandytami. Bandyci otworzyli bardzo silny ogień (...). Na pomoc naszej specgrupie wezwaliśmy żołnierzy z pułku NKWD oraz grupę pracowników Mołodeczańskiego UMGB (UB). Rezultatem walki było zabicie dwóch bandytów. W kryjówce znaleziono dwanaście biletów komsomolskich, dwadzieścia dwie legitymacje wojskowe, pięćdziesiąt trzy paszporty radzieckie, dwanaście legitymacji dzielnicowych milicjantów, oraz czternaście legitymacji oficerów MGB (UB)". Jak wynika z tego dokumentu, żeby zlikwidować dwóch partyzantów, oprócz specgrupy MGB, został wykorzystany pułk NKWD.

Partyzantów aktywnie wspierali mieszkańcy wsi rejonu postawskiego, między innymi rodzina Władysława Drobysza ze wsi Drobysze. Ktoś jednak na nich doniósł. Dom okrążyło wojsko. Władysław próbował uciec przez okno. Został postrzelony i wzięty do niewoli.

We wsi Olechniszki jeden z partyzantów – Józef Spragowski – wpadł w zasadzkę. Przez pewien czas w pojedynkę stawiał opór oddziałowi sowieckiej armii. Zginął raniony odłamkiem granatu. Jego zwłoki sowieci przywiązali za nogi i wlekli za samochodem. Miejscowi mieszkańcy mówili później, że Józef zastrzelił radzieckiego oficera. Jego matka próbowała dowiedzieć się, gdzie pochowano jej syna. Jej prośba spotkała się jednak z odmową (w niecenzuralnej formie) ze strony sowietów.

Poczynając od 1948 r. opór wobec okupantów zaczął maleć. Było to spowodowane wieloma czynnikami, jednak, moim zdaniem, dwa miały największe znaczenie. Zgodnie z umową podpisaną 9. września 1944 r. między Polskim Komitetem Wyzwolenia Narodowego i Radą Komisarzy Narodowych BSRR (na życzenie Stalina), władze sowieckie rozpoczęły proces repatriacji do Polski rdzennej ludności polskiej.

Jej celem było zniszczenie bazy wsparcia partyzantów i podziemia, a także przyspieszenie sowietyzacji i rusyfikacji na zdobytym terytorium. Istnieje bezpośredni związek między repatriacją Polaków a spadkiem aktywności partyzanckiej.

Po drugie, po zakończeniu II wojny światowej, rozpoczęła się „zimna wojna” między ZSRR i Zachodem. Ludzie, zmęczeni komunizmem, z nadzieją czekali na wybuch wojny między USA i Anglią a ZSRR. Wówczas, w krajach bałtyckich, zachodniej Ukrainie i zachodniej Białorusi, wybuchłyby powstania narodowe. Pod koniec lat czterdziestych stało się jasne, że w najbliższym czasie do żadnej wojny nie dojdzie. W związku z tym dalszy opór wobec władzy sowieckiej był pozbawiony sensu.

Świadek tych wydarzeń, Białorusin Wasilij Strupowiec, wspominał: „Wszyscy czekali wojny między Związkiem Radzieckim a Ameryką i Anglią. Wtedy na Białorusi odbyłoby się powstanie przeciwko tej radzieckiej bandzie. Broni po wojnie było pod dostatkiem. Nasi partyzanci walczyli, walczyli z sowietami (...,) a wojny nie ma i nie ma. Co robić? Powychodzili z lasu ci, których nie zabili...”.

Ostatecznie stłumić zbrojny opór na terytorium byłego powiatu postawskiego Sowieci zdołali dopiero latem 1956 r., kiedy w lesie, wskutek przeprowadzonej operacji specjalnej, zlikwidowana została ostatnia grupa Polaków, składająca się z byłych członków AK. Ich nazwiska są, jak dotąd, nieznane. Swój obowiązek wobec Ojczyzny wypełnili jednak do końca i zginęli dlatego, że pozostali wierni Polsce.

W tym strasznym czasie każdy człowiek miał wybór – albo sprzymierzyć się ze złem i nie robić nic, albo walczyć. I nawet jeśli ta walka z góry skazana była na porażkę, to już samo podjęcie próby jest godne chwały i szacunku, a nas może napawać dumą.

