3 kwi 2016

Spis przedwojennych ulic postawskich

W 1939 roku w powiatowym miasteczku Postawy było siedemnaście ulic і trzy place. Po 17 września 1939 r. okupanci zmienili nazwy trzynastu ulic i wszystkich placów. Do dziś zachowały swoje historyczne nazwy tylko cztery ulice. Są to: Kolejowa (Железнодорожная), Dworcowa (Вокзальная), Cicha (Тихая) i Parkowa (Парковая). 
  • ul. Wileńska – obecnie Sowieckа (ул. Советская).
  • ul. Zadziewska – obecnie 17 września (ул. 17 сентября).
  • ul. Brasławska – obecnie Leninskaja (ул. Ленинская).
  • ul. Łuczajska (od 1936r. ul. Br. Pierackiego) – obecnie Czerwonoarmiejskaja (ул. Красноармейская).
  • ul. Kolejowa – obecnie Żeleznodorożnaja (ул. Железнодорожная).
  • ul. Dworcowa – obecnie Wokzalnaja (ул. Вокзальная).
  • ul. Cicha – obecnie Cichaja (ул. Тихая).
  • ul. Parkowa – obecnie Parkowaja (ул. Парковая).
  • ul. 11 listopada – obecnie Komsomolskaja (ул. Комсомольская).
  • ul. Polna – obecnie Oktiabrskaja (ул. Октябрьская).
  • ul. Bazyliańska – obecnie Gorkogo (ул. Горького).
  • ul. Jurysdyka – obecnie Pawlika Morozowa (ул. Павлика Морозова).
  • ul. Zarzeczna – obecnie Gagarina (ул. Гагарина).
  • ul. Sosnowa - obecnie Krupskoj (ул. Н.Крупской).
  • ul. K. Tyzenhauza – obecnie W.Klara (ул. B.Кляра).
  • ul. Topolowa – obecnie Pionierskaja (ул. Пионерская).
  • ul. Klonowa – obecnie Trudowaja (ул. Трудовая).
  • Plac Rynkowy (od 1936r. Plac Piłsudskiego) – obecnie płoszczad’ Lenina (Площадь Ленина).
  • Plac Rynek Zadziewski – obecnie Komsomolskaja płоszczad’ (Комсомольская площадь). 
  • Plac Nowy Rynek (koło szkoły Nr 2) – obecnie nie posiada nazwy. 


16 mar 2016

Świat, którego już nie ma

Pomnik w Postawach. Zdjęcie z ok. 1938 r.
Tęsknota, sentyment, oczarowanie – Kresy... Świat, którego już nie ma. Próbujemy odnaleźć go w książkach, na starych zdjęciach, we wspomnieniach…

Pan Eugeniusz Gaul urodził się w 1929 roku w wolnej i niepodległej Polsce w miasteczku Postawy na Wileńszczyźnie. Był naocznym świadkiem rozpoczęcia drugiej wojny światowej, sowieckiej, a potem niemieckiej okupacji i powojennych represji wobec ludności polskiej. Pan Eugeniusz uprzejmie zgodził się na wywiad dla bloga internetowego "Miasto Postawy i okolice", za co serdecznie mu dziękuję.

Jeżeli Pan pozwoli, rozpoczniemy od pierwszej wojny światowej, trwającej w latach 1914-1918. Wtedy w ciągu kilku lat linia frontu przebiegała przez terytorium współczesnego powiatu postawskiego, dzieląc go od północy na południe na dwie równe części. Co Pan słyszał o tamtych wydarzeniach od ludzi starszego pokolenia?

Z relacji mojego ojca Ignacego Gaula, naocznego obserwatora, wynika, że front niemiecko-rosyjski w czasie pierwszej wojny światowej przebiegał od jeziora Narocz, Kupa, Kobylnik, po Jeziorze Zadziewskim obok miasta Postawy w kierunku na Brasław – Dyneburg. W tym czasie ojciec miał siedemnaście lat. Mieszkał w zaścianku Benapol z ojcem i sześcioma braćmi. Prowadzili gospodarstwo rolne o powierzchni czterdziestu hektarów. Dwóch braci ojca, Feliksa i Floriana, wcielono do wojska rosyjskiego. Florian posiadał gospodarstwo rolne między jeziorami Szwakszty Duże i Szwakszty Małe. Niemcy z zachodu doszli do Jeziora Zadziewskiego i tak miasto Postawy zostało po stronie rosyjskiej, natomiast zaścianek Benapol - po stronie niemieckiej.

Mieszkańcy żyjący przy linii frontu zostali wysiedleni ze swoich domów, ponieważ domy były drewniane i rozebrano je na budowę okopów, zarówno po stronie niemieckiej jak i rosyjskiej. Front utrzymywał się przez trzy lata. Po stronie niemieckiej był głód, natomiast po stronie rosyjskiej głodu nie było. Ojciec w początkowej fazie przechodził przez front po żywność, jednak został złapany przez Niemców i osadzony w obozie pracy we wsi Mićkiany, w okolicy Szwakszt. Ludzie osadzeni w obozie budowali umocnienia na linii frontu. Podobnie Rosjanie budowali okopy i również wysiedlali mieszkańców miasteczka. Moja mama Apolonia, wówczas dwunastoletnia dziewczynka, mieszkała u siostry Marii, żony rosyjskiego urzędnika, w Postawach przy ul. Zadziewskiej nr 21, w dużym drewnianym domu. Później cała rodzina została ewakuowana do miasta Tuły (Rosja).