P.S.

Kiedy materiał ten był gotowy do publikacji, przeczytałem artykuł białoruskiego krajoznawcy z Głębokiego, W. Skrabotuna, piszącego na swoim blogu, że kilka lat temu miał okazję porozmawiać z byłym leśniczym (emerytem), który rzekomo powiedział: "W 1957 roku zostałem powołany na stanowisko leśniczego. Dokładnie nie pamiętam, czy było to w 1957. czy 1959 roku. Pewnego dnia, po deszczu, poszedłem szukać grzybów. Niedaleko od jeziora Borowicze, w powiecie (rejonie) postawskim, natknąłem się w lesie na trzech mężczyzn. Dwóch miało karabiny, a trzeci był uzbrojony w automat (RKM). Przy ognisku suszyli swoje ubrania. Mnie nic złego nie zrobili, pozwolili odejść".


Żołnierze niepodległościowej partyzantki antykomunistycznej z sąsiedniego brasławskiego powiatu (rejonu) Białorusi. Powojenne zdjęcie z 1945-1950r. (z Białoruskiej gazety "Народнае слова").

4 maj 2012

Mańkowicze

Mańkowicze – wieś na Białorusi, na terenie rejonu (powiatu) postawskiego, szesnaście km od Postaw. Do 1939r. należały do województwa wileńskiego, powiatu postawskiego. Mańkowicze były dawnym dziedzictwem rodziny Zenowiczów. Około połowy XVIIIw. dobra te przeszły w posiadanie Jerzego Kiełpsza herbu Prus, podczaszego wiłkomierskiego. Następnie były własnością: Tadeusza Żaby herbu Kościesza, wojewody połockiego, książąt Druckich-Lubeckich, Łeskich, a po I wojnie światowej Cezarego Hallera, brata gen. Józefa Hallera.

Zachowany do II wojny światowej drewniany dwór został prawdopodobnie wzniesiony w XVIII w. przez wojewodę Tadeusza Żabę. Była to trzynastoosiowa budowla na planie prostokąta. Obok dworu znajdowała się pięcioosiowa oficyna, oranżeria oraz duży i bardzo malowniczy ogród. W roku 1871 w Mańkowiczach została wzniesiona, istniejąca do dziś, kamienna prawosławna cerkiew Zaśnięcia Najświętszej Marii Panny.

Gmina Mańkowicze początkowo należała (od 7. listopada 1920r.) do powiatu duniłowickiego, pod Zarządem Terenów Przyfrontowych i Etapowych. 19. lutego 1921r., wraz z całym powiatem, weszła w skład nowoutworzonego województwa nowogródzkiego. 13. kwietnia 1922r. gmina wraz z całym powiatem duniłowickim została przyłączona do objętej władzą polską Ziemi Wileńskiej – przekształconej 20. stycznia 1926r. w województwo wileńskie.

1. stycznia 1926r. nazwę „powiat duniłowicki” zmieniono na „powiat postawski”. Wtedy gmina o nazwie Mańkowicze przestała istnieć 1. kwietnia 1927r., po przemianowaniu jej na gminę Hruzdowo, do której przyłączono jednocześnie części obszaru gmin Miadzioł i Żośna. W tym też czasie niewielkie części obszaru zlikwidowanej gminy Mańkowicze włączono do gmin Kobylnik i Łuczaj.


Wieś Mańkowicze na mapie postawskiego powiatu.

Dwór w Mańkowiczach. Zdjęcie z lat 30-ch XX wieku.

Praca w majątku Mańkowicze. Zdjęcie z 1900r. Skan zdjęcia udostępnił Muzeum Krajoznawczy w Postawach. Serdecznie dziękuję.
Praca w majątku Mańkowicze. Zdjęcie z 1900r. Skan zdjęcia udostępnił Muzeum Krajoznawczy w Postawach. Serdecznie dziękuję.

Dwór w Mańkowiczach. Zdjęcie z 1910r.