W czasie walk rosyjska artyleria zniszczyła murowany kościół katolicki za jeziorem w Zadziewiu, natomiast w Postawach kościół i cerkiew nie ucierpiały. Po froncie niemieckim pozostał betonowy bunkier przed wsią Duki i przeszkody z kolczastego drutu na dnie Jeziora Zadziewskiego. Po stronie rosyjskiej natomiast, przed rzeką, na wzgórzu, częściowo zachowały się okopy ziemne, w których, gdy paśliśmy tam konie, wykopywaliśmy naboje do rosyjskich karabinów. Pozyskiwany z tych naboi proch był używany do rozsadzania kamieni potrzebnych na podmurówki budynków.

Panie Eugeniuszu, jak wyglądały Postawy przed drugą wojną światową?
W centrum Postaw był wybrukowany rynek. W południowej jego części znajdowały się sukiennice – okrągłe kramy żydowskie. W północnej części rynku rozpoczynała się ulica Brasławska, w południowej ulica Wileńska, we wschodniej Łuczajska, a w zachodniej Zadziewska. U wylotu tej ulicy na murowanym budynku była umieszczona tablica pamiątkowa, informująca, że Józef Piłsudski na początku XX wieku ukrywał się tu przed aresztowaniem. Nauczycielka pani Maria Sołowiej podczas wycieczki naszej klasy opowiedziała, że Ziuka przebrano w strój kobiety, w chustę na głowę i długą suknię. W czasie rewizji doił krowę. Żandarmi nie wykryli tego fortelu.

Po prawej stronie na początku ul. Wileńskiej w piętrowym budynku była apteka państwa Kęstowiczów, rodziców znanego aktora, którzy byli spokrewnieni z rodziną Piłsudskich. Sam Zygmunt Kęstowicz w wywiadzie dla Telewizji Polskiej wspominał, że będąc dzieckiem siedział na kolanach Marszałka. Gdy miałem sześć lat, nosiłem na rękawie czarną opaskę żałobną po Marszałku i uczestniczyłem w kościele postawskim w mszy żałobnej. Do szkoły, usytuowanej w pałacu Tyzenhauza przy ul. Wileńskiej, chodziłem od pierwszej klasy. Obserwowałem budowę szosy do Wilna, gmachu sądu, szpitala i nowego budynku szkoły. Chodziłem do kina mieszczącego się przy ul. Łuczajskiej i Zarzecznej na rogu w Domu Ludowym. Na ulicach przedwojennych Postaw oświetlenie było elektryczne. Pracowały 2 elektrownie, prywatna Żyda Pergamenta przy młynie, i w koszarach 23-go Pułku Ułanów.

Bardzo dobrze pamiętam budynek starostwa. Jak wspomniałem, obok, z jeziorka parkowego, przepływał strumyk, w którym wiosną w okresie tarła okoni łowiłem je rękoma. Zimą niefortunnie na żelaznych sankach z góry Garbarka zjechałem wprost do ogrodzonego drutem kolczastym sadu hrabiego Przeździeckiego. Niebezpiecznie skaleczyłem twarz, byłem cały zakrwawiony. Urzędnik ze starostwa zaniósł mnie do przychodni, gdzie na rozdarte wargi lekarze założyli klamry. Niestety pamiętam tylko to, że na te sanki popchnęli mnie koledzy. Po zjechaniu z góry straciłem przytomność.

W roku 1935 przeniesiono 23 Pułk Ułanów Grodzieńskich z Podbrodzia do Postaw, gdzie już wcześniej wybudowano najnowocześniejsze w Polsce koszary. Co Pan pamięta o stacjonowaniu tego pułku w Postawach?
Nowoczesne koszary 23 Pułku Ułanów Grodzieńskich usytuowano w lesie, na wschód od stacji kolejowej Postawy. Do koszar prowadziła brukowana droga, którą plutony maszerowały do kościoła. Lubiłem uczestniczyć w świętach państwowych, pułkowych i capstrzykach. Często odbywały się zawody i pokazy sprawności ułańskiej. Obserwowałem ćwiczenia ułanów na dużym placu przy ul. Zarzecznej w Postawach. Kibiców częstowano grochówką z kuchni wojskowej. Latem w pogodne dni w muszli na Garbarce grała pułkowa orkiestra. Młodzież uczestniczyła w zabawie i tańcach.

Na placu ćwiczeń za dużym stawem przy ulicy Zarzecznej odbywały się turnieje, zawody i pokazy. Pamiętam, jak na placu rynkowym w Postawach odbywały się defilady 23 pułku ułanów. Plac był sporych rozmiarów, cały brukowany. Pośrodku placu były żydowskie sukiennice, tak zwane ”okrągłe kramy”. Wejścia do sklepików były od wewnątrz. Cały plac okalał chodnik z betonowych płyt, na którym ustawiali się mieszkańcy miasta i oglądali defiladę. Trybunę przeważnie ustawiano przy kasynie oficerskim. Na podwyższeniu stali wyżsi dowódcy i władze powiatu. Z ulicy Łuczajskiej na prawo na plac pierwsza skręcała orkiestra pułkowa, za nią poczet ze sztandarem pułkowym, szwadrony ułanów, wszyscy w szyku marszowym dookoła rynku.

Widziałem „Hubertowiny” w 23 pułku. Jeden z ansamblu oficerów miał przyczepiony do ramienia ogon rudego lisa. Pozostali na koniach w gonitwie przez różne wertepy starali się zdobyć (zerwać) ogon lisa i w ten sposób zostać zwycięzcą „pogoni za lisem”.

W 1935 roku uczestniczyłem w uroczystej mszy świętej żałobnej za duszę Marszałka. W naszym kościele było wtedy kilka plutonów ułanów w pełnym uzbrojeniu (broń, szable, lance).

W czasie okupacji niemieckiej mój Ojciec kilka razy pełnił w koszarach okresowy dyżur przeciwpożarowy, ponieważ należał do ochotniczej straży pożarnej. Wówczas mogłem zwiedzić koszary byłego 23 Pułku Ułanów Grodzieńskich. Podobały mi się wanny w łazienkach, prysznice i centralne ogrzewanie.

Według statystyk w latach trzydziestych XX wieku 52% mieszkańców powiatu postawskiego stanowili Polacy, a 48% Białorusini i Żydzi. Jakim językiem posługiwała się wtedy większość ludności?
W Postawach przed wojną większość mieszkańców rozmawiała po polsku. Część używała języka tak zwanego „tutejszego”, według mnie „slangu” mużyckiego, czyli mieszanki polsko– rosyjsko– białoruskiej.

Przed wojną w Postawach rozpoczęto budowę powiatowego szpitala, ale nie wiem przy jakiej ulicy on się mieścił?
Szpital budowano przy ul. Zadziewskiej, po lewej stronie na końcu ulicy. Do 1 września 1939 r. piętrową budowlę z cegły pokryto gontem. Budynek w stanie zamkniętym pozostał bez wyposażenia. W sąsiedztwie szpitala wcześniej wybudowano publiczną szkołę, do której uczęszczałem jako uczeń 3 i 4 klasy. Rozpoczęto też budowę gmachu sądu przy ul. Wileńskiej, za strumykiem płynącym z jeziorka parkowego, obok gmachu starostwa.

Co Pan pamięta o Komendzie Policji Państwowej w Postawach? Może zna Pan losy któregoś z policjantów? Pytam o to dlatego, że po 17 września 1939 r. część z nich została przez NKWD rozstrzelana w Berezweczu (koło Głębokiego), a część uwięziona w sowieckich łagrach.
Komenda Policji mieściła się przy ul. Wileńskiej. Wtedy miałem dziesięć lat. Nie chuliganiłem i nie miałem żadnego kontaktu z policją. Nie pamiętam żadnych nazwisk. W mojej klasie był syn policjanta; imienia nie pamiętam, nazwisko Ciężarek, albo przezwisko, bo jego ojciec był gruby. Ogólnie policja postawska „dokuczała” mieszkańcom. Pilnowała porządku. Sypały się mandaty za końskie ekskrementy i tym podobne. Mieszkańcy byli zobowiązani przed swoją posesją codziennie uprzątać chodnik i pół szerokości brukowanej jezdni.

Co Pan pamięta o początku drugiej wojny światowej i o wtargnięciu Sowietów?
We wrześniu 1939r. w Postawach nie spodziewano się okupacji sowieckiej. Najbardziej baliśmy się nalotów samolotów niemieckich. Kopaliśmy w ogrodach schrony. Szyby w oknach zaklejaliśmy taśmami z papieru. Organizowano szkolenia przeciwgazowe. Sąsiad nasz Sartatowicz miał radio lampowe, toteż sąsiedzi słuchali komunikatów; najczęściej cyfrowe „nadchodzi, przeszedł...”. Pan Masalski miał radio kryształkowe, które dobrze odbierało radiostację wileńską.

Ojciec mój był magazynierem w hurtowni Polskiego Monopolu Spirytusowego. Mając pieniądze i doświadczenie z pierwszej wojny światowej, zaprzągł do wozu konia i pojechał do żydowskich sklepów. Nakupił dużo worków soli, cukru, skrzynię mydła „Jeleń”, skrzynię tytoniu grodzieńskiego i tutek z gilzy oraz wiele artykułów pierwszej potrzeby. W tym czasie zauważyłem większy nadzór władz Rzeczypospolitej Polskiej nad niektórymi mieszkańcami Postaw. Rozchodziły się pogłoski o niemieckich szpiegach. Słyszałem, że ogólnie znany żebrak, sekciarski kaznodzieja, okazał się szpiegiem niemieckim, gdyż został przyłapany na gorącym uczynku szkodzenia łączności.

Moi rodzice posiadali tak zwany dom na dwa końce: jedną część wynajmowali Żydówce Chajce-Chaicie, która prowadziła koszerną kuchnię dla żydowskich kupców. Od nich mieliśmy dużo aktualnych wiadomości o ogólnej sytuacji.

Poza tym w jednym z pokoików mieszkało u nas dwóch robotników, którzy mieli zakaz mieszkania przy granicy sowieckiej i byli pod nadzorem policji. Jako tak zwani „polityczni” po odbyciu kary mieli pomoc finansową od Stefanii Sempołowskiej. Co miesiąc otrzymywali po 80 zł zasiłku. Byli zwolennikami Sowietów i kontaktowali się z miejscowymi komunistami. Od nich ojciec dowiedział się o możliwości napadu Sowietów na Polskę i o wielu aresztowaniach. Radził, aby A. Markiewicz – właściciel hurtowni i inni zagrożeni uciekli. Ojciec nawet proponował konia z wozem, aby udać się na Litwę, jednak panowie nie dali wiary i pozostali na miejscu.

Do czasu wkroczenia bolszewików nie słyszałem o Białorusi. Nie było literatury białoruskiej i państwa. Miejscowi komuniści i Żydzi szybko wystawili powitalną bramę z napisem "Dobro Pożałować" i witali kwiatami i chlebem z solą pierwsze sowieckie czołgi. Zorganizowali „miting”, na którym przemawiali komuniści, elegancko świątecznie ubrani w garnitury i skórzane buty. Narzekali, że "panowie" ich gnębili. Żydzi cieszyli się, że nastanie ich władza, a sąsiad rymarz powiedział do mojego ojca: "No i co, panie Gaul, Żyd parch zniknie, a będzie ogólnie szanowany jewrej".