14 kwi 2012

Postawianie w armii generała Władysława Andersa

Do sierpnia 1941 roku większość polskich oficerów, którzy we wrześniu 1939 r. trafili w ręce Sowietów, została rozstrzelana. Generał Władysław Anders uniknął takiego losu. Jego trzymali w wewnętrznym więzieniu NKWD na Łubiance w Moskwie. 4. sierpnia 1941. generała sprowadzono do gabinetu Ławrentija Berii, gdzie ten powiedział więźniowi, że ​​od tego momentu jest on wolny, i że polski rząd w Londynie mianował go dowódcą Polskich Sił Zbrojnych w ZSRR (z jednoczesnym awansowaniem go do stopnia generała dywizji).

Dzień wcześniej pomiędzy polskim rządem i Stalinem zostało osiągnięte porozumienie w sprawie utworzenia na terenie ZSRR Wojska Polskiego. Początkowo przewidywano, że Polacy wezmą udział w walkach na radziecko - niemieckim froncie. Stalin obiecał, że byli obywatele polscy zostaną na mocy amnestii zwolnieni z więzień, łagrów i zsyłek. 1. sierpnia 1941 r. liczba byłych obywateli RP, znajdujących się w łagrach lub na zesłaniu, oceniana była przez NKWD (dane te najprawdopodobniej są zaniżone) w następujących liczbach:

1. Byłych jeńców wojennych - 26 000 160 osób
2. Osadników i leśniczych - 132 000 463
3. Skazanych i podejrzanych - 46 000 597
4. Uchodźców i represjonowanych - 176 000
    Razem: 381.220 osób

Od samego początku tworzenia Armii Polskiej w ZSRR generał Anders jako cel główny założył nie udział w wojnie na radziecko - niemieckim froncie, a wyzwolenie spod władzy Stalina jak najwięcej Polaków i wywiezienie ich z ZSRR na Zachód. Generał mówił: "Uświadomiłem sobie, że nawet teraz, gdy Rosja jest w trudnych warunkach, kiedy Niemcy ciągle nacierają, grożąc zniszczeniem Unii, nawet jeśli dziś władze sowieckie tak wrogo wobec nas, Polaków, nastawione, co się stanie, gdy losy wojny z Niemcami będą innymi? Przywódcy polityczni, całe Politbiuro, cały rząd radziecki, to są ci sami ludzie, którzy zawarli pakt z Niemcami i ustami Mołotowa wyrazili radość, że Polska, "bastard systemu wersalskiego", na zawsze przestała istnieć. Były to te same osoby, które spowodowały bezprecedensowe w historii cierpienia milionów Polaków i zniszczyły setki tysięcy ludzi".

Tworzenie armii odbywało się w Buzułuku, Tatiszczewie i Tockoje (Rosja), a także w Szachriziabs i Kitabie (Uzbekistan) w ekstremalnie trudnych warunkach. Ludzie, zwolnieni z radzieckich łagrów i więzień, przybywali w stanie skrajnego wyczerpania. Wielu Polaków było chorych i wygłodzonych. Warunki życia w obozach wojskowych były katastrofalne. Większość żołnierzy została rozlokowana w namiotach.

Do miejsca formowania oddziałów wciąż przybywali nowi chętni do wojska, a ich ilości siłą rzeczy nie można było przewidzieć. Nie było też możliwe zaplanowanie dostaw żywności ani innych środków do życia. Wobec powyższego nowych przybyszy obdzielano tym, co było przygotowane dla już wcześniej przyjętych: racje żywnościowe zmniejszano tak, by wystarczyło ich dla wszystkich.

Do wojskowych obozów oprócz żołnierzy przyjeżdżały i polskie kobiety ze swoimi dziećmi. Do tego kroku motywowała je chęć ucieczki z piekła Związku Radzieckiego, chęć uratowania życia swojego i swoich dzieci. Wszystkich tych nieszczęsnych ludzi trzeba było nakarmić. Brakowało wszystkiego: naczyń, piekarń, samochodów, drewna do budowy ogrzewanych ziemianek, ubrań, leków i przede wszystkim - jedzenia.

Podczas rozmów z polskim rządem w Londynie i z premierem Anglii W. Churchillem Andersowi udało się przekonać ich o celowości wykorzystania armii na froncie zachodnim, a nie na wschodnim. Ł. Beria wielokrotnie informował Stalina o nielojalności polskich oficerów i większości podoficerów a także żołnierzy szeregowych; przekonywał go, że Polacy nie chcą walczyć na radziecko-niemieckim froncie. Mając na uwadze to, jak również i naciski ze strony W. Churchilla, Stalin zdecydował o ewakuacji armii do Iranu.