Przed wjazdem radzieckich czołgów do Postaw komitet obywatelski miasta zdążył zniszczyć przez potłuczenie butelki wódki w magazynie Polskiego Monopolu Spirytusowego, gdzie mój tata był magazynierem i posiadał klucze. Byłem przy tym, znam miejsce zniszczenia wódki na brzegu stawu, gdzie pozostała kupa szkła po butelkach. Kilka wrzucono do stawu na pamiątkę. Utworzono też grupę obywatelską uzbrojoną w broń myśliwską do pilnowania względnego porządku w mieście. Do tej grupy należał mój kuzyn, syn mojej cioci Jan Adamkowicz, niestety nie żyje.

Gdzie w Postawach w latach 1939-1941 mieściła się siedziba NKWD i co Pan pamięta o represjach?
Trudno mi określić, gdzie była siedziba NKWD. W okresie 1939-1941 na ulicę Brasławską, do podpiwniczonego budynku w pobliżu kapliczki, nosiłem przez kilka dni jedzenie dla aresztowanych Markiewicza, Więckowskiego, Rembalskiego i Urbana. Od pierwszego dnia wszystkie piwnice w miasteczku wykorzystali enkawudziści, osadzając w nich aresztowanych urzędników, nauczycieli i inteligencję. Na ulicę Wileńską do aresztu w gmachu po izbie skarbowej żołnierze w charakterystycznych czapkach, z bagnetami na karabinach, doprowadzali ludzi.

Według wspomnień niektórych byłych mieszkańców Wileńszczyzny podczas pierwszej sowieckiej okupacji (1939-1941) Żydzi aktywnie współpracowali z NKWD, chodzili z czerwonymi opaskami na rękawach i pomagali NKWD-zistom w aresztowaniu Polaków. Czy przydarzało się coś podobnego w Postawach?
Potwierdzam to. Żydzi w okresie „pierwszych Sowietów” współpracowali z nową władzą, do której szybko dostali się młodzi obejmując stanowiska kierownicze i z drobnych handlarzy stali się nauczycielami, "predsiedatielami" i innymi "czynownikami". Przyjęli szybko sposób ubierania się i zachowania okupantów.

Żydzi, szczególnie młodzi, lubowali ubierać się w "briuki i rubaszki" (spodnie i koszule) wojskowe, strzygli się „na zerówkę” i upodabniali do żołnierzy. Po zajęciu Postaw przez Niemców w 1941r. wielu już w pierwszym dniu trafiło do niewoli razem z "krasnoarmiejcami". Znam przypadek, gdy tak ubrany Żyd wyszedł na ulicę popatrzeć na niemieckie wojsko i został zatrzymany. Jego rodzina wstawiła się za nim, tłumaczyła, że on nie jest żołnierzem. Całą rodzinę z ulicy Zadziewskiej, kilka domów dalej za naszym, zaprowadzono za cmentarz przy ul. Cichej i rozstrzelano. Niemcy zebrali z miasta Żydów i umieścili ich pod sukiennicami jako zakładników, a w środku kramów zamknęli Rosjan. Ogłosili, że jeśli zginie chociaż jeden niemiecki żołnierz, to rozstrzelają wszystkich zakładników.

Co działo się w Postawach 22 czerwca 1941r., kiedy rozpoczęła się wojna niemiecko-radziecka? Dobrze zapamiętałem 22 czerwca 1941 roku. Była to niedziela. Głośniki na słupach od rana wrzeszczały: „niemiecko- faszystowskaja świnia wlezła w nasz sowieckij agarod”. Rankiem zwożono rannych lotników; w latach 1940-1941r. w Postawach mieściła się szkoła pilotów. Nie pamiętam daty wkroczenia Niemców do miasta. Pamiętam ogólny chaos, od samego początku ucieczki Rosjan i Żydów-czynowników na wschód. Dużo radzieckich żołnierzy przechodziło z zachodu na wschód, prosząc o cokolwiek do zjedzenia. Ojciec przyprowadził czterech do domu; mówili, że „odstali od czaści” (jednostki wojskowej), nie mieli broni. Żołnierzy z bronią zatrzymywano do zorganizowanej obrony.

Mówili: „Bez boja Postawy nie oddadzim”. Skutek był taki, że Niemcy od strony wsi Zadziewie (mieszkaliśmy przy ul. Zadziewskiej ) w ciągu dwóch godzin walki zabili kilkuset czerwonoarmistów, a Niemców zginęło chyba tylko siedmiu. Okupacja niemiecka to szeroki temat. Oni umocnili teren pałacu Tyzenhauza i parku u wylotu ulicy na Wilno, wybudowali bunkry ziemne i ogrodzili się drutem kolczastym. Komendantura żandarmerii była w lokalu izby skarbowej. Było 11 żandarmów i 90 białoruskich policjantów. Policją białoruską dowodził żandarm Willy, który dobrze mówił po polsku. Do policji wstąpili Polacy - ochotnicy z miasta i okolic, aby uniknąć wysyłki na roboty. Byli to synowie znajomych gospodarzy i naszych krewnych, spośród których większość znałem osobiście.

Pod wieczór mieli zwyczaj maszerowania po ulicach i dookoła rynku ze śpiewem polskich piosenek np. „Wojenko, wojenko”, „Przybyli ułani pod okienko”. Czterech krewnych mieszkało w naszym domu. Większość należała do AK. Uzbrojeni byli w holenderskie karabiny i naboje. Nocami często organizowali koło swoich wiosek zasadzki na sowiecką partyzantkę. Zaoszczędzone naboje dawali mi na przechowanie. Niemcy im wydzielali tylko po 20 sztuk. Codziennie chodzili na ćwiczenia i musztrę białoruską, komendy której wyśmiewali. Broń przechowywano u Niemców.