Ewakuacja wojska polskiego odbywała się wiosną i latem 1942r. i została zakończona we wrześniu 1942 roku. Andersowi udało się wyrwać z rąk Stalina 80 000 żołnierzy, ponad 37 000 członków ich rodzin i innych cywilów. Polskie oddziały zostały wcielone do armii brytyjskiej (II Korpus Polski).  Armia Andersa składała się przeważnie z Polaków, byłych mieszkańców kresów wschodnich (dzisiejszej Zachodniej Ukrainy i Zachodniej Białorusi). W armii służyli też ludzie z powiatu postawskiego. Były mieszkaniec Postaw, kapral J. Kiszkurno (6d.p.), podaje w swoim pamiętniku następujące nazwiska :

1. Wojciechowicz Bronisław
2. Klaczkowski Kazimierz
3. Klancewicz
4. Linder
5. Mikucki
6. Gengołek
7. Paszko Stanisław
8. Pietroń Antoni
9. Ryżewski Stanisław
10. Andrukowa
11. Lelecka
12. Gińko Paweł
13. Perkowicz (pułkownik, ze Starego Dworu)
14. Kozik
15. Oszmiański
16. Kwietuś

Postawianie brali udział we wszystkich bitwach toczonych przez II Korpus Polski: pod Monte Cassino, Loreto i innych. W 1952 roku w Londynie została w języku polskim opublikowana książka: "Wykaz poległych i zmarłych polskich żołnierzy na wygnaniu w 1939 – 1946r.". Wśród nich są i nasi rodacy Postawianie:

1. Bałaj Paweł
2. Daszczyński Władysław
3. Dziergacz Józef
4. Dubowik Aleksy
5. Zarecki Justyn
6. Iwaszkiewicz Jan
7. Kozakiewicz Kazimierz
8. Kamieński Zygmunt
9. Kaliński Ryszard
10. Kułak Jan
11. Leszczyk Bolesław
12. Makutynowicz Edward
13. Masinkiewicz Józef
14. Myszko Piotr
15. Mieduch Piotr
16. Nowicki Longin
17. Prokop Bronisław
18. Pietkiewicz Wacław
19. Sawicki Mieczysław
20. Ciechanowicz Aleksander
21. Siemaszko Erazm

Z powodu wielkiej tęsknoty do rodzin, do ojczystych miejsc, Postawianie często spotykali się, w miarę możliwości zbierali się razem, przypominali dawne, przedwojenne czasy i marzyli, by po wojnie wrócić do swoich domów. Jedno z takich spotkań opisuje w swoim pamiętniku kapral Józef Kiszkurno: "…W sumie zebrało się nas czternaście osób i prawie wszyscy - Postawianie. Czas spędziliśmy bardzo dobrze i wesoło. My z kolei wspominaliśmy szczęśliwe czasy, przedwojenne Postawy… ". Albo jeszcze: "…Siedzimy w półmroku, świeci tylko jedna naftowa lampa. Nastrój u wszystkich wspaniały, wszyscy jesteśmy rodakami…. Marzymy o tym, jak spotkamy się po wojnie w Postawach i jak to będzie dobrze i wesoło…".

Ale spotkać się po wojnie w Postawach im się nie udało. Ktoś zginął w obcym kraju, inni bali się (i nie bez powodu) powrócić do socjalistycznej ojczyzny, która na dodatek stała się jeszcze "zagranicą". Niektórzy pozostali po wojnie w Anglii, we Włoszech lub w innych krajach zachodnich, a jeszcze inni osiedlili się w nowej pojałtańskiej Polsce. Ale gdzie by weterani nie mieszkali, aż do samej śmierci przypominali z nostalgią swoją ukochaną Ziemię Postawską.

Polski obóz wojskowy w m. Tockoje (Rosja). Zima 1941/1942 r.

13 kwi 2012

O Żydach i Kozakach

Na przestrzeni wieków sąsiadami naszych przodków – Polaków i Białorusinów – byli Żydzi. Jednak niewiele informacji na temat życia tego narodu zachowało się do naszych czasów. Przypadkiem znalazłem w Internecie anglojęzyczną stronę żydowską, poświęconą przedwojennej postawskiej gminie żydowskiej.