Za co Niemcy rozstrzelali księdza Bolesława Maciejewskiego, proboszcza postawskiej parafii?
Ks. Bolesław Maciejewski został rozstrzelany przez Niemców, ponieważ nie wydał dzwonów z naszego kościoła. Miejsce jego pochówku nie jest znane. Przy kościele znajduje się symboliczny nagrobek, wykonany przez pana Mariana Bumblisa.

Co Pan wie o polskiej konspiracji w Postawach podczas drugiej wojny światowej?
W Postawach podczas drugiej wojny światowej istniała polska konspiracja związana z AK. Należeli do niej moi kuzyni Gaule, Mieczysław Kryczało, Czesław Siwicki (w PRL-u był prokuratorem w Olsztynie), Władysław Krakuć, Franciszek Pietkiewicz, Dalecki, Kuksa, Lewkowicz i prawie cały skład policji białoruskiej. W swojej królikarni, w pustakach z betonu, ukrywałem amunicję do karabinów holenderskich, rosyjskich i niemieckich oraz materiały wybuchowe, kostki trotylu, miny i pociski do moździerzy. Znałem Naumczyka, Alchimowicza i Eugeniusza Łukjańca, z którym do dzisiaj się koleguję. Mieliśmy kontakt z „Łupaszką” (Zygmunt Szendzielarz, dowódca 5 Wileńskiej Brygady AK).

Czym podczas wojny zajmowali się sowieccy partyzanci, a raczej bandyci, z brygady Fiodora Markowa, która działała na terenie powiatu postawskiego?
Banda Fiodora Markowa zajmowała się rabunkami; okradali okolicznych rolników. Nasi akowcy ich zwalczali.

W jakim nastroju w lipcu 1944r. spotykali postawianie drugie przyjście Sowietów?
Drugie przyjście Sowietów przeżyliśmy 8 km poza Postawami, we wsi Rodzie, u stryja Michała. Byliśmy tu przez kilka dni na linii frontu. Sowieci ostrzelali z "katiuszy" wioskę, w której zapalili kilka budynków. Armaty niemieckie odjechały wieczorem. Rankiem przyszli z karnej pierwszej linii sowieccy „szpicy” bez broni, z kilkoma śmierdzącymi śledziami, i prosili, by dać im cokolwiek "pokuszać". Kilka dni po zajęciu okupacyjnym dowiedzieliśmy się, że granicę Polski przesunięto na zachód za rzekę Bug.

Ogłoszono mobilizację mężczyzn. Wszystkich z Postaw pognano pieszo 70 km do Krasnego koło Mołodeczna. Mój ojciec też tam był przez siedem dni. Zmobilizowanych posegregowano według narodowości. Polaków w wieku do 45 lat do polskiego wojska, a przedstawicieli innych nacji do Armii Czerwonej. Po trzech dniach szkolenia wysłano wszystkich na front. Ojca zwolniono (miał 47 lat). Powrócił i zatrudnił się w "Ochranie Pocztowoj Świazi" (łączność pocztowa). Nastrój postawian był fatalny. Aresztowania ukrywających się przed poborem do wojska, sądy i wysyłka do łagrów. W takiej atmosferze ojciec zapisał rodzinę na repatriację do województwa poznańskiego, aby nie trafić do Kazachstanu lub na Syberię.

Dziękuję, że zgodził się Pan odpowiedzieć na moje pytania.  

Zdjęcie z 1-ej komunii św. w kościele postawskim w 1938 roku. W pierwszym rzędzie z prawej strony siedzi na dole p. Eugeniusz Gaul. Kopię zdjęcia przesłał p. Eugeniusz Gaul. Serdecznie dziękuję.

Plac Rynkowy w Postawach. Zdjęcie wykonane ok.1930 roku.

Budynek młynu i kościół w Postawach. Lata przedwojenne.
Budynek byłego powiatowego szpitala w Postawach, pobudowany w latach 1938-1939. Zdjecie z Internetu.

29 lut 2016

Doktor Jan Makarewicz

Jan Makarewicz
4 stycznia 1937 roku doktor Jan Makarewicz podjął pracę jako lekarz powiatowy w miasteczku Postawy w województwie wileńskim. Pracował tu także przez czas okupacji radzieckiej, a potem niemieckiej, do lipca 1944 roku.

Jan Makarewicz urodził się 4 lutego 1902 r. w Rulewiczach w powiecie lidzkim. Jego rodzicami byli małżonkowie Jan Makarewicz i Anna z Kozakowskich. Wtedy Makarewiczowie mieszkali w osadzie Pietraszuńce w parafii raduńskiej. Pierwsze nauki młody Jan Makarewicz pobierał w szkole wiejskiej. Potem uczęszczał przez trzy lata do Państwowego Humanistycznego Gimnazjum Koedukacyjnego im. hetmana Karola Chodkiewicza w Lidzie, które ukończył 15 czerwca 1924 roku uzyskując świadectwo dojrzałości (maturalne). W tej samej klasie gimnazjalnej uczył się w Lidzie między innymi z Jerzym Putramentem, późniejszym pisarzem.

W roku akademickim 1924/1925 Jan zapisał się na Wydział Prawa Uniwersytetu Stefana Batorego (USB) w Wilnie. Jednakże w trakcie pierwszego roku studiów zmienił zainteresowania i w następnym roku akademickim 1925/1926 podjął naukę na Wydziale Lekarskim USB. Uzyskał absolutorium na Wydziale Lekarskim w 1933 r., a dyplom ukończenia studiów lekarskich w USB otrzymał z datą 14 maja 1933 roku. W międzyczasie w roku akademickim 1929/1930 odbył służbę wojskową w Centrum Wyszkolenia Sanitarnego (C.W.San.) w Warszawie.

Po otrzymaniu dyplomu roczną praktykę lekarską odbywał w Szpitalu Miejskim Sawicz w Wilnie. Po otrzymaniu prawa praktyki od 1.12.1934 r. do końca roku 1936 pracował w Miejskim Pogotowiu Ratunkowym w Wilnie. Jako wolontariusz podjął pracę w Zakładzie Anatomii Patologicznej Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie, gdzie następnie był zatrudniony od 1.12.1934 r. do 31.05.1935 r. W kwietniu 1936 r. objął stanowisko zastępcy lekarza powiatowego w Starostwie Wileńsko-Trockim, a 4 stycznia 1937 r. podjął pracę jako lekarz powiatowy w starostwie miasteczka Postawy, w województwie wileńskim, dokąd przeprowadził się z całą rodziną i zamieszkał w wynajętym domu przy ul. Polnej 2.

Wiesław Makarewicz, syn Jana Makarewicza, pisze we wspomnieniach:

„Lata spędzone w Postawach, to był czas mego wczesnego dzieciństwa. Niewiele pamiętam z tego miasta, tylko niektóre obrazy z bezpośredniego otoczenia naszego domu. Wiem, że w pobliżu była ul. Parkowa, za nią lasek i rodzaj parku zwany Garbarka, w głębi staw czy też może jezioro. Nasz dom był drewniany z niewielkim ganeczkiem odgrodzony drewnianym płotem ze schodkami prowadzącymi do ulicy. Wchodziło się najpierw do małej werandy, następnie do przedpokoju, który pełnił funkcję poczekalni, gdyż w pokoju na prawo od wejścia był gabinet lekarski Ojca. W pobliżu, gdzieś od strony podwórka stał dość długi, chyba parterowy murowany budynek z czerwonej cegły, w którym podczas niemieckiej okupacji mieścił się Landwirtschaft.

Ojciec wkrótce po przyjeździe do Postaw, jesienią 1937 roku, wyjechał na półroczny kurs dla lekarzy administracyjnych (powiatowych, 1.10.1937 – 13. 04.1938) organizowany w Państwowej Szkole Higieny w Warszawie. Po ukończeniu kursu na wiosnę 1938 r. i zdaniu egzaminu wrócił na swoje stanowisko lekarza powiatowego w Postawach [...]. Przed wojną była to stosunkowo dobrze płatna państwowa posada, ponadto miał też możliwość prowadzenia praktyki prywatnej [...].

W tamtych latach praca lekarza w prowincjonalnym miasteczku, takim jak Postawy, dalece odbiegała od dzisiejszych warunków. Ojciec w swoim gabiniecie udzielał pomocy praktycznie wszystkim pacjentom, niezależnie z jakiego powodu się zgłaszali, nie wyłączając usuwania, czasami, zębów. Otrzymywał honorarium często w naturze, bo ludzie na wsi nie mieli pieniędzy. Były to jaja, kury, kaczki, cielęcina, miód i inne produkty żywnośniowe oraz kawałki lnianego płótna, które wówczas na wsi chłopi tkali. Żywności więc Rodzicom nie brakowało i pamiętam, że Mama częścią otrzymywanych dóbr dzieliła się ze znajomymi.

Pamiętam też z wczesnego dzieciństwa i po części z późniejszych opowieści Ojca, że nieraz wyjeżdżał saniami lub konnym wozem do sąsiednich wiosek na wezwanie do powikłanego porodu lub ciężko chorego i bywało, że wracał po dwóch dniach. Badanie rentgenowskie nie było wówczas dostępne w promieniu dziesiątków kilometrów, więc wszelkie urazy załatwiano praktycznie bez żadnej możliwości diagnostyki i kontroli, także o jakichkolwiek badaniach laboratoryjnych, oczywiście, nie mogło być mowy. Wszawica, świerzb i tzw. kołtun były na porządku dziennym. Dzieci często umierały na dyfteryt, a tyfus plamisty występował endemicznie stale, nasilając się gwałtownie w warunkach wojny i okupacji, podobnie jak i gruźlica.

W Postawach zastał nas wybuch wojny 1 wrzwśnia 1939 r., a niebawiem, 17 września tegoż roku tereny te zajęła Armia Czerwona w wyniku realizacji ustaleń tajnego paktu Ribbentrop-Mołotow. Niewiele, oczywiście, pamiętam z tego okresu, a to, co pamiętam, pochodzi raczej z rozmów zasłyszanych od moich Rodziców. Rozpoczął się ponury okres okupacji bolszewickiej. Do miasteczka przyjechało wielu radzieckich oficerów z rodzinami, lokowanych często w domach po eksmisji polskich czy żydowskich mieszkańców. Ojca, którego z racji zawodu potrzebowano, nie usunięto z wynajmowanego dotychczas domu [...].

Poza ogólnym zastraszeniem i donosicielstwem najbardziej dramatyczne były akcje wywózek, deportacji na Sybir i do Kazachstanu, które dotknęły wielu rodzin ze środowiska miejscowej inteligencji zaprzyjaźnionych z moimi Rodzicami. Wstrząsające były wiadomości o zbrodni katyńskiej, które do nas docierały [...]. Wychowany w tym czasie i w tym środowisku, jako małę dziecko poznałem istotę radzieckiego systemu....

Będąc nadal lekarzem powiatowym podczas okupacji niemieckiej, od stycznia 1943 roku Ojciec jednocześnie pełnił funkcję dyrektora Szpitala Powiatowego w Postawach i kierownika oddziału chorób wewnętrznych i zakaźnych. Te obowiązki pełnił aż do wyjazdu z Postaw w lipcu 1944 r. [...].