Polecam szczególnie fragment (przekład) opisujący tragiczne wydarzenia z czasów I wojny światowej (1914-1918 r.): „Na początku pierwszej wojny światowej sytuacja postawskich Żydów była gorsza niż w innych miasteczkach tego regionu. Sąsiedzi-chrześcijanie zaczęli patrzeć na nich z podejrzliwością i wrogością. Każda tragedia czy nieszczęśliwy wypadek tłumaczone były jako sprawka Żydów. Najpoważniejsze były jednak oskarżenia o współpracę z Niemcami. Życie stało się dla Żydów bardzo trudne. W wieczór poprzedzający Sądny Dzień, Niemcy weszli do Postaw.

Wielu Żydów uciekło wówczas do Rosji. Jednak Niemcy nie zagościli długo w Postawach. Po ośmiu dniach Rosjanie przeszli do kontrofensywy. Pułk Kozaków wdarł się do miasteczka i z dzikim wrzaskiem pokłusował w stronę koszar przy ul. Wileńskiej. Widocznie, zdaniem Kozaków właśnie tam powinna się znajdować niemiecka armia. Prawosławni postawczanie zebrani na ulicach z radością witali Kozaków. Żydzi, przeciwnie, przerażeni ukryli się w swoich domach. Miejscowi opowiadali Kozakom niestworzone historie o Żydach – że ukrywają Niemców w swoich domach, że zamknęli sklepy, aby zachować towar dla Niemców.

Wkrótce dowódca kozacki rozkazał „by wszyscy Żydzi zebrali się na rynku, ani jeden nie może zostać w swoim domu”. Za radą rabina wszyscy, nawet chorzy, udali się na rynek. Stamtąd zaprowadzono ich na pole za koszarami, gdzie mieli zostać rozstrzelani. Kozacy zabrali tylko mężczyzn, jednak kobiety i dzieci podążyli za nimi. Rabin Sznuer Zalman próbował przekonać dowódcę kozackiego o niewinności Żydów. Wówczas w ich obronie stanął chrześcijanin – Zacharow. Był on oficerem rosyjskiej armii w stanie spoczynku, odznaczonym złotym medalem (krzyżem).

Trzymając dokumenty zawierające podpis cara, zwrócił się do dowódcy kozackiego: „Całe życie służyłem carowi. Nagrodzono mnie za uczciwość i oddanie. Chcę powiedzieć, że rabin i Żydzi są niewinni. Wszystko, co o nich mówią, to kłamstwa. Błagam, daruj im życie. Jeśli zamierzacie ich rozstrzelać, to i mnie zabijcie razem z nimi”. Zacharow objął rabina i nie puszczał go. „Zacharow, niech będzie jak ty chcesz. Ale jest jeden warunek, niech Żydzi pokażą nam, gdzie ukrywają się Niemcy i niech natychmiast otworzą sklepy”, powiedział dowódca Kozaków.

Sklepy otworzono. Kozacy brali, co chcieli, a to, co zostało rozgrabili miejscowi. Niemcy wrócili po dwóch dniach... Sytuacja na Postawszczyźnie była niestabilna jeszcze przez trzy lata. Ciągłe ostrzały artyleryjskie sprawiły, że wielu Żydów opuściło Postawy. Uciekli na Litwę, gdzie nie panował tak straszliwy głód. Żywili nadzieję, że wrócą do Postaw tak szybko, jak będzie to możliwe...”.

Dodać należy, że podczas pierwszej wojny światowej Kozacy trzykrotnie dokonali pogromów ludności w Postawach – 31. sierpnia 1915 r., a następnie 2. i 19. września. Nie były to jednak wyjątkowe czy pojedyncze przypadki takiego zachowania Kozaków.

Oto kolejny przykład: „Wieczorem drugiego września w Kozianach (obecnie sąsiedni z postawskim brasławski rejon Biaorusi) pojawili się Kozacy. Grabili żydowskie sklepy i domy. Czego nie zabrali Kozacy, za ich pozwoleniem rozkradli chłopi. W ciągu kolejnych dni spalili most, chodzili po domach niszcząc, co popadło. Dwaj mieszkańcy, ludzie w podeszłym wieku, Girsz Awerbuch i Pejsah Gordon, zostali dotkliwie pobici nahajkami, bo ośmielili się poprosić Kozaków o pozostawienie im przynajmniej części dobytku. Miały też miejsce pogromy w pobliskich miasteczkach Germanowicze i Postawy. Szczególnie ucierpiały tam kobiety".

Oto fragment prywatnego listu z 19 września 1915 r., opisujący wydarzenia w Głębokim: „Drogi N., w nocy z 7. na 8. zjechało się wielu Kozaków i zaczęły się bezeceństwa, grabili sklepy, potem domy .... B. Krauta przyprowadzili do esauła (kozacki stopień wojskowy). Trzymał go kilka godzin, grożąc, że go powiesi. W tym czasie Kozacy wdarli się do synagogi, gdzie zebrali wiele dziewcząt. Część Kozaków z obnażonymi szablami stała wokół synagogi, część z nich znajdowała się wewnątrz, dochodził stamtąd krzyk i płacz. Nikt nie mógł im pomóc.

Kozacy nikogo nie dopuszczali. Gdy wypuścili Krauta, po drodze napotkali go Kozacy, zabrali mu złoty zegarek i pieniądze i tak zbili, że ledwo żywy dotarł do domu. Nic nie mówił, przeleżał dobę jak martwy. Kozacy zaszli i do mieszkania doktora Geca. Znajdowały się tam dziewczęta, którym groził podobny los. Doktor zaczął prosić Kozaków, żeby poszli z nim, a pokaże im lepsze (kobiety). W tym czasie dziewczęta się ukryły. Gdy Kozacy zorientowali się, że doktor Gec ich oszukał, pobili go. Ma teraz ślady (szramy)..... Po trzech dniach przyjechali oficerowie, policja. Dopiero wtedy wszystko zaczęło się uspokajać”.

Nawiasem mówiąc (dla informacji historyków i krajoznawców), w „Wileńskim dzienniku wojewódzkim” (Nr 1. z 8 stycznia 1938 r.) podano liczbę ludności żydowskiej, żyjącej na terytorium województwa wileńskiego:

  • Wilno – 58511 osób
  • Powiat dziśnieński – 11740 os.
  • Powiat oszmiański – 8000 os.
  • Powiat święciański – 7884 os.
  • Powiat brasławski – 7703 os.
  • Powiat wilejski – 6800 os.
  • Powiat wileńsko-trocki – 5826 os.
  • Powiat mołodeczański – 5780 os.
  • Powiat postawski – 2755 os.

W najmniejszym nawet stopniu nie dziwi mnie bestialstwo Kozaków. Kozacy grasowali na białoruskiej ziemi (Litwie) nie tylko podczas I wojny światowej. W 1562 r. wojska cara Iwana Groźnego wtargnęły na Litwę. Ich celem był Połock. Armia najeźdźców liczyła 33407 osób, w jej szeregach byli też Kozacy. 15 lutego 1563 r. nie wytrzymując ataku artyleryjskiego, miasto skapitulowało.

Jeden z najemników cara, Niemiec Heinrich Schtaden, pozostawił wspomnienia o bestialskich scenach, które rozgrywały się na jego oczach po zdobyciu Połocka. Ludność żydowska była wybita co do nogi – Kozacy utopili ich pod lodem Dźwiny. Zamordowani byli tez bernardyni i duchowni prawosławni. Najeźdźcy nie oszczędzali nawet swoich współwyznawców. Ci, którzy ocaleli zostali wysłani w głąb Rosji.

W 1648 r. Kozacy zaporoscy, mając pełne poparcie cara, zaatakowali Litwę (ziemie białoruskie). Wiązało się to z najokrutniejszymi aktami bestialstwa, totalną grabieżą, pożarami, gwałtami na kobietach i rzezią miejscowej ludności. Kozakom udało się wówczas zająć Pińsk, Turów, Mozyrz, Homel, Bobrujsk.

Wkrótce polsko-litewski ruch oporu odbił Pińsk, a w styczniu 1649 r. wojska, pod dowództwem hetmana Jana Radziwiłła wypędziły Kozaków z Turowa, Mozyrza i Bobrujska. Podobnych przykładów nie brakuje.