W latach okupacji niemieckiej 1942-1944, kiedy nasilił się ruch oporu i okoliczne lasy pełne były oddziałów partyzanckich, powstała bardzo niebezpieczna sytuacja, gdyż lekarz potrzebny był zarówno władzom okupacyjnym, jak i partyzantom. Zdarzało się, że nocą partyzanci przyprowadzali do Ojca jakiegoś rannego, lub przychodzili z bronią w ręku i zabierali Ojca do lasu, aby tam komuś udzielił pomocy. Nigdy nie było wiadomo , czy z takiej wyprawy wróci i czy nie nastąpi aresztowanie przez Niemców!

Po klęsce Niemców pod Stalingradem i podczas trwającej ofensywy Armii Czerwonej Ojciec, obawijąc się ponownego wejścia Rosjan, wysłał jesienią 1943 r. mnie wraz z Mamą oraz babcią Stanisławą do Wilna, sam pozostając w Postawach, bowiem nie było mowy, aby Niemcy zgodzili się na jego wyjazd. Ojciec zorganizował (zapewnie za złoto) nasz transport do Wilna z wojskową kolumną niemiecką. Pamiętam, że Babcia jechała wraz z bagażami, [...] w wojskowej ciężarówce, a Mama ze mną w osobowym samochodzie jakiegoś niemieckiego oficera. Kolumna w drodze do Wilna miała odpowiednią eskortę z uwagi na zagrożenie akcjami partyzantów. I rzeczywiście w pewnym momencie doszło do strzelaniny, kolumna się zatrzymała i wszyscy położyli się plackiem w przydrożnym rowie.

Wywiązała się zaciekła strzelanina. Dla mnie największym przeżyciem był niewątpliwie widok wielkiego pożaru – to stojąca tuż obok drogi stodoła w trakcie tej potyczki stanęła w płomieniach. Czułem na plecach gorąco bijące od tych płomieni. Pamiętam, że kiedy strzelanina ustała, mówiło się, że w niektórych samochodach kolumny byli zabici i ranni! To było właściwie moje pierwsze bezpośrednie wojenne przeżycie, które pozostało w mojej pamięci, a miałem wówczas około 8 lat! Tak pożegnałem Postawy.

[...] Losy Ojca były wówczas następujące. Postawy mógł opuścić transportem kolejowym dopiero razem z ewakuującymi się Niemcami w lipcu 1944 r., zabierając tylko osobiste rzeczy. Transport ten w drodze na Wilno zatrzymał się m.in. w miejscowości Podbrodzie, gdzie pracował kolega Ojca, dr. Sielicki. Po rozmowie z nim Ojciec zdecydował się samowolnie odłączyć od transportu i wędrując pieszo nocami z płócianym plecakiem, dostał się do Wilna, a stamtąd po uzyskaniu informacji, gdzie może nas odnaleźć, dołączył się do nas [...].

W Postawach, wkrótce po jego wyjeździe, na dom przy ul. Polnej, w którym mieszkaliśmy, spadła bomba i mimo że podobno nie wybuchł pożar, dom został całkowicie zniszczony. Tak więc zostaliśmy z tym, co udało się rok wcześniej przewieźć do Wilna! Ojciec po „wyzwoleniu” od sierpnia 1944 roku podjął pracę jako kierownik oddziału i zastępca dyrektora Szpitala Zakaźnego w Wilnie [...].

Pod koniec lata 1945 r. Rodzice rozpoczęli przygotowanie do wyjazdu z Wilna, które stało się stolicą sowieckiej Litewskiej Republiki, do nowej, pojałtańskiej Polski. Dla tych, którzy wyrażali wolę wyjazdu, władze organizowały transporty kolejowe. Zajmował się tym powołany w październiku 1944 r. Państwowy Urząd Repatryacyjny PUR. Alternatywą było pozostanie i zgoda na przyjęcie obywatelstwa radzieckiego. Transporty repatryacyjne docierały w Polsce do terenów tzw. Ziem Odzyskanych. Rodzice zdecydowali się na taki transport opuszczający Wilno około połowy września 1945 r., którego docelową stacją miał być Gdańsk. [...].

Do Gdańska trafiło już wcześniej wielu lekarzy z Wilna i z USB, a potrzeby były ogromne, toteż Ojciec mógł dość szybko otrzymać zatrudnienie. Już 9 października 1945 r. objął stanowisko kierownika Oddziału Profilaktyki w Wydziale Zdrowia Zarządu Miejskiego w Gdańsku i jednocześnie od 1 czerwca 1946 r. – stanowisko asystenta Miejskiego Szpitala Powszechnego w Gdańsku na oddziale chorób wewnętrznych. [...].


P.S. Serdecznie dziękuję Wiesławowi Makarewiczowi za przesłane wspomnienia i kopie zdjęć z rodzinnego albumu.