Np. „działalność” Kozaków w wojnie 1654-1667, rozwiązanej przez „najspokojniejszego” z rosyjskich carów Aleksego (Romanowa). Jak oceniają historycy, w latach 1654-1667 zginęło 52% mieszkańców terytorium zajmowanego obecnie przez Republikę Białorusi. „Kozacy” będą musieli wykazać się nie lada wyobraźnią, aby zrozumieć, dlaczego naród, który najpierw z radością witał rosyjskiego cara, kilka lat później wypędzał rosyjskie wojska wraz z Kozakami ze swojej ziemi.

Mohylewski garnizon Rosjan został wycięty doszczętnie. Kozacy miotali się jak szczury, próbując ratować życie. A wszystko to spowodowane było grabieżami i niczym nie umotywowanym okrucieństwem, jakich dopuszczali się „najspokojniejszy” z carów i jego Kozacy, także wobec współwyznawców. W rezultacie, ludność prawosławna formowała się w oddziały partyzanckie, by wypędzić wojska carskie i sprzymierzonych z nim Kozaków. Tak na marginesie, w rezultacie działań wojennych (1654-1667) w Postawach ocalało tylko 5 domów.

Krwawą rolę Kozacy odegrali również tłumiąc powstania narodowo-wyzwoleńcze 1830-31 i 1863. Wówczas ci rozbójnicy, nie wiedzieć czemu nazywający się „wojskiem miłującym Chrystusa”, przejawiali swoje bestialskie okrucieństwo wobec Polaków, Białorusinów i Litwinów.

Kajetan Rożnowski, były mieszkaniec postawskiego powiatu (osada Nowopole), pisze w swoich wspomnieniach (ze słów swego dziadka) o powstaniu 1863r.: „Kozacy nahajami spędzali ludność pod cerkwie lub cmentarze prawosławne, gdzie pop prawosławny po odprawieniu modlitwy i po poświęceniu kropidłem wodą święconą już zapisywał do ksiąg parafialnych. Poczem ludzi rozpuszczano do domów z zapowiedzią, że już jako prawosławni winni uczęszczać do cerkwi na nabożeństwa w dni święte, a szczególnie święta carskie...”.
 
P.S. Gdy po raz pierwszy usłyszałem, że na Białorusi powstaje „wojsko kozackie”, nie uwierzyłem. Myślałem, że to kiepski żart. Ale upewniwszy się, że to prawda, przeżyłem szok. Każdy człowiek, który choć odrobinę zna historię i kocha swoją Ojczyznę, przyjmie informację o „odrodzeniu” na Białorusi kozaczyzny jako obrazę, próbę zatarcia pamięci historycznej. To tak, jakby w Serbii, Bułgarii czy Rosji „odrodzili się” tureccy janczarzy.

Brzmi niedorzecznie, czyż nie? Niestety ten absurd z jakiegoś powodu na Białorusi stał się rzeczywistością. Przecież na przestrzeni wieków Kozacy byli główna siłą caratu, dławiącą naszą wspólną (polsko-białorusko-litewską) państwowość. Wydając decyzję o „odrodzeniu” niejakiego „białoruskiego kozactwa” prezydent Łukaszenko wykazał się, moim zdaniem, albo elementarną nieznajomością historii, lub (co jest bardziej prawdopodobne) celowo okazał brak szacunku wobec swego narodu.

Patriarcha białoruskiej niepodległości Zenon Pozniak powiedział kiedyś: „On (Łukaszenko) cierpi na antybiałoruską fobię”. Kiedy najsilniejszym pragnieniem jest chęć utrzymania się u władzy za wszelka cenę, to najwyraźniej odczuwa się potrzebę posiadania jak największej liczby formacji bojowych. Nieważne jakich, byle by broniły dyktatury. I do tego potrzebni są „kozacy”.

Co się tyczy tych przyjezdnych przebierańców, to nasza ziemia zawsze była obca dla nich i ich potomków. Ich korzenie tkwią gdzie indziej. Najwyraźniej uważają, że daje im to prawo lekceważąco odnosić się do naszej historii i pamięci naszych przodków – Białorusinów, Polaków, Litwinów i Żydów, którzy zginęli od kozackich kul i szabel.

„Rzeź Pragi”, grafika ze zbiorów Biblioteki Narodowej w Warszawie.