Spacery ulicami Postaw, ok. 1938 r. Jan Makarewicz z żoną Katarzyną i synem Wiesławem
Przed siedzibą starostwa w Postawach, ok. 1938 r. Jan Makarewicz stoi pośrodku, pierwsza z lewej Maria Żero. Pierwsy z prawej nieznany oficer, najprawdopodobniej z 23-go Pułku Ułanów Grodzieńskich.
Jan Makarewicz na spacerze z żoną Katarzyną i Aliną Kmitówną. Postawy, ok. 1938 r.
Spacery ulicami Postaw, ok. 1938 r. Katarzyna Makarewicz z synem Wiesławem.
Spacery ulicami Postaw, ok. 1938 r. Jan Makarewicz stoi pośrodku. Z lewej żona Katarzyna z synem Wiesławem.
Na moście nad rzeczką Miadziołką w Postawach, lipiec 1939 r. W głębi kościół pw. św. Antoniego z Padwy. Pierwszy z prawej stoi Jan Makarewicz. Pierwszy z lewej Bronisław Siedlar - nauczyciel Gimnazjum w Postawach. Druga od lewej Katarzyna Makarewicz.
Syn doktora Jana Makarewicza - Wiesław Makarewicz. Zdjęcie wykonane w Postawach ok. 1938r.
Syn doktora Jana Makarewicza - Wiesław Makarewicz. Zdjęcie wykonane w Postawach ok. 1938r.
Katarzyna Makarewicz z synem Wiesławem. Zdjęcie wykonane w Postawach ok. 1938r.
Zimowe spacery w Postawach, ok. 1938 r. Katarzyna Makarewicz z synem Wiesławem.
Na jeziorze w Postawach, ok. 1937 r. Jan Makarewicz z Anielą Bryszewską.
Pismo "Wiadomości Terapeutyczne", znalezione w Postawach podczas naprawy starego domu.
Wyprawa na jezioro Narocz, wakacje 1938 r. Obok Jana i Katarzyny Makarewiczów pani Aniela Bryszewska.
Wyprawa na jezioro Narocz, wakacje 1938 r. Obok Jana i Katarzyny Makarewiczów pani Aniela Bryszewska (w centrum).

19 lut 2016

Powrót do Polski

Bronisław Kwiatkowski. Zdjęcie z paszportu.
Na początku 1919 r., w przededniu radziecko-polskiej wojny, do Polskiego Konsulatu w Charkowie (obecnie Ukraina) zwrócił się były mieszkaniec wsi Jacewicze Bronisław Kwiatkowski, urodzony w roku 1888. Napisał on podanie z prośbą o nadanie mu polskiego obywatelstwa, a także zawiadomił o swoim pragnieniu powrotu do Ojczyzny, do niezależnej Polski.

Jeszcze przed pierwszą wojną światową, w 1912 roku, porzucił on swoją wieś Jacewicze koło Postaw i w poszukiwaniu pracy pojechał w głąb Rosji. Na początku XX wieku tak zwany «Północno-Zachodni Kraj» imperium rosyjskiego, do którego wtedy należała gubernia wileńska, był zacofanym, rolniczym regionem. Wtedy mieszkańcy tego regionu stanowili około 3,6% ludności imperium, a tamtejsza produkcja była mniejsza niż 1% całej produkcji przemysłowej państwa. Rosło bezrobocie. Zwiększało problem i przeludnienie wsi, i nadmiar rąk do pracy. Dlatego nasi liczni ziomkowie byli zmuszeni do poszukiwania pracy w bardziej rozwiniętych przemysłowo guberniach, w dużych miastach imperium. Jeszcze inni w poszukiwaniu lepszego życia wyjeżdżali za granicę.

18 października 1919 roku w Polskim Konsulacie w Charkowie Bronisławowi Kwiatkowskiemu wydano polski paszport, ale z powodu działań wojennych nie było możliwości od razu wrócić do kraju. Przez dwa lata (1919 – 1920) trwała krwawa polsko-bolszewicka wojna. 18 października 1920 roku wszedł w życie rozejm. Radziecko-polski front zamarł wzdłuż linii, mniej więcej odpowiadającej granicy przed drugim podziałem Rzeczypospolitej. 18 marca 1921 roku w Rydze, między Rosyjską SSR i Ukraińską SSR z jednej strony, a Polską - z drugiej, została podpisana umowa pokojowa, która położyła kres wojnie. Na podstawie paragrafu 6. p. 2. tej umowy byli poddani imperium rosyjskiego polskiej narodowości, znajdujący się na terytorium Rosyjskiej SSR i Ukraińskiej SRR, otrzymywali prawo na wyjazd do Polski. 24 stycznia 1922 roku, po dziesięciu latach, wreszcie mógł wrócić do domu i Bronisław Kwiatkowski.

Po upływie jakiegoś czasu zwrócił się do komendy policji z podaniem, w którym prosił o wydanie mu dowodu osobistego. W związku z tym powiatowa policja zaczęła standardową procedurę sprawdzania, w ciągu której zostali przesłuchani sąsiedzi i znajomi B. Kwiatkowskiego. 23.12.1922 r. kierownik 15 Dzielnicy Policji Państwowej Władysław Margunicz w raporcie skierowanym do kierownika III rejonu policji meldował, że w Jacewiczach mieszka matka Bronisława Kwiatkowskiego, Anna, mająca 60 lat. Tamże, w Jacewiczach, Bronisław miał pięć dziesięcin ziemi, które były jego własnością wspólną z młodszym bratem Józefem.

Nieruchomości rodzina nie posiadała, ponieważ ich dom spłonął podczas pierwszej wojny światowej. W raporcie także wskazano, że w życiu codziennym językiem potocznym rodziny Kwiatkowskich był polski. Policjant zawiadamiał, że według stanu na 23 grudnia 1922 roku Bronisław pracował w pobliskim folwarku Olechniszki. Tamże, niedaleko, we wsi Olechniszki, mieszkał jego kuzyn Kazimierz Kwiatkowski. W raporcie była mowa także o tym, że podczas przebywania na terenie Polski nie zauważono, by Bronisław Kwiatkowski kontaktował się z osobami niebezpiecznymi politycznie.

19 kwietnia 1923 roku Bronisław Kwiatkowski otrzymał dowód osobisty i książeczkę wojskową. Dalsze losy tego człowieka nie są znane.

Okładka paszportu B.Kwiatkowskiego.

Jedna ze stron paszportu B.Kwiatkowskiego.